Jaki to wszystko ma sens ? (tylko bez świrowania)
: 3 lipca 2011, o 15:32
Witam
Pisałem tu jakiś czas o moim problemie związanym ze wstydem przed ludźmi ale nie dostałem zadowalającej mnie odpowiedzi. Byłem i jestem cały czas nastawiony na pracę nad sobą za pomocą różnych technik ale ostatnio przeczytałem jedną książkę.. >Budda, podróż ku oświeceniu> przez ostatnie miesiące byłem tak zajęty walką z samym sobą i ze światem że niedostrzegałem miłości w sobie. Ta książka zmiękczyła mi serce. Kiedy czytałem o człowieku który szukał przyczyn cierpienia i uwolnił się z nich osiągając oświecenie, zebrałem trochę faktów do kupy.
Ale o co mi chodzi.
Zadaję sobie pytanie, skoro celem naszego życia jest urzeczywistnienie boskich cech w nas i tym samym nie identyfikujemy się z naszym ciałem. jest tylko świadomość boskości, moc, miłość i mądrość to jaki sens ma cała ta praca nad sobą i podnoszenie samooceny skoro samoocena opiera się na wyobrażeniach o nas samych którymi nie jesteśmy. I tak chcąc osiągnąć oświecenie będziemy musieli to porzucić. Ale z drugiej strony nie da się oświecić gdy ciągle czujemy cierpienie i przywiązanie do ograniczeń. Czy więc ma sens podnoszenie samooceny skoro i tak będziemy się musieli z nią rozstać ? Pewnie wielu z Was napiszę że nie ma samooceny lub wogule nie trzeba się tym zajmować.
Ale brzęczy mi w głowie że bez podnoszenia samooceny i usuwania cierpienia i ograniczeń ze swojego umysłu droga do oświecenia okaże się całkowitą klęską i przyspoży nie lada problemów.
Pisałem tu jakiś czas o moim problemie związanym ze wstydem przed ludźmi ale nie dostałem zadowalającej mnie odpowiedzi. Byłem i jestem cały czas nastawiony na pracę nad sobą za pomocą różnych technik ale ostatnio przeczytałem jedną książkę.. >Budda, podróż ku oświeceniu> przez ostatnie miesiące byłem tak zajęty walką z samym sobą i ze światem że niedostrzegałem miłości w sobie. Ta książka zmiękczyła mi serce. Kiedy czytałem o człowieku który szukał przyczyn cierpienia i uwolnił się z nich osiągając oświecenie, zebrałem trochę faktów do kupy.
Ale o co mi chodzi.
Zadaję sobie pytanie, skoro celem naszego życia jest urzeczywistnienie boskich cech w nas i tym samym nie identyfikujemy się z naszym ciałem. jest tylko świadomość boskości, moc, miłość i mądrość to jaki sens ma cała ta praca nad sobą i podnoszenie samooceny skoro samoocena opiera się na wyobrażeniach o nas samych którymi nie jesteśmy. I tak chcąc osiągnąć oświecenie będziemy musieli to porzucić. Ale z drugiej strony nie da się oświecić gdy ciągle czujemy cierpienie i przywiązanie do ograniczeń. Czy więc ma sens podnoszenie samooceny skoro i tak będziemy się musieli z nią rozstać ? Pewnie wielu z Was napiszę że nie ma samooceny lub wogule nie trzeba się tym zajmować.
Ale brzęczy mi w głowie że bez podnoszenia samooceny i usuwania cierpienia i ograniczeń ze swojego umysłu droga do oświecenia okaże się całkowitą klęską i przyspoży nie lada problemów.

