Wrazenie bycia nie na miejscu..
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
Wrazenie bycia nie na miejscu..
Od jakiegos czasu bardzo natarczywie doswiadczam takiego zdania które pojawia sie w mojej głowie..Najczesciej"nie chce tu być"..Odczuwam wtedy takie jakby parcie i cisnienie.to uczucie pojawia sie już w najdrobniejszych sytuacjach życiowych i to nie koniecznie złych..Ide ulica rtozgladam sie,ktos powie mi dzień dobry a ja czuje że tego nie chce że powinnam byc gdzies indziej..tylko gdzie?Czuje że nie chce zyc w miejscu w którym mieszkam..?a może nie chce wcale zyć..?To tak jakbym do końca nie była częscia tego swiata..Patrze tak na to wszystko i jest mi to obojetne ..czuje się znudzona,przerażona tym że to jeszcze najprawdopodobniej tyle czasu mi zostało( mam 23 lata) a wobec tego w mnustwo spraw bede musiała się zaangazować..a ja czuje to wewnetrzne "nie" od czasu do czasu jeszcze tesknote ..Tylkko nie wiem do czego.nie wiem czy chodzi tylko o swięty spokój bo kiedy chce w rozsadnych granicach zycie mi go umozliwia..
Nie pamietam juz czy czegoś takiego doswiadczałam wczesniej..Jako dziecko byłam zycia bardzo ciekawa..Marzyłam o przyszłosci bo czułam że spotka mnie coś niesamowitego i chciałam się jak najszybciej dowiedziec co to bedzie... Jeżeli nie chciałam byc w miejscu i czasie w którym byłam to z pendu do tego co bedzieI w pewnym momencie ponad 2 lata temu wydażyło się w moim zyciu cos czego do teraz nie rozumiem. spotkałam osobe która bardzo silnie na mnie zadziałała.Przeszłam załamanie nerwowe.Potem obudziłam sie jakby innym człowiekiem ale pomimo tego że teraz taka jaka jestem miałabym wiecej mozliwosci na bycie szczęsliwa ja tego nie chce tak do końca..
Mam wiele zainteresowań,potrafie okreslic jakies cele które niby mogłabym realizowac i jakies zadania na przyszłosc ale to tak raczej z racjonalnego punktu widzenia.
nie wiem czy jest to wina tego że jakby mój próg,granica mozliwego do zaakceptowania zawodu na ludziach sie wyczerpała?a może miałam zbyt wiele doswiadczen w zbyt krótkim czasie?
Gdy mysle o tym żeby nie zyc to chciałabym żeby ktos mnie z tad zabrał poprostu ,usunał..Nie byłabym w stanie jakos tego sama załatwiac i wogóle nie czuje zeby o taki styl odchodzenia mi chodziło.W zwiaku z tym czuje sie nieco bezradna...
Jeżeli jest ktos zainteresowany żeby porozmawiac ze mna o moim problemie,przedstwaic swój punkt widzenia,doswiadczenia czy refleksje bedzie mi miło.
Nie pamietam juz czy czegoś takiego doswiadczałam wczesniej..Jako dziecko byłam zycia bardzo ciekawa..Marzyłam o przyszłosci bo czułam że spotka mnie coś niesamowitego i chciałam się jak najszybciej dowiedziec co to bedzie... Jeżeli nie chciałam byc w miejscu i czasie w którym byłam to z pendu do tego co bedzieI w pewnym momencie ponad 2 lata temu wydażyło się w moim zyciu cos czego do teraz nie rozumiem. spotkałam osobe która bardzo silnie na mnie zadziałała.Przeszłam załamanie nerwowe.Potem obudziłam sie jakby innym człowiekiem ale pomimo tego że teraz taka jaka jestem miałabym wiecej mozliwosci na bycie szczęsliwa ja tego nie chce tak do końca..
Mam wiele zainteresowań,potrafie okreslic jakies cele które niby mogłabym realizowac i jakies zadania na przyszłosc ale to tak raczej z racjonalnego punktu widzenia.
nie wiem czy jest to wina tego że jakby mój próg,granica mozliwego do zaakceptowania zawodu na ludziach sie wyczerpała?a może miałam zbyt wiele doswiadczen w zbyt krótkim czasie?
Gdy mysle o tym żeby nie zyc to chciałabym żeby ktos mnie z tad zabrał poprostu ,usunał..Nie byłabym w stanie jakos tego sama załatwiac i wogóle nie czuje zeby o taki styl odchodzenia mi chodziło.W zwiaku z tym czuje sie nieco bezradna...
Jeżeli jest ktos zainteresowany żeby porozmawiac ze mna o moim problemie,przedstwaic swój punkt widzenia,doswiadczenia czy refleksje bedzie mi miło.
Tu mogą poraz kolejny przyjść z pomocą afirmacje. Przede wszystkim sensu życia, sesnu istnienia oraz bycia dokładnie na miejscu.
Przykładowo: "Znam swój sens życia. Jestem dokładnie na swoim miejscu. Jestem w odpowiednim dla siebie czasie i miejscu. Jestem pewna i stabilna. Doskonale wiem co chcę robić i robię to z łatwością. Wiem po co tu jestem i dobrze mi z tym. Czuję się potrzebna i kochana. Świat jest dla mnie miłym i bezpiecznym miejscem. Świat jest dla mnie radosnym miejscem pełnym możliwości. Wypełnia mnie radość życia...itp."
Ważne tu jest także ugruntowanie. Czyli poczucie kontaktu z ziemią. Jeśli wiesz co to są czakry, to warto byś pracowała nad rozwinięciem czakry podstawy. Ona to odpowiada właśnie za stabilność, życie, kontakt z materią i ziemią. Warto tu mieć kontatk z naturą, zauważyć, że każde istnienie, każdy przejaw życia jest potrzebny i ma sens.
Warto po prostu "zejść na ziemię". Chodzi o to, że sens życia określa dla Ciebie w tej chwili umysł. Jednak on może go okreslić negatywnie lub pozytywnie. To tylko okreslenia umysłu, nie mające nic wspólnego z samą wolą istnienia, która przejawia się w każdej komórce Twego ciała, w każdym oddechu czy w każdym ruchu... To piękna wola życia ogarniająca całą rzeczywistość. Ty również w tym uczestniczysz, bez względu na to co dzieje się w Twoim umyśle.
Faktycznie, mogło się zdarzyć wiele rzeczy w Twoim życiu, które oddaliły Cię od materii. Wiele rzeczy sprawiających ból i cierpienie, dlatego umysł mógł pomyśleć, że ten świat jest bez sensu i już nic się nie da zrobić. To również tylko myśli, które można zmienić (np. afirmacjami). Świat jest pełen sensu sam w sobie, a samo istnienie jest cudownym doświadczeniem. Wystarczy tylko wejść w nie głęboko... doświadczać istnienia świadomie.
Co więcej - miłość. Każdy człowiek dąży do tego uczucia. Jeśli pojawi się brak nadzieji na miłość, człowiek traci sens życia. Warto wiedzieć, że zawsze możesz kochać i w pełni cieszyć się życiem. Po to tu jesteś, by doświadczać miłości
. Dlaczego więc stąd odchodzić? Warto po prostu uzdrowić swój stosunek do miłości i szczęśliwości - pozwolić sobie na jej odczuwanie. Miłość może Ci się źle kojarzyć, poprzez przebyte wcześniejsze doświadczenia... Często osoby porzucone przez partnerów popadają w stan depresji, tylko dlatego, że nie widzą perspektyw miłości. Wtedy nachodzi chęć opuszczenia tego świata (w niektórych przypadkach to się udaje).
Gdybyś czuła się kochana, nie opuszczałabyś tego miejsca. Gdybyś czuła, że będziesz kochana (spotkasz prawdziwą miłość), również byś tego miejsca nie opuszczała.
Ludzie często zwą to nadzieją... i ogólnie to się sprawdza. Jako dziecko prawdopodobnie również czekałaś na miłość (i na szczęśliwość z niej wynikającą).
Teraz piszesz, że pojawia się tęsknota. Warto zadać sobie pytanie - za czym tęsknisz? Poczym zdać sobie sprawę, że możesz to osiągnąć tu i teraz, w tym świecie i tej materii.
Jeśli czujesz brak miłości, działąj w kierunku miłości. Afirmuj miłość, medytuj nad miłością, wypatruj wszędzie miłości, bądź miłością. Nie musi to być miłość do partnera, może być do Boga, do wszechświata, do siebie lub po prostu - miłość.
Kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że wszystko jeszcze przed Tobą - wspaniałe chwile pełne szczęścia, miłości, radości, bezpieczeństwa, spełnienia... to światopogląd się zmieni. Życie nabierze sensu, nabierze kolorów i stanie się na prawdę żywe. Wtenczas może się zdarzyć tak, że wejdziesz totalnie w doświadczenie tej materii, tego życia i to będzie doświadczenie pełne szczęśliwości. Nie będziesz musiała nigdzie odchodzić, bo już osiągniesz to, do czego wszyscy podświadomie zmierzają.
Ogólnie opisałem tu tylko ogólnie różne drogi do wejścia "na swoje miejsce" i do pogodzenia się z tym światem. Mogą to być afirmacje, może być ugruntowanie i "rozgoszczenie" się w tej materii. Możesz zauważyć miłość i radość, możesz zobaczyć świat pełen możliwości i światła... każda ta droga jest dobra. A celem w tym wypadku jest dojście do Twojej naturalności, dojście do Siebie. Opuszczenie negatywnych programów umysłu, które przysłaniają Tobie sens, a zastąpienie ich pierwotną wolą życia i doświadczania szczęśliwości.
Ja również miałem wiele podobnych doświadczeń i uczuć. I powiem, że można z tego wyjść.
Przykładowo: "Znam swój sens życia. Jestem dokładnie na swoim miejscu. Jestem w odpowiednim dla siebie czasie i miejscu. Jestem pewna i stabilna. Doskonale wiem co chcę robić i robię to z łatwością. Wiem po co tu jestem i dobrze mi z tym. Czuję się potrzebna i kochana. Świat jest dla mnie miłym i bezpiecznym miejscem. Świat jest dla mnie radosnym miejscem pełnym możliwości. Wypełnia mnie radość życia...itp."
Ważne tu jest także ugruntowanie. Czyli poczucie kontaktu z ziemią. Jeśli wiesz co to są czakry, to warto byś pracowała nad rozwinięciem czakry podstawy. Ona to odpowiada właśnie za stabilność, życie, kontakt z materią i ziemią. Warto tu mieć kontatk z naturą, zauważyć, że każde istnienie, każdy przejaw życia jest potrzebny i ma sens.
Warto po prostu "zejść na ziemię". Chodzi o to, że sens życia określa dla Ciebie w tej chwili umysł. Jednak on może go okreslić negatywnie lub pozytywnie. To tylko okreslenia umysłu, nie mające nic wspólnego z samą wolą istnienia, która przejawia się w każdej komórce Twego ciała, w każdym oddechu czy w każdym ruchu... To piękna wola życia ogarniająca całą rzeczywistość. Ty również w tym uczestniczysz, bez względu na to co dzieje się w Twoim umyśle.
Faktycznie, mogło się zdarzyć wiele rzeczy w Twoim życiu, które oddaliły Cię od materii. Wiele rzeczy sprawiających ból i cierpienie, dlatego umysł mógł pomyśleć, że ten świat jest bez sensu i już nic się nie da zrobić. To również tylko myśli, które można zmienić (np. afirmacjami). Świat jest pełen sensu sam w sobie, a samo istnienie jest cudownym doświadczeniem. Wystarczy tylko wejść w nie głęboko... doświadczać istnienia świadomie.
Co więcej - miłość. Każdy człowiek dąży do tego uczucia. Jeśli pojawi się brak nadzieji na miłość, człowiek traci sens życia. Warto wiedzieć, że zawsze możesz kochać i w pełni cieszyć się życiem. Po to tu jesteś, by doświadczać miłości
. Dlaczego więc stąd odchodzić? Warto po prostu uzdrowić swój stosunek do miłości i szczęśliwości - pozwolić sobie na jej odczuwanie. Miłość może Ci się źle kojarzyć, poprzez przebyte wcześniejsze doświadczenia... Często osoby porzucone przez partnerów popadają w stan depresji, tylko dlatego, że nie widzą perspektyw miłości. Wtedy nachodzi chęć opuszczenia tego świata (w niektórych przypadkach to się udaje).
Gdybyś czuła się kochana, nie opuszczałabyś tego miejsca. Gdybyś czuła, że będziesz kochana (spotkasz prawdziwą miłość), również byś tego miejsca nie opuszczała.
Ludzie często zwą to nadzieją... i ogólnie to się sprawdza. Jako dziecko prawdopodobnie również czekałaś na miłość (i na szczęśliwość z niej wynikającą).
Teraz piszesz, że pojawia się tęsknota. Warto zadać sobie pytanie - za czym tęsknisz? Poczym zdać sobie sprawę, że możesz to osiągnąć tu i teraz, w tym świecie i tej materii.
Jeśli czujesz brak miłości, działąj w kierunku miłości. Afirmuj miłość, medytuj nad miłością, wypatruj wszędzie miłości, bądź miłością. Nie musi to być miłość do partnera, może być do Boga, do wszechświata, do siebie lub po prostu - miłość.
Kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że wszystko jeszcze przed Tobą - wspaniałe chwile pełne szczęścia, miłości, radości, bezpieczeństwa, spełnienia... to światopogląd się zmieni. Życie nabierze sensu, nabierze kolorów i stanie się na prawdę żywe. Wtenczas może się zdarzyć tak, że wejdziesz totalnie w doświadczenie tej materii, tego życia i to będzie doświadczenie pełne szczęśliwości. Nie będziesz musiała nigdzie odchodzić, bo już osiągniesz to, do czego wszyscy podświadomie zmierzają.
Ogólnie opisałem tu tylko ogólnie różne drogi do wejścia "na swoje miejsce" i do pogodzenia się z tym światem. Mogą to być afirmacje, może być ugruntowanie i "rozgoszczenie" się w tej materii. Możesz zauważyć miłość i radość, możesz zobaczyć świat pełen możliwości i światła... każda ta droga jest dobra. A celem w tym wypadku jest dojście do Twojej naturalności, dojście do Siebie. Opuszczenie negatywnych programów umysłu, które przysłaniają Tobie sens, a zastąpienie ich pierwotną wolą życia i doświadczania szczęśliwości.
Ja również miałem wiele podobnych doświadczeń i uczuć. I powiem, że można z tego wyjść.

"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
Dziekuje za obszerna wypowiedź.Będe nad tym myslala i byc może za jakis czas uda mi się wybrać wyjście ktore jakos poczuje..Nie za bardzo potrafie sobie cos narzucić zanim jakgdyby przyjdzie chyba na to czas.Czsami tak jakby potrzebuje bardzo długo męczyc się z problemem żeby tak faktycznie wewnetrznie dojrzec do pragnienia najpierw samej zmiany.wczesniej nie za bardzo potrafie np afirmować chociaz wiem że to dziala.własnie w taki sposob udało mi sie otrzymac od kogos taką miłosc jakiej oczekiwałam (w relacji partnerskiej).niesty nie potrafie do końca jej przezywac.Teraz raczje jestem czyms obdarzana niż obdarowuje przez co nie czuje głebi,pełni a takie prozaiczne sporo radosci.Czuje że jest to dobre ale z mojej strony nie potrafie wykrzesac z siebie czegos co dzieki uczuciu przywiazywałoby mnie do życia.Moze poczytam troche o tym jak i co moge zrobic z czakrami..szukam czegos co mogłoby mnie jakos tak zahaczyć.do wielu spraw zwiazanych z tzw duchowym rozwojem nie mamk jednak zaufania.Kojarza mi sie z pułapka zaspokajania własnej próznosci.chociaz przykrywke i celowosc swoich działań w tym kierunku mozna sobie dorobic bardzo przekonywujaca i szlachetna.w każdym razie czy jeżeli miałabym jakies pytania odnosnie np tresci na które natrafie(zwiazane z rozwojem)to chocby były bardzo podstawowe mogłabym tutaj pytać?
Gaik Kwitnący pisze:w każdym razie czy jeżeli miałabym jakies pytania odnosnie np tresci na które natrafie(zwiazane z rozwojem)to chocby były bardzo podstawowe mogłabym tutaj pytać?
Oczywiście

"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
czyli poczucie bycia nie na miejscu jest niekorzystne i wymaga ćwiczen..Cztam tak sobie niektóre teorie tutaj zamieszczone i odnosze wrazenie że przeciez wieksza cześc chociazby tych inspiracji odsuwa człowieka od codziennego zycia.Przestaje się być i myslec razem z większoscią ,z kultura.Tak to odbieram. to może byc wspaniałe i dobre bo będąc obok drugiego człowieka a nie razem z nim czesto uda się zrobić dla niego cos pozytywnego...Nie wiem jak to jest czy sa tacy którzy powinni uczyc się dystansu do świata i tacy jak ja którzy powinni tak jakby się "uziemiać"..Czy w zyciu konieczna jest równowaga?bo może to uczucie które jest we mnie tak naprawde jest wporządku i prowadzi mnie do jakiegos konkretnego celu..chyba jest takie coś co ukoiłoby moje pragnienie nie bycia tutaj poprzez fizyczne doswiadczanie a nie tylko prace z sama soba..Chyba moze to polegac na tym że poprostu powoli dojrzewa we mnie jakas moja misja,ze to poszukiwanie własnej drogi?wtedy nie powinnam starac się to przeprogramowac ale powinnam się w to wsłuchiwac..a jaka jest twoje AnandaNa doswiadczenie?
Gaik Kwitnący pisze:a jaka jest twoje AnandaNa doswiadczenie?
Być teraz, doświadczać teraz.
To czy jesteś na miejscu czy nie, to tylko ocena umysłu. Umysł może powiedzieć jestem na miejscu", może też powiedzieć " niejestem na miejscu". Jakiekolwiek by to poczucie nie było - już jesteś na miejscu. Jesteś dokładnie we właściwym czasie i przestrzeni (nigdzie indziej nie możesz teraz być). A czy nadal chcesz tu być?
Jeśli tak, to bądź. Jeśli nie, to działaj w kierunku by być gdzie indziej. Wszystko zależy od tego co wewnętrznie czujesz (nie co myśli umysł). Jeśli ciało czuje, że trzeba coś robić... to działaj. Jeśli ciało czuje się tu i teraz spełnione, niech się czuje spełnione.
Afirmacje, które podałem nie spowodują przeprogramowania Twojej misji. To jest niemożliwe. Prędzej spowodują nakierowanie na Twoją ewentualną misję. W tej chwili możesz być zagubiona, jednak w jakimś celu tu trafiłaś. Być może już nie chcesz być zagubiona. Działaj więc w kieruku tego, czego pragniesz (np. działaj w kierunku znalezienia sensu swego życia poprzez afirmacje).
"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
Bede pytała w tym watku żeby cały czas nie mnożyc tematów na jedną odpowiedź. Chodzi mi o afirmacje dotyczacą zmiany podejścia/odejścia od uzaleznienia.Od kilku tygodni powtarzałam jestem wolna od wszelkich uzaleznien.Mam wrażenie że do mojej psychiki trafia tylko to że jestem wolna co oczywiscie skutkuje w uzaleznieniu tylko że pojawia się też dodatkowe wrazenia folgujace czesci mojej natury ale nie koniecznie słózace temu co przez lata wypracowałam.
Kolejene pytanie dotyczy modlitwy.Rozumiem że nie ma mozliwości afirmujac zmienic innej rzeczywistości poza swoją.Ja nie do końca moge w to uwierzyć.Mam pragnienie poparwy rzeczywistości jedego człowieka większe chyba niż pragnienie naprawy swojej.Kiedy jednak zaczynam powtarzać zdania afirmujace lub też teksty modlitwy odczuwam jakby cos mnie odrzucało od tego mowiac żebym się odczepiła że to nie moja karma,sprawa,że wszystkiego nie wiem i tak musi być.Czuje się wykończona swoja bezradnoscia,niemoca.co o tym myslisz?Czy jest jakis sposób?
Kolejene pytanie dotyczy modlitwy.Rozumiem że nie ma mozliwości afirmujac zmienic innej rzeczywistości poza swoją.Ja nie do końca moge w to uwierzyć.Mam pragnienie poparwy rzeczywistości jedego człowieka większe chyba niż pragnienie naprawy swojej.Kiedy jednak zaczynam powtarzać zdania afirmujace lub też teksty modlitwy odczuwam jakby cos mnie odrzucało od tego mowiac żebym się odczepiła że to nie moja karma,sprawa,że wszystkiego nie wiem i tak musi być.Czuje się wykończona swoja bezradnoscia,niemoca.co o tym myslisz?Czy jest jakis sposób?
Uzależnienie jest czasem trudne do uwolnienia. Nie da się uwolnić jeśli umysł (lub ciało) nadal widzi korzyści z używki. Dopiero wtedy, kiedy świadomie zauważysz, że nie potrzebujesz używki, łatwo będzie Ci ją porzucić. Dlatego w uzależnieniach tak ważna jest świadomość i dostrzeżenie problemu z różnych stron.
Jeśli widzisz tylko jedną stronę - potrzebuję tego, używka daje mi jakieś korzyści - wtenczas wszelkie próby porzucenia okażą się nieskuteczne. Warto więc dokładnie przeanalizować wszelkie korzyści i potrzeby własne. Do czego jest Ci potrzebna ta używka? Jakie masz z niej korzyści, jakie skutki? Po prostu zrozum po co Ci ta używka?
Jeśli zrozumiesz swój nałóg, pozostanie tylko kwestia przyzwyczajenia. To pójdzie szybko. Wystarczy potem obserwować ciało - korzystać z używki świadomie. Obserwuj więc czy ciało faktycznie tego potrzebuje, jakie skutki to przynosi. Czy to jest faktycznie to, czego wewnętrznie chcesz? Nałóg będzie powoli zanikał. Po prostu nie będzie już takiej ochoty. Kilka lub kilkanaście razy świadomego używania i powinna przyjść wolność.
Co do afirmacji, to może niewłaściwej używasz. Czasem skutkuje afirmacja "Nie potrzebuję (np.) papierosów. Nie potrzebuję palić." - ważne jest tu tylko, by cały zwrot "nie potrzebuję" odczuć jako wewnętrzną obojętność i wolność. Faketm jest, że ciało nie potrzebuje, tylko umysł wmówił, że potrzebuje.
Można tez inną drogą -> "Moje ciało jest czyste i zdrowe. Korzystam tylko ze zdrowych i czystych rzeczy. Odrzucam wszelkie trucizny."
Nie trzeba przeszkadzać innej duszy w doświadczaniu i poznawaniu. Jeśli tamta osoba pragnie być w swojej rzeczywistości, widać pragnie ją do końca zrozumieć, do końca doświadczyć. Potem może się zmienić, jednak zrobi to sama. Widać jeszcze ten człowiek nie "dorósł" do zmiany swojej rzeczywistości. Dlatego tez możesz czuć wewnetrzny opór. Po prostu czujesz opór tego człowieka, który nie chce wewnętrznie nic zmieniać (np. boi się zmian).
Oczywiście modlitwa może pomóc i najczęściej pomaga. Jednak ta osoba powinna wyrazić wolę pomocy.
Co do samej modlitwy - Poproś WyższeJa o najkorzystniejsze rozwiązanie, zgodne z Najwyższym Dobrem Twoim i Innych.
Jeśli widzisz tylko jedną stronę - potrzebuję tego, używka daje mi jakieś korzyści - wtenczas wszelkie próby porzucenia okażą się nieskuteczne. Warto więc dokładnie przeanalizować wszelkie korzyści i potrzeby własne. Do czego jest Ci potrzebna ta używka? Jakie masz z niej korzyści, jakie skutki? Po prostu zrozum po co Ci ta używka?
Jeśli zrozumiesz swój nałóg, pozostanie tylko kwestia przyzwyczajenia. To pójdzie szybko. Wystarczy potem obserwować ciało - korzystać z używki świadomie. Obserwuj więc czy ciało faktycznie tego potrzebuje, jakie skutki to przynosi. Czy to jest faktycznie to, czego wewnętrznie chcesz? Nałóg będzie powoli zanikał. Po prostu nie będzie już takiej ochoty. Kilka lub kilkanaście razy świadomego używania i powinna przyjść wolność.
Co do afirmacji, to może niewłaściwej używasz. Czasem skutkuje afirmacja "Nie potrzebuję (np.) papierosów. Nie potrzebuję palić." - ważne jest tu tylko, by cały zwrot "nie potrzebuję" odczuć jako wewnętrzną obojętność i wolność. Faketm jest, że ciało nie potrzebuje, tylko umysł wmówił, że potrzebuje.
Można tez inną drogą -> "Moje ciało jest czyste i zdrowe. Korzystam tylko ze zdrowych i czystych rzeczy. Odrzucam wszelkie trucizny."
Gaik Kwitnący pisze:Kiedy jednak zaczynam powtarzać zdania afirmujace lub też teksty modlitwy odczuwam jakby cos mnie odrzucało od tego mowiac żebym się odczepiła że to nie moja karma,sprawa,że wszystkiego nie wiem i tak musi być.Czuje się wykończona swoja bezradnoscia,niemoca.co o tym myslisz?
Nie trzeba przeszkadzać innej duszy w doświadczaniu i poznawaniu. Jeśli tamta osoba pragnie być w swojej rzeczywistości, widać pragnie ją do końca zrozumieć, do końca doświadczyć. Potem może się zmienić, jednak zrobi to sama. Widać jeszcze ten człowiek nie "dorósł" do zmiany swojej rzeczywistości. Dlatego tez możesz czuć wewnetrzny opór. Po prostu czujesz opór tego człowieka, który nie chce wewnętrznie nic zmieniać (np. boi się zmian).
Oczywiście modlitwa może pomóc i najczęściej pomaga. Jednak ta osoba powinna wyrazić wolę pomocy.
Co do samej modlitwy - Poproś WyższeJa o najkorzystniejsze rozwiązanie, zgodne z Najwyższym Dobrem Twoim i Innych.
"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
AnandaNa pisze:Uzależnienie jest czasem trudne do uwolnienia. Nie da się uwolnić jeśli umysł (lub ciało) nadal widzi korzyści z używki. Dopiero wtedy, kiedy świadomie zauważysz, że nie potrzebujesz używki, łatwo będzie Ci ją porzucić. Dlatego w uzależnieniach tak ważna jest świadomość i dostrzeżenie problemu z różnych stron.
y rzucania zajmuje mi juz jakies półtora roku.Jeszcze wcześniej chciałam pozbyc się używki tak naprawde zdajac sobie sprawe że się uzalezniam i wiezac czym to grozi.To było zbyt mało bo korzysci były takie że uważałam że się po niej świetnie czuje i odczuwałam wrecz krezywde z powodu koniecznosci odstawienia.Przez te połtora roku musiałam najpierw przypomniec sobie piekno świata bez nałogu oraz to jak bardzo kocham żyć w zdrowym ,czystym ciele(poniewaz ciało jest z powodu sportu i świadomego odzywania bardzo wazne dla mnie to okazało się motywacja kluczową)Używalam tez świadomie odczuwajac kazda czescia siebie to co robie.Postanowilam nie zaprzestać totalnie żeby potem bac się widoku tej uzywki do końca życia tylko wypracowac sobie stan braku uzaleznienia i kontroli za pomoca mojej podswiadomosci i świadomej motywacji.Po to mi skuteczna afirmacja.Może sprubuje troszke to zmodyfikowac za twoja rada.Ze mnie jest jednak taki niedowiarek jezeli chodzi o wlasne siły (dlatego np cześciej się modle niz afirmuje)Z tego powodu gdy juz zaczne afirmowac i widze skutek jakikolwiek pozytywny bardzo boje sie cos zmieniac żeby to nie prysło nie znikneło.
AnandaNa pisze:Co do samej modlitwy - Poproś WyższeJa o najkorzystniejsze rozwiązanie, zgodne z Najwyższym Dobrem Twoim i Innych.
No własnie ja duzo czasu spenadzam na układaniu takiej modlitwy żeby nie mozna było jej praktycznie inaczej zrozumiec niz ja tego chce.zawsze mam takie wrazenie że jezeli tak nie uczynie to to co nazywam Bogiem sobie ze mnie zakpi.Mówiac Boże spraw żebym miala duzo pieniedzy moge się np stac zazadca cudzego majątku z małym procentem od udanej inwestycji i nadal niewiele mieć dla siebie:)Wiem że z jednej strony wiara w wyższe dobre cos a z drugiej brak zaufania do tego czegos jest dziwny.Wynika to jednak z tego że uwazam że my tu jestesmy żeby się uczyć czyli np także cierpiec z powoidu roznych rzeczy np braku kasy.Bóg to wie i robi wszystko żeby nam tych doswiadczeń nie zabrakło a ja proszac go o załatwienie problemu chce się bardzo ludzko wymigac od tego co niewygodne.Taka jest moja mała filozofia
Ostatnio zmieniony 10 marca 2007, o 15:49 przez Gaik Kwitnący, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
Gaik Kwitnący pisze:Ze mnie jest jednak taki niedowiarek jezeli chodzi o wlasne siły (dlatego np cześciej się modle niz afirmuje)
Wiarę we własne siły również można przeafirmować - Ty wybierasz jaka chcesz być

Możesz się więc też pomodlić o pomoc w uwolnieniu od nałogu.
Gaik Kwitnący pisze:Wynika to jednak z tego że uwazam że my tu jestesmy żeby się uczyć czyli np także cierpiec z powoidu roznych rzeczy np braku kasy.Bóg to wie i robi wszystko żeby nam tych doswiadczeń nie zabrakło a ja proszac go o załatwienie problemu chce się bardzo ludzko wymigac od tego co niewygodne.Taka jest moja mała filozofia
Jesteśmy tu po to by boskość mogła doświadczyć siebie (poznać siebie). Bóg nie zsyła ani dobra ani zła. My sami jako cząstka Boga wybieramy czego chcemy doświadczać (co chcemy poznać). Dlatego - Ty wybierasz.
Gaik Kwitnący pisze:W kazdym razie jeszcze cos pokombinuje i zobaczymy co ciekawego dalej się wydaży..
Cokolwiek będzie, będzie dobrze

"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
-
Gaik Kwitnący
- Posty: 57
- Rejestracja: 30 stycznia 2007, o 22:36
- Reputacja: 0
Chciałabym dopytac jeszcze o afirmacje..Czy długo nie trenowany umysl zalany raptem takimi afirmacjami np jedna sprawa po drugiej nie odmowi współpracy?Często AnandaNa radzisz żeby wszystko przeafirmować nawet nieprzyjmowanie przez podświadomośc afirmacji ale żeby wogole afirmowac trzeba sie jakos na tym co chce sie osiagnąc skoncentrowac a mnie np przychodzi cięzko koncentrowanie się na kilku kwestiach w tym samym okresie czasu bo u mnie afirmacja wynika z pragnienia zmiany a gdy zbyt wiele chce naraz to jakby słysze wewnetrzne przekonanie żebym sie zdecydowala..

Gaiku Kwitnący, - lepiej jest pracować nad jednym zagadnieniem - nie wszytsko na raz.
Kiedy poczujesz, że dość w jednej sprawie przeafirmowałaś, afirmuj inną. Pracuj z tym zagadnieniem, które aktualnie czujesz.
Kiedy poczujesz, że dość w jednej sprawie przeafirmowałaś, afirmuj inną. Pracuj z tym zagadnieniem, które aktualnie czujesz.
"Nie ma większej tajemnicy niż ta, że my, będąc Rzeczywistością, dążymy do osiągnięcia Rzeczywistości." - R.Maharishi
www.RozwojDuchowy.net
www.RozwojDuchowy.net
Hm, witam
przeczytalam ten watek gdyz zaciekawil mnie tytul, bo czesto odczuwam podobnie. Mysle, ze smialo moge stwierdzic ze przynajmniej raz dziennie odczuje to, ze nie powinno mnie tu byc i chce zeby mnie ktos stad zabral. Powiem wiecej od paru ladnych lat szukam ciagle tego czegos, nie wiem czym to jest, czy to jest okreslone miejsce czy cos co wywola okreslone uczucia i tesknie za tym ale sama nie wiem za czym.. I tak kraze, wszystko ciagle rzucam i ide dalej, najczesciej uciekam, mam swiadomosc, ze goni mnie czas i ze marnuje go w tych miejscach, gdzie silniej odczuwam ze nie chce tam byc.
Co ciekawe nosze w sobie poczucie celu, nie gubie sie w tym, a z drugiej strony nie umiem tego okreslic. I tak samo jak Ty Gaiku chcialabym zeby mnie ktos stad zabral, nie podpinam tego pod zadne samounicestwienie, to nie jest cos zwiazane ze zlymi emocjami kierowanymi do samej siebie. Co wieczor gdy zasypiam rozmawiam ze soba i z otaczajaca mnie energia prosze o rozwiazanie i o to by w koncu sie cos wyjasnilo albo zeby ktos juz po mnie przyszedl i zwolnil z bycia tutaj. I nigdy nie myslalam o tym zeby zrobic to sama, zeby nie bylo..
bo czuje jak pisalam cel, taki ogromny, wiem ze moja wyzsza natura godzi sie na to, ze tak ma byc, ze musze tu byc. Moze zabrzmi to dziwnie, ale daze ta droga swiadomie nic z tego nie rozumiejac. Z jednej strony wszystko do siebie pasuje jak ulal, kolejni ludzie ktorych poznaje, nowe miejsca i wydarzenia, jak puzzle, ale jest ta natarczywa mysl, ze powinnam byc juz dawno gdzie indziej.
Pisalam, ze mam poczucie celu a z drugiej strony, nadal nie wiem co robic, mam na mysli zycie jako caloksztalt, zajecie do starosci czy cos w tym rodzaju, taki paradoks. Jak to, ze jestem nadwrazliwa i odbieram gleboko wszystko co sie dzieje dookola, a jednak mam swiadomosc, ze niewiele z tych normalnych emocji odbieram z taka sila jak kiedys tylko z mniejsza i ze jest ich w ogole coraz mniej. Ciagle szukam nowych, wyzszych, szlachetniejszych tylko ze ich brak i wtedy zaczynam myslec, ze to nie tu, ze to gdzies indziej, w jakichs innych przestrzeniach.
hm, czy Ty odbierasz swoje odczucia jako traume i brak chceci do zycia po zalamaniu nerwowym?
pozdrawiam
przeczytalam ten watek gdyz zaciekawil mnie tytul, bo czesto odczuwam podobnie. Mysle, ze smialo moge stwierdzic ze przynajmniej raz dziennie odczuje to, ze nie powinno mnie tu byc i chce zeby mnie ktos stad zabral. Powiem wiecej od paru ladnych lat szukam ciagle tego czegos, nie wiem czym to jest, czy to jest okreslone miejsce czy cos co wywola okreslone uczucia i tesknie za tym ale sama nie wiem za czym.. I tak kraze, wszystko ciagle rzucam i ide dalej, najczesciej uciekam, mam swiadomosc, ze goni mnie czas i ze marnuje go w tych miejscach, gdzie silniej odczuwam ze nie chce tam byc.
Co ciekawe nosze w sobie poczucie celu, nie gubie sie w tym, a z drugiej strony nie umiem tego okreslic. I tak samo jak Ty Gaiku chcialabym zeby mnie ktos stad zabral, nie podpinam tego pod zadne samounicestwienie, to nie jest cos zwiazane ze zlymi emocjami kierowanymi do samej siebie. Co wieczor gdy zasypiam rozmawiam ze soba i z otaczajaca mnie energia prosze o rozwiazanie i o to by w koncu sie cos wyjasnilo albo zeby ktos juz po mnie przyszedl i zwolnil z bycia tutaj. I nigdy nie myslalam o tym zeby zrobic to sama, zeby nie bylo..
bo czuje jak pisalam cel, taki ogromny, wiem ze moja wyzsza natura godzi sie na to, ze tak ma byc, ze musze tu byc. Moze zabrzmi to dziwnie, ale daze ta droga swiadomie nic z tego nie rozumiejac. Z jednej strony wszystko do siebie pasuje jak ulal, kolejni ludzie ktorych poznaje, nowe miejsca i wydarzenia, jak puzzle, ale jest ta natarczywa mysl, ze powinnam byc juz dawno gdzie indziej.
Pisalam, ze mam poczucie celu a z drugiej strony, nadal nie wiem co robic, mam na mysli zycie jako caloksztalt, zajecie do starosci czy cos w tym rodzaju, taki paradoks. Jak to, ze jestem nadwrazliwa i odbieram gleboko wszystko co sie dzieje dookola, a jednak mam swiadomosc, ze niewiele z tych normalnych emocji odbieram z taka sila jak kiedys tylko z mniejsza i ze jest ich w ogole coraz mniej. Ciagle szukam nowych, wyzszych, szlachetniejszych tylko ze ich brak i wtedy zaczynam myslec, ze to nie tu, ze to gdzies indziej, w jakichs innych przestrzeniach.
hm, czy Ty odbierasz swoje odczucia jako traume i brak chceci do zycia po zalamaniu nerwowym?
pozdrawiam

'people can fly'
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości