Postautor: Prometeusz » 21 kwietnia 2013, o 13:59
@Villah
Nie mogę polemizować z książkami których nie znam. Natomiast półki w księgarniach uginają się pod poradnikami ezoterycznymi, które zapewne masz na myśli. I gdyby chociaż jeden z tych tekstów gwarantował w 100% to co obiecuje to na świecie zapanowałaby utopia. Oczywiście mogą znaleźć tam się rzeczy, które poprawiają nam samopoczucie. Lecz są tam też rzeczy, które działają tylko jako sugestia. Kiedy sugestia w naszej percepcji zaczyna słabnąć, sięgamy po kolejną książkę i kolejną i kolejną... i tak ten biznes się kręci. Tak, mój Drogi - duchowość to biznes, nie ważne czy mówi się o Jezusie czy Nirvanie.
Z drugiej strony są teksty oparte o fakty, które nie obiecują "oświecenia" jednak większość zawartych tam rzeczy jest do potwierdzenia. Nie są wymysłem jakiegoś "natchnionego" autora używającego kwiecistych określeń, ale efektem badań i odkryć całej serii ludzi na całym świecie. Budując na takiej bazie wiedzę o tym jak ja sam funkcjonuję - potrafię stawiać realistyczne cele i znam realistyczne metody na ich osiągnięcie. Wiedza - o ile się ją zaakceptuje uwalnia z urojeń i "myślenia magicznego", co jest wartością dla mnie samą w sobie.
Żyjemy w czas kiedy możemy dużo więcej rzeczy zbadać i zweryfikować. Te "odmienne stany świadomości" o których mówisz są już naprawdę dobrze zbadane i jakbyś trochę się zainteresował to byś poznał mechanizmy ich działania. Stan "uniesienia" o którym piszesz jest naturalny, ale nie jest stanem stałym uniemożliwia jego odczuwanie nasza biologia i struktura neuronowa. Jednak człowiek ma bardzo elastyczny układ nerwowy i wkładając odpowiednio dużo wysiłku, odpowiednio nakierowanego jesteśmy wytrenować się tak, aby poprawić nasze możliwości, ale są to raczej działania nastawione na pragmatyczne cele, nie jest to pogoń za "wiecznym szczęściem".
Ten stan o którym teraz mówię, a który masz prawdopodobnie na myśli psychologia określa jako "flow" (przepływ). Jest to stan w którym zmienia się aktywność naszej kory mózgowej. Nie będę Ci pisał teraz na czym to polega, ale jak chcesz to odeślę Cię do odpowiedniej literatury. Wiedza demitologizuje ten stan i pozwala z niego korzystać unikając "szumu informacyjnego" i mętliku psychicznego jaki próbują wywołać w nas osoby które chcą albo zrobić na nas karierę i zdobyć uznanie, albo zwyczajnie zbić majątek.
Wracając do osoby U.G. i tego w jaki sposób można zrozumieć jego osobę i jego słowa.
Na świecie istnieją różne "fenomeny" nie są niczym niezwykłym jednak zdarzają się losowo. Od jakiś biologicznych zdarzeń "trzecia ręka" "skrzela" do psychicznych, jakich jak wysoko rozwinięty słuch, widzenie kolorów, hiper-inteligencja w określonym kierunku itd. Niektóre są błogosławieństwem inne przekleństwem. Pochodzą one z przypadku jak np. mutacji w okresie zarodkowym, zaburzeń w okresie prenatalnym lub ujawnieniem się działania jakiegoś genu który wcześniej w rodzinie był uśpiony. Całkiem możliwe, że U.G. Krishnamurti przeszedł jakiś proces hormonalny, który wpłyną na sposób który myśli. Nie łączyłbym tego z faktem, że stracił urojenia które religijni "mistrzowie" w niego wkładali w poprzedniej części życia. Całkiem możliwe, że te zmiany które w nim zaszły pozwoliły dostrzec te różne bzdury.
Uważam, że U.G. jest wyjątkowy z 3 powodów. Nie czerpie bezpośredniej korzyści z tego o czym mówi, mówi to za darmo dzieli się wiedzą, bo tak jest działanie humanitarnie, godne każdego egzystencjalisty. Druga sprawa w swoich wypowiedziach zaznacza wyraźnie, że nie da się osiągnąć tego co go spotkało "czyli trwałej zmiany świadomości" metodami takimi jak medytacja, sutry itp. Jeśli przeoczyłeś te fragmenty to wypadałoby abyś wrócił jeszcze raz do lektury. Trzecią sprawą jest to, że ma odpowiednią wiedzę by poprzeć swój punkt myślenia. Stosuje on słownictwo takie, aby każdy był wstanie zrozumieć to co mówi, jednak szeroko odnosi się do nauki m.in. naszej biologii, fizyki, filozofii itd.
Warto też rozstrzygnąć w tym miejscu kwestie kwestię „duchowości”. Duchowość w moim ucięciu to zwykła ciekawość świata, wrażliwość na to co życie ma nam do zaoferowania. Natomiast fałszywą duchowością jest dla mnie łudzenie się, że czeka nas „coś więcej”, że „odmienne stany świadomości” mogą nas zbliżyć to jakiejś „esencji życia”. Myślenie na bazie wszystkich urojonych i zwyczajnie nieprawdziwych wyobrażeń o „reinkarnacjach” „karmie” „metafizycznej duszy” „niebie i piekle” „boga projektanta”. To wszystko to bujanie w obłokach i jest zwyczajnie zbędne. Nie jest potrzebne do niczego, a wręcz wyrządza nam krzywdę, bo odwraca uwagę od rzeczy naprawdę istotnych i stawia bariery między ludźmi.
Rozwój, doskonalenie się, poznawanie świata, odkrywanie zaobserwowanych praw to wszystko jest dobre, ale gonienie za mrzonkami, myślenie życzeniowe, wypieranie oczywistych faktów i tworzenie sobie baśniowego świata jest dla mnie niedobre. Świat jest wystarczająco interesujący i na swój sposób piękny bez tworzenia sobie iluzji i złudzeń, świadomość którą mamy jest dobra jaka jest, pełni swoją funkcje, służy do tego do czego została stworzona. Prawdziwy spokój odnajdziemy, gdy porzucimy uganianie się za czymś czego nigdy nie było i odrzucimy gadanie tych co oferowali nam to co sami nigdy nie mieli.