Bezsens i ból istnienia
: 23 czerwca 2015, o 19:19
Przemyślałem sobie temat już na amen i jestem pewien, że jest tak:
- miłość nie istnieje ponieważ istnieje seks. Upodobania seksualne mężczyzn to wgrane programy, których nie sposób zmienić. Nie ma to żadnej wartości chociaż tworzy się taka iluzja, że ma. Równie dobrze komuś może się podobać samochód i na niego wyzwala się reakcja seksualna. Bez sensu.
- motywacją do wejścia w związek jest seks. Nie interesuje mnie związek z kobietą, która mi się nie podoba, czy też mężczyzną
- związek, seks to takie narkotyki, które tworzą iluzję tego, że to jest wartościowe i na dodatek odczuwa się niedobór, brak, ale abstynencja nic tu nie da i tylko nasili pragnienia. Bez tego życie jest smutne, bezsensowne, szare i lepiej nie żyć niż mieć takie niespełnione pragnienie
- mężczyźni rywalizują o kobiety, a kobieta wybiera silniejszego, lepszego
- ani kobieta nie ma wpływu na to czy urodzi się ładna, ani mężczyzna nie ma wpływu na to czy urodzi się silniejszy od innych samców i wygra rywalizację
- wartość mają tylko związki z górnej półki - atrakcyjna kobieta z atrakcyjnym mężczyzną, obydwoje mają wysoką samoocenę. Większość związków nie spełnia tych warunków więc się rozpadają gdyż partnerzy wchodzą w związek z braku laku, ze strachu przed samotnością, z powodu wiary w to, że związki i miłość mają sens, wzorem tego, że inni tak robią, z powodu braku możliwości wymyślenia czegoś bardziej wartościowego.
Życie to tylko cierpienie, albo stan kiedy ma się to w dupie. Jedynym sposobem na walkę z tym jest obojętność wobec wszystkiego, życie z dnia na dzień, spokój budowany na siłę, z powodu świadomości, że to jedyny korzystny sposób radzenia sobie. Tylko, że nie ma motywacji, nie ma celów w życiu, w zasadzie wszystko mi jedno czy wyląduję pod mostem, czy może wygram w lotka i będę mieszkał w willi. To ma marginalne znaczenie.
Na szczęście każdy umrze, a póki co można zapełniać czas wieloma zastępczymi rzeczami.
Gdyby istniał Bóg to on byłby za to odpowiedzialny.
Biorąc pod uwagę brak możliwości szczęścia dla mnie, nie ma potrzeby dbanie o innych, bo to by było na siłę. Inni nie mogą mi pomóc, więc mam ich w dupie, a oni mają tam mnie, bo woleliby żebym nie mówił o niewygodnych tematach i udawał, że życie jest fajne.
Ja nie ponoszę za to winy, bo tak się urodziłem. Podobnie jak większość osób. Winni mogliby być moi rodzice, ale oni też nie są winni cech, które spowodowały, że mnie spłodzili i z tego samego powodu nie są winni ich rodzice itd. Odpowiedzialność się rozmywa i dotyczy pierwszych przyczyn powstania całego świata. Ludzie wymyślili Boga i to on byłby odpowiedzialny za wszystko gdyby istniał, ale to zbyt czarna wizja. W rzeczywistości winne są bezmyślne przyczynowo skutkowe mechanizmy, które po prostu zachodzą. Każdy z nas jest ofiarą i niewolnikiem tego świata przyczyn i skutków.
Istnieje wolność od czegoś i wolność do czegoś. Wolność od czegoś to np wolność od przeszkód, od przymusów itd. Wolność do czegoś to możliwość spełniania swoich pragnień, ale nie zawsze pragnienia są dobre i nie zawsze są możliwe do spełnienia. Np gdybym lubił jeść kupę to bym nie jadł, ale byłbym tym zniewolony. Ten kto pije alkohol jest zniewolony potrzebą picia, ale ma wolność do picia. Ten kto nie pije, ale chciałby jest zniewolony tym, że nie może pić bo ma to negatywne skutki.
Wolność przyniesie dopiero śmierć, ale nie będziemy nawet mogli tego doświadczyć. To czego można doświadczyć to tylko cierpienie i chwile złudnej iluzji szczęścia.
Przez cały czas szukałem obalenia tej teorii, ale niestety taka jest prawda. W relatywnym świecie pewne są tylko negatywne rzeczy jak np to co opisałem. Ludzie łudzą się jakimś przebudzeniem, Bogiem, duchowością, pieniędzmi, miłością, seksem, korzystaniem z przyjemności, które dają ukojenie tylko na chwilę i tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o bólu istnienia i pustce. Gdybym mógł zrobić coś dobrego dla całej ludzkości zlikwidowałbym ten świat wyłączeniem jednego przycisku, żeby wszystko skończyło się bez bólu i kataklizmów, bez chorób i głodu. Jeśli porównujemy świat do matrixa, czyli żyjemy jakby w komputerze to należałoby wyłączyć ten komputer i zakończyć tę farsę. Niestety się nie da...
- miłość nie istnieje ponieważ istnieje seks. Upodobania seksualne mężczyzn to wgrane programy, których nie sposób zmienić. Nie ma to żadnej wartości chociaż tworzy się taka iluzja, że ma. Równie dobrze komuś może się podobać samochód i na niego wyzwala się reakcja seksualna. Bez sensu.
- motywacją do wejścia w związek jest seks. Nie interesuje mnie związek z kobietą, która mi się nie podoba, czy też mężczyzną
- związek, seks to takie narkotyki, które tworzą iluzję tego, że to jest wartościowe i na dodatek odczuwa się niedobór, brak, ale abstynencja nic tu nie da i tylko nasili pragnienia. Bez tego życie jest smutne, bezsensowne, szare i lepiej nie żyć niż mieć takie niespełnione pragnienie
- mężczyźni rywalizują o kobiety, a kobieta wybiera silniejszego, lepszego
- ani kobieta nie ma wpływu na to czy urodzi się ładna, ani mężczyzna nie ma wpływu na to czy urodzi się silniejszy od innych samców i wygra rywalizację
- wartość mają tylko związki z górnej półki - atrakcyjna kobieta z atrakcyjnym mężczyzną, obydwoje mają wysoką samoocenę. Większość związków nie spełnia tych warunków więc się rozpadają gdyż partnerzy wchodzą w związek z braku laku, ze strachu przed samotnością, z powodu wiary w to, że związki i miłość mają sens, wzorem tego, że inni tak robią, z powodu braku możliwości wymyślenia czegoś bardziej wartościowego.
Życie to tylko cierpienie, albo stan kiedy ma się to w dupie. Jedynym sposobem na walkę z tym jest obojętność wobec wszystkiego, życie z dnia na dzień, spokój budowany na siłę, z powodu świadomości, że to jedyny korzystny sposób radzenia sobie. Tylko, że nie ma motywacji, nie ma celów w życiu, w zasadzie wszystko mi jedno czy wyląduję pod mostem, czy może wygram w lotka i będę mieszkał w willi. To ma marginalne znaczenie.
Na szczęście każdy umrze, a póki co można zapełniać czas wieloma zastępczymi rzeczami.
Gdyby istniał Bóg to on byłby za to odpowiedzialny.
Biorąc pod uwagę brak możliwości szczęścia dla mnie, nie ma potrzeby dbanie o innych, bo to by było na siłę. Inni nie mogą mi pomóc, więc mam ich w dupie, a oni mają tam mnie, bo woleliby żebym nie mówił o niewygodnych tematach i udawał, że życie jest fajne.
Ja nie ponoszę za to winy, bo tak się urodziłem. Podobnie jak większość osób. Winni mogliby być moi rodzice, ale oni też nie są winni cech, które spowodowały, że mnie spłodzili i z tego samego powodu nie są winni ich rodzice itd. Odpowiedzialność się rozmywa i dotyczy pierwszych przyczyn powstania całego świata. Ludzie wymyślili Boga i to on byłby odpowiedzialny za wszystko gdyby istniał, ale to zbyt czarna wizja. W rzeczywistości winne są bezmyślne przyczynowo skutkowe mechanizmy, które po prostu zachodzą. Każdy z nas jest ofiarą i niewolnikiem tego świata przyczyn i skutków.
Istnieje wolność od czegoś i wolność do czegoś. Wolność od czegoś to np wolność od przeszkód, od przymusów itd. Wolność do czegoś to możliwość spełniania swoich pragnień, ale nie zawsze pragnienia są dobre i nie zawsze są możliwe do spełnienia. Np gdybym lubił jeść kupę to bym nie jadł, ale byłbym tym zniewolony. Ten kto pije alkohol jest zniewolony potrzebą picia, ale ma wolność do picia. Ten kto nie pije, ale chciałby jest zniewolony tym, że nie może pić bo ma to negatywne skutki.
Wolność przyniesie dopiero śmierć, ale nie będziemy nawet mogli tego doświadczyć. To czego można doświadczyć to tylko cierpienie i chwile złudnej iluzji szczęścia.
Przez cały czas szukałem obalenia tej teorii, ale niestety taka jest prawda. W relatywnym świecie pewne są tylko negatywne rzeczy jak np to co opisałem. Ludzie łudzą się jakimś przebudzeniem, Bogiem, duchowością, pieniędzmi, miłością, seksem, korzystaniem z przyjemności, które dają ukojenie tylko na chwilę i tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o bólu istnienia i pustce. Gdybym mógł zrobić coś dobrego dla całej ludzkości zlikwidowałbym ten świat wyłączeniem jednego przycisku, żeby wszystko skończyło się bez bólu i kataklizmów, bez chorób i głodu. Jeśli porównujemy świat do matrixa, czyli żyjemy jakby w komputerze to należałoby wyłączyć ten komputer i zakończyć tę farsę. Niestety się nie da...
