Pojawiło się wielu nauczycieli duchowych przewracających do góry nogami ustalony światopogląd.
Każdy sam decyduje ,,czy ślepy nie prowadzi ślepego i czy razem nie wpadną do..." Część blogów rozwoju duchowego prowadzą ludzie chorzy psychicznie, których porady są mało pomocne...i nie docierają do istoty rzeczy. Czasem schizofrenicy, którzy rzeczywiście wydobyli się z choroby są jasną pochodnią, drogowskazem i pocieszeniem dla ludzi chorych. Pokazywana przez nich droga ma dużą wartość.
Łazariew ma rzeczywiście dosyć ,,egzotyczne" poglądy. Przeczytałam jego 8 tomów i działa na mnie czasem jak kubeł zimnej wody.
Generalnie ideałem dla mnie był okres we wczesnym dzieciństwie, w którym żyłam teraźniejszością bez idei i dogmatów. Powoli dla mnie kończy się okres czytania i poszukiwań. Czuję też, że nic więcej za bardzo nie jestem w stanie zrobić. Celem życia jest po prostu życie...
Przytaczam dosyć kontrowersyjne cytaty z ,,Diagnostyki karmy".
,,Jak ustalić czy dusza przylgnęła do ziemskich wartości? Bardzo prosto – świadczy o tym agresja. Właśnie ona jest sygnałem, że dusza zaczęła przywiązywać się do wartości ziemskich. Wyobraźmy sobie, że moja dusza przylgnęła do pieniędzy. Wtedy automatycznie, chcę tego czy nie, powstaną we mnie emocje z tym związane: pogarda do nieposiadających pieniędzy, zawiść do mających ich więcej, nienawiść do okradających mnie, osądzanie tego, kto pożyczył i nie oddał na czas, żal z powodu tego, że nie potrafiłem zarobić więcej oraz niechęć do życia jeśli stracę pieniądze. Będę ciągle się o nie bał lub marzył o nich. Wszystko to będzie jeszcze mocniej przywiązywało mnie do ziemskich wartości, a moja dusza będzie stawała się coraz bardziej agresywna. Póki proces ten zachodzi w świadomości, nie jest niebezpieczny dla wszechświata, ponieważ świadomy intelekt związany jest z ciałem oraz jego potrzebami i jest jedynie maleńką częścią tego, co nazywamy duchem. Jest jak trucizna zbierająca się jesienią w liściach – dla drzewa jest nieszkodliwa, a liście i tak opadną. Natomiast jeśli przenika do korzeni, które odżywiają drzewo, wtedy staje się niebezpieczna. Agresja wypełniająca duszę staje się groźną trucizną dla wszechświata.
Im bardziej nienawidzę, osądzam i pogardzam, tym silniej moja dusza lgnie do ziemi i tym szybciej ta agresja przenika do mojej podświadomości, czyli do mojej duszy. Na im bardziej subtelne poziomy przenika, tym szybciej należy ją powstrzymać. Istnieją cztery warianty. Pierwszy z nich jest dobrowolny. Gdy czuję, że w moim życiu dzieje się coś niepożądanego, zaczynam pomagać ludziom, daję pieniądze na cele charytatywne albo w ogóle z nich rezygnuję. Jeśli tego nie robię lub nie potrafię oczyścić się w ten sposób, włącza się mechanizm przymusowy. Wariant drugi – albo muszę stracić pieniądze, albo mnie okradną. Jeśli nie czuję nienawiści do złodzieja i nie osądzam go, następuje oczyszczenie. Natomiast gdy osądzam, obrażam się lub pogardzam nim – nie przyjmuję najbardziej “oszczędzającego”, łagodnego wariantu oczyszczenia. Wtedy włącza się trzeci, bardziej surowy wariant: choroby, urazy, nieszczęścia. Gdy nie potrafię oczyścić się wewnętrznie, następuje ostatni wariant oczyszczenia – śmierć. Powstaje paradoks: moje życie jest ratowane przez okradającego mnie człowieka. Umiejętność przeciwstawiania się temu na zewnątrz i całkowita akceptacja wewnątrz jest umiejętnością uzdrowienia duszy, a w ostatecznym rozrachunku, także ciała.”
,,Przed trzema dniami badałem młodego człowieka ze schizofrenią. Ujrzałem przyczynę: jego ojciec bezustannie osądzał siebie i innych - głupich, niemądrze postępujących, władze, sąsiadów i siebie. Nastąpił proces lgnięcia do mądrości oraz rozwój pychy. U matki - to samo zjawisko. A u syna - to już dziesiątki razy silniejsze.
Przylgnięcie do mądrości i "ziemskości" przekracza u niego poziom śmiertelny. A to oznacza - albo śmierć, albo chorobę, która odbiera mądrość - właśnie schizofrenię. Jest jeszcze coś niedostrzegalnego, choć należącego do "ziemi", ale bardziej subtelnej natury.
Dlaczego niedostrzegalnego? Są to tak subtelne struktury duszy, że mogą one leżeć poza obszarami jednego żywota. O co chodzi? Pieniędzy nie zabiorę ze sobą do grobu, rodzina wraz z moją śmiercią także się rozpadnie. Jednak moje zdolności nie rozpadną się wraz z moją śmiercią. Przeniosę je w kolejne życie, ponieważ zdolności istnieją niejedno wcielenie.
Moje duchowe jakości - dobroć i przyzwoitość - trwają więcej niż jedno życie. Moja mądrość, która leży u podstaw duchowych jakości, może żyć dziesiątki wcieleń. Takie pojęcie - jak los, przeznaczenie - okazuje się, że to jest realny twór. Twór informacyjno-energetyczny, który żyje, jak stwierdziłem, przez ponad 40 wcieleń. Otóż do tego też można przylgnąć.
Jak można przylgnąć do zdolności? Jeżeli zaczynam gardzić niezdolnym - przylgnąłem do zdolności. Jeżeli zazdroszczę bardziej zdolnemu - przylgnąłem do zdolności. Kiedy dusza lgnie do "ziemskiego", staje się pyszna. Pycha jest blokowana najcięższymi chorobami, szczególnie obecnie, gdy ludzkość bardzo daleko posunęła się w kwestii osądzania niezdolnych i osądzania siebie.
Tu jest bardzo ważny moment. Praktycznie każdy człowiek przychodzący do mnie na wizytę uważa, że osądzać siebie - to normalne. Nic podobnego. Osądzanie siebie, przygnębienie - to znaczy niechęć do życia - to są programy samounicestwienia, które dają najcięższe zachorowania.
Kiedy człowiek zabłądził w lesie, to jego zachowanie ma trzy etapy. Pierwszy etap - nienawidzi on wszystkich, z powodu których poszedł do lasu, którzy mu to doradzili. Najbardziej prymitywne podejście do sprawy - "wszyscy są winni". Potem staje się bardziej uduchowiony. Zaczyna coś rozumieć i zaczyna nienawidzić siebie - jest to drugi etap. Tak czynią bardziej "duchowi" ludzie. Trzeci etap - rozumie, że nikt nie jest winny, że winnych po prostu nie ma i zaczyna poszukiwać wyjścia."
,,Sprawa polega na tym, że jeśli istnieje jakaś niedoskonałość, to jej leczenie następuje poprzez ból fizyczny lub duchowy - psychiczny. Im bardziej gotów jest człowiek na przyjęcie bólu duchowego, tym mniej będzie fizycznego. Jednak człowiek obcy nie jest w stanie przyprawić o ból duchowy.
Męki duchowe przyjmujemy od najbliższych nam ludzi - od rodziców lub ukochanego człowieka. Te męki duchowe doskonalą naszą duszę, o ile potrafimy wewnętrznie je przyjąć, zaakceptować. Dlatego bardzo ważne jest też zrozumienie, że osądzenie rodziców i osób bliskich leży u źródeł wszystkich problemów.
Żona bezustannie osądza męża. Narasta w niej podświadoma agresja, która zaczyna go zabijać. Taki plan jest blokowany programem przeciwstawnym. Jej podświadoma agresja powinna się spotkać ze świadomą agresją męża.
Ten proces kończy się chorobą albo rozwodem. Jeśli są pretensje do męża, proszę najpierw prosić Boga o wybaczenie za wszystkie momenty osądzania go. Jakiekolwiek negatywne oddziaływanie na panią, stanowi zawsze rezultat pani wewnętrznej podświadomej agresji.
Zawsze obchodzą się ze mną odpowiednio do kodu, zawartego w strukturach mojego pola! Jeśli mnie potrącono - przyczyna jest w głębi, we mnie. Przepraszam za to, że jestem autorem agresji, skierowanej przeciwko mnie. To ja sprowokowałem człowieka do agresji przeciwko sobie. Dlatego umiejętność oczyszczenia siebie jest także umiejętnością pomocy bliskiej osobie.
Problem alkoholizmu. Oto czyjś syn upija się, "rozwala sobie" wątrobę. Mówię matce: "Jest pani przywiązana do... absolutyzuje pani zdolności, gardziła pani każdym, kto nie był zdolny, nieprawidłowo się pani odnosiła do takich ludzi. Osądzała pani także siebie, kiedy coś się pani nie udawało. Nienawidziła swego przełożonego, który poniżał panią i nie pozwalał pani realizować swoich zdolności. U syna zaś absolutyzacja zdolności i odpowiednio do tego - pycha, przekraczają poziom śmiertelny. Aby przeżyć - musi on poniżać siebie. Poniża siebie alkoholem". Tak więc alkoholizm, narkomania, nowotwory, astma, cukrzyca - to przejawy tego samego problemu. Są to objawy zablokowywania potężnego przylgnięcia do "ziemskości" i podświadomej agresji. Czyli dochodzi u niego do wewnętrznego przeciążenia, a jest ono związane właśnie z agresją i z nieakceptowaniem sytuacji, okoliczności. Jeżeli człowiek wewnętrznie kieruje się "w górę" i jeśli w jego duszy nie ma agresji - to potrzebuje minimum alkoholu. System zmiany postrzegania świata pomaga człowiekowi w równoważeniu się.
Tak więc problem nie polega na tym, czy ktoś pije alkohol, czy nie, lecz na tym, jak ustosunkowuje się do np. niepowodzeń w pracy. Oto jakiś człowiek ma niepowodzenia zawodowe, przeżywa to, pojawia się przygnębienie, przekształcające się w depresję. Jest w nim nasilony proces "lgnięcia" do pomyślności w życiu i w pracy.
Dlatego jeszcze bardziej będzie mu się "rozwalała" praca i los, żeby oczyścić jego duszę. Jeżeli ten człowiek to przyjmie - dobrze, jeśli nie zaakceptuje - będzie pogorszenie wewnętrznego stanu. Picie alkoholu jak gdyby odrywa nieco od ziemi, lecz rzecz nie w alkoholu, ale w niewłaściwym postrzeganiu sytuacji.
Była u mnie na wizycie pewna pani, której umierali kochankowie, zmarło 20 mężczyzn. Patrzę, o co chodzi? Otóż ukochanego człowieka i jego wiedzę, gotowa jest ona postawić ponad Boga. Ona zabijała ukochanych swoją miłością, "uziemiała" do takiego stopnia, że stawali się niezdolni do życia. Zapytała - czy można to w ogóle zmienić?
Powiedziałem, że po pierwsze codziennie rano powinna zwracać się do Boga, mówiąc, że kocha go bardziej niż jakiegokolwiek człowieka, jego mądrość i zdolności oraz bardziej od wszystkiego, co jest na Ziemi. Po drugie, musi zdjąć z siebie ten "klej", którym przyklejała siebie do mężczyzn, do ich wiedzy, mądrości. "Proszę zrobić przegląd całego życia, proszę zdjąć ten "klej", zaprzestać pogardzania głupimi i niedoskonałymi, zaprzestać osądzania ich, obrażania się na tych, którzy oszukiwali czy głupio się zachowywali. Wtedy nie będzie pani "zabijać miłością". Jeśli nie umie pani zatrzymać wewnętrznej agresji - niech pani ją zamienia na zewnętrzną".
Kiedyś opowiadałem już o pewnym przypadku. Jeden z moich znajomych od trzech miesięcy był bardzo ciężko chory na bronchit.Lekarze nie mogli pomóc. Zadzwonił do mnie. Powiedziałem: "Masz gruźlicę, pozbądź się urazy do żony, bo będzie za późno, nawet lekarze nie pomogą". On mówi: "Jak mam pozbyć się urazy, przecież ona mi takie rzeczy robi…" Poradziłem mu, żeby zrobił cokolwiek, chociażby talerz rozbił, a żeby tylko nie trzymał we wnętrzu tej obrazy.
Po tygodniu telefonuje żona i pyta, co mu powiedziałem, ponieważ po naszej rozmowie chwycił za młotek i pokruszył kafelki w łazience, zaczął szafę… Powiedziałem: "Proszę wybrać co jest pani potrzebne - albo mąż zdrowy, albo dobra szafa". Po tygodniu jego płuca były zdrowe. Dlatego umiejętność "niewpychania" urazy, krzywdy czy osądzenia - do wnętrza - to umiejętność bycia zdrowym. Dlatego kobietom, które płaczą - jest lżej."
