Witam.
Czytając dziennik Jiddu Krishnamurtiego natrafiłem na stwierdzenia typu: obserwator jest tym co jest obserwowane, doświadczający jest dświadczeniem itd. Wg Krishnamurtiego podział na obserwatora i to, co obserwowane jest nieporozumieniem.
Ja z doświadczenia wiem, że obserwując np. kwiatek nie jestem kwiatkiem A z rożważań J.K. wynika, że jestem
Nie mogę rozkminić o co w tym chodzi, a dręczy mnie to, więc proszę o jakieś wyjaśnienie.
Ja tez przez dlugi czas probowalem ZROZUMIEC "co autor mial na mysli", jednak pozniej doszedlem do wniosku, ze nie tedy droga, rozwoj duchowy odbywa sie poza intelektem, jeszcze raz : ), rozwoj ducha odbywa sie poza intelektem, myslenie i rozkminianie nic ci nie pomoze, nie ruszysz sie z miejsca. Jednak mysle, ze wstepne zrozumienie >mniej wiecej< o co w tym wszystkim chodzi jest niezbedne, bo bez tego rowniez nie ruszysz z miejsca.
Zrozumiec to, co Jiddu napisal mozna w stanie medytacji, kiedy umysl sie na moment wylaczy, nie bedzie tam mysli, a sedno nauk Jiddu o braku podzialu pomiedzy obserwatorem, a obiektem obserwowanym przyjdzie naturalnie. Jest jednak kilka problemow:
+ nie da sie wywolac medytacji na sile
+ nie mozesz nic zrobic, zeby umysl sie uciszyl
Jak przestaniesz probowac to istnieje szansa, ze umysl sam sie wyciszy, wtedy "ty" na moment znikniesz ; ) (wiem, jak to brzmi, hehe) i pozostanie czysta swiadomosc, czyste swiadome nic. Jesli to co pisze jest bledne, niech mnie ktos poprawi, bo sam doswiadczylem takiego stanu tylko raz i nie potrafie tego powtorzyc, ale uwazam, ze to jest sedno tego o czym mowili Osho, Jiddu, Budda, moze tez Jezus ("trzeba zaprzec sie samego siebie" itp.) i dzesiatki innych nauczycieli/"miszczów".
Co do reszty tego, co napisales, to ujme to tak: wszystko co przeczytasz, uwierzysz, lub chociaz zalozysz ze moze byc prawda to tylko i wylacznie nowe mysli do kolekcji, ktora znajduje sie w twojej pamieci, jesli przeczytales cos o reinkarnacji, o tym, ze "ja" nie istnieje to jest to nic nie warte, bo to tylko mysl. Trzeba BEZPOSREDNIO odkryc mechanizm dzialania umyslu, wtedy cos zacznie sie dziac, a czytanie ograniczyc do minimum, bo jesli zrozumiales co jest twoim celem, to czytanie kolejnej ksiazki i poznanie nowej ezoterycznej teorii tylko zasmieca umysl. Takie jest moje zdanie.
Otóż uważam, ża świat, który znam jest wytworem zmysłów. Mam na mysli zmysły fizyczne (węch, smak...), emocjonalne (radość, smutek, szczęście, miłość...), mentalne (pamięć, wyobraźnia, dedukcja) i inne (poczucie prawdy, sprawiedliwości...).
Kolejna teoria, kolejna filozofia, to nic nie warte, moj wykladowca twierdzi (kazdy to zreszta dobrze wie), ze filozofowie od setek lat zastanawiaja sie czym jest zycie, swiat, ja to dziala i po co wogole to wszystko i do niczego sensownego jeszcze nie doszli, wiec daj sobie spokoj, to droga do nikad(przynajmniej jesli mowa o tzw. rozwoju duchowym). Sam wciaz sie na tym lapie, ze moj umysl lgnie do takich historii, teorii itd. Tak, zeby tylko wciaz miec zajecie.
Czy może, że jesteśmy po prostu jednolitą substancją, która wymysliła sobie odrebności i się z nimi utozsamia (jesli tak to po co)?
Pytanie brzmi, czy wazne jest dla ciebie to co ktos ci powie, czy prawda odkryta przez ciebie samego, to co mowi ktos inny to zawsze klamstwo - w tym sensie, ze pozostaje to dla ciebie sucha, nic nie znaczaca teoria.
----------------------
PS. Tak sie zastanawiam i nie wiem, czy powinienem pisac tak, jakbym mial 100% racje i "koncesje" na nauczanie, bo niektore rzeczy ktore napisalem moga byc bledne, poza tym dla mnie samego w duzej mierze to teoria. Moje doswiadczenie jest raczej nieduze, wiec bije sie z myslami, czy to nie jest glupie pisac o czyms, o czym sie do konca nie wie.
PS2. Nie sluchaj V.D.Costy ; )