No znowu rozbiłeś post w drobny mak a to nie sprzyja sensownej dyskusji.
Pózniej dochodzi do jeszcze większego rozczłonkowania i robi się z tego groch z kapustą.
Skoro aż tak strasznie negatywny wpływ ma wiara to czy mógłbyś mi tu przytoczyć jakieś badania naukowe które by to potwierdzały?
Albo opinie psychologów?
Przecież to nie powinno być takie trudne skoro to takie oczywiste.
Robisz to samo co niektórzy wierzący uznający że bez wiary w Boga nie można być szczęśliwym.
Nie wiem czego się naczytałeś ale Twoje argumenty (zresztą pewnie nigdzie nie wykazane w badaniach naukowych) są zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości.
Wolnym i szczęśliwym się jest tak jak się ktoś nim czuje i ten ktoś może przyjąć określony system wartości
wynikający z religii,czy jakiejś innych przekonań i czuć się wolnym - gdyż wolność jest w naszym wnętrzu.
Więc ktoś decydując się na służbę w wojsku czy decydując się na stan duchowny jak najbajrdziej może być szczęśliwy.
Ale łatkę zawsze można komuś przyczepić.
Każdy z nas ma różne potrzeby i nie można wszystkich pakować do jednego worka i wmawiać że moje jest najmojsze i tylko tak można być szczęśliwym.
Więc wmawianie komuś kto naprawdę czuje się szczęśliwy dzięki wierze,że jest nieszczęśliwym jest bezsensu.
Ja mam prostą zasadę nie dyskutuję z czyimś szczęściem i dla mnie nie ma znaczenia dzięki czemu ta osoba to osiągnęła.
Nawet może być to New Age czy coś innego.
Fajnie że masz swoje jakieś teorie swoje argumenty ale to z rzeczywistością niewiele ma wspólnego.
Cyt:
''Religia to zniekształcenie moralne, pozbywanie się odpowiedzialności za grzechy i zastąpienie ich wiarą, wywoływanie poczucia winy i idea odpuszczenia grzechów w zamian za opowiedzenie ich księdzu, wiara że człowiek rodzi się brudny (grzech pierworodny) i jest winny śmierci Chrystusa. Miłość jest powiązana z cierpieniem i torturami. Na dodatek wchodzi tu zewnętrzny kodeks moralny, który ingeruje w sumienie. Religia katolicka dba o to żeby wierni myśleli, że pieniądze są złe.'' Nigdy niespotkałem takiego chrześcijanina który by czuł się winny śmierci Chrystusa i ja sam nigdy tego odczuwałem,ale to od Ciebie się dowiedziałem.
Nikogo też nie spotkałem żeby ktoś miał poczucie bycia brudnym z tego powodu że w Biblii jest mowa o grzechu pierworodnym.
Nie wiem po co chcesz komuś coś wmawiać na siłę jakieś poczucie winy za śmierć Chrystusa czy za grzech pierworodny no ale Ty mi to chcesz uzmysłowić.
Oj kiepski ten kler że ludzie tego nie odczuwają.
Naprawdę nie interesuje mnie co tam sobie poczytałeś na necie,bo dla mnie to akurat bzdury, a interesuje mnie rzeczywistość taka jaka ona jest a nie to co kto komuś chce włożyć do głowy.
No tak to wygląda niestety.
Biblia wchodzi w naturę człowieka i tu akurat nie trzeba być wierzącym żeby zdawać sobie sprawę z tego że każdy z nas ma tę ciemną stronę natury,a także posiadamy różne instynkty które są pozostałością ze świata zwierząt.
Oto właśnie chodzi w tym grzechu pierworodnym.
W każdym z nas odzywają się jakieś ''demony'' i to zależy na jaki grunt trafią.
Nawet był przeprowadzony specjalny eksperyment:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny Każdy z nas podlega jakimś słabościom popełniamy błędy czy kogoś krzywdzimy świadomie bądz nieświadomie tak więc to powiedzenie że wszyscy jesteśmy grzeszni jest jak najbardziej zgodne z prawdą i nie ma co się w tym oszukiwać.
New age raczej czegoś takiego nie dopuszcza a dla mnie jest to myślenie czysto naiwne mające tyle z rzeczywistością co nic.
Zdaję sobie z tego sprawę że podlegam swoim słabościom ale to niby dlaczego ma
prowadzić do samo biczowania się,frustracji?
Robisz jakichś rachunek sumienia przyznajesz się do swoich błędów analizujesz swoje postępowanie i przez to uczysz się na własnych błędach i starasz się ich nie popełniać.
Mnie to akurat bardzo pomaga - ta świadomość jaka jest moja natura i to że dzięki takiemu rachunkowi sumienia mniej popełniam błędów zwłaszcza tych w stosunku do innych osób.
Przykro mi ale świadomość własnych wad i słabości i jakichś tam grzeszków nie
powoduje nie wpływa negatywnie na moje samopoczucie.
Wyznanie swoich win przyznanie się do błędów daje dużą ulgę.
Jeśli ktoś jest np leniem czy jakimś nałogowcem to wpieranie się tego przynosi negatywne skutki.
Musimy wtedy bronić swojego wizerunku i tracić na energię.
Dlatego - [b]Poznaj prawdę a ona Cię wyzwoli.Tak jak i też przebaczenie daje dużą ulgę.[/b]
Czysta psychologia- nie tłumisz,idziesz zgodnie z prawdą taką jaka ona jest i nie wmawiasz sobie że czarne to białe.
Jest przyznanie się do winy zgodnie z prawdą,jest świadomość własnych ułomności i jest to że ja mogę się zmieniać poprawiać.
Pewne ograniczenia w życiu są potrzebne i to tak nie działa że jak będziesz robić wszystko na co masz ochotę to będziesz wtedy wolny.
Trochę lepiej znam życie od Ciebie i wiem co potrafi zrobić z ludzi myslenie typu rób wszystko co chcesz a będziesz szczęśliwy.
Już to dawno przerobiłem i na szczęście coś zrozumiałem.
Trzeba umiejętnie korzystać z życia..
Jaka to ideologia sprawiła że byłeś przekonanym że dla oświecenia powinieneś pozbyć się miłości?
Czyli pozbyć się tego co człowiek ma tak naprawdę najcenniejszego.
Radzą też też pozbyć się myślenia.
Tu przykład kłamcy i oszusta który wmawia że dzięki wierze czuje się szczęśliwy:
https://www.youtube.com/watch?v=wdiGynEL4r8 A wcześniej takie klawe życie - wolność, seks, alkohol.
Teorie teoriami,rozkminki rozkminkami a życie życiem.

Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.