Hm to ja tez mam pare pytan. Zaczne od ostatniego bo sie pogubie.
Aure mozna zobaczyc, ale cialo astralne rowniez i teraz, jak to jest, ze potrafie zobaczyc czyjes cialo astralne ale aury juz nie? Mignie mi czasem eteryczna powloka albo gdy ktos mowi to z ust widze jak ulatuje mu oddech, prana?, pare razy mialam wrazenie ze widze u kogos trzecie oko, po prostu zawieszona plama indygo, ale czemu nie dostrzegam ogolnego koloru?
A propos terapii regresyjnej, czy jest jakas metoda by zrobic to samodzielnie? Czesto mam wrazenie, ze dotyka mnie cos z przeszlosci, znam tych ludzi wiem jacy sa, potrafie okreslic podczas przebywania z nimi kim dla mnie byli skoro teraz sa miedzy nami takie relacje a nie inne, ale zastanawia mnie ten glowny watek, przed ktorym moj umysl nie moze sie otworzyc a mam swiadomosc, ze tam jest, nurtuje mnie to juz bardzo dlugo. Wiem, ze pomagam im, bo to dotyczy ich, oni zalatwiaja swoje sprawy przy mnie, a nie ja swoje przy nich, odwiedzam ich i ide dalej. Brakuje mi swiadomosci na moj temat, jednak jest problem bo medytacja wcale tego nie otwieram. Ciekawa jest jeszcze sprawa, ze tak jak Alibabce zdarzylo mi sie opowiedziec cos z przeszlosci, osobie ktora podejrzewalam o jakies polaczenia z wczesniej i podchwycila temat. Za pierwszym razem zrobilam to niechcacy, ale potem specjalnie i swiadomie, chcialam sprawdzic w jakim kierunku potoczy sie rozmowa i hm w sumie do dzis nie wiem czy to bylo ze tak powiem na serio czy nie, chociaz pasowalo do obrazu jaki mialam w glowie. zastanawia mnie jak to sprawdzic czy ten czlowiek naprawde mial ze mna jakies connection wczesniej, mam jeszcze ku temu okazje bo spedzamy ze soba duzo czasu, moze jest jakis sposob?
swadzyniak napisał/a:
Otrzyma z czasem bardzo dużo, ale z roku na rok jego wrażliwość będzie wzrastała. Będzie bardzo cierpiał, kiedy nawet najmniejszej istocie dzieje się krzywda.
Nie musi być cierpienia. Faktycznie wrażliwość wzrasta, jednak nie prowadzi do cierpienia. KIedy przychodzi zrozumienie, człowiek widzi, że wszytsko co jest - jest doskonałe. Dlatego powoduje radość, bez względu na to co się dzieje. Nie radość z faktu zdarzenia konkretnej rzeczy, tylko radość z samego faktu istnienia boskości.
Cierpienie powstaje tylko wtedy, kiedy umysł je tworzy. Poza umysłem jest czysto.
Majac swiadomosc tego czym jest cierpienie mozna je rozpuszczac za pomoca milosci i wspolczucia. Ciekawe ze im glebiej w to wchodzisz tym wiekszy jst na to limit, mozesz rozpuszczac wiecej i wiecej bo wiecej masz zrozumienia i czujesz wieksze wspolczucie. Tylko wlasnie to skutkuje tym, ze nie wiem dlaczego ale to wspolczucie i milosc jest przesiakniete wieksza gorycza w czlowieku, jakby zaczynal niesc brzemie, na ktorą masz mniejszy limit niz na to ile cierpienia mozesz rozpuscic. i mysle ze tu bardziej chodzilo o cierpienie w sensie bol swiadomosci. Odbierajac czyjs [np] bol emocjonalny we wlasnym ciele, wrecz fizycznie i ogarniajac go wspolczuciem przenosisz to na siebie, wspolodczuwasz. Nie wiem jak to pogodzic, jakis czas temu zaczelam sie zamykac na odbieranie innych jesli odczuwam to zbyt gleboko, i nie czuje juz ubytkow energii, tylko mam wyrzuty sumienia, ze moge pomoc a z egoizmu tego nie robie, bo nie chce sie np potem leczyc w samotnosci tydzien, albo spedzac dwie godziny w lazience polewajac sie woda, albo byc tak rozstrojona ze nie panuje nad tym w jaki sposob mowie do kogos. To utrudnia normalne funkcjonowanie.. Nie mowiac o rozbiciu emocjonalnym w momentach gorszej kondycji..