Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 8 sierpnia 2015, o 13:17

Nie, problem wynika ze złego programu dotyczącego upodobań seksualnych i nieumiejętności zmiany ich, bądź z nieświadomości skąd wziął się ten problem (jakie czynnik go spowodował i na co jeszcze wpłynął). Bądź też z nieumiejętności pogodzenia się z samotnością, brakiem realizowania podstawowych potrzeb każdego zdrowego człowieka. Nic tu nie jest wyobrażeniem, ani poglądem. Mówię o samych faktach i uczuciach oraz emocjach jakie wywołuje istnienie tego problemu, co ma dalsze konsekwencje niszczące mi życie. Napisanie słowa "problem" w cudzysłowie świadczy o Twoim niezrozumieniu.


Możesz mówić tak, ale to właśnie jest twoje wyobrażenie. Twoim problemem jest porównywanie się do "każdego" i skoro nie możesz funkcjonować jak "każdy" to jesteś nieszczęśliwy, wszystkie emocje i odczucia z tego wynikają, są tego konsekwencją. Tak ja to widzę. Nie wydaje mi się abyś miał jakiegoś guza mózgu czy zaburzenie w produkcji neuroprzekaźników. Jeśli tak jest to najpierw to zbadaj. A jeśli się potwierdzi, to tutaj w grę wchodzi leczenie, a nie szukanie jakiegoś rozwiązania. :-?

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 8 sierpnia 2015, o 14:30

aartefax
masz rację, ale Full Moon stara się wmówić, że ma rację i mamy mu uwierzyć na słowo.

W moim przypadku jest jeszcze inaczej, bo urodziłem się z optymizmem, ale zdobyta wiedza i logiczna analiza danych dała mi świadomość, że wszystko co lubię na świecie jest złe. Praca nad sobą i rozwój oznacza pozbycie się wszystkiego co dawniej dawało przyjemność i szczęście i tego co jest moim jedynym życiowym marzeniem - teraz już mam pewność, że się nie spełni. Samo istnienie z tą świadomością jest cierpieniem, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki. Obowiązki powinny wynikać z przywilejów, ale tak nie jest.

Full Moon pisze:Czyli nie jakieś "fakty" wywołują cierpienie, a my sami. Tylko ja odróżniam, ból i nieprzyjemności od cierpienia. Cierpienie jest wtedy gdy jesteśmy utożsamieni i myślimy, że coś nas dotyka. To jest świadomość śpiącego.


Nie my sami, tylko uwarunkowania genetyczne i społeczne. W moim przypadku nie było cierpienia dopóki byłem nieświadomy. Oczywiście, że to mnie dotyka i nie chodzi tu o żadne utożsamienie. Nie będę tego zamiatał pod dywan, tylko dążę do rozwiązania tego problemu.

Full Moon pisze:Możesz mówić tak, ale to właśnie jest twoje wyobrażenie. Twoim problemem jest porównywanie się do "każdego" i skoro nie możesz funkcjonować jak "każdy" to jesteś nieszczęśliwy, wszystkie emocje i odczucia z tego wynikają, są tego konsekwencją. Tak ja to widzę.


No i właśnie tu jest przykład Twojej nadinterpretacji. Tworzysz swoje wyobrażenie mojego problemu zamiast zrozumieć go takim jaki jest. Przez to Twoja rada jest nieadekwatna i nie możemy się porozumieć.

Moim problemem nie jest żaden każdy, tylko ja sam i niemożliwości w tym obszarze. Poza tym mam potencjał żeby funkcjonować dużo lepiej niż "każdy", czyli większość. Muszę tylko się pozbyć problemu, który mi to uniemożliwia (seksualności, pragnienia miłości) i umieć czerpać przyjemność z celów, które teraz dla mnie są poboczne i rezygnuję z nich, bo nie mam motywacji, siły żeby żyć z tym problemem. Mogę się z nim nie utożsamiać, ale to właśnie zamiatanie tego pod dywan i wtedy to wraca ze zdwojoną siłą. Musiałbym nie wychodzić z domu i unikać dziewczyn, które mi się podobają, czyli w lecie nawet nie wychodzić z domu.

Full Moon pisze:. Nie wydaje mi się abyś miał jakiegoś guza mózgu czy zaburzenie w produkcji neuroprzekaźników. Jeśli tak jest to najpierw to zbadaj. A jeśli się potwierdzi, to tutaj w grę wchodzi leczenie, a nie szukanie jakiegoś rozwiązania.


Nie mam, badałem. Miałem badania głowy w wieku ok 13-14 lat, a wtedy już miałem rozwiniętą seksualność.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 8 sierpnia 2015, o 22:08

Jeszcze jedno. Full Moon mam wrażenie, że nie dostrzegasz sprzeczności w tym o czym piszesz. Z jednej strony jest rozwój i świadomość, znajomość faktów naukowych, a z drugiej strony akceptacja. I ludzie starają się iść po najmniejszej linii oporu, powiedzieć żebym się nie rozwijał i zaakceptował swój upadek. Tymczasem ja uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli ktoś mówi, że czegoś nie da się zrobić to znaczy, że po prostu nie znamy rozwiązania. Należy więc szukać rozwiązań i sprawdzać czy działają. Po to żeby zmienić coś co jest złe i nie powinniśmy się z tym godzić. Należy walczyć ze swoimi słabościami i budować coraz lepszą osobowość, sięgać coraz wyższych celów, wychodzić ze strefy komfortu i przełamywać swoje ograniczenia, poprawiać swoją wiedzę, status społeczny, inteligencję, zdrowie, ciało, status społeczny, zdolności komunikacyjne. Jest bardzo dużo pracy i jak się ją zaniedba, to się przegrywa, jest się gorszym, nie rozwija się duchowo i moralnie, spada status społeczny, a na końcu umiera się w cierpieniu wynikającym ze złego wcześniejszego stylu życia. Za to oczywiście płacą inni ludzie. I ja widzę się pnącego na szczyt, a nie godzącego się z upadkiem. Jeśli ktoś tego nie rozumie to po prostu nie chce rozumieć, bo mój przypadek uświadamia kilka ważnych faktów, które mogą okazać się niewygodne dla kogoś kto na wszystko chce mieć wytłumaczenie kończące się pozytywną konkluzją. Szkoda, że to nie bardzo przystaje do rzeczywistości i realnie jest po prostu ignorancją i niezrozumieniem.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 10 sierpnia 2015, o 00:01

Kocur pisze:
W moim przypadku jest jeszcze inaczej, bo urodziłem się z optymizmem, ale zdobyta wiedza i logiczna analiza danych dała mi świadomość, że wszystko co lubię na świecie jest złe. Praca nad sobą i rozwój oznacza pozbycie się wszystkiego co dawniej dawało przyjemność i szczęście i tego co jest moim jedynym życiowym marzeniem - teraz już mam pewność, że się nie spełni. Samo istnienie z tą świadomością jest cierpieniem, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki. Obowiązki powinny wynikać z przywilejów, ale tak nie jest.


Czyli Twój problem byłby nabyty,a Twoja ścieżka rozwoju miała by mieć wpływ na Twój obecny stan taki jaki jest.

Jakby nie ten rozwój to nie wyróżniałbyś się od przeciętności,ale też byłbyś pewnie bardziej szczęśliwszy,z mniejszym cierpieniem i może znalazłbyś jakaś miłość czy też miałbyś na to duże szanse.

Tak mam to rozumieć?

Czy każdy rozwój miałby nieść z sobą takie problemy?

Czy też trzeba po prostu wejść na odpowiednią ścieżkę.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 10 sierpnia 2015, o 00:47

Mój problem polega na złych upodobaniach seksualnych, które uniemożliwiają miłość i nie mogę ich zmienić, a na dodatek same w sobie są cierpieniem.

Kiedyś myślałem po prostu, że jedne osoby są szczupłe, a inne grube, a dopiero potem zorientowałem się jak wielkim to jest problemem. I teraz nikt nie może mi pomóc w rozwiązaniu problemu, a możliwości są 2:
- zmiana upodobań na prawidłowe (podobno się nie da)
- pogodzenie się z samotnością (może się da, ale terapeuci nie chcą w tym pomóc).

Przez ten problem nie mogę zrealizować potrzeby miłości. Poza tym gdybym się z tym pogodził powstałaby u mnie podwójna moralność spowodowana uznaniem za fajne czegoś co jest realnie złe, wręcz fatalne. W związku z tym pomieszałoby mi się w głowie. Ale jeśli się nie godzę to przez to nie mogę nic robić, czyli mam związane ręce w kwestii rozwoju i szczęścia.

I tu wjeżdża idea, że szczęściem jest samo istnienie - nie zgadzam się z tym. Nie można godzić się ze wszystkim co złe, tylko dążyć do tego żeby piąć się w górę. Prawdziwy mężczyzna musi zwyciężać w rywalizacji, mieć poglądy, które dążą do obiektywizacji (oparte na prawdzie). Problemem jest też niezależność - gdybym był faktycznie niezależny od żadnych pragnień, to żyłbym jak robot, nie miałbym żadnego celu. To o czym pisze Full Moon jest dla mnie doskonale zrozumiane, ale uważam, że to negatywna informacja. Wynika z tego, że nikt nie odpowiada za siebie, nic nie ma sensu, bo wszystko i tak jest tylko przedstawieniem, którego jesteśmy obserwatorami. W dodatki ulegamy iluzji, że jesteśmy graczami. Z drugiej strony wolna wola byłaby jeszcze gorszą ideą, bo oznaczałaby, że powinniśmy się jakoś zachować, a ja nie umiem przejść na ścieżkę ascetyzmu, rezygnacji z przyjemności i kultu pracy.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 10:25

Kocur bredzi i ma z tego nadmuchane ego.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 10:40

Bover pisze:Witam was. Jest to mój pierwszy post na forum, ale przejdę do rzeczy ;-) .
Moja wiedza z duchowości jest dość mała. Przeczytałem potęgę teraźniejszości, przejrzałem sporo filmików z E. Tolle, kilka z Moojim oraz sporo rozmyślałem i co nieco czytałem w internecie.
Eckhart pisze w swoim bestsellerze o tym, że osoby w pełni świadomej (oświeconej) sytuacja życiowa nie "zniszczy" ,że tak to ujmę gdyż nie pamiętam słowo w słowo lektury.
W swoim życiu prywatnym jestem ponad miesiąc po rozstaniu z moją miłością życia. Nie wyobrażam sobie ,że mógłbym uniknąć tego cierpienia, którego doznałem ostatni miesiąc. Czy naprawde osoba oświecona go nie doznaje ? Czy jeśli bym tuż po rozstaniu doznał oświecenia potrafił bym nad tym zapanować i nie cierpieć ? Nie potrafie też pojąć takich rzeczy ,że dana osoba traci np. rodziców lub traci cały majątek i nie cierpi. Czy osoba żyjąca w okresie II wojny światowej, która trafiła do obozu mogła by być szczęśliwa a przynajmniej nie cierpieć odczuwajac głęboki spokój.?

Dużo zastanawiałem sie nad przerobionymi przeze mnie materiałami Tolle i praktycznie każda analiza mi mówi, że on nie jest manipulantem czy kłamcą (a można sie z takimi opiniami spotkać w sieci) jednak nie potrafie tej kwestii o braku cierpienia pojąć. W dodatku w jednym z filmików na YT Eckhart mówił o tym ,że po śmierci jego rodziców byly łzy, więc jednak pojawiło się jakieś cierpienie - prawda.?

Czekam na odpowiedzi, szczególnie od osób, jeśli są na forum takowe, które "doznały" oświecenia lub są wystarczająco przebudzone i egzystują w stanie gdzie nie doznaje się cierpienia.



Nie czytałem wszystkich podstron tego wątku bo oczywiście Kocur zaczął już pluć swoim jadem, że wszyscy piszą brednie itd. on jest najmądrzejszy i ma podobne zdanie co żule z ulicy.

Z nauk Echarta wnioskuję ( z resztą nie tylko z jego ) , że zobacz natrafiła Ci się taka sytuacja, Ty jako świadomość, dusza jakkolwiek to nazwać potrzebowałeś takiego zdarzenia, żeby je doświadczyć, w jakimś wyższym celu. Nie chodzi tu teraz o to, żeby jakimiś technikami nagle zapomnieć, hokus pokus czary mary i zapominasz o miłości, tylko przeżyć to rozstanie, przeżyć i puścić. Pobądź trochę w tych smutnych chwilach, nie uciekaj od tego, pogódź się z tym co się stało, pozwól życiu płynąć z nurtem dalej. Nie ma tu co walczyć, pić ćpać uciekać w inne tematy, potem znów trafi Ci się pewnie taka sytuacja bo nie przeżyłeś rozstania jak należy. Fakt, że napisałeś ten wątek, Ja wnioskuję że szukać ulgi w cierpieniu ( no wiadomo ), ale z tych nauk zrozum, że potrzebowałeś tego cierpienia, pobądź w tym, przeżyj to. Echart też mówi o tym , że gdyby nie cierpienia byśmy się duchowo nie rozwijali no i na logikę przyznaję mu rację. Zobacz taka sytuacja z pozoru tragiczna dla Ciebie a już wszedłeś na nową ścieżkę.
Pozdrawiam i życzę powodzenia na nowej ścieżce :)

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 10:45

Ale tak szczerze mówiąc apropo tego jadu co tu popłynął w stosunku do Tolla, to jakby ktoś mi 5 lat temu to pokazał, też bym powiedział że to ściek, g*wno co to za brednie. Przez ostatnie 5 lat moje życie kompletnie się zmieniło, wiele wydarzeń przykrych , mega ciężkich wprowadziły mnie na ścieżkę rozwoju wewn.
Na chwilę obecną jak posłuchałem Tolla 1szy raz, to aż poczułem dreszczyk, jak to trafia do mnie w 100% :) No takie jest to życie.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 10 sierpnia 2015, o 13:09

Rozwój służy minimalizacji cierpienia. Po to się rozwijamy żeby być bardziej szczęśliwymi ludźmi i mniej cierpieć. Rozwój nie jest celem samym w sobie, ale jak ktoś myśli, że jest to będzie doświadczał co rusz cierpienia, bo jest ono u niego skojarzone z rozwojem.

Ludzie w dzisiejszych czasach przestają myśleć samodzielnie i biorą za prawdę to co jest napisane w różnych książkach, a dziś każdy może sobie napisać książkę i nie trzeba do tego ani wiedzy, ani wykształcenia, doświadczenia, talentu. Widzę, że dyskusje oparte na argumentacji odchodzą do lamusa.

Radziłbym dyskutować spokojniej i używać argumentów.
daaatz pisze:dusza jakkolwiek to nazwać potrzebowałeś takiego zdarzenia, żeby je doświadczyć, w jakimś wyższym celu.


daaatz pisze:potem znów trafi Ci się pewnie taka sytuacja bo nie przeżyłeś rozstania jak należy.


Te stwierdzenia są nieuzasadnione. Kilku innych nie rozumiem, bo daaatz ma problem z gramatyką. Np tu:
daaatz pisze: Fakt, że napisałeś ten wątek, Ja wnioskuję że szukać ulgi w cierpieniu ( no wiadomo ), ale z tych nauk zrozum, że potrzebowałeś tego cierpienia, pobądź w tym, przeżyj to.


W każdym bądź razie nikt nie potrzebuje cierpienia. Cierpienie niszczy człowieka. Raz przeżywane cierpienie nie ma wpływu na następną sytuację (związek). Bover popełnił błędy i powinien wyciągnąć wnioski na chłodno po to żeby więcej się to nie przytrafiło. Co do przeżywania cierpienia - też powinniśmy się wszyscy uczyć jak to robić żeby przeżywać je jak najmniej. Są do tego różne modele mentalne, ale przede wszystkim puszczenie sytuacji, która już się zdarzyła. Ja oduczyłem się przejmować faktami, które miały miejsce i póki co cierpię przez teraźniejszość i przyszłość. Gdybym się pozbył mojego w zasadzie jedynego problemu to byłoby super.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 13:48

No wszem, lepiej minimalizować cierpienie, ale co nie znaczy że mamy się od tego odcinać. Jak się odcinamy od uczuć to nie ma miejsca wtedy na inne. Przeżyć uczucie cierpienia też nie znaczy teraz nakręcanie się w tym, ryczenie po nocach non stop to jest złe.

A co do spokojnej dyskusji i używaniu argumentów no tak powinieneś być przykładem z tym pisaniem w stylu "to brednie" "byle żul z ulicy".

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 10 sierpnia 2015, o 13:56

Nikt nie mówi o odcinaniu się od cierpienia.

daaatz pisze:Jak się odcinamy od uczuć to nie ma miejsca wtedy na inne.



Ale to już nie jest prawdą.

Natomiast jest takie cierpienie, od którego trzeba się odcinać, bo dotyczy teraźniejszości i przyszłości. Jeśli mowa o zdarzeniach z przeszłości to lepiej je przeżyć po to żeby cierpienie zniknęło i nie wracało. Jeśli sytuacja dotyczy planowania i wtedy powstaje cierpienie, to albo trzeba rozwiązać problem, albo przestać planować.

daaatz pisze:A co do spokojnej dyskusji i używaniu argumentów no tak powinieneś być przykładem z tym pisaniem w stylu "to brednie" "byle żul z ulicy".


Ale co Ty mówisz, że rozwijasz się duchowo, a takie drobiazgi wytrącają Cię z równowagi? Jeśli ktoś pisze brednie to druga osoba ma prawo napisać, że to brednie czyli nazwać rzeczy po imieniu. Już nie róbmy takiej nadmiernej poprawności politycznej, bo nie wiem jak Ty, ale ja brzydzę się fałszem i wolę słyszeć prawdę.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 14:13

Wcale mnie to nie wytrąca z równowagi, znów to robisz, wcześniej też wciskałeś mi coś takiego, oczywiście wg Ciebie masz podstawy do stwierdzenie po internetowym wpisie czy jestem wytrącony z równowagi czy nie :) Myśl tak dalej.

A co do odcięcia i że nie ma miejsca na inne to jest to prawda, jak tłumimy emocje to zwyczajnie nie ma miejsca na inne.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 10 sierpnia 2015, o 14:23

Twoje wpisy są bardzo emocjonalne i to po prostu widać.

daaatz pisze:A co do odcięcia i że nie ma miejsca na inne to jest to prawda, jak tłumimy emocje to zwyczajnie nie ma miejsca na inne.


No nie jest to prawda. Tam nie ma żadnego miejsca, bo to nie przestrzeń. Podejrzewam, że Twoje przekonanie to slogan wyuczony z jakiejś książki. Moja praktyka pokazuje coś zupełnie innego.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 10 sierpnia 2015, o 14:37

To ty to tak odbierasz że są bardzo emocjonalne to jest tylko Twój odbiór.

I jest to prawda, jest stłumisz emocje to nie ma miejsca na inne, emocje to energia, nie są to żadne slogany, to Ci każdy terapeuta powie po psychologi itp
Zresztą na logikę, tłumisz gniew np. czujesz gól w klatce piersiowej, jest tu miejsce wtedy na śmiech ? miłość ? No nie ma, albo trochę powierzchownie. Dlatego emocje trzeba przeżyć i puścić.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 10 sierpnia 2015, o 15:04

daaatz
znam się trochę na tym i umiem odróżniać, które wpisy pochodzą z przekonań (emocji), a które z kreatywnej, myślącej części mózgu.

daaatz pisze:I jest to prawda, jest stłumisz emocje to nie ma miejsca na inne, emocje to energia, nie są to żadne slogany, to Ci każdy terapeuta powie po psychologi itp


Nic takiego nie powie żaden szanujący się terapeuta. Tłumionych emocji możemy nie czuć i np czujemy różne inne emocje. Ja to wiem bo tak to jest u mnie, więc nie możesz podważać tego na podstawie czegoś co Ci się wydaje.

daaatz pisze:Zresztą na logikę, tłumisz gniew np. czujesz gól w klatce piersiowej, jest tu miejsce wtedy na śmiech ? miłość ? No nie ma, albo trochę powierzchownie. Dlatego emocje trzeba przeżyć i puścić.


Oczywiście, że jest. Czuję impuls gniewu, ale obejmuję go logiką - tłumaczę sobie, że nie powinienem się gniewać i nie chcę czuć tej emocji. Postanawiam się cieszyć z kolegami, siedzimy, śmiejemy się, jest fajnie. Żegnamy się i zostaję sam ze sobą i wtedy czuję znów ten gniew, tą poprzednią emocję...
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 82 gości