Mimowolny rozwój?
: 15 marca 2009, o 23:35
Witam po przerwie.
Porzuciłam osobisty rozwój duchowy zapominając o prostych zasadach umilających życie wdając się w nieswoje walki i konflikty tu i na poziomie astralnym. Dlaczego tak- to nie istotne. Poznawałam stronę medalu, w której miłość jest na dalszym planie, albo nie ma jej wcale. To było pouczające, ale i ciężkie, a we mnie zrodziło się uprzedzenie do świata, ludzi i samej siebie. Młoda psychika nie wytrzymała.
Wyszłam jednak z tej astralnej pułapki – jak i dlaczego – tego się już chyba nigdy nie dowiem. Nie chciałam zmian, a mimo to postrzeganie świata, zasady i karmiczne więzi, to wszystko znikło w ciągu tygodni. Dalej jednak nie myślałam nad zmienieniem czegokolwiek, planowałam raczej ucieczkę niż godzenie się z życiem. Część mnie bardzo się tego bała, lecz mimo wszystko pojawiła się hm, radość? Radość i mimowolna akceptacja istnienia? To niemożliwe.
Szczęście wzrosło tak bardzo, że odbudowało moją poszarpaną energetykę, pojawiło się współczucie i zrozumienie, ale inne niż sprzed laty, na które pracowałam medytacjami.
Znajomy stwierdzi, że to tylko ‘chwilowa euforia’ wynikająca z rozwoju. Tą wersję zaakceptowałam i przyjęłam, wywołując tym samym wewnętrzny konflikt i ironiczny uśmiech.
Gdy doświadczyłam pewnego razu bólu i lęku zamiast w tym trwać coś mnie zmusiło do wyciszenia się. Oddzieliłam tym samym te uczucia od siebie obserwując je, a siebie napełniając współczuciem do nich i akceptacją, poczucie krzywdy wygasło.
To wszystko dzieje się jednak trochę na przymus, nie potrafię panować nad tym, a energia którą odczuwam wzrasta. Czasem ciężko mi normalnie funkcjonować i mi to przeszkadza. Do takich wibracji przyzwyczajona nie jestem i nie zgrało się to w czasie z rozwojem świadomości, a może się mylę.. Czasami nachodzi mnie na płacz i płaczę nie potrafiąc stwierdzić dlaczego i czy to ma wydźwięk negatywny, czy pozytywny. Pytam się siebie, dlaczego akurat teraz tego doświadczam, teraz po stwierdzeniu, że albo ucieknę, albo zapomnę o wszystkim co wychodzi poza normalne postrzeganie przeciętnego człeka? Ale zamiast odpowiedzi przychodzi coś jak tęsknota i podświadoma wiedza, której uchwycić myślami nie mogę. Gryzie się to wszystko z ciężkimi doświadczeniami, rezygnacją i dotychczasowym brakiem woli istnienia.
Teraz ilekroć chce coś ocenić i działać w starych znanych mi wzorcach – nie potrafię. Moje osobiste zdanie na różne tematy też zanika, równocześnie nie mając nic, czym mogłabym to zastąpić. Moje hm, ego? Moja podświadomość, boi się zmian, które nagle przyszły i stara się zachować co jej zostało, ale w głębi czuję, że protest nie pomoże.
Czy na pewno mamy 100% wpływ na siebie, my jako świadomość, którą się posługujemy na co dzień, czy część rzeczy jest z góry ustalonych, a może wszystko? Zawsze brałam pod uwagę jakiś tam wpływ nadświadomości... Ale jak może się samoistnie zmieniać świadomość kierując się na coś może i pozytywnego, ale coś, na co człowiek czuje się nie gotowym szukając ciągle schronienia w ignorancji i odpoczynku... Gdy przekroczy się pewien etap, nie ma odwrotu, to rozumiem, ale co ciągnie tak naprzód nie zwracając uwagi na moje wybory..
Porzuciłam osobisty rozwój duchowy zapominając o prostych zasadach umilających życie wdając się w nieswoje walki i konflikty tu i na poziomie astralnym. Dlaczego tak- to nie istotne. Poznawałam stronę medalu, w której miłość jest na dalszym planie, albo nie ma jej wcale. To było pouczające, ale i ciężkie, a we mnie zrodziło się uprzedzenie do świata, ludzi i samej siebie. Młoda psychika nie wytrzymała.
Wyszłam jednak z tej astralnej pułapki – jak i dlaczego – tego się już chyba nigdy nie dowiem. Nie chciałam zmian, a mimo to postrzeganie świata, zasady i karmiczne więzi, to wszystko znikło w ciągu tygodni. Dalej jednak nie myślałam nad zmienieniem czegokolwiek, planowałam raczej ucieczkę niż godzenie się z życiem. Część mnie bardzo się tego bała, lecz mimo wszystko pojawiła się hm, radość? Radość i mimowolna akceptacja istnienia? To niemożliwe.
Szczęście wzrosło tak bardzo, że odbudowało moją poszarpaną energetykę, pojawiło się współczucie i zrozumienie, ale inne niż sprzed laty, na które pracowałam medytacjami.
Znajomy stwierdzi, że to tylko ‘chwilowa euforia’ wynikająca z rozwoju. Tą wersję zaakceptowałam i przyjęłam, wywołując tym samym wewnętrzny konflikt i ironiczny uśmiech.
Gdy doświadczyłam pewnego razu bólu i lęku zamiast w tym trwać coś mnie zmusiło do wyciszenia się. Oddzieliłam tym samym te uczucia od siebie obserwując je, a siebie napełniając współczuciem do nich i akceptacją, poczucie krzywdy wygasło.
To wszystko dzieje się jednak trochę na przymus, nie potrafię panować nad tym, a energia którą odczuwam wzrasta. Czasem ciężko mi normalnie funkcjonować i mi to przeszkadza. Do takich wibracji przyzwyczajona nie jestem i nie zgrało się to w czasie z rozwojem świadomości, a może się mylę.. Czasami nachodzi mnie na płacz i płaczę nie potrafiąc stwierdzić dlaczego i czy to ma wydźwięk negatywny, czy pozytywny. Pytam się siebie, dlaczego akurat teraz tego doświadczam, teraz po stwierdzeniu, że albo ucieknę, albo zapomnę o wszystkim co wychodzi poza normalne postrzeganie przeciętnego człeka? Ale zamiast odpowiedzi przychodzi coś jak tęsknota i podświadoma wiedza, której uchwycić myślami nie mogę. Gryzie się to wszystko z ciężkimi doświadczeniami, rezygnacją i dotychczasowym brakiem woli istnienia.
Teraz ilekroć chce coś ocenić i działać w starych znanych mi wzorcach – nie potrafię. Moje osobiste zdanie na różne tematy też zanika, równocześnie nie mając nic, czym mogłabym to zastąpić. Moje hm, ego? Moja podświadomość, boi się zmian, które nagle przyszły i stara się zachować co jej zostało, ale w głębi czuję, że protest nie pomoże.
Czy na pewno mamy 100% wpływ na siebie, my jako świadomość, którą się posługujemy na co dzień, czy część rzeczy jest z góry ustalonych, a może wszystko? Zawsze brałam pod uwagę jakiś tam wpływ nadświadomości... Ale jak może się samoistnie zmieniać świadomość kierując się na coś może i pozytywnego, ale coś, na co człowiek czuje się nie gotowym szukając ciągle schronienia w ignorancji i odpoczynku... Gdy przekroczy się pewien etap, nie ma odwrotu, to rozumiem, ale co ciągnie tak naprzód nie zwracając uwagi na moje wybory..
Mysli dzieja sie same, a umysl mysli "Ja Mysle, Ja wybieram". Swiadomosc wszystko obserwuje/doswiadcza.
i cokolwiek robisz, cokolwiek myślisz, czegokolwiek doswiadczasz walcz! Odnajdź w tej walce sens i spokój. Pamietaj, że zawsze znajdą się ludzie którzy Cię wysłuchają i pomogą dźwigać ciężar znaczeniowy, wesprą Cię na "duchu".
) eh, niedługo będę świt oglądać...