Skoro jestem zwyczajna, to jeszcze coś Wam napiszę o moich doświadczeniach.
U mnie czucie opieki polegało na tym, że w podbramkowych sytuacjach prosiłam o coś Górę. Dosyć często dostawałam odpowiedź i pomoc, a wtedy dopiero miałam wiarę, że jestem wspierana i prowadzona. Tak jak piszesz FM, czułam TO, bo mój świat zmieniał się na lepsze.
Kiedyś otrzymałam wróżbę mówiącą o tym, żebym wszystko co wiem zaczęła wykorzystywać w praktyczny sposób. Staram się więc praktykować i żyć świadomie.
Podam jeden przykład z mojej integracji lęków:
Już byłam na dosyć fajnym etapie wyciszenia i bardzo z siebie dumna i cała w skowronkach.
Niestety, albo stety, kilka razy zadzwoniła wychowawczyni mojej córki ze skargami (pyskowanie i wagary), a potem ksiądz (pyskowanie na religii).
Po tym, jak rano do południa dzwonił telefon stacjonarny zaczęłam go odbierać z lękiem. Czułam szybsze bicie serca wskazujące na moje zdenerwowanie. Uspokajałam się, jeśli było wszystko w porządku.
Bardzo mnie to deprymowało i uczciwie stwierdziłam, że tak być nie może. Trzeba coś z tym zrobić.
Po takim kolejnym telefonie, na świeżo będąc w tym rozedrganiu, położyłam się na łóżku i zaczęłam głęboko i świadomie oddychać. Zadałam sobie dodatkowo pytanie, co to za pierwsza emocja była za tym lękiem i o co tu w ogóle chodzi?
Po 10min., na 1 s. widzę taki obraz: moja mama jak byłam małym dzieckiem mówi do mnie : ,,jesteś niedobra”
To wystarczało, aby zawsze chcieć w moim przypadku być dobrym. Tak bardzo się starać być we wszystkim dobrym, że zakrawało to na perfekcjonizm. Akurat w sytuacji z telefonem chciałam być oczywiście dobrą matką. Bo przecież, co to za mama, która nie umie dobrze wychować swojego dziecka. Tak bardzo chciałam być we wszystkim idealna, że jak zintegrowałam (czyli odpamiętałam, przyjrzałam się i zrozumiałam o co tu chodziło) tą pierwszą emocję to po prostu się zaśmiałam na głos.
Od tamtej pory żaden telefon nie wprawia mnie w zdenerwowanie i legł w gruzach też przy okazji mój perfekcjonizm.
Przecież nie muszę zawsze być dobra i wszytko robić idealnie. Życie przestałam traktować tak bardzo serio. Staram się nie popychać rzeki.
Obecnie moja córka skończyła studia i przyjemnie wspomina wagary.
Dokopywanie się do pierwszych i wypartych sytuacji emocjonalnych to powolne odgruzowywanie dzieciństwa i wychodzenie ze studni uwarunkowań na Światło.
Czasem to podnoszenie ciężkich kamieni emocjonalnych, a często zamiatanie śmiesznych liści, ale największym błędem jest czekanie z założonymi rękoma na cud.

) natomiast z innymi powinno się budować relacje oparte na szacunku i miłości a nie na wspólnym zdaniu i każdy powinien przyjąć za dogmat to, że nie powinno się krytykować innych z powodu odmiennej opinii.