Ja nie mogę zginąć.
Możesz uważać że jesteśmy tylko kupą mięsa która może co najwyżej mieć poglądy że jest nieśmiertelna, że jest miłością itp. twoja sprawa mi nic do tego.
Możesz poczytać o tym co mówiłem o "Ja" w innych wątkach.
Cały temat to i tak tylko ekwilibrystyka słowna. Bo jak tu przekonać kupę mięsa, która jest zaprogramowana tylko na jeden pogląd.

Dla mnie to rodzaj ping ponga.
aartefax pisze:Tak masz rację i tak czasem bywa i nie wszystko jest przewidywalne.Jednak uważam też że zależy to od dojrzałości i świadomości.
Nie każdy wyrasta z dziecka.Doświadczenia życiowe powinny niby nas czegoś uczyć powinniśmy wyciągać jakieś wnioski lecz często tak nie jest.
Emocje zawsze były złym doradcą.Wyczucie, intuicja to też nie każdy to ma na odpowiednim poziomie- jednak to łatwiejsze niż jakiś głębszy wgląd.
Zgadza się. Ja tylko dodałem, że może być też drugi aspekt, obok tego "percepcyjnego".
Emocje mogą być dobrym doradcą, ale tylko wtedy gdy pierwszeństwo ma rozum. Tzn. w pewnych momentach sytuacja przerasta nasz świadomy osąd, ale podświadomość może podsunąć dobre rozwiązanie. Lecz nie dzieje się to wtedy, kiedy wcześniej nie włożymy energii w świadome przeanalizowanie sprawy.
Sprawy miłosne to w ogóle odrębny rozdział. Nie ma w tym racjonalności, ale w sumie, nie zawsze musi być.
aartefax pisze: Właściwie to każdy z nas trochę tego ma, ale są przypadki szczególne gdzie już nie ma pola manewru.
Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałem. Ja powtórzę, to co na początku powiedziałem, uważam, że niekiedy może być dobry powód by postąpić tak jak Dżast mówi. Lecz nie wynosiłbym tego do absolutyzmu, raczej jako jedna z opcji do wyboru.
