"Berkeley z kolei odrzuca istnienie abstrakcji krytykując w Traktacie o zasadach poznania ludzkiego poglądy Locke'a. Wyróżnia się trzy argumenty Berkeleya (analogiczne do argumentów przeciwko substancji) przeciw istnieniu abstrakcji:
- Przeprowadzenie procesu abstrakcji nie jest możliwe - np. utworzenie idei człowieka wymagałoby pomyślenia czegoś, co jest kolorowe, a jednocześnie nie posiada żadnego konkretnego koloru, bo właśnie od konkretnych kolorów w tworzeniu abstrakcyjnej idei kolorów się abstrahowało.
- Pojęcie abstrakcji jest niepotrzebne - idee proste mogą być reprezentowane przez inne idee proste, podobnie jak wykonany przez geometrę rysunek linii prostej na tablicy reprezentuje wszystkie linie.
- Pojęcie abstrakcji prowadzi do sprzeczności - np. idea trójkąta nie może być równoboczna lub prostokątna, ale musi być równoboczna i prostokątna zarazem, co jest sprzecznością."
No i te przykłady przeciwko abstrakcji to jakieś nadinterpretacje, bo nikt przecież nie mówi, że w tych przypadkach trzeba akurat abstrahować od idei kolorów - to nie o to chodzi, bo w takim przypadku abstrakcja byłaby bezużyteczna i przykład obala tylko błędne zastosowanie abstrakcji. Podobnie z tym, że pojęcie abstrakcji jest niepotrzebne - dotyczy ono idei, które niekoniecznie dotyczą obiektów. Nie prowadzi do sprzeczności, bo znów mówimy o przykładzie na bezsensowną abstrakcję.
To, że się na to teraz jakoś przypadkowo natknąłem to znów przykład na WS
Ludzie nieraz odrzucają jakieś pojęcia, bo nieodpowiednio je rozumieją i właśnie wtedy wydaje im się, że to oni rozumieją dobrze. Z drugiej strony nieraz jest inaczej - ludzie coś rozumieją dobrze, a ktoś zarzuca im, że rozumieją źle. Niektórzy zapominają, że język to tylko opis pewnych struktur logicznych (i nie tylko logicznych, bo prawda jest ponad logiką - zawiera zawsze logikę więc nielogiczność, sprzeczność nie może być prawdą, ale sama logika nie wystarczy żeby coś było prawdą).
Ja prowadzę merytoryczną rozmowę. 