Doszedłem do takich wniosków:
Prawda istnieje. Jest mierzalna i obiektywna ale jest nam dane poznawać tylko jej wycinki. Prawdą jest stwierdzenie 2+2=4, prawdą jest to, że trawa jest zielona, słońce świeci itd. Istnieje też prawda odbierana subiektywnie np Maciek jest mordercą - prawda obiektywna, Maciek jest zły to już subiektywna ocena. Zbiór subiektywnych ocen na jakiś temat to wyznacznik tego co ludzie sądzą na dany temat i nie ma to nic wspólnego z prawdą.
Zgodnie z fizyką kwantową obserwacja wpływa na obiekt. Wyciągając taką część prawdy i podkładając pod taką teorię swoje wnioski i rozwój duchowy można przewrócić świat do góry nogami. "świat jest taki jaki widzisz" - to nieprawda. Taki jest Twój subiektywny odbiór świata, który nie ma nic wspólnego z prawdą. Jest iluzją. Jeśli miliard osób będzie widzieć tak samo błędnie to nadal to będzie błąd. To przeczy fizyce kwantowej i wpływie obserwacji ale są też momenty, w których siłą umysłu wywołujemy realne zmiany w postrzeganym obiekcie.
Jak to interpretować? Kiedy obserwuję najmniejszą cząsteczkę wystrzeloną z działa to kiedy zatrzymamy czas cząsteczka znajduje się w tzw superpozycji czyli możemy określić jej położenie tylko w przybliżeniu. Z tego pkt widzenia działo jednocześnie wystrzeliło i nie wystrzeliło. Paradoks. I teraz najważniejsze - fizycy kwantowi wysnuli wniosek, że ich obserwacja wpływa na cząsteczkę. A czemu nie jest tak, że przy tak małych cząsteczkach nie da się dostrzec prawdy i fizycy widzą tylko swoją iluzję? I tak samo my patrzymy na swój świat w umyśle. Widzimy obiektywne zjawiska przez pryzmat swojej obserwacji.
Skąd się bierze moja obserwacja? Jest oparta o filtry, którymi kieruje się mój mózg. Wzorce wyuczone w dzieciństwie przejęte od otoczenia i własna unikatowa reakcja, która nie wiadomo skąd się bierze. Ludzki mózg może być lepiej lub gorzej dostosowany do życia. Można mieć lepszą lub gorszą intuicję, bardziej lub mniej trafne skojarzenia, być lepiej lub gorzej przystosowanym do świata, bardziej lub mniej atrakcyjnym dla innych ludzi. Obserwując świat mogę to w przybliżeniu przewidzieć i porównać się z innymi. To jak widzę siebie wpływa na to jak widzą mnie inni ale niekoniecznie w oczekiwany sposób. Wyższa samoocena w zdrowym środowisku jest doceniana i szanowana a w toksycznym może być uważana za przejaw egoizmu i bycia złym. Inni ludzie swoją obserwacją nie mają na mnie żadnego wpływu ani ja samą obserwacją nie wywieram wpływu na nikogo.
Żyjemy tu i teraz i tak naprawdę opieramy swoje poglądy o swoje ego i jego ochronę. Kiedy człowiek uświadamia sobie "myślę więc jestem" do razu odwraca sobie w głowie to zdanie i myśli "nie myślę więc mnie nie ma" i powstaje strach przed śmiercią. Człowiek istnieje więc nie wyobraża sobie śmierci i nicości. Tworzy sobie obrazy Boga, życia po śmierci. Mózg jest w stanie wszystkie te teorie przyjąć i chronić nimi ego. Problem w tym, że to są teorie odwracające rzeczywistość, oddalające od tu i teraz, zakrzywiające, zniekształcające obraz świata i całe nasze postępowanie.
Po śmierci nie ma nic? "nicość nie istnieje, nie wyobrażam jej sobie". To, że człowiek nie jest w stanie sobie czegoś wyobrazić wcale nie oznacza, że tego nie ma. Nicości nie ma z definicji ale to oznacza, że po prostu mnie nie będzie. Mnie czyli świadomości, która domyślnie utożsamia się z ciałem, myślami i emocjami. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że można mieć inną percepcję czasu a podczas OOBE, które trwało wg mnie kilka godzin a tak naprawdę trwało kilka minut zrozumiałem, że nic nie jest pewne. Przecież dawniej powiedziałbym, że to niemożliwe.
Człowiek rodzi się i od razu kojarzy świat ze strachem i zagrożeniem. Jeśli subiektywnie odczuje się porzucone przez matkę oznacza to dla niego problemy psychiczne w późniejszym życiu. Później jest cały okres wychowania na to żeby dziecko nauczyło się złych wzorców, przejęło złość od rodziców itd. Potem jest szkoła, która wprowadza dodatkowy stres i narzuca obowiązki co z kolei rodzi bunt. Życie nie jest łatwe i przedstawiane jako wyścig szczurów nie jest zbyt sensowne. Ludziom wmawia się co mają robić, w co wierzyć, co lubić itd i to wszystko odwołuje się do pierwotnego poczucia zagrożenia, którego jesteśmy nauczeni unikać i tłumić poprzez szybkie konsumpcyjne życie bez czasu i refleksji i przeważnie bez miłości. Tylko wymagają i mówią jaki masz być i czego ci nie wolno oraz zachęcają do kupna nowych produktów żebyś poczuł się szczęśliwy. Daj na tacę, kup sobie nowe buty, samochód, kobietę. Oglądnij ustawiony mecz w telewizji, który od lat komentuje ten sam nieudolny komentator, kup sobie ekologiczne warzywa GMO i wypij herbatę z chlorowaną wodą. Wypij chemicznie modyfikowane piwo, zapal nasączonego chemią papierosa i połóż się koło agresywnej żony, która odwraca się tyłem bo za mało zarabiasz a ją boli głowa, na którą wzięła sobie już chemiczną tabletkę. W niedzielę idź do kościoła gdzie ci powiedzą, że Bóg cię kocha ale nie jesteś godzien i twoja wina, zjedz sobie na wspólny obiad z rodziną schabowe, po których rośnie cholesterol a wieczorem napij się wódki z kumplami żeby odreagować w śmierdzącym pubie. Bo w poniedziałek znów do pracy gdzie zabiorą ci połowę pensji i będziesz robił jak osioł. A jako przeciwieństwo zestawia się przebudzenie duchowe polegające na odrzucaniu tych pragnień, które w przeciętnym trybie życia przynoszą ból.
Mówi ci się, że wszystko nie jest twoje tylko zakodowane i przejęte od społeczeństwa. Masz się tego wyzbyć i rozwijać duchowo czyli odrzucić wszystkie cechy, które ciebie definiują i powodują, że masz zdrową samoocenę. Bo te cechy są złe, nie pasują do praw wszechświata. A jednocześnie mówi się o wyjściu z dualizmu i wierze w Boga co już jest całkowitym pomieszaniem w umyśle.
Jesteśmy tutaj nie wiadomo dlaczego i w jaki sposób powstaliśmy. Najtrafniejsza jest teoria ewolucji ale zawiera takie luki, że odrzucam ją jako nieprawdziwą i nielogiczną. Pytanie dlaczego gatunki silniejsze od słabszych czyli pośrednie ogniwa ewolucyjne nie przetrwały a przetrwały te słabsze? Przykładowo małpy muszą być słabsze od tego co wyewoluowało z małpy a było przed człowiekiem. Dlaczego teraz nie mamy mnóstwa organizmów pośrednich tylko tak jasno sprecyzowane gatunki aż tak różniące się od siebie? To jest nielogiczne. Kreacjonizm jeszcze bardziej. Więc zostaje inteligentny projekt - ewolucja jest prawdą ale nie zachodzi przypadkowo tylko jest sterowane przez jakąś wyższą inteligencję. Nie nazwę jej bogiem bo gdyby bóg istniał musiałby być moim wrogiem. Zło na świecie, wady i patologię tłumaczę tym, że ta inteligencja nie jest maksymalną inteligencją tylko cały czas się rozwija i ewoluuje. Dlatego ja mogłem urodzić się tutaj i nie pasować do zasad wszechświata bo widocznie tej inteligencji nie zależy na tym żebym pasował i miał dobrze - liczą się tylko jej nieznane nam cele.
Naturalny dla człowieka jest czysty umysł i życie tu i teraz. Można jednak wprowadzić dowolną teorię, której nie da się obalić i namieszać ludziom w głowach. Wmawia się ludziom boga a nie ma się na to dowodów. Czy to nie jest kłamstwo? Czy nie powinno się mówić dzieciom prawdy o tym, że boga nikt nigdy nie widział ale ludzie wierzą bo tak niektórym łatwiej? Niektórym łatwiej a może niektórym to psuje życie? A może takich ludzi z tej ostatniej grupy jest więcej? Człowiek wymyślił Boga żeby ten chronił jego ego. To jest kolejna ucieczka przed samym sobą i tworzenie iluzji, która jest chyba najbardziej niebezpieczna bo tworzy logiczne sprzeczności i zmusza ludzi dobrych i empatycznych do bezdusznych osądów "bóg cię za to ukarze, pójdziesz do piekła", "chorujesz to sam sobie jesteś winny, taką masz karmę", "bóg stworzył ciebie jako nieprawidłową jednostkę z problemami, nie pomaga ci ale cię kocha. To twoja wina że się na niego zamykasz". Postanowiłem, że za takie coś od teraz zawsze prawy prosty i lewy sierpowy a jako wytłumaczenie powiem, że widocznie Bóg tak chciał i taka karma, ten człowiek sam sobie jest winien, że dostał w gębę

To ten kto mówi o jakiejś prawdzie ma za ZADANIE to udowodnić. Jeśli tego nie zrobi a tylko mówi to znaczy, że mówi nieprawdę. Im bardziej się zarzeka i jest pewien tym bardziej ja mogę być pewien żeby go nie słuchać. A odczucia? To tylko sztuczki mózgu, który wierzy w takie rzeczy. Pole informacji poprowadzi Cię po najgorszych zakamarkach świata astralnego jeśli mu na to pozwolisz i w to uwierzysz.
I teraz na koniec znów kluczowe pytanie - skoro tak łatwo można odrzucać nieprawdę (przez zainteresowania ezoteryką zatraciłem na jakiś czas taką zdolność) to skąd brać prawdę?