Wszystko zaczeło się prawie 1,5 roku to dziwne uczucie w podstawie kręgosłupa jakby ktoś zapalił ogień, parzyło coraz bardziej nie wiedziałam co to jest.
Dodam że jako dziecko uwielbiałam medytować już od 13-roku życia zamykałam oczy i wpatrywałam sie w gwiazdy do tego feralnego momentu, kiedy zobaczyłam świetlistą spiralą jakby ktoś zapalił światło, niezwykły błysk
i niezwykłe uczucie coś mnie wołało i nagle ogarnął mnie potworny lęk, otworzyłam oczy.
Przygoda z medytacja trwa do dziś, taki sposób na relaks, na chwilowe odpłynięcie z czasem zaczeły się wirówki, dziwaczne uczucia jakbym była wieksza niż w rzeczywistości, jakbym sie powiekszała, fajne uczucie, sama opracowałam swoj układ dłoni połączenie pięciu palców dodam tylko że jako dziecko nigdy nie słyszałam ani nie czytałam o medytacji...dokładnie tak samo było z kundalini wszystko pojawio się spontanicznie nie miałam zielonego pojecią skąd to jest i co to jest...parzyło coraz bardziej. Pojawiła się dziwna myśl że to coś złego, poszłam do spowiedzi myslałam że to kara za grzechy (przyznaje troche na sumieniu miałam
Po spowiedzi ogarnął mnie jakiś dziwny spokój, ale nie dawało mi to spokoju co to było pojawiła się ciekawość i się zaczeło, sen za snem wszystkie świadome,
pełno symboliki, czarny i biały byk trzymam je na łańcuchach walczę ze swoja własną naturą, walczę sama ze sobą, dualizm nie do pogodzenia a jednak
świadomośc jego istnienia w każdym z nas.
Dziwne stany ciągną się przez jakiś miesiąc W między czasie tysiące rozważań kim jest Bóg, kim ja jestem co mam wybrać, czytam o kabale, hinduizmie, islamie,
buddyzmie, czytam ewangelie, taoizm, gnoza, okultyzm, tantra wszystko zaczyna się mieszać powstaje jedna wielka mieszanka wszystkiego łacznie z satanizmem myśle sobie że dla Boga nie ma znaczenia jaka religia, bo to człowiek wybiera droge do Boga, no i pojawia sie magia chaosu:/ boże co za wariactwo, rozważam myśle analizuje jakbym nie mogła przestastac..zahir:/
I nagle w pewien piątkowy wieczór taka myśl od niechcenia że Jezus nie istniał że to kłamstwo....sobota rano budze się i czuje się jak bym się w sobie
zapadła jakbym była grobem potworne uczucie, cały dzien trzymam się tylko jednej myśli która daje mi nadzieję że w Jezus w niedziele zmartwychwstał więc nic mi nie będzie, nie mogę się doczekać wieczoru, to uczucie ciemnosci jest nie do znieśienie, budzę się rano w niedziele z myślą tylko o jednym Jezus!, nagle
spoglądam na słońce jest niezwykłe, przypomina srebrna tarcze, moge na nią patrzeć nie razi mnie, nagle czuje złota aureole wokół głowy, czuje niezwykły
przypływ miłości jest cudownie, w pracy siedzę rozmawiam z ludzmi i świecę. WSzystko jest jednością. Rozmawiam z kolegą a on mnie zaczyna przepraszać że
powiedział coś co mogło mnie urazić
. I znów pełno myśli czy to co mnie spotyka jest dobre czy złe, zaczynam czytać przypomniałam sobie wizje końca świata że pojawi się dużo proroków, że nadejdzie fałszywy Jezus że bedą różne cuda..idę zapalić fajeczkę, nie mogę już znieść tego napięcia i nagle moje światełko nad głowa zaczyna blednąć z każdym dniem coraz bardziej. W trakcie tych wszystkich cudów pojawia się niezwykła intuicja, jasnowidzenie i inne omamy albo dary jak zwał tak zwał.Ale najgorsze dopiero przede mną.
W pewien dzień siedzę w pracy i nagle czuje jak wszystko mi się unosi wszystko wiruje moje trzecie oko, moje czakramy, myślałam że umieram. Potworny strach
pojechałam do kościoła znów spowiedź. Dodam że jest to okres kiedy godzę się z ojcem przebaczam mu wszystkie winy i pierwszy raz po wielu latach zdobywam się na słowo kocham Cie.
Kolejny wieczór widzę jak z mojego czoła wydobywa się błysk ogromne światło. Siedze w tym czasie na czacie i wydaje mi się że ludzie z którymi romawiam mają
coś z tym wspólnego na czatach jest wiele sekt new age, magowie, satanizm.
Pewnego dnia pokłóciliśmy się z mężem..jakiś drobiazg powiedziałam coś podniesionym tonem, zaczełam się palić całe moje serce stało w ogniu paliło mnie dwa dni, leżałam w wanie polewając się wodą i prosiłam Boga by to się skończyło. Po dwóch dniach przeszło. I zaczełam kwitnąć czułam jakiś owoc nad swoją głową niezwykle pachniał, ekstaza.. siedze w pracy i czuje że pachnę nagle spływa coś z góry jakby esensja miłości wpada do mojego serca, jest jej taki nadmiar że dziele się z ludzmi czuje jak łącze się z nimi jak mówią moimi myślami, za pierwszym razem połączyłam się z pięcioma osobami kolejny raz kolejna środa to samo łacze się z czwórką osób i ostatni raz mam połączyć się z dwójką osób wybieram tylko jedną osobę otwiera się w mojej głowie obraz iluminacja krzyz korona cierniowa na mojej głowie, czuje jakby ktos coś przyklejało mi skóre, maskę na twarz.
Znów świadome sny wizje piekła. Moje trzecie oko się otwiera widze już zjawiska w rzeczywistości, kolory istoty jedne walczą o mnie okrywaja mnie skrzydłami
inne atakują. W miedzy czasie tych doswiadczen wizyta u kobiety od energii zaczyna mi tłumaczyć że jestem cała pootwierana zamyka mi wszystkie czakramy mówi ze to jeszcze nie czas ze musze poczytac ze nie wiem w jaką brame mam wejść. Mówi że mam w sercu róże wyciąga coś z niej wkłada to mi nad głowe. Przychodze do domu mały przejaw agresjii i znów tym razem mój umysł staje w ogniu.
Cały czas siedze zagłebiam się w wiedzę, rozmawiam z ludźmi z czata którzy coś wiedzą ale nie chcą mi wyjaśnić, ja nie daje po sobie do końca poznać, nie
chce aby ktoś mi powiedział że jestem wariatką, jedni reagują na to śmiejąc się, inni niby wierzą jeszcze inni jak by wszystko wiedzieli jakby byli przeciko
mnie, zaczynam się ich bać, popadam coraz bardziej w paranoje, że chcą mi zrobić krzywdę, że kpią ze mnie że mają mnie za nic, że może ktoś chce się zemscic za cos, żę mnie widzą że to wszystko to psychomanipulacja, wampiryzm omamy schizofrenia. Zanim to wszystko sie zaczeło zauroczyłam się nie chciałam, ale trafiło mnie może trafiłam na nieodpowiednią osobę może przez to że go go obraziłam, w sumie przeprosiłam...nie wiem koszmar trwał.
Byłam tak wyssana z energii że nie mogłam się podnieść z łożka, spadła mi waga. Po czasie wszystko zaczeło się uspokajać.
Obecnie mam cały czas dziwny dzwięk w głowie od jakiegoś roku jakby deszcz lub dzwoneczki, czuje przypływ energii, spływa na mnie gorąco, w sercu czuje
światło uczucie miłości i zapach pomaranczy jest dobrze..narazie:/ czy to juz koniec? czym to jest, przebudzenie? czy może upadek starych schematów, może
ktoś w nasze serca wtłacza nowe schematy, lepszy świat? lepsza wiara? kłamstwo czy prawda? dokąd zmierzamy i czy to jest aby napewno dobre dla nas?
Cudów była cała masa wszystkich nie zdołam opisać jedni moga wierzyc inni nie od 1,5 roku jestem z tym sama boje się mówić wkońcu się odważyłam, myślałam że to schizofrenia ale zewsząd docierają do mnie informacje że dużo ludzi przez to przechodzi świadomość zbiorowa? a moze zbiorowa halucynacja?
Przepraszam za błędy i że tak chaotycznie.
pozdrawiam
sensiti


