"Wiara Twoja cie uzdrowiła"- powtarzał w kółko. Kiedy szedł ożywić córkę Jaira, najpierw przekonał sie o jego głębokiej wierze. Kiedy przywrócił wzrok ślepemu jakąś papką z błota, najpierw sprawdził jego wiarę. Kiedy był sprawdzany w gronie faryzeuszów, którzy nie wierzyli, tylko wystawiali go na próbę, nie mógł nic zrobić.
Każdy z nas ma w sobie tą sama moc i może wykorzystać ja tylko na sobie. Wielu potrzebuje jednak zewnętrznego impulsu do wykorzystania jej, drugiego człowieka, "cudotwórcy".
We współczesnej medycynie istnieje tzw. efekt placebo. Gościu dostaje witaminę c i wierzy że to jest lekarstwo na raka, po czym rak zostaje wyleczony. W czasach "biblijnych" nazywało sie to "wiara". To wiara czyni cuda. Każde cudowne uzdrowienie jest samouzdrowieniem. Uzdrawiacz jest tylko tym, który mówi ci: Bądź zdrowy!, a ty wierzysz, że tak ma być.
Niewielu ludzi ma tak potężną wiarę, by uwierzyć samym sobie, więc potrzebują kogoś, komu mogliby uwierzyć. Oczywiście, jeśli tej wiary pragną, bo jeśli nie, to i tak nie uwierzą w nic.
Każdy "cud" odbywa sie na tej samej zasadzie. Albo wierzysz tak, że go tworzysz, albo nie. Nikt za ciebie tego nie zrobi.
Im bardziej będziesz "rozwinięty duchowo", tym większą będziesz miał wiarę. A ludzie mniej "rozwinięci" tez jakoś będą w ciebie bardziej wierzyć, bo na bardziej "rozwiniętych" poziomach jesteśmy bliżej siebie i inni są bliżej twojej wiary.
Ot co.
