Mędrzec wśród idiotów
: 24 czerwca 2015, o 00:10
Gdyby mędrzec żył wśród idiotów, większość pewnie postrzegałaby go jako idiotę. Ludzie są za głupi żeby zrozumieć coś mądrego. Z drugiej strony mądrość polega także na dopasowaniu się do społeczeństwa, w którym się żyje, wyjściu każdemu naprzeciw i umiejętności wytłumaczenia swojej idei nawet kompletnemu kretynowi. Tylko, że nie zawsze jest to możliwe, albowiem kretyn zazwyczaj neguje inne zdanie niż własne. Kiedy kretynowi wytyka się błędy, hipokryzję i głupotę on stara się odwrócić kota ogonem i przedstawić rozmówcę jako agresora, imputuje się mu np negatywne emocje, zło, błędy w myśleniu. Nie zostawia się pola do dyskusji. Z drugiej strony kiedy dyskutuję z kretynem także warto ukrócić to i nie pozostawić mu pola do dyskusji, bo on będzie pisał bzdury, nie zrozumie mądrości i będzie myślał, że ta mądrość to głupota.
Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą w oficjalną wersję, powołują się na autorytety i książki, oraz na takich, którzy wszystko negują, nawet jeśli są twarde dowody na przeciwne twierdzenia.
Tu powstaje problem oceny. Czy ja jestem mądry czy głupi? Jak mogę wystawić sobie ocenę? Czy dowolna osoba, którą oceniam jest mądra czy głupia? Skąd można to wiedzieć?
Musielibyśmy wiedzieć czym jest głupota i czym jest mądrość. Problem polega na tym, że debil nie wie, że jest głupi, a mędrzec może mieć pełno wątpliwości, ale również mędrzec na tle debili widzi szerszą perspektywę i nieraz wie, że ma rację i rozumie błędy poznawcze i mechanizmy u innych.
Dostrzegam kretynizm większości społeczeństwa. Co z tym zrobić? Nieraz bardzo ciężko być życzliwym, dobrze komuś życzyć kiedy wiem, że druga osoba to kompletny idiota, a na dodatek bufon przekonany o własnej nieomylności lub hipokryta udający na pokaz twardą postawę, a naprawdę kruchy, z wątłym ego, ale mocno naprężonym. Staram się być dobry i miły dla ludzi, ale czuje się jakbym postępował wbrew sobie. Nieraz mówię "dzień dobry", a w myślach mam "co za głupi ku..s, nie chcę mieć z nim do czynienia". Przez to nie wiadomo także co inni myślą o mnie bo każdy kłamie i udaje. Z drugiej strony czasami podczas dyskusji mam tendencję do ośmieszenia rozmówcy i zapędzenia go w kozi róg, ale ludzie tego nie lubią. Nie lubią silniejszych bo czują się przy nich słabsi, ale też nie lubią słabszych bo nimi gardzą, mimo że mogą się dowartościować więc często przebywają z takimi ludźmi.
Nie należy traktować nic na serio. Żadnej relacji. Każdy kłamie, każdy chce każdego oszukać i używa wyświechtanych sloganów jak "miłość, przyjaźń, braterstwo". Każdy idzie sam przez życie i musi walczyć o wszystko i z każdym.
Co o tym sądzicie?
Ludzie dzielą się na tych, którzy wierzą w oficjalną wersję, powołują się na autorytety i książki, oraz na takich, którzy wszystko negują, nawet jeśli są twarde dowody na przeciwne twierdzenia.
Tu powstaje problem oceny. Czy ja jestem mądry czy głupi? Jak mogę wystawić sobie ocenę? Czy dowolna osoba, którą oceniam jest mądra czy głupia? Skąd można to wiedzieć?
Musielibyśmy wiedzieć czym jest głupota i czym jest mądrość. Problem polega na tym, że debil nie wie, że jest głupi, a mędrzec może mieć pełno wątpliwości, ale również mędrzec na tle debili widzi szerszą perspektywę i nieraz wie, że ma rację i rozumie błędy poznawcze i mechanizmy u innych.
Dostrzegam kretynizm większości społeczeństwa. Co z tym zrobić? Nieraz bardzo ciężko być życzliwym, dobrze komuś życzyć kiedy wiem, że druga osoba to kompletny idiota, a na dodatek bufon przekonany o własnej nieomylności lub hipokryta udający na pokaz twardą postawę, a naprawdę kruchy, z wątłym ego, ale mocno naprężonym. Staram się być dobry i miły dla ludzi, ale czuje się jakbym postępował wbrew sobie. Nieraz mówię "dzień dobry", a w myślach mam "co za głupi ku..s, nie chcę mieć z nim do czynienia". Przez to nie wiadomo także co inni myślą o mnie bo każdy kłamie i udaje. Z drugiej strony czasami podczas dyskusji mam tendencję do ośmieszenia rozmówcy i zapędzenia go w kozi róg, ale ludzie tego nie lubią. Nie lubią silniejszych bo czują się przy nich słabsi, ale też nie lubią słabszych bo nimi gardzą, mimo że mogą się dowartościować więc często przebywają z takimi ludźmi.
Nie należy traktować nic na serio. Żadnej relacji. Każdy kłamie, każdy chce każdego oszukać i używa wyświechtanych sloganów jak "miłość, przyjaźń, braterstwo". Każdy idzie sam przez życie i musi walczyć o wszystko i z każdym.
Co o tym sądzicie?

