Emocje i podświadomość

Miejsce gdzie nauka i duchowość stają się jednym.
Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Emocje i podświadomość

Postautor: Kocur » 13 października 2015, o 19:33

No i dotarłem do takiego momentu, w którym logika przestała mi wystarczać. Uświadomiłem sobie, że już od dzieciństwa kierowałem się logiką w dużo większym stopniu niż reszta. Świat postrzegałem w głównej mierze jako ciągi przyczynowo skutkowe. W pewnym momencie coś się stało - emocje zaczęły przejmować kontrolę, bo możliwości logiczne zaczęły się wyczerpywać. W pewnym sensie logika tworzy szereg błędnych kół, których nie da się już rozkminić, bo dochodzi się do niewiadomych. I tu popełniłem błąd wchodząc w ezoterykę i wróciłem na tory logiki z mocno ulepszonymi filtrami rzeczywistości.

Pozostał problem uczuć i emocji, który utożsamiam z podświadomością. Teorie jakie ludzie wymyślają o Bogu, duszy, wolnej woli to już zdecydowanie kwestia odczuć, która sama w sobie prowadzi na manowce. Sama logika również prowadzi na manowce i poczucie bezsensu. U wielu osób aspekt logiczny i emocjonalny tworzy konflikt dwóch części osobowości. I teraz co odkryłem na psychoterapii - mimo, że od dawna nie wierzę w te głupoty, to jednak mam popsuty "obwód religijny" przez wychowanie w katolicyzmie. Drugą kwestią rozważaną na równi z katolicyzmem jest surowe i autorytarne wychowywanie mnie przez mojego ojca, który nie znosił sprzeciwu i nigdy nie argumentował swojego zdania, a każde niezgadzanie się z nim brał za atak na siebie. Dokładnie ten wzorzec odtwarzałem na tym forum. Popełniałem też poważny błąd polegający na dokładnej dyskusji, tzn zamiast odnosić się tylko do samych wniosków, odnosiłem się do błędnych zdań, które wypaczały sens całej wypowiedzi, a przeważnie wystarczy odnieść się tylko do samego sensu. Co ciekawe osoby dyskutujące ze mną muszą mieć jakiś mechanizm w podświadomości, który odtwarzał w dyskusjach ze mną jakieś schematy.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Prometeusz » 13 października 2015, o 22:13

Czyli urlop się przydał :D :ok

Moim zdaniem w dalszym ciągu nadinterpretujesz. Lecz wiem że ze starych schematów szybko się nie wychodzi.

Pozwól sobie być sobą i innym być innymi. Podejdź na luzie i nie wymuszaj. W ten sposób możesz zyskać.

:aniol

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Kocur » 13 października 2015, o 22:14

To nie kwestia urlopu i niesłusznego tygodniowego bana, tylko psychoterapii ;)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Prometeusz » 13 października 2015, o 22:16

Następny może być na dłużej więc się pilnuj ;-)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Kocur » 13 października 2015, o 22:58

No spoko, ja raczej mam tak, że schemat zmienia się wraz ze zrozumieniem. Nadal mam zamiar się nie zgadzać jeżeli ktoś nie wytłumaczy dokładnie, ale już nie będę wszystkiego obalał, ani pisał nic w stylu ad personam.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Prometeusz » 14 października 2015, o 00:29

:ok

Zea
Posty: 64
Rejestracja: 15 października 2015, o 22:33
Reputacja: 0
Płeć: K

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Zea » 16 października 2015, o 00:17

Psychoterapie są pomocne. .. :-D naprawdę..Ja jestem osoba bardzo emocjinalna choc ostatnio nie poznaje samej siebie..i to dzięki terapii...

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Prometeusz » 16 października 2015, o 02:37

Ja chodziłem na warsztaty i do psychologa przez krótki okres czasu. Nie dało mi to za wiele, ale dobrze się bawiłem. ;-)

Ważne by działać, coś robić, iść do przodu, dostarczać sobie nowych bodźców. Dlatego cieszę się czytając słowa Kocura. Lubię te nasze dyskusje na forum, tylko nie potrzebnie skręcały na boki. Człowiek uczy się całe życie i liczę na owocne dyskusje w przyszłości.

Zea
Posty: 64
Rejestracja: 15 października 2015, o 22:33
Reputacja: 0
Płeć: K

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Zea » 16 października 2015, o 07:32

Ja kiedyś zbyt impulsywną osobą trudne życiowe doświadczenia nauczyły mnie trochę hamować swoje wybuchy.. W sumie ani terapia ani książki nie pomogą jak tylko wgląd stanięcie twarzą w twarz z problemem. Warto zrozumieć że inni maja prawo do swoich poglądów tak samo jak my. Z reguly dyskusje polegaja na tym ze kazda ze strona c hce na sile przekonac druga strone o swoich racji...AA niestety nawet jesli czlowiek mialby wyrzadzic sobie krzywdę to ma prawo myslec po swojemu.. Ja juz tego.na sile nie robie...Kiedys nie pofrafilam inaczej..Obecnie staram.sie nie silowac..Lepiej mi z tym ..

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Prometeusz » 16 października 2015, o 21:53

Są różne techniki by się dogadać, ale ja zauważyłem, że one bardziej działają jak damskie kosmetyki, pozwalają dopieścić rozmowę, ale podstawą podstaw jest dojście do porządku z samym sobą. Jeśli będziemy bardziej uważni, bez posługiwania się jakimiś niestosownymi nawykami wtedy w zasadzie obojętnie o czym rozmawiamy i w jaki sposób. Niektórzy mają większe predyspozycje do mówienia, a inni mniejsze. Na przykład Korwin i Wipler. :P Pierwszy umie się zachować, ale woli mówić dosadnie, za to jedni go kochają, a inni nienawidzą. Wipler ma wyćwiczony talent.


Też na innym forum zauważyłem pewną rzecz. Pewne osoby są bardzo kumate, w dodatku mają poczucie humoru i są ciekawymi postaciami, ale i tak jak powiedzą coś co będzie nie po czyjejś myśli, to zostaną brutalnie zjechani, a inni jeszcze temu przyklasną. Dlatego tak mi się podoba książka "pokochaj siebie", bo nie mówi o tajemniczych technikach, które uczynią z nas mega ludzi, przez co każdy nas pokocha, tylko wręcz podkreśla, że zawsze będą głosy za i przeciw i nie powinniśmy się tym w ogóle przejmować tylko starać się być sobą. Kiedy coś nie będzie grało to odwrócić się na pięcie i wyjść. To jest dobre i działa w praktyce. Choć na początku ciężko wyzbyć się myśli, "że coś trzeba naprawić", czy "że koniecznie trzeba rozwiązać problem". W teorii może to i byłoby dobre, ale może mieć to zastosowanie do rzeczy o małym kalibrze, bo już większymi to raczej ciężko dotrzeć do drugiej strony. Tylko jest jeszcze taka sprawa, że małe rzeczy potrafią wyrastać do dużych...

Ja pozaznałem wiele modeli i podejść do kumunikacji (choć wiadomo, bez praktuki to wiele nie da) i one tak jakby się nawzajem uzupełniają, nie ma jednego idealnego. Jeden sposób mówi o szczerości, drugi pokazuje jakiś trick manipulacyjny. Obie te rzeczy się przydają, choć są ze sobą sprzeczne.

Tak samo jeśli chodzi o wybór filozofii życiowej. Jedna mówi by sięgać po więcej nawet kosztem innych, a druga mówi by wszystko zdobywać własną pracą i nie liczyć na to, że będzie lekko.

Ja odkąd idę drogą środka lepiej się czuję. Ani sobie nie robie wyrzutów sumiena, ani nie wchodzę w hurraoptymizm i zawyżoną samoocenę.

Przyznam, że w życiu brakowało mi mentora i w sumie dalej brakuje. Muszę sobie samemu radzić opierając się na sylwetkachnosób, które mi imponują. To tylko połowa korzyści, ale więcej nie mam.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Emocje i podświadomość

Postautor: Kocur » 16 października 2015, o 23:42

Z tym wypośrodkowaniem się zgadzam. Co do pracy nad wybuchami emocji, to ja akurat tutaj zawsze potrafiłem być ponadprzeciętny (ale nie zawsze z tego korzystałem). Kontrola siebie w czasie rzeczywistym jest dla mnie banalnie prosta i tego nauczam swoich znajomych. Zauważyłem jednak, że kiedy chcę to komuś wytłumaczyć to wręcz powstaje kłótnia, ale kiedy ja zachowuję się spokojnie kiedy inni krzyczą, to potem jest im wstyd krzyczeć, bo rozumieją, że ja to odbieram jako słabość. Kiedy tłumaczę, że tak to odbieram to nie wiem czemu traktują to jako atak personalny i odbijają piłeczkę. Często tłumaczę tylko swój punkt widzenia i to już niektórych obraża (bo sami mają inny). Im więcej próbuję tłumaczyć tym jest to gorzej odbierane, aż w końcu faktycznie zaczynam tracić spokój i staram się im udowodnić, że to oni się mylą. Wszystko przez to, że zazwyczaj to co mówię jest nierozumiane w takiej formie jaką chcę przekazać i kiedy mi ktoś chce coś przekazać to często mówi takimi słowami, że argumenty nie kleją się w logiczną całość. Ludzie tworzą często nadinterpretacje moich słów, bo dopasowują je do swojej mapy świata, a ja mam jakąś nietypową reprezentację świata w głowie.

Ja mam problem z tym, że moja świadomość moralna kłóci się z pragnieniami i świadomość moralna wygrywa jako postawa racjonalna i mająca sens. Jednak przez to tracę sens oparty na dążeniu do czegoś, czerpaniu przyjemności, czyli związany z tym po co żyję, bo nie żyję dla moralności - moralność powinna służyć życiu. I tu powstaje sprzeczność oparta na konflikcie myśli i wartości vs pragnienia i emocje. Jedno i drugie to dwa skrajne przeciwieństwa i nie da rady tutaj znaleźć żadnego środka. Środek byłby kompromisem tego typu, że jak mąż chce jechać w góry, a żona nad morze, to jadą do Babci Stasi na pierogi z serem.

Postępowanie niezgodne z moralnością staje się z automatu bez sensu, ale postępowanie zgodne z moralnością odbiera mi sens oparty na czerpaniu przyjemności, a jeśli mam cierpieć to moralność do niczego się nie przyda. Jest to wybór oparty na tym, że cokolwiek bym nie zrobił to będzie źle.

W zasadzie przez to potrafię funkcjonować tylko tu i teraz, bo o przeszłości nie myślę, bo jest niezbyt fajna, o przyszłości nie myślę bo to wiąże się z pustką związaną z samotnością, a tu i teraz jest względnie dobrze kiedy nie skupiam się na problemach, ale też na pozytywach, bo te są tak pozorne, że sama ich pozorność jest dla mnie negatywem i tworzy smutek. I tu właśnie coś trzeba naprawić, znaleźć jakiś sposób i ja wiem, że sam na to nie wpadnę, więc ktoś musi mi powiedzieć "to się robi w taki i taki sposób, ponieważ ten i tamten argument". Z emocjami sprawa jest trudna, bo ta logiczna część działa dobrze tylko w odłączeniu od nich, a w takim trybie nie da się rozwiązać tego problemu. Kiedy do obliczeń chciałbym użyć emocji to się nie da nic wymyślić, a tu rola terapii się kończy, bo zdaniem terapeutów miałbym ulec emocjom bez żadnego argumentu pozytywnego, bez żadnego argumentu wpływającego na logiczną część, która właśnie takie uleganie emocjom blokuje z logicznych i moralnych powodów.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Zefira
Posty: 2
Rejestracja: 22 listopada 2016, o 09:48
Reputacja: 0
Płeć: K

Emocje i podświadomość

Postautor: Zefira » 22 listopada 2016, o 09:55

Mnie nurtuje sama istota podświadomości. To jak ważnym aspektem jest jej udział w naszym życiu, to jaką ma siłę i jak ważne jest byśmy nauczyli się nią kierować. To bardzo trudne. Niejednokrotnie staram się na przykład o czymś nie myśleć a coś krąży za mną cały dzień i być może ma to istotne znaczenie na rozwój późniejszych zdarzeń.

nikt
Posty: 368
Rejestracja: 4 marca 2009, o 11:25
Reputacja: 0
Płeć: M

Emocje i podświadomość

Postautor: nikt » 23 listopada 2016, o 01:58

Zefira pisze:Mnie nurtuje sama istota podświadomości............. i jak ważne jest byśmy nauczyli się nią kierować.


Witaj.
Tzw. podświadomością nie da się kierować :->


Wróć do „Nauka i Duchowość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość