Wartości religijne a szczęście

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 20 października 2014, o 23:27

No skoro widzisz w tej rzezbie reptilianina to mysle że jest logiczne wytłumaczenie dlaczego ci się ukazali.
No mógł to być spacer w ciemnym lesie w którym gałęzie drzew utworzyły cos na podobienstwo jaszczura,albo jakaś kobieta przebiegła Ci przed oczyma z rozwianymi włosami. :mrgreen:

No zabrakło Ci argumentów skoro chcesz podjąć kilka tematów na raz.
Literalnie Biblię odbierają prostestanci czy ŚJ i co niektórzy wielcy znaffcy od wszystkiego.

Już wcześniej wyszedłeś poza temat próbując narzucić swoje wizje.Ja bynajmniej za to dostałem osta.
Po co wchodzić specjalnie w wątek z czymś zupełnie od niego odbiegającym?

Ni z gruchy ni z pietruchy nagle wyskoczyłeś:
Cyt:
'' aartefax
a co sądzisz o tym, że katolicy oddają cześć reptilianom? Oni wierzą a Ty nie? :lol: http://photos.wikimapia.org/p/00/00/71/19/99_big.jpg
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 21 października 2014, o 01:17

Jeśli oddawanie czci dinozaurowi, który nie jest tak naprawdę dinozaurem lecz Chrystusem jest dla Ciebie wyznacznikiem szczęścia to post jak najbardziej pasuje do tematu. Bo z religią katolicką wiąże się sporo złych rzeczy i zniekształcania interpretacji Biblii a ta rzeźba.. nie każdy dostrzega artyzm, niektórzy widzą tylko to co chcą widzieć. Ale skoro chcą to niech to widzą, nie moja sprawa w sumie. Tylko nie wiem po co chcesz udowadniać, że Twoja wizja świata jest lepsza, bardziej opłacalna i przynosząca szczęście - tak nie jest i o tym już tutaj pisaliśmy ale obróciłeś rozmowę w zabawę erystyczną więc dalej się bawię. Ty piszesz na serio? Myślę, że za bardzo bierzesz do siebie personalnie to co piszemy o religii jako złej idei.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 21 października 2014, o 01:41

No właśnie widzisz to co chcesz widzieć i niech ci tak pozostanie.
Podejrzewam że niewielu tak widzi jak Ty w tym przypadku niezależnie od tego czy ktoś jest ateistą cy wierzącym.

Przedstawiłem konkretne badania które i pokrywają się z opiniami psychologów i moimi doświadczeniami z ludzmi.

Na czymś jednak trzeba się opierać,i lepsze to niż tworzenie jakichs teoryjek zanurzonych w absurdzie.
Ale chętnie mogę to jeszcze zweryfikować jeśli podeprzesz swoje wywody jakimiś badaniami naukowymi,czy wypowiedziami psychologów.

Ale rozumiem jak ktoś się naczyta psychologii rodem z new age to wchodzi się pewien tryb myślenia.


Nigdzie nie twierdziłem że tyko w ten sposób można być szczęśliwym co chcesz mi wmówić.

Ale możesz przytoczyć te moje wypowiedzi które by to potwierdzały.

Gdzie i w którym momencie obróciłem tę rozmowę w zabawę erystyczną?

Personalnie tego nie biorę do siebie i jestem do tego przyzwyczajony a nawet i bawi a także nawet spisałem kilka zdań z tego wątku i na ich podstawie otworzyłem nowy wątek na ateista.pl .Sam zabawiłem się w antyreligijnego wojownika.
I kiepsko poszło bo mnie ateiści nie docenili za co otrzymałem sporo minusów.
Ach te czerwone kwadraciki.
No żeby tak oni do własnego gniazda....
Ostatnio zmieniony 21 października 2014, o 02:13 przez aartefax, łącznie zmieniany 1 raz.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 21 października 2014, o 02:10

Z początku też myślałem, że Kocur odbiega od tematu. Lecz w zasadzie go kontynuuje i porusza ciekawą kwestie.

Jaka miałaby być różnica między Jezusem, jakimś gadem, czy koniem na wrotkach? Katolicy odbierają biblie literalnie, co potwierdza przytoczona przeze mnie notyfikacja. Syn Boży (z tronem po prawicy), życie po śmierci itd. Te wszystkie egzorcyzmy na które się aartefax powołuje to przecież obrzędy pogańskie. Tylko zamiast człowieka sokoła jak w Starożytnym Egipcie to mamy Jezusa. Co za różnica całować Henryka w tyłek, czy Henrykoraptora?

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 21 października 2014, o 02:21

Owszem odbiega gdyż tytuł tematu jest jasno sprecyzowany.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 21 października 2014, o 07:16

To jest ciekawe przeniesienie bo księża katoliccy mogą gadać, że hello kitty to satanistyczny symbol a kolczyk w uchu czy włosy na żelu świadczą o opętaniu demonami, wywlekają jakieś dziwne pseudopowiązania przyczynowo skutkowe. Wielu katolików wierzy też w przesądy (starsi ludzie wierzący w klątwy, fatum spowodowane demonami itp), niektórzy mają zwykłe objawy schizofrenii (objawienia, opętania), myślą życzeniowo i magicznie - wg psychologii takie rzeczy sprawy świadczą o chorobach, błędach poznawczych lub zaburzeniach osobowości. Do tego prowadzi każda religijność, new age też. Różnica jest taka, że new age dotyka głębszych poziomów mistyki, które przekształcają się w indywidualne pojmowanie świata czyli wydobywa pozytywną mistykę, którą kiedy człowiek zda sobie z tego sprawę może sam modyfikować - granice są tylko w głowach i to przeważnie religia je ustala już w dzieciństwie kiedy intelekt nie jest jeszcze na tyle rozwinięty żeby się bronić. Wiara jest substytutem wiedzy, powstaje wtedy kiedy czegoś nie możemy sprawdzić. Człowiek tworzy różne modele pasujące bardziej lub mniej do rzeczywistości w celu opisu, lepszego poruszania się po realnym świecie, głębszych przeżyć związanych ze sztuką, estetyką, ideami, wartościami. Religia czy każdy skrajny idealizm np wiara w romantyczną miłość, socjalizm, liberalizm powoduje zniekształcenie - patrzenie na zróżnicowany świat przez pryzmat jednego lub kilku modeli. Na dodatek religia to ingerencja w indywidualizm i zmuszanie do przyjęcia swojej wizji. I świetnie to widać na przykładach np dlaczego kościół i komuniści się zwalczali? Bo odwoływali się do tego samego poziomu - idei piorących mózg. Dlatego kościół walczy tak bardzo ze wszystkim co może być dla niego konkurencją i zagrożeniem.

Katolicyzm to prymitywne rytuały, wiara w nadprzyrodzone byty kontrolujące człowieka (gdybym dalej wierzył w ezoteryczne historie powiedziałbym, że oddajesz w ten sposób część duszy diabłu, pozbywasz się odpowiedzialności i samodzielności). Religia spełnia też potrzebę jedności z grupą - wspólne idee przeważnie sprzyjają w grupowaniu się ludzi wokół nich - przeważnie powstają tu pozytywne i negatywne aspekty, 2 strony medalu ale bywa tak, że ta pozytywna strona jest tylko na pokaz.

Człowiek nie jest wolny dopóki jest więźniem jakiej idei a większość religijnych osób nie przerobiła śjeszcze sfery seksualnej, emocjonalnej, mentalnej. Religia odwołuje się do seksualności i kojarzy ją z czymś brudnym a energia seksualna to nasza podstawowa siła witalna. Powinniśmy się nią cieszyć a nie obsesyjnei kontrolować, mówić, że to nieczyste itd. Na poziomie emocji religia to poczucie winy z negatywną afirmacją bicia się w pierś. W kościele jest stosowana psychomanipulacja, która jest czystym NLP (np ksiądz chodzi z tacą i akurat jest śpiewane "wszystko tobie oddać pragnę panie". Religia to też mentalne niewolnictwo, narzucanie dogmatów, zniekształcanie realnych faktów tak żeby pasowały do tego co jest napisane w Biblii. Wmawia się człowiekowi, że jest niegodny, że jest barankiem w stadzie mającym iść za pasterzem. Wszystko tylko żeby człowiek nie dowiedział się, że kreuje swoją rzeczywistość i przekonania a szczęśliwy nie potrzebuje "lekarstwa" w postaci chodzenia do kościoła, wiary w mity i nie trzyma w sobie poczucia winy, wstydu i strachu.

Religia to zniekształcenie moralne, pozbywanie się odpowiedzialności za grzechy i zastąpienie ich wiarą, wywoływanie poczucia winy i idea odpuszczenia grzechów w zamian za opowiedzenie ich księdzu, wiara że człowiek rodzi się brudny (grzech pierworodny) i jest winny śmierci Chrystusa. Miłość jest powiązana z cierpieniem i torturami. Na dodatek wchodzi tu zewnętrzny kodeks moralny, który ingeruje w sumienie. Religia katolicka dba o to żeby wierni myśleli, że pieniądze są złe.

Wierzysz ze strachu bo w dzieciństwie usłyszałeś, że za brak wiary pójdziesz do piekła czy też po prostu Bóg Cię ukarze. Tak naprawdę uwierzyłeś w bajki stworzone przez grupę ludzi w celu kontroli ludzkości 2 tys lat temu. Wg mnie wiara w to w dzisiejszych czasach jest spowodowana brakiem wiedzy (więcej wierzących na wsiach gdzie jest gorszy dostęp do edukacji, skąd młodzi wyjeżdżają do miast), często starym wiekiem, strachem przed śmiercią, nieumiejętnością przeciwstawienia się autorytetom. Generalnie cała wiara w tym katolicyzm i new age odwołują się do braku wiedzy na temat pierwotnej przyczyny powstania świata i celu istnienia tego wszystkiego i to w połączeniu z indoktrynacją od małego jest przyczyną wiary wśród ludzi wykształconych i inteligentnych. "Zaspokaja" powszechny lęk przed śmiercią, wypełnia pustkę ludziom, którzy szukają czegokolwiek do zapchania luki w celach i sensie życia.

W efekcie dostaje się placebo, które nie działa a tylko pogarsza sprawę. Mówi się, że to opium dla ludu ale narkotyki to mały pikuś przy religii. Gorszy dla ludzkości jest chyba tylko system oparty na socjalizmie (możliwe, że na pieniądzach w ogóle) a w mniejszym stopniu media i wspomniane narkotyki (mowa o uzależnieniach od czegokolwiek, niekoniecznie myślę o substancjach psychoaktywnych :) ).
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 21 października 2014, o 12:15

Kocur pisze:Wielu katolików wierzy też w przesądy (starsi ludzie wierzący w klątwy, fatum spowodowane demonami itp), niektórzy mają zwykłe objawy schizofrenii (objawienia, opętania), myślą życzeniowo i magicznie - wg psychologii takie rzeczy sprawy świadczą o chorobach, błędach poznawczych lub zaburzeniach osobowości. Do tego prowadzi każda religijność, new age też.


No czyli tym samym sam przyznałeś że masz schizofrenię mając objawienie reptilian.
Wierzysz też w astrologię- czy to myślenie nie życzeniowe?
Właściwie to dlaczego poznając tak duzo ludzi w realu nie spotkałem się z przypadkami jakichś widzeń jaszczurów czy też innych zjaw?
A na forach new age to bardzo częste.
Do tego jeszcze izolacja od społeczeństwa,czy też niechęć do korzystania usług lekarskich czy też odrzucenie leków.
W wielu przypadkach nieprzyjmowanie leków może skończyć się pogorszeniem zdrowia czy zgonem.
To jest też część Twoich poglądów- leki złe bo chemia.
Psychologia zachodnia też postrzegana negatywnie więc jakaś psychoterapia odpada.

Jak najbardziej myślisz życzeniowo opierając się tylko i wyłącznie na swoich czysto subiektywnych rozkminkach opartych na new age psychologii a nie na nauce, badaniach naukowych czy kontaktach z ludzmi.

Badania naukowe są po to aby wyjść ponad nasze subiektywne widzenie świata.

Ale możesz je ignorować i uznać się za mądrzejszego.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Niewinny
Posty: 1752
Rejestracja: 9 lipca 2014, o 03:59
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Niewinny » 21 października 2014, o 13:17

aartefax pisze: Badania naukowe są po to aby wyjść ponad nasze subiektywne widzenie świata.
Ale możesz je ignorować i uznać się za mądrzejszego.


TY KTÓRY CZYTASZ --------->nwe. age, różne ciekawe artykuły w internacie

TY KTORY CZYTASZ ---------> oficjalne badania naukowe

Ty i tak zawsze jesteś tym który czyta, więc to zawsze będzie subiektywne.
Lepiej je ignorować i uznać się za mądrzejszego.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 21 października 2014, o 17:21

aartefax pisze:No czyli tym samym sam przyznałeś że masz schizofrenię mając objawienie reptilian.


Wizje myślowe to nie to samo co halucynacje.

aartefax pisze:Wierzysz też w astrologię- czy to myślenie nie życzeniowe?



Nie wierzę, badam model i niczego sobie nie życzę bo to nie przewidywanie przyszłości tylko powiedzmy informacje o "karmie". Nie wszystko się zgadza ale jest duża trafność, dużo większa niż przy religijnych opisach i dogmatach. Zresztą nie ma potrzeby dopasowywać do rzeczywistości tego co akurat w astrologii nie pasuje bo to nie o to chodzi a wierzący starają się dopasowywać interpretacje Biblii do faktów tak mocno naginając jedno i drugie, że nie da się z nimi rozmawiać. Bo nie można obalić modelu innym modelem, trzeba wyłapać szkodliwość i niepraktyczność tego konkretnego modelu a tak jest z każdym, który uznaje się za jedyną prawdę i zamiast go badać i podważać szuka się tylko dowodów na potwierdzenie słuszności. Jeśli ktoś szuka potwierdzenia zamiast prawdy to świadczy to tylko o słabości - człowieka, który tak robi i modelu, który dopasowuje.

Znów mi piszesz ad personam a argumenty podałem mocne, mój poprzedni post mógłby być podsumowaniem tego tematu a o katolicyzmie i szkodliwości religii mógłbym napisać jeszcze kilka razy więcej.

aartefax pisze:Właściwie to dlaczego poznając tak duzo ludzi w realu nie spotkałem się z przypadkami jakichś widzeń jaszczurów czy też innych zjaw?


Widzeń też nie spotkałem. Za to spotkałem katolików, którzy widzieli Matkę Boską albo duchy zmarłych dawały im znaki po śmierci.

aartefax pisze:A na forach new age to bardzo częste.



New age to też nowy rodzaj religii czyli zło jak każda inna religia. W przeciwieństwie do chrześcijaństwa ma w sobie też trochę dobrych stron bo zmusza do myślenia a katolicyzm np tego zabrania więc wyzwolenie się z new age jest czymś co poszerzyło mi świadomość a katolicyzm postrzegam jako hamulec zaciągany od dziecka i nic mi nie dał poza wypaczonym spojrzeniem na wartości rodzinne czyli przekonaniem, że najważniejsze w życiu to mieć idealną żonę i dzieci. Oczywiście żona ma się opiekować domem a mąż pracować :)

aartefax pisze:Do tego jeszcze izolacja od społeczeństwa,czy też niechęć do korzystania usług lekarskich czy też odrzucenie leków.


Odrzucenie leków, które trują jest dobre. Zakazane substancje psychoaktywne mogą poszerzyć świadomość a leki psychiatryczne degenerują człowieka upośledzając mu umysł i powodując choroby ciała i nowe choroby psychiczne.

aartefax pisze:W wielu przypadkach nieprzyjmowanie leków może skończyć się pogorszeniem zdrowia czy zgonem.


A w prawie wszystkich przyjmowanie leków się tym kończy.

aartefax pisze:To jest też część Twoich poglądów- leki złe bo chemia.



Nie zawsze ale zazwyczaj tak. No i po co o tym napisałeś? Ja wiem, że to część moich poglądów i nie potrzeba mnie o tym informować ;)

aartefax pisze:Psychologia zachodnia też postrzegana negatywnie więc jakaś psychoterapia odpada.



Psychoterapie bywają dobre - klasyfikacja chorób na podstawie kryteriów diagnostycznych to szarlataneria utrudniająca wyleczenie, podobnie jak powiedzenie komuś, że jest opętany albo sterują nim jakieś demony lub szatan.

aartefax pisze:Jak najbardziej myślisz życzeniowo opierając się tylko i wyłącznie na swoich czysto subiektywnych rozkminkach opartych na new age psychologii a nie na nauce, badaniach naukowych czy kontaktach z ludzmi.



Opieram się na wielu książkach, wielu doświadczeniach moich i innych ludzi, na tradycyjnej psychologii i NLP, oficjalnej nauce i przemyśleniach czego religia zabrania. To nie myślenie życzeniowe lecz analityczne, ad personam nie zadziałał bo dzięki tym metodom nie reaguję agresją na zaczepki.

Rzucasz dużo "prawd objawionych", których w ogóle nie argumentujesz tak jak np ten ostatni zacytowany fragment. Zamiast odnieść się do tego co napisałem zarzucasz mi myślenie życzeniowe nie podając na to żadnego argumentu tylko puste hasła o new age - uczepiłeś się tych dwóch słów i powtarzasz jak zdarta płyta.

aartefax pisze:Badania naukowe są po to aby wyjść ponad nasze subiektywne widzenie świata.



Niektóre tak a inne są po to żeby narzucić ludziom swoją wizję świata i uczynić ich mózg bezbronnym na dezinformację. W końcu autorytety naukowe coś zbadały, a że za 10 alt okazuje się, że to badanie było źle przeprowadzone, użyto złych metod, manipulowano wynikami a inne badania robione przez innych naukowców temu przeczą to już przechodzi bez echa. Ważne, że po drodze teoria przekonała trochę słabszych osób.

aartefax pisze:Ale możesz je ignorować i uznać się za mądrzejszego.



A mogę przeanalizować, opisać i nie myśleć w ogóle o tym czy ja jestem mądrzejszy czy ktoś inny. Nie zastanawiam się nad takimi sprawami tylko chodzi mi o prawdę a w tym celu trzeba prostować kłamstwa i opisywać prawdę tak jak ja w poprzednim poście z czego nie odpowiedziałeś na żaden argument.

Niewinny pisze:Ty i tak zawsze jesteś tym który czyta, więc to zawsze będzie subiektywne.
Lepiej je ignorować i uznać się za mądrzejszego.



:ok
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 23 października 2014, o 03:00

No znowu rozbiłeś post w drobny mak a to nie sprzyja sensownej dyskusji.
Pózniej dochodzi do jeszcze większego rozczłonkowania i robi się z tego groch z kapustą.

Skoro aż tak strasznie negatywny wpływ ma wiara to czy mógłbyś mi tu przytoczyć jakieś badania naukowe które by to potwierdzały?
Albo opinie psychologów?
Przecież to nie powinno być takie trudne skoro to takie oczywiste.

Robisz to samo co niektórzy wierzący uznający że bez wiary w Boga nie można być szczęśliwym.
Nie wiem czego się naczytałeś ale Twoje argumenty (zresztą pewnie nigdzie nie wykazane w badaniach naukowych) są zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości.

Wolnym i szczęśliwym się jest tak jak się ktoś nim czuje i ten ktoś może przyjąć określony system wartości
wynikający z religii,czy jakiejś innych przekonań i czuć się wolnym - gdyż wolność jest w naszym wnętrzu.
Więc ktoś decydując się na służbę w wojsku czy decydując się na stan duchowny jak najbajrdziej może być szczęśliwy.
Ale łatkę zawsze można komuś przyczepić.
Każdy z nas ma różne potrzeby i nie można wszystkich pakować do jednego worka i wmawiać że moje jest najmojsze i tylko tak można być szczęśliwym.

Więc wmawianie komuś kto naprawdę czuje się szczęśliwy dzięki wierze,że jest nieszczęśliwym jest bezsensu.
Ja mam prostą zasadę nie dyskutuję z czyimś szczęściem i dla mnie nie ma znaczenia dzięki czemu ta osoba to osiągnęła.
Nawet może być to New Age czy coś innego.

Fajnie że masz swoje jakieś teorie swoje argumenty ale to z rzeczywistością niewiele ma wspólnego.
Cyt:



''Religia to zniekształcenie moralne, pozbywanie się odpowiedzialności za grzechy i zastąpienie ich wiarą, wywoływanie poczucia winy i idea odpuszczenia grzechów w zamian za opowiedzenie ich księdzu, wiara że człowiek rodzi się brudny (grzech pierworodny) i jest winny śmierci Chrystusa. Miłość jest powiązana z cierpieniem i torturami. Na dodatek wchodzi tu zewnętrzny kodeks moralny, który ingeruje w sumienie. Religia katolicka dba o to żeby wierni myśleli, że pieniądze są złe.''


Nigdy niespotkałem takiego chrześcijanina który by czuł się winny śmierci Chrystusa i ja sam nigdy tego odczuwałem,ale to od Ciebie się dowiedziałem.


Nikogo też nie spotkałem żeby ktoś miał poczucie bycia brudnym z tego powodu że w Biblii jest mowa o grzechu pierworodnym.

Nie wiem po co chcesz komuś coś wmawiać na siłę jakieś poczucie winy za śmierć Chrystusa czy za grzech pierworodny no ale Ty mi to chcesz uzmysłowić.

Oj kiepski ten kler że ludzie tego nie odczuwają.

Naprawdę nie interesuje mnie co tam sobie poczytałeś na necie,bo dla mnie to akurat bzdury, a interesuje mnie rzeczywistość taka jaka ona jest a nie to co kto komuś chce włożyć do głowy.

No tak to wygląda niestety.

Biblia wchodzi w naturę człowieka i tu akurat nie trzeba być wierzącym żeby zdawać sobie sprawę z tego że każdy z nas ma tę ciemną stronę natury,a także posiadamy różne instynkty które są pozostałością ze świata zwierząt.
Oto właśnie chodzi w tym grzechu pierworodnym.
W każdym z nas odzywają się jakieś ''demony'' i to zależy na jaki grunt trafią.

Nawet był przeprowadzony specjalny eksperyment:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny

Każdy z nas podlega jakimś słabościom popełniamy błędy czy kogoś krzywdzimy świadomie bądz nieświadomie tak więc to powiedzenie że wszyscy jesteśmy grzeszni jest jak najbardziej zgodne z prawdą i nie ma co się w tym oszukiwać.

New age raczej czegoś takiego nie dopuszcza a dla mnie jest to myślenie czysto naiwne mające tyle z rzeczywistością co nic.
Zdaję sobie z tego sprawę że podlegam swoim słabościom ale to niby dlaczego ma
prowadzić do samo biczowania się,frustracji?
Robisz jakichś rachunek sumienia przyznajesz się do swoich błędów analizujesz swoje postępowanie i przez to uczysz się na własnych błędach i starasz się ich nie popełniać.
Mnie to akurat bardzo pomaga - ta świadomość jaka jest moja natura i to że dzięki takiemu rachunkowi sumienia mniej popełniam błędów zwłaszcza tych w stosunku do innych osób.
Przykro mi ale świadomość własnych wad i słabości i jakichś tam grzeszków nie
powoduje nie wpływa negatywnie na moje samopoczucie.
Wyznanie swoich win przyznanie się do błędów daje dużą ulgę.
Jeśli ktoś jest np leniem czy jakimś nałogowcem to wpieranie się tego przynosi negatywne skutki.
Musimy wtedy bronić swojego wizerunku i tracić na energię.
Dlatego - [b]Poznaj prawdę a ona Cię wyzwoli.

Tak jak i też przebaczenie daje dużą ulgę.[/b]

Czysta psychologia- nie tłumisz,idziesz zgodnie z prawdą taką jaka ona jest i nie wmawiasz sobie że czarne to białe.


Jest przyznanie się do winy zgodnie z prawdą,jest świadomość własnych ułomności i jest to że ja mogę się zmieniać poprawiać.

Pewne ograniczenia w życiu są potrzebne i to tak nie działa że jak będziesz robić wszystko na co masz ochotę to będziesz wtedy wolny.
Trochę lepiej znam życie od Ciebie i wiem co potrafi zrobić z ludzi myslenie typu rób wszystko co chcesz a będziesz szczęśliwy.
Już to dawno przerobiłem i na szczęście coś zrozumiałem.

Trzeba umiejętnie korzystać z życia..

Jaka to ideologia sprawiła że byłeś przekonanym że dla oświecenia powinieneś pozbyć się miłości?
Czyli pozbyć się tego co człowiek ma tak naprawdę najcenniejszego.
Radzą też też pozbyć się myślenia.

Tu przykład kłamcy i oszusta który wmawia że dzięki wierze czuje się szczęśliwy:

https://www.youtube.com/watch?v=wdiGynEL4r8

A wcześniej takie klawe życie - wolność, seks, alkohol.

Teorie teoriami,rozkminki rozkminkami a życie życiem.
:)
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 23 października 2014, o 14:15

Czasem się zastanawiam jak niektórzy nie mogą zrozumieć jednej prostej rzeczy. Można przyjmować różne poglądy i być z nich zadowolonym. Tak jak oficerowie SS, którzy mieli wewnętrzną motywacje stosując nazizm. Byli bardzo szczęśliwymi ludźmi (no i mieli profity zewnętrzne jeszcze), co wcale nie czyni nazizmu "sprzyjającego szczęściu".

Dokładnie taka sama sytuacja jest z religią. Różnią się tylko tym, że w stosunku do religii jest społeczne tabu i nie było odpowiednio silnego ruchu społecznego, aby je przełamać. Choć z samego faktu, że jest wewnętrznie niespójna, opierająca się na urojeniach i przemocy symbolicznej to od czasów laickiego okresu oświecenia oraz rozwoju nauki i krytycznego myślenia w dyskursie społecznym to zaczęła mocno tracić swoją pozycje.

Ja jestem ateistą i propaguje takie myślenie, ale nikomu nic nie narzucam, doceniam jak ktoś ma własne przekonania, prawdziwe, czy fałszywe - nie wiadomo z góry. Lecz jeśli to są własne myśli, które się poddaje analizie, dyskutuje z nimi, to wątpię aby taki człowiek mógł mocno zbłądzić.

U ludzi religijnych lub new agowców natomiast widzę dogmatyczną narracje, monolog teistyczny z (niesłusznym) patentem na nieomylność. Na jakiej podstawie oceniają, że są bliżej rzeczywistości w swoich poglądach? Mają na to badania naukowe? No nie :lol: chyba, że sfalsyfikowane lub z pomieszaniem pojęć i niejasną aksjologią.

Ciężar dowodu leży po ich stronie. Nikt inny nie ma obowiązku im niczego udowadniać. Natomiast moim zdaniem trzeba w imię uczciwości intelektualnej (która to ma rzeczywisty wpływ na poprawę kondycji ludzkiej) komentować absurdy i spaczenia jakie są w religii, wiele osób może o tym mówić ze swojego punktu widzenia i perspektyw, które są rozmaite obecnie.

Jak ktoś nie chce narażać swoich religijnych poglądów to nie ma innego wyjścia jak odizolować się od świata i rzeczywistości, bo tam nie znajdzie poparcia, a swoim pitoleniem tylko wyrządza krzywdę innym, bo tworzy szum informacyjny, zalewa świat pustosłowiem.

Natura faworyzowała pewne urojenia, bo one sprzyjały tworzeniu się społeczności, a w grupie było łatwiej przetrwać. Ot cała historia religii. No, ale środowisko się zmieniło i ma inne wymagania od nas. Siedząc w religijnym bagnie możemy tylko wyginąć jak te papugi w nowej gwinei, co nie wiedziały co to znaczy drapieżnik. Ignorancja może prowadzić do chwilowej satysfakcji i samozadowolenia, jednak zawsze, powtarzam (!) zawsze prowadzi ostatecznie do cierpienia. Nie mówię tu o jednostkowym losie, jeśli nie my będziemy cierpieć z tego powodu, to odbije się to na naszych dzieciach albo wnukach. Wolność i szczęście pochodzi ze świadomości i realnej wiedzy, a nie urojonych przekonań.

Moim zdaniem głównym szkodliwym czynnikiem w religii jest to, że daje ludziom wymówkę, by przestać myśleć. - "nie muszę myśleć i analizować, bo wierzę temu słowu i to mi wystarcza". Ludzie przestają myśleć, a jak przestają to robić to stają się bezwolną masą. Psychicznie jest to bardzo wygodne, ale może skończyć się tragicznie. Jest to propagowanie mentalności niewolnika.

Cały trick manipulacji z samej definicji polega na tym, że ludzie dobrowolnie się na to piszą. Tak naprawdę nie ma zniewolenia nie ma takiej siły, która mogłaby przeciwstawić się ludzkiej woli. Lecz ludzie mając wyprane mózgi, wpojoną od dziecka mentalność i fałszywy system przekonań prowadzi do tego, że są zniewoleni. Nie ma tu krat, przymusu, czy oczywistych odczuć - wszystko dzieje się na poziomie podświadomości, tak głęboko, że ludzie nie orientują się, że coś jest nie tak. Tylko jeśli nie wejdziemy w to od początku (nie przejdziemy prania mózgu) lub przestaniemy lgnąć lub zostaniemy wytrąceni z pozornej równowagi to mamy szansę przejrzeć na oczy, ale to też nie zawsze się zdarza, czasem prowadzi to do jeszcze większego snu.

Coś edukacyjnego - w sumie podstawa, jeśli ktoś interesuje się duchowością: http://zalukaj.tv/zalukaj-film/17094/zn ... 1983_.html

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 23 października 2014, o 15:46

A czy to jest forum dyskusyjne czy takie gdzie wkleja się badania a to co uznał jakiś naukowiec uznajemy z góry za słuszne? Czy wzięto pod uwagę IQ, wykształcenie, środowisko badanych? Czy wziąłeś pod uwagę fakt, że wiele badań sobie przeczy, że wiele używa złej metodologii? Np w przypadku marihuany
istnieją badania potwierdzające jej szkodliwość oraz badania, w których sprawdzano dokładniej i nie wyszły żadne różnice między tymi, którzy palą a
tymi, którzy tego nie robią kiedy weźmie się pod uwagę, że takie czynniki jak
demotywacja i brak celów przeważnie były przyczyną rozpoczęcia palenia a nie skutkiem. Ciężko dyskutować kiedy posługujesz się tym:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam

I nie podałeś żadnego argumentu, nie odniosłeś się do moich argumentów a ja tam obaliłem sens tych badań. Sam fakt, że przy odróżnianiu choroby psychicznej musi być zaznaczone gwiazdką, że te objawy nie są chorobą jeśli dotyczą spraw religijnych o czymś świadczy. I dlatego prawidłowych badań pod tym kątem nie propaguje się tak jak katoliccy naukowcy propagują badania takie jak wkleiłeś czy takie, że można leczyć homoseksualizm (hehe to jest dobre :D ). Schizofrenicy to zwykle osoby bardzo religijne. Objawienia spełniają wszystkie kategorie psychozy. Jeśli ktoś jest mało inteligentny i nie rozkminia zbytnio religii tylko wierzy (rozum przedstawiony jako narzędzie szatana) to staje się barankiem w stadzie, któremu faktycznie może być dobrze dzięki sztucznie zaindukowanym przekonaniom trzymających taką osobę w iluzji. Dzisiaj jednak ludzie mają lepszy dostęp do nauki, do internetu a także są inteligentniejsi a wtedy wierzenia obracają się przeciwko jednostce i zniewalają ją. To opisałem w swoich postach. Wpływ sekty jest jednoznacznie zły a kościół od sekty nie różni się niczym poza liczbą wyznawców.

http://www.himavanti.org/pl/c/uzdrawian ... wa-religia

aartefax pisze:Robisz to samo co niektórzy wierzący uznający że bez wiary w Boga nie można być szczęśliwym.


Nie, zupełnie inaczej bo nie piszę o wierze w Boga tylko o religii, która ingeruje w wierzenia i system wartości jednostki. Poza tym argumentem w zasadzie mógłbym nie podawać żadnego innego i byłby to argument za tym, że religia to patologia a dalsza dyskusja bez obalenia tego argumentu jest niepotrzebna.

aartefax pisze: Więc wmawianie komuś kto naprawdę czuje się szczęśliwy dzięki wierze,że jest nieszczęśliwym jest bezsensu.


Rozumiem, że podobnego argumentu używasz w stosunku do narkomanów, którzy mówią, że dzięki temu się dobrze czują?
aartefax pisze:Nigdy niespotkałem takiego chrześcijanina który by czuł się winny śmierci Chrystusa i ja sam nigdy tego odczuwałem,ale to od Ciebie się dowiedziałem.



To nie znaczy, że takich osób nie ma, polecam wujka google ;) Wszystkim się to wmawia więc aż dziwne, że jest ktoś kto nie czuje się winny. Czyli "moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina" jest tylko tak na pokaz ale nikt tego nie traktuje poważnie? Oj a moze są ludzie, ktorzy traktuja powaznie?

Ciekawe, że bez Biblii nie wiedziałbyś, że popełniasz złe uczynki?

aartefax pisze:Przykro mi ale świadomość własnych wad i słabości i jakichś tam grzeszków nie
powoduje nie wpływa negatywnie na moje samopoczucie.



To nie znaczy, że nie powoduje u innych.

aartefax pisze:Trochę lepiej znam życie od Ciebie i wiem co potrafi zrobić z ludzi myslenie typu rób wszystko co chcesz a będziesz szczęśliwy.
Już to dawno przerobiłem i na szczęście coś zrozumiałem.



No tak pewnie najlepiej na tym forum ;) Ja jednak się z tym stwierdzeniem nie zgadzam (że lepiej znasz życie ode mnie, strzelam, że nie przeżyłeś połowy z tego co ja). Nie twierdzę też nigdzie, że można robić wszystko co się chce i nigdy tak nie robiłem.

aartefax pisze:Jaka to ideologia sprawiła że byłeś przekonanym że dla oświecenia powinieneś pozbyć się miłości?


Miłości żadna, związku romantycznego to chyba mądrość i wyjście z matriksa przekonań narzuconych przez społeczeństwo, które potraktowałem jak swój cel.

aartefax pisze:Tu przykład kłamcy i oszusta który wmawia że dzięki wierze czuje się szczęśliwy:

https://www.youtube.com/watch?v=wdiGynEL4r8

A wcześniej takie klawe życie - wolność, seks, alkohol.

Teorie teoriami,rozkminki rozkminkami a życie życiem.
:)



Zawsze miałem bekę z tych świadectw, <lol> :D Jak w ogóle takie żule mogą być jakimkolwiek wyznacznikiem?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
mocmilosci
Posty: 229
Rejestracja: 10 stycznia 2009, o 15:47
Reputacja: 0
Kontaktowanie:

: Wartości religijne a szczęście

Postautor: mocmilosci » 23 października 2014, o 23:22

cyt:"Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda."


:stuk :stuk :stuk
:aniol :aniol :aniol
:kwiatek :kwiatek :kwiatek
:ok
JAMJEST
....MIŁOŚĆ....

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 26 października 2014, o 00:29

Kocur pisze:A czy to jest forum dyskusyjne czy takie gdzie wkleja się badania a to co uznał jakiś naukowiec uznajemy z góry za słuszne? Czy wzięto pod uwagę IQ, wykształcenie, środowisko badanych? Czy wziąłeś pod uwagę fakt, że wiele badań sobie przeczy, że wiele używa złej metodologii? Np w przypadku marihuany
istnieją badania potwierdzające jej szkodliwość oraz badania, w których sprawdzano dokładniej i nie wyszły żadne różnice między tymi, którzy palą a
tymi, którzy tego nie robią kiedy weźmie się pod uwagę, że takie czynniki jak
demotywacja i brak celów przeważnie były przyczyną rozpoczęcia palenia a nie skutkiem. Ciężko dyskutować kiedy posługujesz się tym:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam

I nie podałeś żadnego argumentu, nie odniosłeś się do moich argumentów a ja tam obaliłem sens tych badań. Sam fakt, że przy odróżnianiu choroby psychicznej musi być zaznaczone gwiazdką, że te objawy nie są chorobą jeśli dotyczą spraw religijnych o czymś świadczy. I dlatego prawidłowych badań pod tym kątem nie propaguje się tak jak katoliccy naukowcy propagują badania takie jak wkleiłeś czy takie, że można leczyć homoseksualizm (hehe to jest dobre :D ). Schizofrenicy to zwykle osoby bardzo religijne. Objawienia spełniają wszystkie kategorie psychozy. Jeśli ktoś jest mało inteligentny i nie rozkminia zbytnio religii tylko wierzy (rozum przedstawiony jako narzędzie szatana) to staje się barankiem w stadzie, któremu faktycznie może być dobrze dzięki sztucznie zaindukowanym przekonaniom trzymających taką osobę w iluzji. Dzisiaj jednak ludzie mają lepszy dostęp do nauki, do internetu a także są inteligentniejsi a wtedy wierzenia obracają się przeciwko jednostce i zniewalają ją. To opisałem w swoich postach. Wpływ sekty jest jednoznacznie zły a kościół od sekty nie różni się niczym poza liczbą wyznawców.

http://www.himavanti.org/pl/c/uzdrawian ... wa-religia



No jak najbardziej na forach dyskusyjnych wkleja się jakieś badania czy opinie jakichś naukowców.
Wręcz na poważniejszych forach tamtejsi uczestnicy tego wymagają jako podparcia swoich wywodów,w przeciwnym wypadku nikt nie traktuje takiej osoby poważnie.
Badanie było przeprowadzone w kilku krajach i nie wiem na jakiej to podstawie twierdzisz że przeprawadzili je katolicy.
Cóż lubimy etykietki.
Takie badania nie prowadzi jeden naukowiec a grupa naukowców.
Wkleiłem też inne opinie psychologów i też nie są one skrajne.
Wyniki badań nie są jednostronne i wskazują na negatywne i pozytywne strony religijności,ale rozumiem że chciałbyś żeby były tylko takie jakie ty chcesz gdyż masz bardzo skrajny pogląd.

Jeśli prowadzi się takie badania to muszą być jakieś wymogi metodologiczne wytyczne i prowadzi się je w różnych środowiskach,ale oczywiście mozesz sobie twierdzić że została wyselekcjonowana odpowiednia grupa dla poparcia pewnej tezy.
Poza tym znam takie osoby które dzięki wierze sie podniosły z róznych trudnych sytuacji.
Mieszkając kilka lat w kilku akademikach to przecież nietrudno mi było znać osoby zaangażowane w duszpastertwo akademickie i nawet byłem na kilku takich spotkaniach czy na wyjezdzie TEZE.

Ależ to byli nieszczęśnicy,ofiary Kościoła z niskim IQ.

A jakies tam objawienia dotyczą naprawdę niewielkiej liczby osób,a najłatwiej jest je znalezć na tego typu forach czego sam jesteś tego przykładem mając objawienie Reptilian na tyle wyraziste że uznałeś je zapewnik,więc psychoza również Cię dotyczy i sam sobie to przyznałeś. :mrgreen:

Jakoś nie możesz znalezć badan potwierdzających Twoich tez,a skoro na temat mirihuany znajdziemy różne wyniki badań to w czym problem?
Trochę to niepoważne wklejać jakąś zupełnie durną stronkę himvantii która wypisuje różne głupoty.


Na Twoje argumenty juz dawno odpowiedziałem.

Więc powtarzam kazdy z nas ma świadomość śmierci,choroby możliwości zginięcia w wypadku,każdy z nas cierpiał fizycznie i zdajemy sobie sprawę że jeszcze wiele przed nami,jakies porażki.
o tym wszystkim na bierząco przypominją nam media i to jest o wiele bardziej namacalne niż jakies piekło czy cierpienie Chrystusa czy inne.
A tu jeszcze sugerujesz że osoby religijne porównują się do Boga i przez to porównanie cierpią.
Ci co się interesują UFO to pewnie do ufoludków się porównują i tu musi być trauma bo ufoludek może sobie powrówać między galaktykami i w dodatku ma większą inteligencję i wiele innych możliwości. :mrgreen:
Tak naprawdę o wiele wiele więcej mówi się na stronach chrześcijanskich o miłości,miłosierdziupotrzebie kształtowania relacji międzyludzkich,o psychologii,radzenia sobie z problemami psychicznymi niz o jakimśtam piekle i o strasznym Bogu czychającym z siekierką aby kogos dopaść.

No ale himavanti i inne.


Mogą oczywiście znalezć się takie osoby i ja temu nie zaprzeczam które tak wsiąkną skrajnie w religię
i zatracą do niej dystans że wtedy piekło może na nich wpłynąc negatywnie ,ale bez przesady ile takich może być i może w badaniach były takie osoby jednak badania mają uzyskać jakąś srednią i dlatego trzeba przebadać odpowiednią liczbę osób.
Ale jak czytasz takie stronki jak himavantii to wszystko wydaje się jasne.
Dla co niektórych nawet pryszcz może być przyczyną tragedii.
Zaszkodzić to może niemal wszystko.

A sekta działa tak że Cię wyklucza ze społeczeństwa i urywają się relacje z rodziną i innymi. Czyżby Twoi rodzice byli sekciarzami? Ja tam jestem sekciarzem.Zabrakło mi inteligencji do rozkminienia w czym funkcjonuję. :)

No proszę mało inteligentny np prof Leszek Kołakowski gdyż zmienił się jego stosunek do religii z negatywnego na pozytywny choć zauważa też wady.
Filozof zajmuje się rozkminianiem - no ale chyba coś tu przekminił. :mrgreen:

Masz tu małointeligentnego chrześcijańskiego profesora religioznawcę z przepranym mózgiem który chodzi na sekciarskie msze do Kościoła i mimo wielu lat spędzonych nad badaniem antropologii religii i badaniem Biblii
niczego nie rozkminił :

Cyt:[i]
'' Profesor to człowiek, któremu zawdzięczam bardzo wiele, na całe
życie "naznaczył" mój sposób myślenia i niebywale rozszerzył horyzonty - jestem
dumny, że był promotorem mojej pracy mgr... Choć "heretyk" i - jak sam mówił o
sobie - gnostyk, właśnie on pośrednio wyprowadził mnie z naiwnego new-age'owego
chaosu i wskazał na jedyną osobę, na której człowiek może się oprzeć - Jezusa
Chrystusa. Ufam, że teraz w pełni poznał Prawdę i został przez Nią przyjęty z
miłością. Zresztą moje ostatnie przypadkowe spotkania z Profesorem to spotania
przed kieleckim kościołem p.w. Św. Jadwigi gdzie chodził na niedzielną mszę
świętą...[i]
http://forum.gazeta.pl/forum/w,32,95792 ... inski.html

Tak naprawdę to mało który z profesorów ma tak rozległą wiedzę z róznych dziedzin no ale nie starczyło mu to na rozkminienie religii którą się zajmował.
No pewnie zabrakło bystrych studentów którzy by go łoswiecili.

http://www.racjonalista.pl/bg.php/s,231
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 26 października 2014, o 01:05

Kocur pisze:Rozumiem, że podobnego argumentu używasz w stosunku do narkomanów, którzy mówią, że dzięki temu się dobrze czują?
To nie znaczy, że takich osób nie ma, polecam wujka google ;) Wszystkim się to wmawia więc aż dziwne, że jest ktoś kto nie czuje się winny. Czyli "moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina" jest tylko tak na pokaz ale nikt tego nie traktuje poważnie? Oj a moze są ludzie, ktorzy traktuja powaznie?
No tak pewnie najlepiej na tym forum ;) Ja jednak się z tym stwierdzeniem nie zgadzam (że lepiej znasz życie ode mnie, strzelam, że nie przeżyłeś połowy z tego co ja). Nie twierdzę też nigdzie, że można robić wszystko co się chce i nigdy tak nie robiłem.
Miłości żadna, związku romantycznego to chyba mądrość i wyjście z matriksa przekonań narzuconych przez społeczeństwo, które potraktowałem jak swój cel.




No świetnie Ci pasuje porównanie osoby wierzącej do narkomana no bo przecież to to samo.
Zapewne się od tego umiera i niszczy relacje międzyludzkie,rodziny i i wypada się ze społeczeństwa i idzie się na rentę bo taki wierzący pracować po takiej dawce tresci religijnych nie jest wstanie.

Wszędzie się znajdą ludzie gdzie gdzies zatracą swój dystans do czegoś i do religii też można go stracić.
Nic nadzwyczajnego.

No to jak nie przeżyłem połowy tego co Ty to może pochwalisz się?
Chodzi o poznawanie różnych ludzi z różnych środowisk o różnych z różnymi problemami bo w tym temacie to istotne.
Nie interesują mnie jakies doświadczenia ezoteryczne.

No wyrznie mówiłeś o rezygnacji związku miłości ze względu na karme aby się oświecić wiec dajmy spokuj z tym matriksem.
Wspomniałem to tylko dlatego że jak się z jakiejś grupy nabijasz że daje sie wciągnąć w koscielną sektę i wierzy w bajki to może warto byłoby zwrócić uwagę na siebie na to czemu tak łatwo się uległo.
I czy przypadkiem nie jest się zaprogramowanym o czym się nie wie.


Kocur pisze:Zawsze miałem bekę z tych świadectw, <lol> :D Jak w ogóle takie żule mogą być jakimkolwiek wyznacznikiem?


Dla Ciebie żul, a dla mnie człowiek który potrafił się podnieść będąc na dnie a niewielu to się udaje.
Sam mogłeś być tak zdeformowanym jakbyś miał takich rodziców jak on którzy nie kochali.
Cyt:
Nie patrz z góry na alkoholików i narkomanów - nie jesteś lepszy, bardzo prawdopodobne, że jesteś w takim samym stopniu uzależniony, jak oni.


De Mello
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości