Wartości religijne a szczęście

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

: : Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 8 października 2014, o 12:24

Kocur pisze:Potrzebnie ponieważ nie zgadzam się z narzucaniem komuś swojego zdania i argumentowania to w ten sposób, że mamy szczątkową wiedzę i musimy podchodzić do sprawy z dystansem.


Żadnego narzucania tu nie było,a to oczywiste że nie jesteśmy ekspertami i dystans do własnych wypowiedzi jak najbardziej słuszny.
Badania jak chcesz podważyć to najpierw musisz się nieco w nich zagłębić,i poznać metodologię tego typu badań.


Kocur pisze:Chodzi o porównanie prawdziwości stanów tych ludzi. Fakt, że czują jakieś emocje nie oznacza, że bodziec do tych emocji jest prawdziwy. We śnie też mam jakieś doświadczenia co nie oznacza, że to dzieje się naprawdę. Podobnie jest z religią a to, że ktoś jest szczęśliwy nie zmienia faktu, że inni są nieszczęśliwi.


Wchodzisz w jakieś mało prawdopodobne gdybania,choć one mogą mieć miejsce ale bez przesady żeby coś takiego miało podważać jakieś świadectwa wielu osób.
W dodatku pokrywa się to z opiniami psychologów i badaniami naukowymi.
Typowe dla New Agowców rzeczy proste komplikować w nieskończoność.





aartefax pisze:Co do tych osób które znam z realu to po co mi to wiedzieć co one czują i myślą?
Musze to wiedzieć żeby stwierdzić że te osoby są szczęśliwe? Przebywanie z nimi rozmowa i to jak sobie radzą w życiu to za mało?


Kocur pisze:Analogicznie jak przy psychotropach, poza tym ego tych ludzi tak to tłumaczy.


Są szczęśliwe,ale nie jest to euforia więc po co mieszać w to psychotropy? Mają normalne życie i co więcej trzeba?
Chcesz na siłę coś komuś wmawiać?





Kocur pisze:Nie ale różne ezoteryczne stwierdzenia już tak. Oobe to nie wiara tylko doświadczenie :P


OObe doświadczenie ok ale wcześniej ogólnie stwierdziłeś że sama wiara zawarta w ezoteryce powoduje choroby psychiczne co jest bezsensu i niczym nie podparte. [/quote]


Kocur pisze:Przechodzi i to jest większa ulga niż wiara w chrześcijaństwo.


Na podstawie czego tak twierdzisz?
Masz jakieś badania?
Takie osoby żyją sobie w jakimś własnym świecie i trudno z nimi się dogadać.
Wystarczy trochę z takimi podyskutować żeby stwierdzić że coś z nimi jest nie tak.




Kocur pisze:Na podstawie błędu psychologa.


No jasne co taki psycholog może wiedzieć.
Od razu widać jak się z taką osobą rozmawia że to nie był błąd.



Kocur pisze:Ale tego nikt tym słabszym jednostkom nie narzuca. Po co? Żeby się przebudzić, w poszukiwaniu szczęścia i rozwoju.


I co z tego że nie narzuca? Takie osoby zwykle nie mają świadomości co ich czeka a słabsze jednostki mogą coś sobie zrobić.
A po tym przebudzeniu schiza i może tu jest efekt jak po psychotropach?



Kocur pisze:Proszę więc o jakiś dowód na poparcie tej tezy. Poza tym są też świeccy egzorcyści. Każdy kto idzie do egzorcysty w to wierzy bo inaczej by tam nie szedł.

Jak coś wkleję jakąś wypowiedz takiej osoby to możesz powiedzieć że po psychotropach bo Ci tak pasuje.
Wiele osób same jak stwierdzają odeszły od Kościoła a do egzorcysty poszły gdy wizyty u innych psychologów nic nie dały.
Mało który chrześcijanin jest mocno wierzący i raczej zwykle jest to słaba wiara.Twierdzisz że jest inaczej?


aartefax pisze:No i dlaczego miałoby mi to przeszkodzić żeby wykorzystać mądrości ewangeliczne?
Katolik De Mello sporo z tego czerpał w swojej pracy terapeutycznej.


Kocur pisze:Dlaczego? Bo to niszczy moralność, niszczy podejście do świata lub zakłada na oczy klapki "nie dostrzegam ciemnych stron, wybieram co mi się podoba". W takim razie po co Ci religia skoro i tak nie wierzysz w całość, implikujesz Bogu sprzeczne cechy ale te negatywne, no na tym się nie skupiasz. Tej to proponuję Ci wziąć heroinę i nie skupiać się na jej wadach, a co :D


No niby dlaczego niszczy moralność? Twierdzisz tak bo tak Ci pasuje bez żadnego sensownego uzasadnienia.Ależ to bezsens wypowiedzi nie da się wykorzystać mądrości ewangelicznych ponieważ niszczy moralność?
A wcześniej pamiętam że chwaliłeś sobie De Mello.Może byłby dobry po zredukowaniu treści ewangelicznych. :mrgreen:




Kocur pisze:De Mello z tego co kojarzę odszedł od katolicyzmu na rzecz wschodnich nauk.


To zle kojarzysz gdyż nie został wykluczony ze stanu kapłańskiego,a tylko jego publikacje zostały skrytykowane przez KNW i to wszystko.
Dużo czerpał z mądrości ewangelicznych,oj dużo.




Kocur pisze:Jeśli w to wierzysz to masz.


Wierzyć nie muszę w mroczność zakładanych przez Ciebie tematów.


Kocur pisze:Jak to po co? Ponieważ stanowią one większość Biblii i jej sedno. Nie ma tam nic pozytywnego tu i teraz, czeka się na śmierć bo będzie raj i życie wieczne. Jak to po co mówić o narzucaniu? Ciężko mi z Tobą dyskutować bo starasz się celowo omijać niewygodne kwestie.


No jasne ateista nie jest wstanie nic wziąść z ewangelii ponieważ nie ma tam nic pozytywnego tu i teraz.
Też mi logika.Tak jakby jakieś mądra przypowieść traciła na znaczeniu tylko dlatego że gdzieś pisze o życiu wiecznym ,raju.
Mnie się ciężko z Tobą dyskutuję ponieważ za mało logiki jest w Twych wypowiedziach.
Na innych portalach z wyjątkiem tych z New Age też z nikim nie pogadasz.
Mówię całkiem serio i nie złośliwie.
Sprawdz to zobaczysz.
Jest to po prostu przepaść w rozmowach New Agowców z wierzącymi czy ateistami.



aartefax pisze:Ale pewnie lewicowcy mają o wiele mnie skrajne poglądy od New Age w tej kwestii.


Kocur pisze:Co ma lewica do kościoła i new age?


Nie musi mieć -żeby dojść do takiego wniosku :W kwestii religii lewicowcy mają o wiele mniej skrajne poglądy od New Age.


Kocur pisze:A co mają aniołki i święty Mikołaj do religii? Ja mówię o piekle bo rozmawiamy o religii.


Twierdzisz że w Biblii nie ma wzmianki o aniołach? Tylko piekło chcesz kojarzyć z religią bo ći tak pasuje?

aartefax pisze:Zbyt dużą wagę przypisujesz podświadomości.



Kocur pisze:Tym zdaniem pokazałeś, że nie ma sensu z Tobą dyskutować na ten temat. Podświadomość ma kluczowe, najważniejsze znaczenie dla każdego człowieka. Jeśli ktoś to neguje to jest ignorantem i szkoda czasu tracić na dyskusję. Sorry, że wyszło mi ad personam ale to już wydaje mi się zbyt oczywiste żeby tłumaczyć.


Nie to Ty przesadzasz gdyż chcesz mi wmówić że tego typu bzdury że człowiek porównuje się do Boga i przez samo to odbija to się negatywnie na psychice.
Logika że jak coś jest w świadomości to już automatycznie musimy się porównywać z tym czymś.
Wiec dla mnie jest bez sensu dyskutować z tak absurdalnymi stwierdzeniami.
Z mrówką pchłą i czym jeszcze się porównujemy? Bakterią?



Kocur pisze:Mnie nie straszono piekłem, informowano mnie o tym na katechezach. Nie miało znaczenia czyli nie przejmowałeś się tym, że ktoś za złe uczynki w tym życiu idzie do wiecznego piekła na wieczne potępienie? Wyobrażałeś sobie czym jest wieczność i co czeka tych ludzi? Pewnie też nie...


No nie przejmowałem się akurat tym.
Natomiast bałem się jak mi puszczano bajki o Czerwonym Kapturku i innych.



aartefax pisze:Przesadzasz i jakby tak było,że taki straszny wpływ miałaby wiara w piekło i że to niszczenie psychiki to społeczeństwo byłoby mocno zwichrowane.


Kocur pisze:No i jest.


I to jest wina wiary w piekło,bo tak Ci pasuje i już.
No nie jest społeczeństwo tak mocno zwichrowane i jakoś funkcjonuje,ale są tacy co co poprzez jakieś ideologie rozsyłane z netu i przez guru stają się jednostkami aspołecznymi.


Kocur pisze:I nie zgadzam się z tym, że byli silniejsi. Jedni tak inni nie. Teraz po prostu patologia bardziej rzuca się w oczy.


No byli i pewnie dlatego że życie ich było prostsze.
Dobrze byłoby znać trochę takich osób których dzieciństwo zachaczało o czasy wojny.




Kocur pisze:Nie pisałem, że to debile tylko, że katolicyzm jest debilny. To spora różnica, wykształcony i inteligentny człowiek może wierzyć również w debilizmy jeśli jego podświadomość była tym karmiona od dziecka. Akurat dotykamy tematu, na którym się znam a Ty chyba nie co widzę po dyskusji więc spoko, mogę się wypowiadać ;)


Wiem co napisałeś ale mniejsza o to.
Homoseksualistom też się oberwało a nawet i ateistom(raz tylko)



aartefax pisze:Więc poglądy się zmieniają w trakcie nabywania wiedzy.
Miał poglądy takie jak Ty.

Ale oczywiście możesz żyć swoimi oczywistościami.

Ale może lepiej byłoby trochę nabyć jakiejś wiedzy i dopiero wtedy coś osądzać.


Kocur pisze:Ok to skoro erystyka to odpowiem tym samym.


Wiem to typowy dla New Agowca stosunek do religii.
Trochę byłem na tego typu portalach z ciekawości.


A co do filozofów to jest to jak najbardziej normalne że zmieniają swoje poglądy wraz wiedzą i wiekiem,poprzez analizę i dociekania.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 8 października 2014, o 17:33

Ok, widzę, że żeby udowodnić swoją rację zmieniasz sens wypowiedzi i stawiasz jakieś zarzuty, które mnie nie dotyczą więc faktycznie dam już sobie spokój z dyskusją i niech będzie, że masz rację. Z wierzącymi nie da się dyskutować bo nie przyjmują racjonalnych argumentów, w takim razie niech Ci będzie, że wiara > logika, w takim razie niepotrzebna była cała ta dyskusja ;)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 10 października 2014, o 02:57

Na pewno rozbicie mojego pierwszego postu na który odpowiedziałeś i rozbiłeś w drobny mak, a potem jeszcze dalsze rozbicie utrudnia znacznie rozmowę i nie sprzyja sensownej dyskusji,ale nie wiem gdzie miałbym zmienić sens wypowiedzi.
Nie sadzę że specjalnie i ja też popełniałem podobne błędy.
To że twierdzisz że posługujesz się racjonalnymi argumentami to jeszcze nie znaczy że takimi one są w istocie.
Musiałbyś spróbować podyskutować na innych forach niż te z kręgu New Age.
A ateiści są bardzo wymagający w różnych dyskusjach i New Agowcy łatwo
w nich przepadają gdyż jest przepaść w sposobie myślenia i argumentowania swoich wypowiedzi.

Nic na to nie poradzę że jak np stwierdziłeś - człowiek porównuje się z Bogiem ponieważ jest on w podświadomości i przez to negatywnie wpływa na nas samych jest dla mnie niczym nie potwierdzonym absurdem.

Także Twoje ,,argumenty'' że nie można żyć Tu i Teraz tylko dlatego że jest mowa w piśmie o niebie czy piekle i ktoś miałby się tym zamartwiać ciągle o tym myśleć. też bez przełożenia na rzeczywistość.
To tak jak ze śmiercią,czy chorobą każdy wie że go to dopadnie ale to nie znaczy że to mu ma przeszkodzić w byciu Tu i Teraz.
Trudno jest to Tobie sobie wyobrazić że ktoś może w coś takiego wierzyć i jak najbardziej żyć Tu i Teraz,ponieważ czuję się to szczęście,spokój wewnętrzny i miłość w środku i wtedy automatycznie wchodzisz w stan Tu i Teraz.

Jak najbardziej można przyjąć całą ewangelię i być szczęśliwym i normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Po prostu tworzysz jakieś swoje teorie,a najlepszą metodą jest poznawanie ludzi a nie jakieś rozdawanie etykietek kto może być szczęśliwy a kto nie, na podstawie jakichś swoich rozkminek.

Nigdy by mi nie przyszło do głowy żeby dyskutować że szczęściem np ateisty czy buddysty i to podważać,doszukiwać się czegoś na siłę, gdyż mi światopoglądzik nie pasuje.
Dla mnie to zupełnie bez sensu.


Generalnie jak ktoś jest bardziej uduchowiony to mniej jest przywiązany do świata materialnego i przez to już ma większą ulgę i mniej zmartwień i dlatego chociażby z tego powodu jest szczęśliwszy.

Dla mnie badania naukowe i wypowiedzi psychologów na temat wpływu wiary na szczęście,a także znajomość osób które dzięki wierze stanęły na nogi po traumach z dzieciństwa są jak najbardziej racjonalnymi argumentami bez zbędnego teoretyzowania prowadzącego tak naprawdę do nikąd.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 10 października 2014, o 11:20

Można być też szczęśliwym pastafarianinem.

Obrazek

Tylko co to za argument?

Ludzie religijni mogą być szczęśliwi z powodów po za religijnych i w istocie tak jest. Więc po co na siłę wszystkim wmawiać o uszczęśliwiających właściwościach religii, skoro skutki uboczne tej kapsułki są o wiele gorsze niż to co może "przy okazji" oferować?

Do umiejętności życia pełnią w tu i teraz religia i jej mitologia nie jest potrzeba :)

Obrazek

Obrazek

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 10 października 2014, o 13:21

Full Moon pisze:
Ludzie religijni mogą być szczęśliwi z powodów po za religijnych i w istocie tak jest. Więc po co na siłę wszystkim wmawiać o uszczęśliwiających właściwościach religii, skoro skutki uboczne tej kapsułki są o wiele gorsze niż to co może "przy okazji" oferować?


Mogą być i ja tego nie neguję.A że ludzie jak wierzą głębiej to wpływa to na ich większe poczucie szczęścia to już pretensje do naukowców i psychologów.

http://www.psychoterapiaptp.pl/uploads/ ... 5Mudyn.pdf

Przepraszam za umieszczenie tych badań za co można mi zarzucić wmawianie coś na siłę.

Rozumiem że nie na każdym forum coś takiego może być dobrze przyjęte. :)

Cytatów z tych akurat badań nigdzie nie ośmieliłem się przytoczyć gdyż byłoby to bardzo negatywnie odebrane,a może nawet można by uznać to za manipulację jako wybiórcze potraktowanie tematu,choć artykuł jest do wglądu.

Nigdzie nie wypowiedziałem się w kategoriach skrajnych że tylko religia może dać szczęście itp i jak ktoś czuje się szczęśliwy na inne sposoby to ja tego szczęścia nie neguję tylko dlatego że jego szczęście wypływa z innego światopoglądu.

Wszelkie skrajne poglądy moim zdaniem niczemu dobremu nie służą.
:)
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 10 października 2014, o 13:39

A że ludzie jak wierzą głębiej to wpływa to na ich większe poczucie szczęścia to już pretensje do naukowców i psychologów.


Na szczęście wpływa fakt angażowania się w coś. Treści religijne i treści wierzeń są drugorzędną sprawą. Dotyczą tego badania psychologii pozytywnej. http://www.h-ph.pl/pdf/hyg-2013/hyg-2013-3-285.pdf

Rozumiem że nie na każdym forum coś takiego może być dobrze przyjęte. :)


Znów ukryte ad personam. Tak sobie aartefax nie porozmawiasz z inteligentnymi ludźmi. :-/

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 10 października 2014, o 16:28

Na wszystkie argumenty już była odpowiedź, na różnorodność wyników tego typu badań w zależności od tego kto je przeprowadza też. Dziękuję, dobranoc :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 10 października 2014, o 20:54

amen Bracie :D

Ksenia

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Ksenia » 11 października 2014, o 08:04

,,Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości
- Ach tak, Biblia!
A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą I cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda?
Aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada
- Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada
- Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie
- Kto je stworzył?
Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby
- Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze..
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze.. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:
- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.
W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?
Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.
- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia student
- twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że
śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć Czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych I nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.
- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali
- Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?
W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi
- Oczywiście że istnieje.Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
Na to student odpowiada:
- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się wmomencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.
Profesor osunął się bezwładnie na krzesło."

Tym drugim studentem był Albert Einstein.
Einstein napisał książkę zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.

JAR
Posty: 538
Rejestracja: 7 października 2009, o 10:49
Reputacja: 0

: Wartości religijne a szczęście

Postautor: JAR » 11 października 2014, o 10:37

"Słowo +Bóg+ jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne. Żadna interpretacja, niezależnie od tego jak subtelna, nie może (dla mnie) tego zmienić"
http://www.fronda.pl/a/list-einsteina-o ... 22631.html

Ksenia

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Ksenia » 11 października 2014, o 10:46

Jest chyba tylko jedna pewność, że to czego nie dotknęliśmy pozostaje nam przyjąć na wiarę...
A czy święty list Einsteina jest prawdziwy? ;-)

nikt
Posty: 368
Rejestracja: 4 marca 2009, o 11:25
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: nikt » 11 października 2014, o 11:54

kseniu-istnienie Boga(absolutu itp.) lub jego nie istnienie jest zawsze formą wiary.
Subiektywna pewność jednostki co tych stanów nie może być nazwana wiedzą ponieważ obiektywnie nie jest weryfikowalna. :kwiatek

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 11 października 2014, o 11:58

Ksenia
o ile zwykle podoba mi się to co wklejasz (przypowieści i filmy) tak ten tekst jest sztuczką erystyczną opartą na sofizmatach, a ten profesorek to jakiś głupiutki mi się wydaje ;) Można rozwalić czaszkę, dotknąć mózgu, skoro widzieliśmy mózgi martwych ludzi to śmiało można założyć, że profesor też ma w głowie mózg. Zimno nie jest brakiem ciepła, ciepło i zimno to subiektywne określenia temperatury... Bóg i brak Boga to nie są subiektywne określenia swoich odczuć. Zło to coś co nazywamy subiektywnie złem na podstawie naszego sumienia lub społecznego podejścia do moralności. Tak samo dobro. Ten student jest za głupi na Einsteina a profesor na profesora. Chociaż może nie powinienem używać słowa głupi bo to tylko brak mądrości a głupota nie istnieje? :D
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Ksenia

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Ksenia » 11 października 2014, o 12:12


nikt
Posty: 368
Rejestracja: 4 marca 2009, o 11:25
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: nikt » 11 października 2014, o 12:21

kocur- :lol:
jasne że cały dialog to jest plastelino-ugniatacz i nie ma o co kopi kruszyć :)


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość