Poniewż przegladanie i uczestniczenie w tym forum pomogło mi w rozwiązaniu kilku moich problemów, postanowiłem zapytać o radę w sprawie nastepnego, który się w moim życiu pojawił i nie wiem co z nim zrobić. Od razu zaznaczam, że ten post jest najbardziej osobistą wypowiedzią na jaką kiedykolwiek się zdobyłem.
Mój tata jest alkoholikiem. Kiedy wypije jest bardzo agresywny. Z tego powodu kiedy byłem dzieckiem mama musiała ze mną uciekać z domu. Dość szybko przeprowadziliśmy się na jedno z zadupi w moim mieście, gdzie większość sąsiadów było także alkoholikami i wykolejeńcami. Tam byłem "nausznym" świadkiem, jak sasiadka zza sciany zadźgała męża nożem. Dlatego wyprowadziliśmy się stamtąd do rodziców mamy i odtąd byłem wychowywany głównie przez nich. Niestaty przez demencję babci powstały u niej zmiany w psychice, które podpowiadały jej, że musi jakoś zemścić się na moim tacie za krzywdzenie jej córki. Ponieważ taty nie było w pobliżu, przenosiła swoją zemstę na mnie (nieustanne aluzje dotyczace spożywania przeze mnie ostrych potraw - bo skoro je lubię to też będę pił; wyrzucanie z domu, zastraszanie, groźby, wypominanie że jestem u niej gościem i zawsze może mnie wywalic na ulicę, niszczenie moich rysunków - było to bardzo bolesne, ponieważ mam wrodzony talent plastyczny i czesto zdarzało się, że moje prace wysyłane na jakieś konkursy były uznawane za prace osoby dorosłej; chowanie i niszczenie zabawek, wypominanie jaki jestem głupi beznadziejny i zły itp.) mama była ciagle w pracy, a jeśli dowiadywała się o podobnych zdarzeniach, zawsze przyjmowała wersje babci za prawdziwą, twierdziła że zmyślam, przesadzam.
Myslę że te wydarzenia ukształtowały we mnie chęć zabicia babci. Nie zrobiłem tego, choć naprawdę niewiele brakowało. Wiem jednak, że będąc nastolatkiem, a nawet teraz, mając troche ponad 20 lat, mógłbym zabić człowieka bez mrugniecia okiem. Z drugiej strony, od kiedy pojawiło się we mnie to coś, wkładałem bardzo dużo wysiłku, żeby to zniszczyć, co w dużym stopniu mi się udało, choć zapłaciłem za to bardzo wysoką cenę- izilowałem sie od znajowmych, zawaliłem szkołę, przestałem malować. W tym okresie potrafiłem w miare normalnie funkcjonować w społeczenstwie, jednak kiedy trylko byłem sam, ta negatywna energia związana z walką wewnetrzną objawiała sie drgawkami, tikami, strasznymi wizjami. Cierpiałem na bezsenność, stany lękowe i depresyjne.
Czasami jednak ten "potwór" pojawia sie we mnie (głównie w sytuacjach kryzysowych), potrafię wtedy przestraszyć samym spojrzeniem. na szczęście (lub nieszczęście) tą siłę która wtedy powstaje mogę "przekierować" na siebie, a ie na drugiego człowieka.
Ostatnio, eksplorując swoją psychikę podczas medytacji/przemyśleń, zobaczyłem tego potwora w swojej głowie. Siedzi tam i czeka na dogodny moment, żeby zacząć działać.
Nie wiem co z nim począć, bo jest w końcu częścią mojej osobowości. Wiem, że nie jest on mną, że jest on tylko sztuczną nakładką na mnie stworzoną przez zycie, które mnie spotkało. Ale jest w głowie i bardzo mi sie nie podoba
Proszę więc o jakąś wskazówkę, radę, co począc z tym fantem.
