Moja wiedza z duchowości jest dość mała. Przeczytałem potęgę teraźniejszości, przejrzałem sporo filmików z E. Tolle, kilka z Moojim oraz sporo rozmyślałem i co nieco czytałem w internecie.
Eckhart pisze w swoim bestsellerze o tym, że osoby w pełni świadomej (oświeconej) sytuacja życiowa nie "zniszczy" ,że tak to ujmę gdyż nie pamiętam słowo w słowo lektury.
W swoim życiu prywatnym jestem ponad miesiąc po rozstaniu z moją miłością życia. Nie wyobrażam sobie ,że mógłbym uniknąć tego cierpienia, którego doznałem ostatni miesiąc. Czy naprawde osoba oświecona go nie doznaje ? Czy jeśli bym tuż po rozstaniu doznał oświecenia potrafił bym nad tym zapanować i nie cierpieć ? Nie potrafie też pojąć takich rzeczy ,że dana osoba traci np. rodziców lub traci cały majątek i nie cierpi. Czy osoba żyjąca w okresie II wojny światowej, która trafiła do obozu mogła by być szczęśliwa a przynajmniej nie cierpieć odczuwajac głęboki spokój.?
Dużo zastanawiałem sie nad przerobionymi przeze mnie materiałami Tolle i praktycznie każda analiza mi mówi, że on nie jest manipulantem czy kłamcą (a można sie z takimi opiniami spotkać w sieci) jednak nie potrafie tej kwestii o braku cierpienia pojąć. W dodatku w jednym z filmików na YT Eckhart mówił o tym ,że po śmierci jego rodziców byly łzy, więc jednak pojawiło się jakieś cierpienie - prawda.?
Czekam na odpowiedzi, szczególnie od osób, jeśli są na forum takowe, które "doznały" oświecenia lub są wystarczająco przebudzone i egzystują w stanie gdzie nie doznaje się cierpienia.
.