aartefaxmasz rację, ale
Full Moon stara się wmówić, że ma rację i mamy mu uwierzyć na słowo.
W moim przypadku jest jeszcze inaczej, bo urodziłem się z optymizmem, ale zdobyta wiedza i logiczna analiza danych dała mi świadomość, że wszystko co lubię na świecie jest złe. Praca nad sobą i rozwój oznacza pozbycie się wszystkiego co dawniej dawało przyjemność i szczęście i tego co jest moim jedynym życiowym marzeniem - teraz już mam pewność, że się nie spełni. Samo istnienie z tą świadomością jest cierpieniem, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki. Obowiązki powinny wynikać z przywilejów, ale tak nie jest.
Full Moon pisze:Czyli nie jakieś "fakty" wywołują cierpienie, a my sami. Tylko ja odróżniam, ból i nieprzyjemności od cierpienia. Cierpienie jest wtedy gdy jesteśmy utożsamieni i myślimy, że coś nas dotyka. To jest świadomość śpiącego.
Nie my sami, tylko uwarunkowania genetyczne i społeczne. W moim przypadku nie było cierpienia dopóki byłem nieświadomy. Oczywiście, że to mnie dotyka i nie chodzi tu o żadne utożsamienie. Nie będę tego zamiatał pod dywan, tylko dążę do rozwiązania tego problemu.
Full Moon pisze:Możesz mówić tak, ale to właśnie jest twoje wyobrażenie. Twoim problemem jest porównywanie się do "każdego" i skoro nie możesz funkcjonować jak "każdy" to jesteś nieszczęśliwy, wszystkie emocje i odczucia z tego wynikają, są tego konsekwencją. Tak ja to widzę.
No i właśnie tu jest przykład Twojej nadinterpretacji. Tworzysz swoje wyobrażenie mojego problemu zamiast zrozumieć go takim jaki jest. Przez to Twoja rada jest nieadekwatna i nie możemy się porozumieć.
Moim problemem nie jest żaden każdy, tylko ja sam i niemożliwości w tym obszarze. Poza tym mam potencjał żeby funkcjonować dużo lepiej niż "każdy", czyli większość. Muszę tylko się pozbyć problemu, który mi to uniemożliwia (seksualności, pragnienia miłości) i umieć czerpać przyjemność z celów, które teraz dla mnie są poboczne i rezygnuję z nich, bo nie mam motywacji, siły żeby żyć z tym problemem. Mogę się z nim nie utożsamiać, ale to właśnie zamiatanie tego pod dywan i wtedy to wraca ze zdwojoną siłą. Musiałbym nie wychodzić z domu i unikać dziewczyn, które mi się podobają, czyli w lecie nawet nie wychodzić z domu.
Full Moon pisze:. Nie wydaje mi się abyś miał jakiegoś guza mózgu czy zaburzenie w produkcji neuroprzekaźników. Jeśli tak jest to najpierw to zbadaj. A jeśli się potwierdzi, to tutaj w grę wchodzi leczenie, a nie szukanie jakiegoś rozwiązania.
Nie mam, badałem. Miałem badania głowy w wieku ok 13-14 lat, a wtedy już miałem rozwiniętą seksualność.