Takie tam
Takie tam
Cześć i witam, za zaśmiecenie forum najmocniej przepraszam z tego względu że nie jestem pewien gdzie swój temat zapodać, a po drugie mam niezwykłą chęć żałosnego wyżalenia się ze swoich wewnętrznych miernot. Więc, wszelkie obrzucenie błotem czy banem będzie jak najbardziej na miejscu. Wszak kto lubi ludzi marudnych, nieudolnych i leniwych? No właśnie, a tak się składa że i moje cechy nie są wcale ambitniejsze.
Postaram się streścić w swoich gorzkich żalach, głowa mnie boli.
Chciałem tylko powiedzieć, że wam ludzie zazdroszczę. Zazdroszczę wam tej pracy nad sobą, uporu, celu w życiu, motywacji, kontroli, efektów i owoców pracy. Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy. Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć. Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie. Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie. Czuję się w tym taki ułomny, jakby w porównaniu do was brakowało mi czegoś niewyobrażalnie dla mnie potrzebnego by osiągnąć choć kawałek tego co mi się marzy. Koniec końców, moje marzenia dotyczą w rozpaczy już tylko tego, by po prostu mieć wiarę, siłe i motywację, o nic więcej nie proszę. Chciałbym dzisiaj zasnąć i rano obudzić się zupełnie kimś nowym, odświeżonym człowiekiem z energią do działania jakiej nigdy w sobie nie posiadałem.
Tyle, jak mi się zdaje. Szkoda rozwodzić się nad tym głębiej. Pozdrawiam was, i życzę byście nigdy swej wiary nie utracili.
Postaram się streścić w swoich gorzkich żalach, głowa mnie boli.
Chciałem tylko powiedzieć, że wam ludzie zazdroszczę. Zazdroszczę wam tej pracy nad sobą, uporu, celu w życiu, motywacji, kontroli, efektów i owoców pracy. Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy. Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć. Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie. Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie. Czuję się w tym taki ułomny, jakby w porównaniu do was brakowało mi czegoś niewyobrażalnie dla mnie potrzebnego by osiągnąć choć kawałek tego co mi się marzy. Koniec końców, moje marzenia dotyczą w rozpaczy już tylko tego, by po prostu mieć wiarę, siłe i motywację, o nic więcej nie proszę. Chciałbym dzisiaj zasnąć i rano obudzić się zupełnie kimś nowym, odświeżonym człowiekiem z energią do działania jakiej nigdy w sobie nie posiadałem.
Tyle, jak mi się zdaje. Szkoda rozwodzić się nad tym głębiej. Pozdrawiam was, i życzę byście nigdy swej wiary nie utracili.
-
Ekhmm
: Takie tam
Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mi nie masz czego zazdroscic, moze tylko zapalu.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy.
No to obserwuj swoje zmagania i odbijanie od bariery, zmien podejsc, mi pomaga kiedy medytuje nie po to, zeby cos osiagnac, ale po prostu tak bez powodu, wtedy obserwacja jest prawdziwa, a nie pelna zmagan i wysilku, jednak czesciej mam to drugie.
Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć.
No to nie zdobywaj, tylko pozostan w stanie bez wiary, bez prob i checi zmiany.
Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie.
No to obserwuj te uczucia, ktore mowia ci, ze robisz to na niby, tak ma byc, TAK MA BYC, ja np. nie potrafie medytowac na zawolanie, siedze sobie przez godzine, 1.5 i wciaz czuje, ze to nie to, ze to nie ten flow, ktory towarzyszy wchodzeniu w stan medytacyjny, jednak po dlugim czasie umysl przestaje walczyc i probowac i sam zauwaza, ze te zmagania i proby to poczatek medytacji i wtedy cos sie zmienia. Jednak nie czas jest tu przyjacielem, chociaz moze bardzo pomoc, po pewnym czasie moze zrozumiesz, ze medytacja to 100% nie dzialanie i czysta swiadomosc. Medytacja, to stan, w ktorym swiadomosc wychodzi na pierwszy plan, ale swiadomosc jest i tak zawsze obecna, tylko zaslonieta przez mysli, wiec podczas prob medytowania nie tworzy sie nic nowego tylko tak jakby swiadomosc nie utozsamia sie juz z myslami, a ty patrzysz na ich przeplyw swobodnie. Nie musisz nic robic, zeby medytowac, to wlasnie gdzies tu jest haczyk, na ktory ja sie czesto nabieram.
Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie.
Zostaw to, zaczniesz dzialac, jak bedziesz mogl, proby przelamywania poczucia stagnacji i nie mocy tylko je umocnia. Moj ulubiony cytat z Junga: "What you resist will persist", czyli w wolnym tlumaczeniu: "to czemu sie opierasz, napiera".
------------
Przeczytaj to: http://web.archive.org/web/200710252025 ... .php?id=58, dla mnie ta dyskusja byla rewolucja i poczatkiem zrozumienia czego tak naprawde szukam. Moich postow nie czytaj
Jest szansa, ze do ciebie szybciej dotrze.Re: Takie tam
>WaterFox
Witaj w domu
Teraz trzeba jedynie go urządzić i zamieszkać...
Witaj w domu
Teraz trzeba jedynie go urządzić i zamieszkać...
Re: Takie tam
WaterFoxie
W zw. z Twoim postem postanowiłem podzielić się z Toba własnymi spostrzeżeniami. Nie są to oświecone nauki jakiegos guru, tylko zwykłe rzeczy wynikające z mojego własnego doświadczenia (a jestem szarym zjadaczem chleba
):
Piszesz o niespełnionych marzeniach, ambicjach, dążeniach itd. A więc:
1. Nie masz obowiązku ich spełniania. NIE MUSISZ ich spełniać, tylko MOŻESZ się starać.
2. Żeby coś się wydarzyło w Twoim życiu, musi zaistnieć cały ciąg niezliczonych przyczyn tego wydarzenia niezależnych od Ciebie- cały wszechswiat musi wyrazić na to "zgodę" (tzw. efekt motyla")
3. To NIE TWOJA WINA, że nie spełnia sie to, czego chcesz, tylko "wina" wszechświata.
4. Jesli marzenia i dążenia są dla Ciebie niewygodne, zmień je - chciej tego co masz, nie chciej tego, czego nie masz (wiem, że to brzmi dziwnie, ale naprawdę się da bez większego wysiłku
).
A teraz amatorska psychoanaliza
(oczywiście Cię komletnie nie znam, więc jest b. duże prawdopodobieństwo, że jest nietrafiona, ale może akurat...):
Tak sobie myślę, że Twój problem nie leży w marzeniach i dążeniach, tylko w jakimś innym miejcu i wywołuje w Tobie poczucie niespałnienia (zgaduję na 80%, że w dzieciństwie rodzice i reszta otoczenia "wgrali" Ci do głowy programy życia -zachowania, reakcji itp.- sprzeczne z Twoimi naturalnymi, wrodzonymi programami). To sprawia, że nie dążysz do spełnienia marzeń (szybko się poddajesz).
Jest to na tej zasadze: chcę to zrobić, ale czy ja wiem...nie chce mi się. Heh, kazdy tak ma. taki wewnętrzny konflikt Jin i Jang
.
Idziesz na zgniły kompromis w tym konflikcie (tzn. trochę coś robisz w danym kierunku, a potem odpuszczasz i obie strony coś z tego mają). Jeśli chcesz, możesz opowiedzieć sie po którejś ze stron, (zrobię to vs. a może jednak nie), wtedy ta strona, po której się opowiesz, wygra, a ty razem z nią będziesz zwycięzcą
Moja sugestia:
Na początek może spróbój opowiedać sie po strniie "a może jednak nie", zobaczysz jak fajnie będzie. Po kilku takich próbach opowiedz się po stronie "zrobię to" (najlepiej, żeby była to jakaś prosta rzecz, dająca szybką satysfakcję). To jest wolność wyboru.
Napisałeś takiego posta, z którego wywnioskowałem, że nie masz już nic do stracenia
. Co więc szkodzi zaryzykować raz na jakiś czas? Jeśli podejmiesz działanie, to może się uda, a może nie. Jesli nie podejmiesz działania, to nic nie będzie.
PS. Ta "psychoanaliza" oparta jest nie tylko o moją wiedzę teoretuczną i praktyczną, ale w b. dużej części na własnych przeżyciach. Napisałem ją, bo jakiś rok temu wytworzyłbym posta o praktycznie identycznej tresci. Jeśli więc z nią nie trafiłem, to kit z tym, ale jeśli trafiłem, to daj znać, popytaj, podziel sie reflexsjami, bo Twój problem może być podobny do mojego, a ja się z niego wyplątałem, więc pewnie będę mógł jakoś pomóc.
Pozdrawiam
W zw. z Twoim postem postanowiłem podzielić się z Toba własnymi spostrzeżeniami. Nie są to oświecone nauki jakiegos guru, tylko zwykłe rzeczy wynikające z mojego własnego doświadczenia (a jestem szarym zjadaczem chleba
Piszesz o niespełnionych marzeniach, ambicjach, dążeniach itd. A więc:
1. Nie masz obowiązku ich spełniania. NIE MUSISZ ich spełniać, tylko MOŻESZ się starać.
2. Żeby coś się wydarzyło w Twoim życiu, musi zaistnieć cały ciąg niezliczonych przyczyn tego wydarzenia niezależnych od Ciebie- cały wszechswiat musi wyrazić na to "zgodę" (tzw. efekt motyla")
3. To NIE TWOJA WINA, że nie spełnia sie to, czego chcesz, tylko "wina" wszechświata.
4. Jesli marzenia i dążenia są dla Ciebie niewygodne, zmień je - chciej tego co masz, nie chciej tego, czego nie masz (wiem, że to brzmi dziwnie, ale naprawdę się da bez większego wysiłku
A teraz amatorska psychoanaliza
Tak sobie myślę, że Twój problem nie leży w marzeniach i dążeniach, tylko w jakimś innym miejcu i wywołuje w Tobie poczucie niespałnienia (zgaduję na 80%, że w dzieciństwie rodzice i reszta otoczenia "wgrali" Ci do głowy programy życia -zachowania, reakcji itp.- sprzeczne z Twoimi naturalnymi, wrodzonymi programami). To sprawia, że nie dążysz do spełnienia marzeń (szybko się poddajesz).
Jest to na tej zasadze: chcę to zrobić, ale czy ja wiem...nie chce mi się. Heh, kazdy tak ma. taki wewnętrzny konflikt Jin i Jang
Idziesz na zgniły kompromis w tym konflikcie (tzn. trochę coś robisz w danym kierunku, a potem odpuszczasz i obie strony coś z tego mają). Jeśli chcesz, możesz opowiedzieć sie po którejś ze stron, (zrobię to vs. a może jednak nie), wtedy ta strona, po której się opowiesz, wygra, a ty razem z nią będziesz zwycięzcą
Moja sugestia:
Na początek może spróbój opowiedać sie po strniie "a może jednak nie", zobaczysz jak fajnie będzie. Po kilku takich próbach opowiedz się po stronie "zrobię to" (najlepiej, żeby była to jakaś prosta rzecz, dająca szybką satysfakcję). To jest wolność wyboru.
Napisałeś takiego posta, z którego wywnioskowałem, że nie masz już nic do stracenia
PS. Ta "psychoanaliza" oparta jest nie tylko o moją wiedzę teoretuczną i praktyczną, ale w b. dużej części na własnych przeżyciach. Napisałem ją, bo jakiś rok temu wytworzyłbym posta o praktycznie identycznej tresci. Jeśli więc z nią nie trafiłem, to kit z tym, ale jeśli trafiłem, to daj znać, popytaj, podziel sie reflexsjami, bo Twój problem może być podobny do mojego, a ja się z niego wyplątałem, więc pewnie będę mógł jakoś pomóc.
Pozdrawiam

: Takie tam
WaterFox pisze:Cześć i witam, za zaśmiecenie forum najmocniej przepraszam z tego względu że nie jestem pewien gdzie swój temat zapodać, a po drugie mam niezwykłą chęć żałosnego wyżalenia się ze swoich wewnętrznych miernot. Więc, wszelkie obrzucenie błotem czy banem będzie jak najbardziej na miejscu. Wszak kto lubi ludzi marudnych, nieudolnych i leniwych? No właśnie, a tak się składa że i moje cechy nie są wcale ambitniejsze.
Postaram się streścić w swoich gorzkich żalach, głowa mnie boli.
Chciałem tylko powiedzieć, że wam ludzie zazdroszczę. Zazdroszczę wam tej pracy nad sobą, uporu, celu w życiu, motywacji, kontroli, efektów i owoców pracy. Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy. Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć. Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie. Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie. Czuję się w tym taki ułomny, jakby w porównaniu do was brakowało mi czegoś niewyobrażalnie dla mnie potrzebnego by osiągnąć choć kawałek tego co mi się marzy. Koniec końców, moje marzenia dotyczą w rozpaczy już tylko tego, by po prostu mieć wiarę, siłe i motywację, o nic więcej nie proszę. Chciałbym dzisiaj zasnąć i rano obudzić się zupełnie kimś nowym, odświeżonym człowiekiem z energią do działania jakiej nigdy w sobie nie posiadałem.
Tyle, jak mi się zdaje. Szkoda rozwodzić się nad tym głębiej. Pozdrawiam was, i życzę byście nigdy swej wiary nie utracili.
Większość osób na forum nie umie medytować.
RZUĆ WSZYSTKO.
Re: Takie tam
O k***a ale on jest upierdliwy.
CZŁOWIEKU NIE JESTEŚ MNĄ I NIE WIESZ CZEGO DOŚWIADCZAM WIĘC PRZESTAŃ pi*****ić.
MIŁEGO ŻYCIA W ILUZJI, BO NIE ZAKŁADA SIĘ ABYŚ CHCIAŁ STAĆ SIĘ WOLNY.
CZŁOWIEKU NIE JESTEŚ MNĄ I NIE WIESZ CZEGO DOŚWIADCZAM WIĘC PRZESTAŃ pi*****ić.
MIŁEGO ŻYCIA W ILUZJI, BO NIE ZAKŁADA SIĘ ABYŚ CHCIAŁ STAĆ SIĘ WOLNY.
Re: Takie tam
To wszystko piękne i w ogóle.
Gdyby tak jeszcze coś z tego do mnie trafiało. Wiem jak to brzmi, ale co ja mam właściwie pisać? Radość i szczęście, w stylu "no tak! jak mogłem o tym zapomnieć!". Problem w tym, że coraz to nowy duchowo nastrojowy tekst, jest mi jak nic nie znacząca papka literek. Odzywa się we mnie przekonanie, nie ważne czy błędne czy nie, że "tak tak, ja to już wszystko czytałem gdzieś wcześniej, ja to znam i mam z tego to co do tej pory, nic".
Nie jestem może jakimś kompletnie "zdołowaciałym" przypadkiem beznadziejnym, wbrew pozorom ja wierze, że gdzieś tam we mnie świeci się światełko, i czasem mam wrażenie że ocieram się o jego promienie. Wiem że jest taka droga, która poprowadzi mnie do niego, tyle że ja właśnie tej drogi nie mogę znaleźć, czuje się jak zużyty materiał, który degeneruje się z każdą próba ożywienia go.
Nie czuję się zbyt silny i nie ważne skąd to poczucie pochodzi, wystarczy że jest ono tak silne że nie umiem się go pozbyć. Denerwuje mnie to, denerwuje mnie to jak bardzo uzależniony jestem do rzeczywistości lub fantazji, bo to drugie w moim przypadku ma duże znaczenie. Gdy już mi się wydaje że świadomie obserwuje rzeczywistość, przychodzi fantazja i bierze wszystko co chce. Denerwuje mnie że tak się wszystkim stresuje, i tym że nie mam motywacji do działań dnia codziennego. Nie umiem pokonać sam siebie.
Gdzie mogę uzyskać zgodę? Ewentualnie, gdzie mogę skopać wszechświatowi tyłek?
Gdyby tak jeszcze coś z tego do mnie trafiało. Wiem jak to brzmi, ale co ja mam właściwie pisać? Radość i szczęście, w stylu "no tak! jak mogłem o tym zapomnieć!". Problem w tym, że coraz to nowy duchowo nastrojowy tekst, jest mi jak nic nie znacząca papka literek. Odzywa się we mnie przekonanie, nie ważne czy błędne czy nie, że "tak tak, ja to już wszystko czytałem gdzieś wcześniej, ja to znam i mam z tego to co do tej pory, nic".
Nie jestem może jakimś kompletnie "zdołowaciałym" przypadkiem beznadziejnym, wbrew pozorom ja wierze, że gdzieś tam we mnie świeci się światełko, i czasem mam wrażenie że ocieram się o jego promienie. Wiem że jest taka droga, która poprowadzi mnie do niego, tyle że ja właśnie tej drogi nie mogę znaleźć, czuje się jak zużyty materiał, który degeneruje się z każdą próba ożywienia go.
Nie czuję się zbyt silny i nie ważne skąd to poczucie pochodzi, wystarczy że jest ono tak silne że nie umiem się go pozbyć. Denerwuje mnie to, denerwuje mnie to jak bardzo uzależniony jestem do rzeczywistości lub fantazji, bo to drugie w moim przypadku ma duże znaczenie. Gdy już mi się wydaje że świadomie obserwuje rzeczywistość, przychodzi fantazja i bierze wszystko co chce. Denerwuje mnie że tak się wszystkim stresuje, i tym że nie mam motywacji do działań dnia codziennego. Nie umiem pokonać sam siebie.
2. Żeby coś się wydarzyło w Twoim życiu, musi zaistnieć cały ciąg niezliczonych przyczyn tego wydarzenia niezależnych od Ciebie- cały wszechswiat musi wyrazić na to "zgodę" (tzw. efekt motyla")
3. To NIE TWOJA WINA, że nie spełnia sie to, czego chcesz, tylko "wina" wszechświata.
Gdzie mogę uzyskać zgodę? Ewentualnie, gdzie mogę skopać wszechświatowi tyłek?
-
Ekhmm
Re: Takie tam
Problem w tym, że coraz to nowy duchowo nastrojowy tekst, jest mi jak nic nie znacząca papka literek. Odzywa się we mnie przekonanie, nie ważne czy błędne czy nie, że "tak tak, ja to już wszystko czytałem gdzieś wcześniej, ja to znam i mam z tego to co do tej pory, nic".
Bo w calym tym rozwojowo-duchowym interesie slowa sluza tylko po to, zeby cos zrozumiec, a co wykracza poza slowa, samo czytanie tekstow nic nie daje, moze oprocz nadzieji i pocieszenia, ale nie o to w tym chodzi. Pozostaje tez kwestia tego, czy teksty ktore czytasz nie sa zwykla papka, ktora jest forma pozbawiona tresci. Tu trzeba czytac pomiedzy wierszami, zeby cokolwiek wartosciowego wyciagnac. Moze 5-10%(nie robilem zadnych statystyk
Re: Takie tam
WaterFox
1. Wszystko, co napisałeś świadczy o tym, że jesteś osobą ponadprzecietnie inteligentną i jest to jedną z przyczyn Twoich problemów
.
2. Każdy "duchowy" w zasadzie tekst jest nic nie znaczącą papką literek
To tylko swego rodzaju drogowskaz, to ty wykonujesz pracę nad sobą, a nie duchowe teksty.
3. "Duchowość" nic nie daje, raczej odbiera. "Droga duchowa" sprowadza się praktycznie do odktywania, czego by tu jeszcze zaniechać, czemu dać spokój, co zostawić. A jednocześnie jest przeciwieństwem, tego co napisałem. Myslę, że w twoim przypadku lepsze jest wybranie zaniechania (Ciśniesz - nie wychodzi jak chciałeś - jest ci źle, więc przestań cosnąć, olej to, pewnie będzie tak samo, tylko nie będzie Ci źle
, a to jest już postęp
4. Piszesz: Nie jestem może jakimś kompletnie "zdołowaciałym" przypadkiem beznadziejnym, wbrew pozorom ja wierze, że gdzieś tam we mnie świeci się światełko, i czasem mam wrażenie że ocieram się o jego promienie. Wiem że jest taka droga, która poprowadzi mnie do niego, tyle że ja właśnie tej drogi nie mogę znaleźć, czuje się jak zużyty materiał, który degeneruje się z każdą próba ożywienia go.
Wymyśliłeś światełko, wymysliłeś, że się o nie ocierasz, wymysliłeś drogę do niego i wymysliłeś, że nie możesz jej znaleźć. Wymyśliłeś też, że musisz je znaleźć.
Wiem, żę powyższe zdanie możę brzmieć trochę arogancko, ale proszę postaraj się odpowiedzieć sam sobie szczerze na pytanie: Czy nie jest tak, żę wszystko, co wiesz o tym światełku, drodze itd., wiesz ze swojego umysłu?
5. Nie czuję się zbyt silny i nie ważne skąd to poczucie pochodzi
Ważne skąd pochodzi
Patrz pytanie w pkt.4
6. Nie umiem pokonać sam siebie.
Pokonywanie samego siebie to walka z wiatrakami. Często w książkach o "duchowości" zawarte jest takie stwierdzenie, musi ono jednak być ono właściwie zrozumiane. Myślę, żę powinieneś skupić się raczej na niepokonywaniu samego siebie, a raczej na wzmacnianiu. (przez próby pokonania samego siebie masz poczucie niespełnienia, porażki itd. a to niedobre i większoś Twoich problemów z tego wynika, czyż nie?
. W ogóle RD i każdy inny rozwój polega bardziej na odnajdywaniu siebie niż pokonywaniu. To "pokonywanie" to w Twoim przypadku trochę niefotunne stwierdzenie (dla kogoś innego może być odpowiednie, nie ma tu reguł)
7.Gdzie mogę uzyskać zgodę? Ewentualnie, gdzie mogę skopać wszechświatowi tyłek?
Cały wszechświat musi się zgodzić, żebyś uzyskał zgodę i skopał mu tyłek
Źródło Twoich problemów nie znajduje się w świecie i wydarzeniach, które Cię spotykają bądź nie, ale w Twojej głowie. Daj światu spokój, problem masz w głowie. Tam szukaj.
Zresztą cała rozgryka ma miejsce w Twoim umysle. Tam są problemy i ich rozwiązania. Rozwiązywanie problemów jest proste: wystarczy problem zobaczyć w całości (w umyśle), przyjrzeć mu się dokładnie, ZROZUMIEĆ GO dogłębnie (jego przyczyny, "zachowanie", konsekwencje) i ... to tyle
Sam znika. To co zrozumiesz, od tego bedziesz wolny.
Pozdrawiam i życzę powodzenia
PS Polecam Książki Nisargadatty Maharaja, tu masz przykładowy link:
http://www.logonia.org/archiwalia/passw ... oga8-8.htm
1. Wszystko, co napisałeś świadczy o tym, że jesteś osobą ponadprzecietnie inteligentną i jest to jedną z przyczyn Twoich problemów
2. Każdy "duchowy" w zasadzie tekst jest nic nie znaczącą papką literek
3. "Duchowość" nic nie daje, raczej odbiera. "Droga duchowa" sprowadza się praktycznie do odktywania, czego by tu jeszcze zaniechać, czemu dać spokój, co zostawić. A jednocześnie jest przeciwieństwem, tego co napisałem. Myslę, że w twoim przypadku lepsze jest wybranie zaniechania (Ciśniesz - nie wychodzi jak chciałeś - jest ci źle, więc przestań cosnąć, olej to, pewnie będzie tak samo, tylko nie będzie Ci źle
4. Piszesz: Nie jestem może jakimś kompletnie "zdołowaciałym" przypadkiem beznadziejnym, wbrew pozorom ja wierze, że gdzieś tam we mnie świeci się światełko, i czasem mam wrażenie że ocieram się o jego promienie. Wiem że jest taka droga, która poprowadzi mnie do niego, tyle że ja właśnie tej drogi nie mogę znaleźć, czuje się jak zużyty materiał, który degeneruje się z każdą próba ożywienia go.
Wymyśliłeś światełko, wymysliłeś, że się o nie ocierasz, wymysliłeś drogę do niego i wymysliłeś, że nie możesz jej znaleźć. Wymyśliłeś też, że musisz je znaleźć.
Wiem, żę powyższe zdanie możę brzmieć trochę arogancko, ale proszę postaraj się odpowiedzieć sam sobie szczerze na pytanie: Czy nie jest tak, żę wszystko, co wiesz o tym światełku, drodze itd., wiesz ze swojego umysłu?
5. Nie czuję się zbyt silny i nie ważne skąd to poczucie pochodzi
Ważne skąd pochodzi
6. Nie umiem pokonać sam siebie.
Pokonywanie samego siebie to walka z wiatrakami. Często w książkach o "duchowości" zawarte jest takie stwierdzenie, musi ono jednak być ono właściwie zrozumiane. Myślę, żę powinieneś skupić się raczej na niepokonywaniu samego siebie, a raczej na wzmacnianiu. (przez próby pokonania samego siebie masz poczucie niespełnienia, porażki itd. a to niedobre i większoś Twoich problemów z tego wynika, czyż nie?
7.Gdzie mogę uzyskać zgodę? Ewentualnie, gdzie mogę skopać wszechświatowi tyłek?
Cały wszechświat musi się zgodzić, żebyś uzyskał zgodę i skopał mu tyłek
Pozdrawiam i życzę powodzenia
PS Polecam Książki Nisargadatty Maharaja, tu masz przykładowy link:
http://www.logonia.org/archiwalia/passw ... oga8-8.htm
Kocham Wieśka
Re: Takie tam
Witaj Waterfox!
Jestes czlowiekiem nowej energii, energetycznie zrównowazonym, nosicielem swiatla (z 1000 jeden!). Wiem ,ze widzisz to odwrotnie, w twoim otoczeniu najwyzej dzieci tak do 4 lat "swieca", reszta, tz. normalni - siedza w starej energii i zakopywuja sie w materii, w ego.
Ty na tym poziomie duchownym potrafisz sie zlaczyc ze swoim wewnetrznym ja, "Zlotym Aniolem", czestka twojej niesmirtelnej duszy, która jest czescia Boga.
Wazne, zebys glosno poprosil o kontakt. Odpowiedzi, instrukcje dostaniesz poprzzez intuicje, a do tego potrzeba tylko CISZY(brak halasu). Spaceru, robienia co kolwiek tylko w ciszy.
Pozdrawiam, Greg.
Jestes czlowiekiem nowej energii, energetycznie zrównowazonym, nosicielem swiatla (z 1000 jeden!). Wiem ,ze widzisz to odwrotnie, w twoim otoczeniu najwyzej dzieci tak do 4 lat "swieca", reszta, tz. normalni - siedza w starej energii i zakopywuja sie w materii, w ego.
Ty na tym poziomie duchownym potrafisz sie zlaczyc ze swoim wewnetrznym ja, "Zlotym Aniolem", czestka twojej niesmirtelnej duszy, która jest czescia Boga.
Wazne, zebys glosno poprosil o kontakt. Odpowiedzi, instrukcje dostaniesz poprzzez intuicje, a do tego potrzeba tylko CISZY(brak halasu). Spaceru, robienia co kolwiek tylko w ciszy.
Pozdrawiam, Greg.
Re: Takie tam
meszter pisze:Witaj Waterfox!
Jestes czlowiekiem nowej energii, energetycznie zrównowazonym, nosicielem swiatla (z 1000 jeden!). Wiem ,ze widzisz to odwrotnie, w twoim otoczeniu najwyzej dzieci tak do 4 lat "swieca", reszta, tz. normalni - siedza w starej energii i zakopywuja sie w materii, w ego.
Ty na tym poziomie duchownym potrafisz sie zlaczyc ze swoim wewnetrznym ja, "Zlotym Aniolem", czestka twojej niesmirtelnej duszy, która jest czescia Boga.
Wazne, zebys glosno poprosil o kontakt. Odpowiedzi, instrukcje dostaniesz poprzzez intuicje, a do tego potrzeba tylko CISZY(brak halasu). Spaceru, robienia co kolwiek tylko w ciszy.
Pozdrawiam, Greg.
Gościu źle się czuje a ty mu mówisz że jest zatopiony w bogu że jest człowiekiem nowej energii i nosicielem światła, coś tu nie pasuje.
Re: Takie tam
rolmops pisze:WaterFox
1. Wszystko, co napisałeś świadczy o tym, że jesteś osobą ponadprzecietnie inteligentną i jest to jedną z przyczyn Twoich problemów.
Co Ci niby o tym świadczy? Czy może mówisz to każdemu kto wpada w nieco gorszy nastrój?
rolmops pisze:2. Każdy "duchowy" w zasadzie tekst jest nic nie znaczącą papką literekTo tylko swego rodzaju drogowskaz, to ty wykonujesz pracę nad sobą, a nie duchowe teksty.
Święta prawda i jak dotąd tak samo bezużyteczna jak pozostałe. Drogowskazy to jedno, umiejętne wykorzystanie ich to drugie, i tu pies się pogrzebał.
Nie jest mi źle jako tako, tyle źle mi z tym że nie jestem zdolny do duchowego rozwoju, czy na prwdę wszechświat ma mieć tu decydujące zdanie? Co by się przecież złego stało jakbym duchowo się rozwinął?rolmops pisze:3. "Duchowość" nic nie daje, raczej odbiera. "Droga duchowa" sprowadza się praktycznie do odktywania, czego by tu jeszcze zaniechać, czemu dać spokój, co zostawić. A jednocześnie jest przeciwieństwem, tego co napisałem. Myslę, że w twoim przypadku lepsze jest wybranie zaniechania (Ciśniesz - nie wychodzi jak chciałeś - jest ci źle, więc przestań cosnąć, olej to, pewnie będzie tak samo, tylko nie będzie Ci źle, a to jest już postęp
![]()
rolmops pisze:Wymyśliłeś światełko, wymysliłeś, że się o nie ocierasz, wymysliłeś drogę do niego i wymysliłeś, że nie możesz jej znaleźć. Wymyśliłeś też, że musisz je znaleźć.
Wiem, żę powyższe zdanie możę brzmieć trochę arogancko, ale proszę postaraj się odpowiedzieć sam sobie szczerze na pytanie: Czy nie jest tak, żę wszystko, co wiesz o tym światełku, drodze itd., wiesz ze swojego umysłu?
No ale wiesz że to taka metafora była?
No dobra, pochodzi z umysłu tego diabelskiego, powiedz mi teraz coś czego nie próbowałem, jak na razie o niczym takim tu nie przeczytałem.rolmops pisze:Ważne skąd pochodzi
To tez była metafora taka. Wiesz, ja nie walczę z tym. Owszem, gdy zaczynałem bawić się w to całe RD, przypominało to wielką wojnę. Tyle że to po krótkim czasie zaczął rodzić we mnie stres i złe samopoczucie, przy każdej próbie podjęcia ćwiczenia. Miałem tego dość, więc zamiast tego zaakceptowałem to co mam w głowie takie jakie jest i zdystansowałem się od tego. Zamiast się rzucać i miotać, lepiej spokojnie patrzeć co ten umysł wyprawia, to okazało się rewolucyjną odmianą. Nie jestem też za bardzo typem, który zdolny jest usiedzieć za długo w jednym miejscu i medytować, dobrze więc, pozwoliłem sobie robić to co się chce i obserwować i to było całkiem efektywne, znalazłem spokój. Ale potem zaczęło coś się psuć, traciłem po prostu motywacje, nie byłem w stanie pójść dalej, stres wrócił i cofnąłem się do punktu wyjścia. To nie jest tak że muszę się rozwijać, ja chce się rozwijać bo widzę w tym sens dla siebie, w postaci potrzebnych mi z tego korzyści, nic szczególnego, ale przydałoby mi się nauczyć lepiej reagować na rożne sytuacje, panować nad stresem itp. To tak wiele? Sęk chyba w tym, że moja osobowość nie jest zaprojektowana na zbyt stabilną, szybko traci czymś zainteresowanie i natychmiast potrzebuje zaangażować się w co innego. Trudno za tym nadążyć.rolmops pisze:Pokonywanie samego siebie to walka z wiatrakami. Często w książkach o "duchowości" zawarte jest takie stwierdzenie, musi ono jednak być ono właściwie zrozumiane. Myślę, żę powinieneś skupić się raczej na niepokonywaniu samego siebie, a raczej na wzmacnianiu. (przez próby pokonania samego siebie masz poczucie niespełnienia, porażki itd. a to niedobre i większoś Twoich problemów z tego wynika, czyż nie?. W ogóle RD i każdy inny rozwój polega bardziej na odnajdywaniu siebie niż pokonywaniu. To "pokonywanie" to w Twoim przypadku trochę niefotunne stwierdzenie (dla kogoś innego może być odpowiednie, nie ma tu reguł)
rolmops pisze:7.Gdzie mogę uzyskać zgodę? Ewentualnie, gdzie mogę skopać wszechświatowi tyłek?
Cały wszechświat musi się zgodzić, żebyś uzyskał zgodę i skopał mu tyłekŹródło Twoich problemów nie znajduje się w świecie i wydarzeniach, które Cię spotykają bądź nie, ale w Twojej głowie. Daj światu spokój, problem masz w głowie. Tam szukaj.
Zresztą cała rozgryka ma miejsce w Twoim umysle. Tam są problemy i ich rozwiązania. Rozwiązywanie problemów jest proste: wystarczy problem zobaczyć w całości (w umyśle), przyjrzeć mu się dokładnie, ZROZUMIEĆ GO dogłębnie (jego przyczyny, "zachowanie", konsekwencje) i ... to tyle
Sam znika. To co zrozumiesz, od tego bedziesz wolny.
![]()
Mam skopać się w łeb, okej.
Końcowe zdania są dla mnie naturalnie oczywiste, tylko pytanie co do nich: jak?
meszter litości.
Nie mówię że nie, może jest jak mówisz z tymi ludzikami światła, choć pewnie mówisz to wszystkim.. ewentualnie masz jakieś nieznane mi info na mój temat.
No to jak mam poprosić o ten kontakt, mam płakać, krzyczeć, pisać listy, modlić się, telepatycznie go wywoływać, co jeszcze pominąłem?
Re: Takie tam
Osoba przeciętnie inteligentna działa jak automat. jak coś jej się w zyciu nie układa/nie podoba, to zwala to na innych, kumuluje w sobie złość, odreagowuje swoją frustrację na swoim małzonku, dziecku, znajomych itd. Ty dokonujesz autorefleksji, szukasz rozwiązania problemów. Im wyższa inteligencja, tym większa zdolność do takich zachowań jak Twoje.
Pisząc, że jesteś osobą ponadprzeciętnie inteligentną, nie zamierzałem prawić Ci komplementu, wywnioskowałem tylko że tak jest. Wnioskuję też że jesteś jeszcze facetem na tyle młodym że nie robią Ci się zakola, ale nie jest to pozytywne ani negatywne.
Im człowiek inteligentniejszy, tym większe są mozliwości konstruowania myslio. A mysli mogą szkodzić lub pomagać w róznych sytuacjach. Ty wytworzyłeś sobie w głowie straszna gmatwaninę i dlatego masz teraz tak jak masz.
Jesli chodzi o rozwój duchowy to sama nazwa jest tutaj pułapką. W czasach, kiedy powstawały najwznioślejsze duchowe teksty, nikt (np. tzw. stary testament, mahabharata, mitologia grecka itd.), nikt o rozwoju duchowym nie słyszał, nawet autorzy tych tekstów.
Była tylko wiedza (poznanie) lub niewiedza (błedne poznanie). Rozwoju duchowego nie ma, w sumie nie ma także ducha - duchem, duszą najczęsiej nazywane są przez przedstawicieli różnych religii rzeczy, których nie rozumieją (w sobie, świecie).
Wydaje mi się, że komplikujesz sobie sprawę tym, że chcesz uzywać tego, co nazywasz rozwojem duchowym do rozwiązania swoich problemów (np. zniszczenia kompleksów, podbudowania własnej samooceny). Jeśli nie, to po co chcesz się rozwijać duchowo?
Drogowskazy to jedno, umiejętne wykorzystanie ich to drugie, i tu pies się pogrzebał.
A skad niby wiesz, co jest umiejętnym wykorzystaniem, a co nie? Na pewno nie raz zdarzyło Ci się już w życiu, że myslałeś, że coś się nie uda, a się udało i odwrotnie. To co teraz oceniasz jako złe, może przynieść pozytywne skutki, słabość może okazać się siłą, siła słabością. Zresztą nie jesteś wystarczająco rozwinięty duchowo, żeby sobie oceniać, czy właściwie realizujesz swój RD czy nie.
Myślę, że twoje "nieumiejętne wykorzystanie drogowskazów", to po prostu stwierdzenie: ta technika/teoria nie spełniła moich oczekiwań (nie jestem lepszy. nie umiem robić jakichś bajerów, np. lewitować, na wstepie autor omawiał wspaniałe i skutki, a tu g*wno).
Nie jest mi źle jako tako, tyle źle mi z tym że nie jestem zdolny do duchowego rozwoju, czy na prwdę wszechświat ma mieć tu decydujące zdanie?
Znowu niezdolnoś do duchowego rozwoju...Nie jesteś wystarczająco rozwiniety by oceniać swoją zdolność do rd.
Co by się przecież złego stało jakbym duchowo się rozwinął?
Już się rozwinąłeś. Zauważenie, że "coś tu nie gra, chcę, a mi się nie spełnia", to jakby pierwszy stopień rd. Wkroczyłeś do swego rodzaju elyty
- niewielu ludzi zajmuje się taką refleksją.
Co do światełka i drogi - wiem, że to była metafora. Wymyśliłeś sobie wszytko, co ona opisuje. Czy wszystko, co ta metafora opisuje, nie znajduje się w Twoim umyśle? Wszytkie walki, które toczyłeś/toczysz, wszytkie nadzieje, zwycięstwa i porażki, dążenia, spełnienia, niespełnienia, radosci, smutki, całe praktycznie Twoje życie toczysz w umysle. rozwój duchowy i jego niezrealizowanie też. To nie jest metafora.
No dobra, pochodzi z umysłu tego diabelskiego, powiedz mi teraz coś czego nie próbowałem, jak na razie o niczym takim tu nie przeczytałem.
Nie próbowałeś nie próbować.
Cały czas tworzysz sobie konflikty wewnętrzne. Świata dookoła Ciebie, rzeczywistości, nie obchodzą Twoje konflikty. Rzeczywistośc nawet o nich nie wie i w ogóle ma je gdzieś.
Choćbyś nie wiem co robił, to było tak jak było ,jest tak jak jest i bedzie tak jak będzie. Ty myślisz, że może być tak jak nie będzie i przez to robisz sobie krzywdę.
(kurde sam nie wiem, czy zrozumiałbym to co napisałem
Przeczytaj te zdania parę razy jakby co)
Tyle że to po krótkim czasie zaczął rodzić we mnie stres i złe samopoczucie, przy każdej próbie podjęcia ćwiczenia.
To znaczy, że ćwiczenie było dla Ciebie niodpowiednie.
Miałem tego dość, więc zamiast tego zaakceptowałem to co mam w głowie takie jakie jest i zdystansowałem się od tego.
Myślę, że w Twoim przypadku zdystansowanie to brak akceptacji tego, co masz w głowie. Zdystansowanie się to reakcja typu: Nie mam już siły nic z tym zrobić, to bez sensu, dam temu spokój". Piszę na podstawie doświadczenia własnego.
Ale potem zaczęło coś się psuć, traciłem po prostu motywacje, nie byłem w stanie pójść dalej, stres wrócił i cofnąłem się do punktu wyjścia.
Efekt oszukiwania siebie co do akceptacji i dystansu. Piszę na podstawie doświadczenia własnego.
przydałoby mi się nauczyć lepiej reagować na rożne sytuacje, panować nad stresem itp.
Ćwiczenie, wręcz medytacja, mojego autorstwa
na złe, przytłaczające emocje, stresy itd. ( trwa 1-2 min., efekty widoczne po ok. 30 sek
):
1. Zapamiętaj na zawsze. KAŻDA istota (a więc i Ty), kazdym swoim działaniem, w każdej chwili życia, dąży do tego samego: być szczęśliwym i uniknąć cierpienia.
2. Teraz ćwiczenie: skup sie na swoim stresie, gniewie, czy czymś, co aktualnie masz (nie ogólnie na stresie jako zagadnieniu, tylko wtedy, kiedy go przeżywasz). Zadaj sobie w myslach pytanie typu: W jakim celu to robię (strtesuję się)? Jaką chcę mieć z tego korzyść? Do czego ma mi to słuzyć?
3. "Z całej siły" staraj się uzyskać prawdziwą odpowiedź. Masz odpowiedzieć i koniec!
4. I to tyle
Ciekawy jestem, czy u Ciebie zadziała to tak jak u mnie, więc napisz kiedyś o wrażeniach.
Sęk chyba w tym, że moja osobowość nie jest zaprojektowana na zbyt stabilną, szybko traci czymś zainteresowanie i natychmiast potrzebuje zaangażować się w co innego. Trudno za tym nadążyć.
To nie Twoja osobowość, tylko inteligencja
Osobowość jest w duzym stopniu zdeterminowana przez inteligencję. A tę masz ponadprzecietną
Końcowe zdania są dla mnie naturalnie oczywiste, tylko pytanie co do nich: jak?
Jeśli pytasz jak, to te zdania nie są oczywiste
To nie jest chamska ani wzniosła odpowiedź, więc nie odrzucaj jej od razu, tylko przemyśl.
Może zamiast słowa wymyślić podstaw sobie wyobrazić. Wyobrażasz sobie problemy, wyobrażasz sobie, że je rozwiązujesz bądź nie. To nie jest tekst duchowy, chociaż tak brzmi.
Wyobrażasz sobie też casami np. gołą babę - ona tak naprawdę nie istnieje.
Nie pytaj jak rozwiazać problemy, tylko czym one są - oczywiście najlepiej pytać samego siebie.
Na zakończenie podzielę się z Tobą jeszcze jedna refleksją:
Tak sobie myślę, że nasze ego (które jest gruntem naszych mysli, przekonań, osobowości i wszytkiego tego, czym możemy okreslić siebie) składa się z dwóch osób, przeciwników. Mamy dwie osobowości. kiedy jedna mów "tak", druga mówi "nie". I odwrotnie. Proces ten odbywa się automatycznie. Nie jest to aniołek i diabełek, po prostu każda reakcja na dane zjawisko wytwarza sobie samej przeciwieństwo, żeby mogła być okreslona ta tej podstawie. Dlatego konflikt wewnętrzny jest czymś tak naturalnym jak sikanie czy spanie. W rd chodzi nie tyle o pozbycie się go, co o podziwianie jego "piękna". Na konflikcie znakomicie wyrasta kazdy rodzaj rozwoju (w tym duchowy
). Jeśli masz w sobie wielkie konflikty, to jaki rozwój z tego wyrośnie? 
Pisząc, że jesteś osobą ponadprzeciętnie inteligentną, nie zamierzałem prawić Ci komplementu, wywnioskowałem tylko że tak jest. Wnioskuję też że jesteś jeszcze facetem na tyle młodym że nie robią Ci się zakola, ale nie jest to pozytywne ani negatywne.
Im człowiek inteligentniejszy, tym większe są mozliwości konstruowania myslio. A mysli mogą szkodzić lub pomagać w róznych sytuacjach. Ty wytworzyłeś sobie w głowie straszna gmatwaninę i dlatego masz teraz tak jak masz.
Jesli chodzi o rozwój duchowy to sama nazwa jest tutaj pułapką. W czasach, kiedy powstawały najwznioślejsze duchowe teksty, nikt (np. tzw. stary testament, mahabharata, mitologia grecka itd.), nikt o rozwoju duchowym nie słyszał, nawet autorzy tych tekstów.
Wydaje mi się, że komplikujesz sobie sprawę tym, że chcesz uzywać tego, co nazywasz rozwojem duchowym do rozwiązania swoich problemów (np. zniszczenia kompleksów, podbudowania własnej samooceny). Jeśli nie, to po co chcesz się rozwijać duchowo?
Drogowskazy to jedno, umiejętne wykorzystanie ich to drugie, i tu pies się pogrzebał.
A skad niby wiesz, co jest umiejętnym wykorzystaniem, a co nie? Na pewno nie raz zdarzyło Ci się już w życiu, że myslałeś, że coś się nie uda, a się udało i odwrotnie. To co teraz oceniasz jako złe, może przynieść pozytywne skutki, słabość może okazać się siłą, siła słabością. Zresztą nie jesteś wystarczająco rozwinięty duchowo, żeby sobie oceniać, czy właściwie realizujesz swój RD czy nie.
Nie jest mi źle jako tako, tyle źle mi z tym że nie jestem zdolny do duchowego rozwoju, czy na prwdę wszechświat ma mieć tu decydujące zdanie?
Znowu niezdolnoś do duchowego rozwoju...Nie jesteś wystarczająco rozwiniety by oceniać swoją zdolność do rd.
Co by się przecież złego stało jakbym duchowo się rozwinął?
Już się rozwinąłeś. Zauważenie, że "coś tu nie gra, chcę, a mi się nie spełnia", to jakby pierwszy stopień rd. Wkroczyłeś do swego rodzaju elyty
Co do światełka i drogi - wiem, że to była metafora. Wymyśliłeś sobie wszytko, co ona opisuje. Czy wszystko, co ta metafora opisuje, nie znajduje się w Twoim umyśle? Wszytkie walki, które toczyłeś/toczysz, wszytkie nadzieje, zwycięstwa i porażki, dążenia, spełnienia, niespełnienia, radosci, smutki, całe praktycznie Twoje życie toczysz w umysle. rozwój duchowy i jego niezrealizowanie też. To nie jest metafora.
No dobra, pochodzi z umysłu tego diabelskiego, powiedz mi teraz coś czego nie próbowałem, jak na razie o niczym takim tu nie przeczytałem.
Nie próbowałeś nie próbować.
Tyle że to po krótkim czasie zaczął rodzić we mnie stres i złe samopoczucie, przy każdej próbie podjęcia ćwiczenia.
To znaczy, że ćwiczenie było dla Ciebie niodpowiednie.
Miałem tego dość, więc zamiast tego zaakceptowałem to co mam w głowie takie jakie jest i zdystansowałem się od tego.
Myślę, że w Twoim przypadku zdystansowanie to brak akceptacji tego, co masz w głowie. Zdystansowanie się to reakcja typu: Nie mam już siły nic z tym zrobić, to bez sensu, dam temu spokój". Piszę na podstawie doświadczenia własnego.
Ale potem zaczęło coś się psuć, traciłem po prostu motywacje, nie byłem w stanie pójść dalej, stres wrócił i cofnąłem się do punktu wyjścia.
Efekt oszukiwania siebie co do akceptacji i dystansu. Piszę na podstawie doświadczenia własnego.
przydałoby mi się nauczyć lepiej reagować na rożne sytuacje, panować nad stresem itp.
Ćwiczenie, wręcz medytacja, mojego autorstwa
na złe, przytłaczające emocje, stresy itd. ( trwa 1-2 min., efekty widoczne po ok. 30 sek 1. Zapamiętaj na zawsze. KAŻDA istota (a więc i Ty), kazdym swoim działaniem, w każdej chwili życia, dąży do tego samego: być szczęśliwym i uniknąć cierpienia.
2. Teraz ćwiczenie: skup sie na swoim stresie, gniewie, czy czymś, co aktualnie masz (nie ogólnie na stresie jako zagadnieniu, tylko wtedy, kiedy go przeżywasz). Zadaj sobie w myslach pytanie typu: W jakim celu to robię (strtesuję się)? Jaką chcę mieć z tego korzyść? Do czego ma mi to słuzyć?
3. "Z całej siły" staraj się uzyskać prawdziwą odpowiedź. Masz odpowiedzieć i koniec!
4. I to tyle
Ciekawy jestem, czy u Ciebie zadziała to tak jak u mnie, więc napisz kiedyś o wrażeniach.
Sęk chyba w tym, że moja osobowość nie jest zaprojektowana na zbyt stabilną, szybko traci czymś zainteresowanie i natychmiast potrzebuje zaangażować się w co innego. Trudno za tym nadążyć.
To nie Twoja osobowość, tylko inteligencja
Końcowe zdania są dla mnie naturalnie oczywiste, tylko pytanie co do nich: jak?
Jeśli pytasz jak, to te zdania nie są oczywiste
Może zamiast słowa wymyślić podstaw sobie wyobrazić. Wyobrażasz sobie problemy, wyobrażasz sobie, że je rozwiązujesz bądź nie. To nie jest tekst duchowy, chociaż tak brzmi.
Nie pytaj jak rozwiazać problemy, tylko czym one są - oczywiście najlepiej pytać samego siebie.
Na zakończenie podzielę się z Tobą jeszcze jedna refleksją:
Tak sobie myślę, że nasze ego (które jest gruntem naszych mysli, przekonań, osobowości i wszytkiego tego, czym możemy okreslić siebie) składa się z dwóch osób, przeciwników. Mamy dwie osobowości. kiedy jedna mów "tak", druga mówi "nie". I odwrotnie. Proces ten odbywa się automatycznie. Nie jest to aniołek i diabełek, po prostu każda reakcja na dane zjawisko wytwarza sobie samej przeciwieństwo, żeby mogła być okreslona ta tej podstawie. Dlatego konflikt wewnętrzny jest czymś tak naturalnym jak sikanie czy spanie. W rd chodzi nie tyle o pozbycie się go, co o podziwianie jego "piękna". Na konflikcie znakomicie wyrasta kazdy rodzaj rozwoju (w tym duchowy

Kocham Wieśka
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości