Szukasz wiedzy na temat nonduality? Nie szukaj.
: 27 lutego 2018, o 13:39
Termin "nonduality" wydaje się ciekawy i zachęcający, obserwuję jak pojawia się co raz częściej w obszarze duchowości. Tłumaczymy sobie je jako "niedualność/brak dualności", ale ja wolę określenie - a brzmi mi ono tak enigmatycznie i symboliczne - jak nazwa "nie dwa", która znaczeniowo nie niesie tyle co te dwa poprzednie, ale mam wrażenie, że w swej prostocie oddaje ducha tego co się za tym kryje. Można to też interpretować jak "brak podziału".
Skoro mówimy o duchowości to czym różni się ta, od innej? Tak na prawdę sama esencja tematu wymyka się intelektualnym rozważaniom. Łatwo popaść w absurd lub banał kiedy się o tym mówi, a środowiska krążące wokół tematu (szczególnie w Polsce - znam takie jedno forum) popadają wręcz w skrajność budując wokół tego zamknięte środowisko, które zalatuje sektą. Widzę jednak, pewne osoby, które się angażują by "głosić dobrą nowinę" i robią to w sposób powiedziałbym piękny, potrafią nieść przekaz niosący pozytywną wibrację w prostych słowach, nie uciekając się do metafizycznych założeń, dogmatów, czy pseudonauki. Zazwyczaj jak ktoś porusza temat związany z "kwantami" to chcę się odwrócić na pięcie i wyjść. Spotkałem jednak jak pewien młody człowiek niesie swój przekaz o tym i mówi o tym w taki sposób, który rozwija percepcje, daje perspektywy, tłumaczy naturę rzeczywistości, a jednocześnie nawet nie pada z jego ust słowo "kwant" choć sam model którego używa jest niemal w 100% analogiczny do modelu naukowego (przynajmniej tego który jakoś wprowadza nas w temat).
Można powiedzieć już o ruchu społecznym, który tym żyje, są tacy co chcą słuchać tych, którzy mówią o swoim przebudzeniu i tacy, którzy chcą o tym mówić. Formuła tego, choć (nie mam zbyt dużego doświadczenia i wiedzy w tej kwestii) to powrót do korzeni, ale wsparty nowoczesną technologią w formie Youtube.
Czyli po prostu spotkanie jednego człowieka z drugim, lub z grupą ludzi i dialog. Czasem jakieś dłuższe wystąpienia, a czasem zwykła rozmowa. Można powiedzieć, że wszystko dzieje się w stylu minimalizmu. Często wiąże się to z tematyką mindfulness, tak jakby to była druga strona medalu, choć do samego "brak podziału", nie dochodzi się po przez medytację, nie ma tu twierdzenia o tym, że do czegoś lub gdzieś można dość, albo, że z czegoś trzeba wyjść", ale o tym może za chwilę. Czasami jednak medytacja może pomóc, aby to sobie uzmysłowić. Chciałbym, aby nonduality stało się rdzeniem Transcience, ale nie bardzo jeszcze wiem jak o tym pisać i czy w ogóle z tego da się jakiś rdzeń zrobić.
Atmosfera panuje tutaj taka jak przy mindfulness, choć nie jest to jakaś doktryna wynika po prostu naturalnie z percepcji, którą niesie - nonduality cechuje się neutralnością, otwartością i empatią, a czasami milczeniem i ciszą. To taka potęga teraźniejszości, bez koncepcji "potęgi teraźniejszości". Paradoksalnie ta otwartość, która zdaje się dla każdego może się okazać, że nadaje się tylko dla niektórych szczęśliwców. Cezar Truel w jednym wywiadzie dostał pytanie "Czy nonduality może być dla wierzących?" odpowiedział (z czym się zgadzam): Nie i się zaśmiał. To nie będzie odpowiadać wierzącemu, gdyż sprawa rozchodzi się o niewierzenie, odrzucenie wszystkich przekonań i pozostanie z tym co zostanie jak już się odrzuci całą "opowieść". I będzie prawdą, to czym jesteś, to co doświadczasz to prawda, fakt, w który nie trzeba wierzyć. Tak, więc nawet jeśli jesteś fanem buddyjskiego czy popkulturalnego "tu i teraz" i wierzysz, że musisz wyciszyć umysł i "adorować świat" to też jest wiara, która z tym nie ma nic wspólnego. Dlatego w tym temacie często się mówi, że na początku człowiek jest "poszukiwaczem", czyli poszukuje, wierzeń, koncepcji, określonych doświadczeń itd. a potem, gdy już się "przebudzi", to się okazuje, że poszukiwacza nigdy nie było, a samo poszukiwanie ustaje.
W zasadzie jak ktoś już się "przebudził na tą prawdę", to nie spotkałem się z tym, aby trzeba było cokolwiek tłumaczyć. Rozmowy z pewnymi osobami dość szybko przechodziły raczej we wspólne odczuwanie niż rozmawianie. Takie dzielenie się radością bycia, poczuciem wychodzenia po za schematy. Jednak sam ten temat nie neguje (bo nie ma takiej potrzeby) intelektu człowieka, rozsądku i racjonalności. Jest trochę na odwrót. Guru i autorytety stają się zbędne, zaczyna się dostrzegać wartość wiedzy (bo to praktyczne) i nie ma sensu już się łudzić wierząc w jakieś mitologie, magię i zabobony. Bo nawet jakby coś z tego istniało, to po prosty by było, a że tego nie doświadczamy, to nie ma sensu o tym rozmawiać - chyba, że w ramach rozrywki intelektualnej. Ogólnie nie ma tu czegoś takiego, że coś "trzeba", albo "powinno się", czy "musi się". Lecz wychodzi na to (przynajmniej tak obserwuję), że to co pragmatyczne zaczyna być dobre i przyjemne, a reszta tak jakby - "what's the point?!"
Myślę, że znajdzie się coś jeszcze do napisania na ten temat. Zostawiam Was na razie z własnymi myślami i internetem.

Skoro mówimy o duchowości to czym różni się ta, od innej? Tak na prawdę sama esencja tematu wymyka się intelektualnym rozważaniom. Łatwo popaść w absurd lub banał kiedy się o tym mówi, a środowiska krążące wokół tematu (szczególnie w Polsce - znam takie jedno forum) popadają wręcz w skrajność budując wokół tego zamknięte środowisko, które zalatuje sektą. Widzę jednak, pewne osoby, które się angażują by "głosić dobrą nowinę" i robią to w sposób powiedziałbym piękny, potrafią nieść przekaz niosący pozytywną wibrację w prostych słowach, nie uciekając się do metafizycznych założeń, dogmatów, czy pseudonauki. Zazwyczaj jak ktoś porusza temat związany z "kwantami" to chcę się odwrócić na pięcie i wyjść. Spotkałem jednak jak pewien młody człowiek niesie swój przekaz o tym i mówi o tym w taki sposób, który rozwija percepcje, daje perspektywy, tłumaczy naturę rzeczywistości, a jednocześnie nawet nie pada z jego ust słowo "kwant" choć sam model którego używa jest niemal w 100% analogiczny do modelu naukowego (przynajmniej tego który jakoś wprowadza nas w temat).
Można powiedzieć już o ruchu społecznym, który tym żyje, są tacy co chcą słuchać tych, którzy mówią o swoim przebudzeniu i tacy, którzy chcą o tym mówić. Formuła tego, choć (nie mam zbyt dużego doświadczenia i wiedzy w tej kwestii) to powrót do korzeni, ale wsparty nowoczesną technologią w formie Youtube.
Atmosfera panuje tutaj taka jak przy mindfulness, choć nie jest to jakaś doktryna wynika po prostu naturalnie z percepcji, którą niesie - nonduality cechuje się neutralnością, otwartością i empatią, a czasami milczeniem i ciszą. To taka potęga teraźniejszości, bez koncepcji "potęgi teraźniejszości". Paradoksalnie ta otwartość, która zdaje się dla każdego może się okazać, że nadaje się tylko dla niektórych szczęśliwców. Cezar Truel w jednym wywiadzie dostał pytanie "Czy nonduality może być dla wierzących?" odpowiedział (z czym się zgadzam): Nie i się zaśmiał. To nie będzie odpowiadać wierzącemu, gdyż sprawa rozchodzi się o niewierzenie, odrzucenie wszystkich przekonań i pozostanie z tym co zostanie jak już się odrzuci całą "opowieść". I będzie prawdą, to czym jesteś, to co doświadczasz to prawda, fakt, w który nie trzeba wierzyć. Tak, więc nawet jeśli jesteś fanem buddyjskiego czy popkulturalnego "tu i teraz" i wierzysz, że musisz wyciszyć umysł i "adorować świat" to też jest wiara, która z tym nie ma nic wspólnego. Dlatego w tym temacie często się mówi, że na początku człowiek jest "poszukiwaczem", czyli poszukuje, wierzeń, koncepcji, określonych doświadczeń itd. a potem, gdy już się "przebudzi", to się okazuje, że poszukiwacza nigdy nie było, a samo poszukiwanie ustaje.
W zasadzie jak ktoś już się "przebudził na tą prawdę", to nie spotkałem się z tym, aby trzeba było cokolwiek tłumaczyć. Rozmowy z pewnymi osobami dość szybko przechodziły raczej we wspólne odczuwanie niż rozmawianie. Takie dzielenie się radością bycia, poczuciem wychodzenia po za schematy. Jednak sam ten temat nie neguje (bo nie ma takiej potrzeby) intelektu człowieka, rozsądku i racjonalności. Jest trochę na odwrót. Guru i autorytety stają się zbędne, zaczyna się dostrzegać wartość wiedzy (bo to praktyczne) i nie ma sensu już się łudzić wierząc w jakieś mitologie, magię i zabobony. Bo nawet jakby coś z tego istniało, to po prosty by było, a że tego nie doświadczamy, to nie ma sensu o tym rozmawiać - chyba, że w ramach rozrywki intelektualnej. Ogólnie nie ma tu czegoś takiego, że coś "trzeba", albo "powinno się", czy "musi się". Lecz wychodzi na to (przynajmniej tak obserwuję), że to co pragmatyczne zaczyna być dobre i przyjemne, a reszta tak jakby - "what's the point?!"
Myślę, że znajdzie się coś jeszcze do napisania na ten temat. Zostawiam Was na razie z własnymi myślami i internetem.

