Czytając artykuły na tym forum zachciało mi się "zwiększyć" wiarę i jej mocą poruszyć łyżeczkę w szklance. Zmieniałem swoją percepcję (mam z nią problemy mówiąc po za tematem), w jakiś nieznany mi sposób "łączyłem się z łyżeczką" i w pewnej chwili wydawało mi się, że ona się ruszyła.
Jednak tylko mi się wydawało a mimo to momentalnie pojawił się u mnie strach, że sprawiłem aby łyżeczka się poruszyła.
I tutaj mam taką myśl - myślę, że ruszenie przedmiotów ( i inne teoretycznie, dziwne działanie)jest możliwe, ale zależy to od nas samych. Musimy to potraktować "chyba" jako coś normalnego. Tak samo z rozmową z ludźmi. Nasze rozmowy mogą być o razu zaczęte od żartów a nie poczynając od jakichkolwiek pytań gdy zaczynamy rozmawiać z nowo poznaną osobą.
Wszystko to co posiadamy czyli myśli, wierzenia, przekonania, świadomość musi być na odpowiednim poziomie i dopiero gdy tak naprawdę uwierzę (uwierzymy), że telekineza w moim zasięgu poruszę przedmiot bez dotykania a zaraz po tym nie pojawi się strach czy zwątpienie a może radość lub neutralność.
Bo spróbujcie sobie odpowiedzieć na to pytanie- co gdyby udało się wam wyskoczyć z okna i nagle byście zaczęli latać? Lub podnieść siłą woli jakiś przedmiot?
Pojawiło by się dziwne uczucie jak strach czy zwątpienie i byśmy upadli zamiast "żyć chwilą" i lecieć dalej

Więc ja dostrzegam dwie strony - moment, w którym żadnego cudu nie zrobiliśmy i drugi moment gdy nam się uda. Pytanie- jaka powinna być ta druga strona? U mnie był to strach, a co musi być?
Kombinuje wymyślić coś z prawem przyciągania jbc ;)
