Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 14 sierpnia 2014, o 22:30

Ale jak? Wiesz o czym najczęściej myślą faceci i z czym mają pokojarzone wszystko co robią? :D Dlatego dopóki będę miał świadomość, że podobają mi się złe dziewczyny dopóty taki stan będzie się utrzymywał. A ogólnie teoria krokodyli psuje mi też słuchanie muzyki, do tego dokładamy to, że trzeba przejść na zdrowszą dietę to już z tego co lubię w życiu zostanie mi tylko... ale mam zasadę, że nie palę trawy na zły humor więc wygląda na to, że przyjmując taką teorię musiałbym przyznać, że mój żywot jest bez sensu a na świecie nie ma nic co mi się podoba :P Dlatego nic się nie ułoży i nie poczuję się sam szczęśliwy a mogę jedynie tłumić to uciekając od tego myślami.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Ksenia

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Ksenia » 15 sierpnia 2014, o 08:41

Rozmowa z Tobą to jak słuchanie zdartej płyty, która się w pewnym momencie zacina i nadaje cały czas to samo...
Wybacz Kotku..., ale nie mam Ci więcej nic do powiedzenia. :kwiatek :aniol

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2014, o 13:03

Bo tu już nie da rady nic wymyślić. Proponujesz mi odcięcie się od swoich emocji a ja jeszcze staram się szukać innego sposobu chociaż wiem, że go nie ma.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 16 sierpnia 2014, o 17:27

Wreszcie udało mi się obalić teorie, o które chodziło i co za ulga :aniol A jaki na to był sposób to chyba się zdziwicie bo to był zupełny przypadek i ironia losu. Postanowiłem, że odpuszczam to życie i myślenie a pójdę sobie poimprezować. Wypaliłem kilka papierosów, wypiłem browary i wyjarałem taką ilość zioła (jakiś chemiczny syf, którego w normalnych okolicznościach bym odmówił), że straciłem możliwość myślenia i po prostu tak siedziałem i nie myślałem o niczym innym niż żeby ta faza się skończyła bo nie jestem przyzwyczajony do czegoś takiego (kiedyś to była normalka a potem zacząłem się oczyszczać, bardziej dbać o zdrowie i właśnie wtedy analizowałem sprawy duchowe). Dzisiaj rano obudziłem się z bólem głowy i całkowicie przestałem analizować, tak że na wyłączeniu myśli nie musiałem się skupiać tylko odwrotnie - trudność sprawiało pomyślenie. No i skupiając się mocno uruchomiłem je i zorientowałem się, że myślę normalnie tak jak dawniej a te teorie wydają mi się absurdem. I właśnie wtedy argumenty same zaczęły napływać do głowy i mam to już obalone :) Okazuje się, że zbyt trzeźwy umysł wcale nie jest trzeźwy - boi się stanu niewiedzy i nietrzeźwości i to takie przekonanie blokowało mi zawsze prawdziwą trzeźwość i otwarcie się na prawdę :)

To przynajmniej ten problem z głowy, a teraz będzie milion innych bo muszę sobie od nowa poukładać wartości i poglądy i przywrócić wiarę w swoją intuicję.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Prometeusz » 16 sierpnia 2014, o 18:41

Możesz zrobić wszystko ze swoją świadomością. Jesteś tym na czym skupiasz uwagę. :) Twoja decyzja. :ok

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 16 sierpnia 2014, o 21:29

Opiszę co rozkminiłem i dlaczego uważam, że teoria o krokodylach jest duchowym socjalizmem. Wszyscy są równi, każdy każdego kocha, stawianie siebie ponad kimś innym jest złe, trzeba otworzyć się na Boga i miłość do każdego - to są postawy, które blokują rozwój duchowy a bardzo często są przedstawiane jako dobre i szlachetne. Powodują równanie w dół osób, które są rzeczywiście bardziej rozwinięte i słusznie uważają się za kogoś wyjątkowego. Tłumienie ich potencjału powoduje różne skutki, od niedostosowania społecznego i niemożności ułożenia sobie z kimś relacji do uzależnień, egoizmu, morderstw itd. Ludzie z niższym poczuciem wartości, leniwi, mało inteligentni chcą być traktowani na równi z ludźmi, którzy coś osiągnęli i rozwinęli się. Chcą żeby szanowano ich bezwarunkowo ale sami mają postawę roszczeniową "skoro jest lepszy to powinien mi coś dawać", "udowodnię mu, że nie jest lepszy". Kiedy ktoś ma dobre przekonania i ciekawy świat znajduje zaraz ludzi, którzy chcą mu to zburzyć i niektórym się to udaje. Wtedy dobrze jest przypomnieć sobie o tym, że najważniejsza na świecie jest samoocena i żaden robak nie powinien tego zburzyć - jeśli mu się udało to znaczy, że fundamenty były za słabe.

Najsilniejszym fundamentem jest bezwarunkowa akceptacja siebie samego - tylko to otwiera na prawdziwą miłość ponieważ człowiek szanujący siebie nie oskarża bezpodstawnie innych z powodu projekcji swoich żali do świata na tą osobę. Jeśli ktoś odbiera wypowiadanie swojego zdania jako atak na siebie to relacja jest niemożliwa. Ta teoria oparta jest o poczucie bycia gorszym przez jej głosiciela i dlatego logicznie z czystym sumieniem mogę ją odrzucić :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Prometeusz » 16 sierpnia 2014, o 22:06

jest duchowym socjalizmem.


Spodobała mi się ta przenośnia :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 16 sierpnia 2014, o 22:53

A ja się dziwię, że wcześniej na to nie wpadłem :) Przecież zawsze to wiedziałem ale strach wytłumił wiedzę. Można powiedzieć, że bohatersko zwalczyłem problem, który sam sobie stworzyłem czytając to :D
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 17 sierpnia 2014, o 15:25

Okazuje się, że nic to nie dało bo o ile ta teoria jest już wykluczona to nie można wykluczyć tego, że gość może faktycznie intuicyjnie rozpoznawać psychopatów a ja nie i podobają mi się jedynie dziewczyny, które są psychopatkami. Do opisów psychologicznych to idealnie pasuje a i rozpoznać tego nie umiem bo to są właśnie kobiety, które sprawiają wrażenie idealnych. Super, idę sobie kupić whiskey...
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wątpliwości co do "rozwoju duchowego" + problemy miłosne

Postautor: Kocur » 20 sierpnia 2014, o 19:43

Sprawa przedstawia się w sposób następujący, a mianowicie wreszcie przeszła mi chęć związku, miłości i w ogóle myślenie o dziewczynach. Udało się to osiągnąć ale nie mam pomysłu czym można to zastąpić i co może stanowić dla mnie teraz wartość w życiu.

Stało się tak. Dzisiaj stwierdziłem, że tego wszystkiego jest już za wiele, że nie mam sensu tutaj dłużej żyć więc popełnię samobójstwo. Pogodziłem się z tym i już postanowiłem. Okazało się, że jestem zdeterminowany żeby to zrobić i nie żal mi już niczego tutaj i nikogo kto by po mnie płakał. I tutaj pojawiły się mistyczne odczucia. Zobaczyłem mojego ojca, który jest zazdrosny o moją relację z matką i siostrą. Zobaczyłem, że pod jego płaszczykiem depresyjnego kolesia w domu i duszy towarzystwa wśród ludzi kryje się zupełna duchowa pustka i presja na mnie żebym był taki jak on sobie postanowił. Przestałem mu współczuć, odciąłem się od niego. Zobaczyłem moją matkę, która jest przytłoczona przez ojca i swoją matkę, patrzy na świat jak zamroczona i jej osądy są nietrzeźwe. Zrobiło mi się jej żal ale całkowicie odciąłem się od jej opinii. Zobaczyłem moją siostrę, którą przytłaczają rodzice swoimi obawami o to, że nie poradzi sobie w życiu. Ona bardziej przejmuje się mną teraz niż przejmowałaby się gdybym umarł. Niestety czerpie ode mnie wzorce więc na korzyść wyszłaby jej samodzielność. Zobaczyłem siebie żyjącego tutaj dalej bez celu, na siłę i niepotrzebnie, dalej szukającego pomocy ale nie mogącego jej znaleźć bo się nie da nic zrobić.

Włączyłem sobie muzykę i zacząłem myśleć nad sposobem. Byłem już zdeterminowany, przeszedł mi cały żal. Miałem też żal do całego świata, że jest taki zjebany i chciałbym obwinić o to boga ale ten nawet nie istnieje.

Pomyślałem o swoich znajomych, dla których staram się być zawsze dobry i żałuję tego, że źle prowadzą swoje życie. Pomyślałem o dziewczynach i o tym, że nadawałem im za dużą wartość, której one w sobie nie mają. Przestało mi zależeć na wszystkim, liczę się tylko ja i nikt więcej skoro i tak nikt nie zaakceptuje mnie bezwarunkowo, nikt nie zrozumie moich problemów i mi nie pomoże to czemu ja mam akceptować innych, pomagać im i współczuć. I nagle poczułem w sobie dużą moc, mogę wszystko, wszystko tylko dla siebie i nie muszę przejmować się innymi.

Po powrocie do domu ojciec od razu zrobił mi awanturę a ja nawet się nie przejąłem i zimno powiedziałem mu, że jeszcze raz tak do mnie powie a nie będzie mógł spać spokojnie i źle się to dla niego skończy. Wychodził z siebie, był agresywny, groził pobiciem, a ja patrzyłem na to już bez agresji i strachu. Okazuje się, że na wszystko mam ripostę tylko muszę myśleć o sobie. Pojawił się luz i mądrość jaką miałem dawniej. Pewność osądu wróciła. Coś ewidentnie zmieniło się na lepsze i stwierdziłem, że teraz już zabijanie się nie ma sensu.

Tylko, że przeszło mi myślenie o tym co było do tej pory sensem życia - miłość, dziewczyna, związek. W ogóle skoro podobają mi się nie takie dziewczyny jak powinny to rezygnuję z tego. Tylko została tu jakaś luka, którą nie wiem czym wypełnić. Od razu pojawiły mi się chęci do tego czego nie chcę - robienie czegoś żeby była przygoda i adrenalina (myślałem, że po dzieciństwie mi to przeszło) i chęć na narkotyki (tego miało już nigdy nie być). Nie potrzebuję miłości i akceptacji ale czymś trzeba wypełnić nudę i chęć na doznawanie różnych przyjemnych bodźców. Tylko czym to można wypełnić żeby sobie nie zaszkodzić?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość