Takie tam
: 18 października 2009, o 19:00
Cześć i witam, za zaśmiecenie forum najmocniej przepraszam z tego względu że nie jestem pewien gdzie swój temat zapodać, a po drugie mam niezwykłą chęć żałosnego wyżalenia się ze swoich wewnętrznych miernot. Więc, wszelkie obrzucenie błotem czy banem będzie jak najbardziej na miejscu. Wszak kto lubi ludzi marudnych, nieudolnych i leniwych? No właśnie, a tak się składa że i moje cechy nie są wcale ambitniejsze.
Postaram się streścić w swoich gorzkich żalach, głowa mnie boli.
Chciałem tylko powiedzieć, że wam ludzie zazdroszczę. Zazdroszczę wam tej pracy nad sobą, uporu, celu w życiu, motywacji, kontroli, efektów i owoców pracy. Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy. Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć. Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie. Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie. Czuję się w tym taki ułomny, jakby w porównaniu do was brakowało mi czegoś niewyobrażalnie dla mnie potrzebnego by osiągnąć choć kawałek tego co mi się marzy. Koniec końców, moje marzenia dotyczą w rozpaczy już tylko tego, by po prostu mieć wiarę, siłe i motywację, o nic więcej nie proszę. Chciałbym dzisiaj zasnąć i rano obudzić się zupełnie kimś nowym, odświeżonym człowiekiem z energią do działania jakiej nigdy w sobie nie posiadałem.
Tyle, jak mi się zdaje. Szkoda rozwodzić się nad tym głębiej. Pozdrawiam was, i życzę byście nigdy swej wiary nie utracili.
Postaram się streścić w swoich gorzkich żalach, głowa mnie boli.
Chciałem tylko powiedzieć, że wam ludzie zazdroszczę. Zazdroszczę wam tej pracy nad sobą, uporu, celu w życiu, motywacji, kontroli, efektów i owoców pracy. Zazdroszczę wam tego jak dobrze opanowaliście sztukę choćby medytacji czy nawet zwykłej techniki relaksacyjnej, a przede wszystkim tego że macie do tego należyty zapał bez którego nic by nie wyszło.
Mnie to niestety nie dotyczy. Próbuje już od kilku lat, i czasem jakby coś wychodziło, ale zaraz potem traciłem po prostu chęci od tak do tego. Nie wiem czemu taki jestem, ale bardzo mnie to denerwuję i zniechęca. Nie mogę niczego nalezycie dokończyć, ciągle tylko coś przerywam i zmieniam. Dzisiaj nie potrafię się w ogóle uspokoić, nie umiem obserwować siebie czy otoczenia, a jak tylko próbuje mam wrażenie odbicia od jakieś silnej bariery, która wszystko niweczy. Oczywiście nie trudno ocenić z czego składa się bariera. Brak mi w końcu choćby pewności siebie, wiary, której już nijak nie potrafię zdobyć. Kiedy próbuje medytować, mam wrażenie stuczności, jakbym tylko tak na niby to robił, zwykła głupia dziecinada z której nigdy nic porządnego nie wyjdzie. Mój problem leży w tym że mam wiele marzeń, które tak bardzo chciałbym spełnić, ale mijają dni, miesiące, lata, a nic się nie zmienia, stoje tam gdzie stałem od początku, czyli nigdzie. Czuję się w tym taki ułomny, jakby w porównaniu do was brakowało mi czegoś niewyobrażalnie dla mnie potrzebnego by osiągnąć choć kawałek tego co mi się marzy. Koniec końców, moje marzenia dotyczą w rozpaczy już tylko tego, by po prostu mieć wiarę, siłe i motywację, o nic więcej nie proszę. Chciałbym dzisiaj zasnąć i rano obudzić się zupełnie kimś nowym, odświeżonym człowiekiem z energią do działania jakiej nigdy w sobie nie posiadałem.
Tyle, jak mi się zdaje. Szkoda rozwodzić się nad tym głębiej. Pozdrawiam was, i życzę byście nigdy swej wiary nie utracili.
Jest szansa, ze do ciebie szybciej dotrze.
