Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Prometeusz » 23 lutego 2018, o 19:42

Często mi się zdarzało, że podczas dyskusji na dany temat sam wchodziłem w emocje, lub te emocje w kimś powstawały. W takich sytuacjach pomocą dla nas będzie poznanie poniższego modelu i przyjmowanie odpowiednie, wynikającej z niego postawy.

MODEL

Pojawiło się założenie zgodne z filozofią stoików, że reakcje emocjonalne w dużej mierze spowodowane są świadomymi i nieświadomymi ocenami, interpretacjami i filozofiami. Najczęstszą ich postacią są stwierdzenia typu "muszę" lub "powinienem". Różnią się one znacząco od elastycznych potrzeb, preferencji czy chęci.

Według pewnych założeń destruktywne przekonania zniekształcają rzeczywistość, ponieważ są błędną interpretacją tego, co się zdarzyło. Często zawierają nielogiczne sposoby oceny siebie i świata zewnętrznego. Do tych nielogicznych sposobów zaliczamy:

Katastrofizowanie używanie takich słów jak straszne, okropne, tragedia czy katastrofa w opisywaniu tego, co się zdarzyło lub może się zdarzyć. Np. "To byłoby straszne, gdybym…"; "To najgorsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić"; "Jeśli to się stanie, to będzie koniec świata".
Poddawanie się spostrzeganie wydarzenia lub doświadczeń jako nie do zniesienia. Np. "Nie zniosę tego dłużej", "Umrę, jak zostanę odrzucona" itd.
Wymagania ale takie które zawierają stwierdzenia "muszę" lub "powinienem". Np. "Nie powinienem tego robić"; "Nie mogę zawieść"; "Muszę być kochana".
Ocenianie zarówno siebie jak i ludzi. "Jestem głupi/beznadziejny/bezużyteczny/bezwartościowy".

Identyfikacji i analiza irracjonalnych przekonań.

MODEL ABC

A odnosi się do zdarzenia (ang. Activating event). Zdarzeniami są nie tylko codzienne wydarzenia, ale również myśli i wspomnienia.

B to przekonania (ang. Belief). Są one oceną zdarzenia "A". Przekonania te mogą być zarówno świadome (wiemy o ich istnieniu), na granicy świadomości (są, ale nie zwracamy na nie uwagi), czy też poza świadomością (nie zdajemy sobie z nich sprawy). Podzielone zostały na dwa rodzaje:

racjonalne przekonania - czyli te, które pomagają nam w osiąganiu celów;

nieracjonalne przekonania - czyli tzw. przekonania samooskarżające.

Każdy posiada przekonania zarówno racjonalne, jak i nieracjonalne. Różnice między ludźmi polegają na różnicach w natężeniu obu typów przekonań.

C to konsekwencje (ang. Consequence) przejawiające się zarówno w emocjach, jak i w zachowaniu. Racjonalne przekonania "B" prowadzą do zdrowych reakcji emocjonalnych i behawioralnych takich jak smutek, żal czy troska. Chociaż emocje te nie są pożądane, to zdecydowanie są uważane za zdrowe i naturalne. Zakłada się, że nieracjonalne przekonania "B" prowadzą zaś do niezdrowych reakcji, takich jak depresja, poczucie winy, wściekłość czy strach. Jeśli dana osoba straci kogoś bliskiego, to zdrowym przekonaniem jest, np. "Tak bardzo bym chciał, żeby jeszcze żył. Odszedł ktoś naprawdę wspaniały. Będzie mi go bardzo brakowało". Niezdrowym przekonaniem będzie np. "On nie mógł odejść. To jest najstraszniejsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Nie mogę żyć bez niego. Jak on mógł mi to zrobić".

Uczy się osoby, że to nie zdarzenie A wywołuje ich stan C. On jest spowodowany tym co myślą (B) na temat zdarzenia A. Jeśli osoba zrozumie związek pomiędzy przekonaniami a uczuciami, przechodzi się do dalszego etapu.

D odnosi się do rozważenia (ang. disputing) irracjonalności danego przekonania. Nie mówimy osobie, że jego przekonania są nieracjonalne, ale podajemy je w wątpliwość poprzez zadawanie pytań, czy też poddawanie ich próbie, w celu sprawdzenia czy są realistyczne i logiczne.

E to ostatni etap. Oznacza wykształcenie efektywnej (ang. effecitve) filozofii życiowej, z której wyrastać będą realistyczne i elastyczne przekonania.


Pokazując to na własnym przykładzie, u mnie schemat wyglądał tak. Przedstawiałem jakieś twierdzenie, w zamian nie otrzymywałem zrozumienia ani nawet jego próby tylko odpowiedź, która wynikała z czyjeś potrzeby wygadania się, lub po prostu wychodziła po za meritum sprawy, zmieniała kontekst mojej wypowiedzi, niekiedy do stopnia odwracania kota ogonem. W tym momencie powinno się zapalić światełko, ale się nie zapalało. Spałem, świadomość była nisko, jakieś moje nieciekawe poglądy dochodziły do głosu. Przez co wzbierało się we mnie wtedy uczucie irytacji, a czasami bezradności, nie musiały to być silne emocje, ale wyraźnie zabarwiały mój nastrój. Wtedy zawsze próbowałem desperacko naprostować sprawę, nakierować ją na właściwy tor. Co gorsza próbowałem zrobić to najbardziej bezpośrednią i prostą drogą, co dzisiaj określam jako wylewanie betonu. Po takiej wymianie zdań miałem odczucie, że coś jest nie tak. Po czasie i poprzez analizę zdarzenia wracała moja świadomość. Jednak to było już za późno.

Dlatego dobrze jest wyrobić w sobie właściwość, by mało rzeczy brać do siebie. Wtedy to działa jak aikido. Uwolniona energia wraca do tego co ją wysłał. Miałem takie szczęście, że spotkałem osobę, która na mnie takie aikido stosowała. W takich momentach pojawiała się we mnie refleksja - "o co w tej rozmowie chodzi?", "po co ja przywalam w niej racjonalizmem choć nie muszę?", "nie chcę by tak wyglądała moja komunikacja". Aikido pomaga dwóm stronom, ale nawet bez niego trzeba właśnie zwrócić uwagę na emocję, które pojawiają się po rozmowie. Jak do kogoś wysyłam jakiś komunikat to automatycznie mamy z tym powiązaną emocję, jeśli coś z emocją jest nie tak, to trzeba się zastanowić dlaczego, jak można byłoby inaczej powiedzieć, by uzyskać emocję bardziej konstruktywną.

Podświadomie może nam się rodzić odczucie, że: albo ktoś nie chciał wysłuchać tego co mam do powiedzenia , albo olewa wysiłek jaki ja wkładam w rozmowę, aby dostarczyć trafną i istotną treść. To może wynikać z dwóch schematów jakie mamy w sobie zakodowane:

1) Założenie, że to inni mają mnie rozumieć 'tak o', od razu i całkowicie.

2) Założenie o tym, że każdy dobrowolnie będzie się przykładać do dyskusji.

To nie są racjonalne założenia.

Każdy człowiek patrzy z własnej perspektywy, która była inaczej uwarunkowana (różnica doświadczeń i wiedzy) oraz ma na uwadze przede wszystkim swoje przejawianie się, potrzeby, pragnienia. W książkach o rozwoju osobistym, nie raz jest poruszony ten temat, ale znać poprawne reguły to jedno, a pamiętać o nich i wdrożyć do działania to drugie. Ostatecznie brak umiejętności zaspokojenia potrzeby kontaktu lub wyrażenia swoich wartości prowadzi przez działanie bezpośrednimi wypowiedziami do tłuczenia głową o szybę. Teraz na szczęście mamy Transcience i masę sposobów, aby sobie z tym radzić.

Myślę, że model ABC jest jasny, punkty D i E to punkty otwarte, nad którymi przyjdzie nam pracować. Zamiast narzucać komuś własne zdanie, czy w uporze upierać się przy własnym, watro zacząć zadawać pytania, które pomogą i nam i rozmówcy, zobaczyć, czy te kropki, które znamy dobrze się łączą.

Możecie napisać w jaki sposób Wy próbujecie w pokojowy "rozbrajać" rozmówców, czy może nie próbujecie? ;-)

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Louii » 23 lutego 2018, o 20:26

No dosyć mądrze powiedziane, najważniejsze założenia komunikacji są oparte na tym modelu.. choć jak na moje w pierwszym momencie on jest słabo czytelny, musiałam go przeczytać dwa razy a niektóre fragmenty nawet i trzy żeby zrozumieć w pełni o co ci chodzi ;) Ale możliwe że to tylko moje jakieś ,,ograniczenie intelektualne" więc się tym nie martw :P Natomiast wydaje mi się że łatwiej przedstawić to w inny sposób, nie stawiając tego w formie czegoś co przypomina równanie matematyczne. Chociaż pewnie wielu osobom przypadł by ten model do gustu, to jednak ja wypowiadam się w imieniu osób które wolą bardziej humanistyczne rozwiązania :D

,,Uczy się osoby, że to nie zdarzenie A wywołuje ich stan C. On jest spowodowany tym co myślą (B) na temat zdarzenia A. Jeśli osoba zrozumie związek pomiędzy przekonaniami a uczuciami, przechodzi się do dalszego etapu." No tak czyli tak bardziej po humanistycznemu, nie układając tego we wzory matematyczne, ludzie muszą zrozumieć że reakcja na pewne zdarzenie jest tylko i wyłącznie ich wyborem, bo to ich uczucia i ich myśli. A to nie tak że powiedzmy ktoś powie ci coś niemiłego to TY MUSISZ się wkurzyć/wziąć to do siebie, jest to tylko i wyłącznie twój wybór bo można kontrolować tą reakcje gdyż ona wychodzi od Ciebie. Gdy żyjemy świadomie nie jest to niekontrolowanym impulsem który idzie z danej sytuacji i wymusza na nas pewne reakcje.

,,D odnosi się do rozważenia (ang. disputing) irracjonalności danego przekonania. Nie mówimy osobie, że jego przekonania są nieracjonalne, ale podajemy je w wątpliwość poprzez zadawanie pytań, czy też poddawanie ich próbie, w celu sprawdzenia czy są realistyczne i logiczne."- Oj uwierz mi, że nie na każdego to działa. Tzn. rozumiem że to możliwie najlepsza opcja by pokazać człowiekowi że jego rozważania są nielogiczne, natomiast nie zawsze to daje efekty mimo wszystko. Całkiem możliwe że dlatego, bo ja nie mam cierpliwości zadawać aż tylu pytań które w końcu natchną kogoś do głebszego zrozumienia. Albo może zadaje je w nieodpowiedni sposób. Z drugiej strony uważam że ciężko jest wytłumaczyć komuś np. skomplikowane zjawisko na podstawie pytań które wgl. są proste jak ,,do cepa". Może i to możliwe, ale pewnie wymaga sporo energii, zaangażowania, i w sumie wymaga by wyjaśniający wykazał się kreatywnością w formułowaniu pytań.

Kwestia tego typu że nie każdy chce nas słuchać i nie każdy musi chcieć z nami porozmawiać to też prawda. Nie ma co na siłę myślę. Natomiast inna jest sytuacja gdy konflikt np. powstaje od innej osoby, i ona chce nas usilnie przekonać o swoich nielogicznych przekonaniach.

Co do oceniania to przyznam że nadal mam z tym problem, niby uważam się za tolerancyjną osobę to jednak są aspekty życia gdzie często nie powiedzieć sobie że coś np. jest głupie (lub ktoś hehe :lol: ) . Ale myśle to wszystko kwestia do wypracowania.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Prometeusz » 23 lutego 2018, o 22:09

Tekst może być odbierany jako trudny. Spokojnie :) Działamy w ramach projektu i pewne elementy wymagają dopracowania, na przykład przełożenia "z polskiego na nasze". ;-) Zdaję sobie sprawę ze stylów. Mamy swoje preferencje. Oba mają swoje plusy i minusy, więc poszukajmy dobrego balansu. :->

- Oj uwierz mi, że nie na każdego to działa. Tzn. rozumiem że to możliwie najlepsza opcja by pokazać człowiekowi że jego rozważania są nielogiczne, natomiast nie zawsze to daje efekty mimo wszystko
.

Jeśli znasz jakąś metodę która działa na każdego i w każdych okolicznościach to proszę szybciutko mi o niej powiedz. ;-)

Całkiem możliwe że dlatego, bo ja nie mam cierpliwości zadawać aż tylu pytań które w końcu natchną kogoś do głebszego zrozumienia. Albo może zadaje je w nieodpowiedni sposób. Z drugiej strony uważam że ciężko jest wytłumaczyć komuś np. skomplikowane zjawisko na podstawie pytań które wgl. są proste jak ,,do cepa". Może i to możliwe, ale pewnie wymaga sporo energii, zaangażowania, i w sumie wymaga by wyjaśniający wykazał się kreatywnością w formułowaniu pytań.


Oo, tak wymaga praktyki. :-) Może być jednak bardzo nagradzająca pod wieloma względami. Mi zależy głównie na tym by osoba się na chwilę zatrzymała i pobudziła swoją refleksję. W miarę doświadczenia i z tak zawieszoną poprzeczką nie koniecznie musi to zużywać wiele energii. Jak to jest, że jedne rozmowy możemy prowadzić godzinami, a przy innych po chwili tracimy cierpliwość? Mi się wydaje, że ma to coś wspólne z założeniami do rozmowy jakie sobie stawiamy i właśnie zrozumieniem jak to wszystko działa. Kiedy mamy inne podejście, zmieniają się też towarzyszące odczucia. :idea: :roll:

Natomiast inna jest sytuacja gdy konflikt np. powstaje od innej osoby, i ona chce nas usilnie przekonać o swoich nielogicznych przekonaniach.


Tak. Ona wierzy w swoje przekonania, my wierzymy w swoje. I się przekonujemy... chyba, że... zaprzestaniemy prób przekonywania, skoro wiemy, że to i tak nie zadziała. Może lepiej poprosić by druga strona przedstawiła nam swoje stanowisko i zadając konkretne pytania miała szansę zauważyć lukę w swoich przemyśleniach. Na koniec może tak być, że osoba wyczuje lukę, więc zastosuje wyparcie albo racjonalizację i zmieni temat lub zakończy rozmowę... ale my już na to wpływu nie mamy. Nic na siłę. ;-)

Co do oceniania to przyznam że nadal mam z tym problem, niby uważam się za tolerancyjną osobę to jednak są aspekty życia gdzie często nie powiedzieć sobie że coś np. jest głupie (lub ktoś hehe :lol: ) . Ale myśle to wszystko kwestia do wypracowania.


Pewnie, ja też cały czas nad tym pracuję. :aniol

soma
Posty: 22
Rejestracja: 21 lutego 2018, o 19:30
Reputacja: 0
Płeć: K

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: soma » 24 lutego 2018, o 00:03

Pamietam te czasy, gdy bralam udzial w takich burzliwych dyskusjach. Obrywalo mi sie przy tym czesto gesto. Ta potrzeba brania udzialu w takich dyskusjach znikla. Jak widze, ze sie zbiera na burze, to wycofuje sie mowiac: skoro tak myslisz, to chyba masz racje. Trzeba zaprzestac udowadniania swoich racji. Ale tego nie mozna sie nauczyc, to raczej jest nastawienie wynikajace z puszczania z siebie obciazen emocjonalnych i przekonan. Wola walki o nieswoje racje znika. Bo te racje nawet jak nam sie wydaje, ze to nasze racje, to one nigdy naszymi nie byly. My sobie zrobilismy z nich cos swojego. To takie podlapane i przyszyte do siebie grubymi nicmi.

Najwazniejsze w tym wszystkim to przestac reagowac. Jak sie czuje, ze przychodzi takie podniecenie, zeby walczyc o swoje racje, to skupic sie na swoim wnetrzu i przyznac sie w duchu do tego co sie czuje i przeczuc to. Jak sie czuje zranionym, to przyznac sie, ze sie czuje zranionym, jak ponizonym to przyznac sie do tego. To jest tez zmiana swiadomosci: z walczacego zmieniamy sie w obserwatora tego co sie w nas dzieje. Zwykle ta druga osoba tez sie uspokoi, moze stracic watek, bo braknie drugiej osoby do walki.

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Louii » 24 lutego 2018, o 08:27

Nie nie znam idealnej metody na wszystkich ;) Wiadomo że każda sytuacja jest inna. Twój sposób jest jak najbardziej dobry i często efektywny, ale też przypomina mi się jak ja kiedyś postępowałam (w trakcie mojego przebudzenia) z innymi ludźmi, którzy byli negatywnie do mnie nastawieni. Powiedzmy że coś im się nie podobało, albo w dyskusji albo ogólnie mieli do mnie jakiś problem. Gdy zaczynali mnie atakować ja początkowo starałam się ze spokojem im tłumaczyć (podobną metodą do której napisałeś), ale gdy oni nadal się nakręcali (bo nie wiadomo, nie zawsze to zadziała i wystarczy) to po prostu robiłam się dla nich bardzo miła, pełna spokoju. Powiedzmy ktoś mnie zwyzywał bo coś tam mu nie pasowało, a ja ze spokojem i serdecznością mu na to odpowiadałam. I na ogół wówczas reakcja była taka że oni mieli swoisty dysonans i na ogół się uspokajali lub po prostu ode mnie odchodzizli bo nie rozumieli mojej reakcji. No wiesz wyzywasz kogoś, to raczej nie spodziewasz się że ta osoba z serdecznością zapyta czy coś się dzieje że jesteś taki zły? I czy może ci jakoś pomóc? Zaskoczenie jakie było widoczne na twarzach ludzi po takiej reakcji, było bardzo zabawne z mojego punktu widzenia. A im większe były ich emocje tym większy dysonans przeżywali. Jednocześnie bardzo często to ich uspokajało bo rozumieli że atakiem nie wywołają we mnie gniewu. Także no myślę że szczęście wewnętrzne które w sobie mamy może stanowić niezwykle trwałą ochronę przed atakami innych osób.

Nie chciałam byś pomyślał że uznałam twój pomysł za słaby, twój model jest jak najbardziej w porządku, też często z niego korzystam :przytul

Ta praktyka o której teraz wspomniałam jest także trudna, podobnie jak twój model. Ponieważ ona nie może się opierać na udawaniu, ta chęć pomocy musi płynąć faktycznie od nas. Bo inaczej ,,agresor" zobaczy że udajemy i nic to nie da, bo uzna że ,,ironizujemy" albo coś.
Dlatego jakby no bez tego wewnętrznego ,,światełka" to jest raczej niemożliwe. Ale jednocześnie pomaga to uzdrowić wiele relacji, co odpłaca w jeszcze większej ilości szczęścia :)

Masz racje Soma, większość dyskusji nie ma i tak sensu z punktu widzenia duchowego, więc bezsensu ,,drzeć koty" o głupotki ;) Ludzie nieraz dyskutują i bronią swojego zdania, bo chcą sobie udowodnić, że mają racje. Tymczasem ,,racja" i tak leży gdzieś po środku, w końcu świat i tak nie jest czarno biały. Tym bardziej że świat jest pełen założeń i schematów, które mają nam ułatwić komunikacje, ale gdyby ich nie było to każdy postrzegałby świat po swojemu. Można się kłócić obserwując kwiat, gdy jedna osoba uważa że jest czerwony a druga że różowy. Ale jaki to ma sens? Ten kwiat jest taki, jak postrzega go dana osoba, i tyle. Bo czy jest czerwony lub różowy, to tylko kwestia nazewnictwa i pewnego sztucznego założenia. Równie dobrze ,,czerwony" mógłby być zielonym, bo to tylko nazwa.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Prometeusz » 24 lutego 2018, o 10:57

Nie miałaś przypadkiem tak, że jak byłaś miła to ludzie starali się trzymać w ryzach, ale tak naprawdę denerwowali się jeszcze bardziej?

Ja stosując tą metodę nie staram się być miły, ja jestem miły na co dzień. :-P A tak na poważnie. Przyjmuję postawę neutralną i staram się nie wchodzić w czyjeś emocje z butami, sposób prowadzenia rozmowy wydaje sie istotny. Jak osoba zaczyna się denerwować i to w konfrontacyjny sposób, to już jest po ptokach. :) Kończę rozmowę zanim rozgorzeje konflikt, czy to otwarty, czy ukryty.

A tak bajdewaj :) W transerfingu jest koncepcja "wahadeł" z którą warto się zapoznać. Tłumaczy ona w pewien sposób rodzenie się konfliktów i pokazuje jak sobie z tym radzić. Z wahadlem nie można walczyć bezpośrednio. Najlepiej je zignorowac, albo stłumić(np. nieadekwatnym do sytuacji zachowaniem).

Wracając do metody D jeszcze na moment. Jest tutaj pewien haczyk. Ciężko ją stosować na kimś nie egazminując własnych poglądów i przekonań, trzymając się ich kurczowo. :-?

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: Louii » 24 lutego 2018, o 11:37

Wiesz, to zależy. Myślę że w wielu przypadkach faktycznie sie uspokajali. A jeśli nie to nie, nie mogę uszczęśliwić każdego. Na pewno jednak atakowanie kogoś tą samą bronią (tzn. agresją) nie przyniesie wymiernych korzyści dla żadnej ze stron. Dlatego albo neutralność, albo serdeczność.

No dlatego mówię że ta metoda jest spoko tylko wtedy, gdy nie udajemy tego że jesteśmy mili ;) Dlatego to wymaga sporej pracy nad sobą i samozaparcia, żeby zrozumieć pewną ,,nieporadność" ludzką, i zamiast uważać ją za coś głupiego to ją po prostu zaakceptować. Hmm ciekawe, muszę wobec tego więcej poczytać o tych wahadłach.

soma
Posty: 22
Rejestracja: 21 lutego 2018, o 19:30
Reputacja: 0
Płeć: K

Negatywne emocje pojawiające się podczas rozmów. Jak postępować?

Postautor: soma » 24 lutego 2018, o 14:37

Prometeusz pisze: W transerfingu jest koncepcja "wahadeł" z którą warto się zapoznać. Tłumaczy ona w pewien sposób rodzenie się konfliktów i pokazuje jak sobie z tym radzić. Z wahadlem nie można walczyć bezpośrednio. Najlepiej je zignorowac, albo stłumić(np. nieadekwatnym do sytuacji zachowaniem).



Pamietam, ze Zeland pisal, ze "wahadla" maja punkt zaczepienia w poczuciu winy. Zarzucaja swoje kotwice i gdy napotkaja poczucie winy to sie zahaczaja. Mozna sobie nie zdawac sprawy z tego poczucia winy, bo najczesciej odczuwa sie to w postaci zlego samopoczucia, jakby ktos przywali, czyli czujemy "kare" nam wymierzona.
Jakis czas sporo pracowalam z poczuciem winy i bylo tego sporo.
Jak sie zastanowic nad takim przekonaniem: dobre dziecko, to posluszne dziecko. A gdy na dokladke obiecalo sie mamie, ze zawsze bedzie sie grzecznym, to nietrudno sobie wyobrazic jakie poczucie winy nagromadzilismy w sobie. W praktyce zawsze, gdy nie zrobi sie tak jak mama powiedziala, to wystepuje poczucie winy. Najgorsze jest to, ze czesto zabiera sie te przekonania w dorosle zycie i czuje sie, ze cos jest nie tak, ze cos doskwiera i nie mozna znalezc powodu. A to, mysle, duzy udzial maja "wahadla" zerujace na pooczuciu winy.


Wróć do „Pytania i odpowiedzi”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość