Eksperyment, o jakim piszesz, nie jest możliwy do przeprowadzenia.
Co jest niemożliwe w spokojnym siedzeniu i obserwowaniu myśli? Cały trick tego eksperymentu polega na tym, że odpowiedź, która przyjdzie nie będzie konceptualna, będzie po prostu przebłyskiem. Z tym, że ludzie za bardzo komplikują od samego początku i szukają nie wiadomo czego, a to prawda, która że się tak wyrażę jest cały czas przed naszymi oczyma.
Jeśli mam wypatrywać jakiejś myśli, pierwsza myśl, jaka się pojawi, będzie brzmiała "ok, to jaka myśl się pojawia?"
Nie wypatrywać jakiejś myśli, tylko obserwować każdą myśl. Nawet tą którą przedstawiłaś. Ona pojawia się sama, nie ma kogoś w środku głowy kto ją wcześniej wprawił w ruch, bo ten ktoś musiałby o tym wcześniej pomyśleć i błędne koło się zamyka.
O to własnie mi chodziło, że jeśli skupiasz swoją uwagę na chwili teraźniejszej, znikają uwarunkowania i schematy. Nie bez przyczyny mnisi tybetańscy starają się skupić na "tu i teraz". Myślę, że robią to dlatego, że dzięki temu są właśnie wolni (oczywiście między innymi, nie chcę zawężać znaczenia ich praktyk)
Uwarunkowania nie znikają. Znika jedynie perspektywa JA, która filtrowała wcześniej bodźce. Tutaj mam dobry fragment o tym ->
https://docs.google.com/document/d/1zV5 ... sp=sharingSkupianie się w tu i teraz to wchodzenie w kanały pamięci sensorycznej i pamięci krótkotrwałej. Natura czasu do tej pory nie jest znana, wiemy jednak, że to czego doświadczamy nie dzieje się w czasie rzeczywistym, tylko z opóźnieniem.
To już bardziej, jeśli dostałabym szansę skorygowania przymiotnika, użyłabym zwrotu "szamański czas teraźniejszy" To jedyny czas, jak myślę, jaki w ogóle faktycznie istnieje

Cała reszta jest niewiarygodna.
Zrozumiałem to.

Chciałem tylko podkreślić, że odrzucam myślenie kategoriami "szamańskimi" w momencie, gdy dostępna jest już konkretna wiedza na temat tych zdarzeń. To "tu i teraz" wg. mnie nie jest czasem tylko jest najbardziej podstawowym odczuciem czasu, bo np. medytując możemy wejść w stan w którym znika pojęcie czasu, a wychodząc z medytacji nie wiemy czy byliśmy tam 5 min, czy kilka dni.
A tak w ogóle, to myślę, że nieco inaczej zdefiniowaliśmy sobie wolną wolę.
Dla Ciebie jeśli dobrze zrozumiałem, wolna wola to zdolność dokonywania wyborów na podstawie tego co się dzieje w danej chwili. Ja do tego dodałem, że tego wyboru nie może nikt dokonywać, co jest uzasadnione i od strony neurologi i od strony fizyki. To już głębszy poziom rozważań. Chociaż jeśli ktoś nie chce się w tym babrać to wystarczy świadomość i "zrozumienie" natury niedualności (podany eksperyment), dałem w cudzysłów zrozumienie, bo coś takiego nie istnieje jak zrozumienie.
Z normalnej perspektywy można się w tym pogubić
Umysł się gubi w prostych elementarnych rzeczach i ich nie dostrzega tego, co jest - swoją drogą - naturalnym mechanizmem, który ma nam dać perspektywę dualistyczną (potrzebną do przetrwania organizmu).
Z tym masłem maślanym masz rację i to własnie dlatego, że jest sobie po prostu wola. To, czy jest wolna, czy nie, to już inna sprawa. Powtórzę się, a co: na przestrzeni życia napotykamy na dziesiątki uwarunkowań. Tak. Ale zawężając czas do szamańskiego

czasu teraźniejszego, możemy odsunąć na bok uwarunkowania i możemy być wolni, więc to, co jest naszą wolą, możemy wprowadzać bez większych przeszkód w życie. Tak myślę.
Po zostaje mi tylko odesłać do tego co wyżej napisałem i przedstawiłem, chociaż nie liczę na to, że zostanie to "zrozumiane". Mówisz o medytujących mnichach, opierasz się na nich jak na autorytetach, a w tym wszystkim chodzi o to byś sama zbadała swoją naturę. Bez tego przebudzenia możemy po prostu wymienić się schematami, ale istota znajdująca się po za nimi zostanie nieuchwytna.