Ahmada"oświecenie jak najbardziej istnieje - jest punktem w którym rozwiewa się ego. "W Zen mówią na to satori. W innym rodzaju buddyzmu określają to jako Samathi itd. Owszem jest coś takiego, lecz jest na ten temat moim zdaniem dużo miskoncepcji. Po za tym, tych stanów jest tak naprawdę więcej (podobne są wrażenia w sensie "niesamowitości", ale jednak trochę się różnią) więc ciężko byłoby powiedzieć o który konkretnie chodzi.
Satori przydaje się do przebudzenia (czasami, nie wiem dokładnie jak to jest), lecz mówiąc kolokwialnie to takie trochę naturalne bycie na haju. Wchodzenie w satori jest dla organizmu dobre, ale ciągłe trwanie tego stanu byłoby patologią i zresztą jest niepotrzebne po przebudzeniu (no może by się orzeźwić od czasu do czasu).
Cały ten temat dobrze omawia Sam Harris w swojej najnowszej książce "Waking up".
Przebudzenie to dla mnie pewna zmiana, musi mieć ona związek ze zmianą aparatu kognitywnego człowieka (wszystko ma z tym związek), ale samo w sobie ciężko określić co się zmieniło. Podam przykład aby naświetlić tą subtelną sprawę, w każdym razie tak jak to wygląda w moim zrozumieniu.
Można przyswoić sobie całą tą terminologie duchowo-naukową-ideologiczną jaka krąży wśród ezoteryków i nondualistów, można tym żyć tzn. kreować się na taką przebudzoną osobę, lecz mimo to być dalej przesiąkniętym i pełnym wiary w iluzje, a cała gadanina to nałożona racjonalizacja, kolejna...
Po czym to poznać? Nie ma "mocnego" kryterium. Sami też nie możemy być pewni co do własnego przebudzenia. Wszystko się zmienia, a jednocześnie nic się nie zmienia. Wiemy, że nic nie ma znaczenia, jednocześnie wszystko nabiera znaczenia.
Niektórzy przy wymuszaniu przebudzenia wpadają w depresje i depersonalizacje, niektórzy widzą w tym świadomie lub podświadomie intratny interes i budują sobie na tym systemy ideowe. Ci co się przebudzili przeważnie nic z tym nie robią, choć czasem wdają się w jakiś dialogi.
Ja jestem jak najbardziej za tym by nabywać wiedzę - tą racjonalną, oraz np. medytować (dobre to dla zdrowia i psychiki). To na pewno poprawia osobowość. Lecz tak jak piszę, nie musi to być przebudzenie, które może przyjść ot tak sobie.
Można gonić swój ogon na magicznych kursach "nowej fali" i się tylko zapętlać, a nie przebudzać. Stany Satori i Samathi można wywołać odpowiednim treningiem mentalnym i nastawieniem (plus czynniki środowiskowe). Dla mnie są one efektem ubocznym. Dla innych mogą być celem sportowym. Inni wezmą sobie dragi i będą mieć podobne, choć mniej zdrowe loty...
Dla każdego coś miłego
W swojej pierwszej wypowiedzi odwoływałem się do znaczenia, którego użył Tony, czyli oświecenia jako duchowej loterii i wiecznego szczęścia (dokładniej - wiecznej przyjemności). Daleki jestem od dyktowania komuś co, jak należy rozumieć i od wszelkich form zbawiania. W zasadzie metafora, której użyłem (metafory dobrze działają na umysł bo łączą zmysłowość, emocjonalność i poznanie) jest niedokończona... ten kto potrafi ją dokończyć w punkt raczej wie o co chodzi. A inni... no cóż.
