Jak to?Wyobrażasz sobie też casami np. gołą babę - ona tak naprawdę nie istnieje.

Jak to?Wyobrażasz sobie też casami np. gołą babę - ona tak naprawdę nie istnieje.

rolmops pisze: Dlatego konflikt wewnętrzny jest czymś tak naturalnym jak sikanie czy spanie. W rd chodzi nie tyle o pozbycie się go, co o podziwianie jego "piękna". Na konflikcie znakomicie wyrasta kazdy rodzaj rozwoju (w tym duchowy). Jeśli masz w sobie wielkie konflikty, to jaki rozwój z tego wyrośnie?
Święta prawda i jak dotąd tak samo bezużyteczna jak pozostałe. Drogowskazy to jedno, umiejętne wykorzystanie ich to drugie, i tu pies się pogrzebał.
powiedz mi teraz coś czego nie próbowałem,
Sęk chyba w tym, że moja osobowość nie jest zaprojektowana na zbyt stabilną, szybko traci czymś zainteresowanie i natychmiast potrzebuje zaangażować się w co innego. Trudno za tym nadążyć.
jak?
Tak więc myślę, że cały ten rd to zbiór różnorakich sposobów na "uspokojenie się", usuwanie w sobie samym przeszkód do znalezienia (nie osiągnięcia!!!) TEGO

No, tez tak mysle. Dlatego mistrzowie nigdy nie mowia o osiaganiu oswiecenia/nirvany.
Problem w tym, ze my jestesmy zaprogramowani na ciagle robienie czegos, chocby myslenie, wiec medytacjia jest czyms trudnym,
nie mozna zmusic sie do nic nie robienia, powstaje paradoks
Myślę, że to jest tak, że przytrafiają się nam w zyciu różne rzeczy - nie tylko wydarzenia, ale także myśli, różne emocje, osoby, miejsca itd (generalnie całe życie nam sie przytrafia).
A ja gdzies wyczytalem"Kto działa nie działając, nie działa w czasie działania, kto pozostaje nieruchomy będąc w ruchu i porusza się będąc nieruchomym ... itp... ten osiągnął prawdziwą jogę."
i nawet ma to swoja logike( a raczej stoi ponad logika): "Kto w czynnosci WIDZI biernosc, a w biernosci czynnosc, ten jest prawdziwym mistrzem".Przychodzi taki moment, kiedy cała wiedza wydaje się bezsensowna. Jest to moment, gdzie świadomość przechodzi przeistoczenie – od filozofii do religii; od bezużytecznych, stęchłych teorii do wiecznie żywego źródła życia.
Kolejny paradoks, oswiecenie jest 'latwe' i jednoczesnie strasznie 'trudne'. Jeszcze sie nie przydarzylo, a kiedy je odkryjesz, stwierdzisz, ze zawsze byles oswieconym.To taka prosta rzecz, którą powtarzam. Bądź tu‑i‑teraz, a przydarzy ci się oświecenie. Już się przydarzyło – musisz je jedynie rozpoznać. Przydarzyło się nawet przed twoimi narodzinami. Przydarzyło się równocześnie z twoim życiem. Sama twoja egzystencja jest oświecona. Wystarczy zwrot do wewnątrz, przemiana i rozpoznanie.
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości