Szkoła i nudne, mało atrakcyjne życie.
: 3 stycznia 2007, o 16:52
Witam!
Nienawidze chodzić do szkoły. Piękna afirmacja...Ale taka jest prawda. Może wydaje się to Wam śmieszne, ale dla mnie stanowi to ogromny problem. Chodze tak sporadycznie do niej, że niektórzy nauczyciele mówia mi, żebym uważała bo bede nieklasyfikowana. Z roku na rok mam coraz gorsze oceny. Jak w podstawówce miałam same piatki tak teraz w liceum mam średnią ledwo ponad 3 :( Nie znam do konca przyczyny tej mojej nie checi, ale myslę, ze jest to zwiazane z tym, ze w klasie nie mam żadnych bliskich mi osób ... tzn. nie wiem jak to powiedziec, ale czuje ze sa całkiem inni niz ja, wiem ze kazdy człowiek jest inny, ale oni są pogrązeni niemal totalnie w iluzji spoleczenstwa. Czuje osamotnienie w ich towarzystwie. Kiedys ogolnie czulam się osamotniona, nie mialam przyjaciół, ale zmieniło się to. A szkoła własnie kojarzy mi się z tamtym, kiedy osamotnienie towarzyszyło mi niemal zawsze.
Po za tym nie lubie się tez uczyć...ale znowu nie tak do końca...chciałabym się uczyć tego co mnie interesuje i uczyć się dla siebie ... a w tej chwili nie czuje tego. Czuje się zmuszana. Cięzko jest mi sie zabrac za nauke. Jestem teraz w maturalnej klasie. Ciesze się, że wreszcie skoncze tą szkołe...mam już jej po dziurki w nosie. Jednak brak mi sił by ją kończyć. Musze włożyc w to duży wysiłek. Szczególnie zeby poprawic oceny (jestem w tej chwili zagrozona z 2 przedmiotów i zanowu 2 dni na wagarach jestem :( )....
Po za tym, życie wydaje mi się mało interesujące, mało atrakcyjne. Nie mam pojecia co z nim robić. Póki co atrakcyjne wydaja mi się imprezy ze znajomymi (wiem ze to płytkie, ale po latach osamotnienia mam teraz ogromną ochote wreszcie imprezowac z ludzmi chociaz o odrobine zblizonych pogladach lub zainteresowaniach do moich.)
Ogólnie przez wiekszość czasu chodze przygnebiona, rano nie mam za bardzo ochoty wstawać z łóżka, bo po co...żeby zjeść, siąsc przed kompem itp. ? Źle mi się żyje :(
To narazie tyle, bo jakos urwał mi się wątek. Mam nadzieje, że ktos z Was mi pomoże. Powie coś, zainspiruje, doradzi. Jakbym opisała cos niejasno to czekam na pytania.
Pozdrawiam serdecznie.
Nienawidze chodzić do szkoły. Piękna afirmacja...Ale taka jest prawda. Może wydaje się to Wam śmieszne, ale dla mnie stanowi to ogromny problem. Chodze tak sporadycznie do niej, że niektórzy nauczyciele mówia mi, żebym uważała bo bede nieklasyfikowana. Z roku na rok mam coraz gorsze oceny. Jak w podstawówce miałam same piatki tak teraz w liceum mam średnią ledwo ponad 3 :( Nie znam do konca przyczyny tej mojej nie checi, ale myslę, ze jest to zwiazane z tym, ze w klasie nie mam żadnych bliskich mi osób ... tzn. nie wiem jak to powiedziec, ale czuje ze sa całkiem inni niz ja, wiem ze kazdy człowiek jest inny, ale oni są pogrązeni niemal totalnie w iluzji spoleczenstwa. Czuje osamotnienie w ich towarzystwie. Kiedys ogolnie czulam się osamotniona, nie mialam przyjaciół, ale zmieniło się to. A szkoła własnie kojarzy mi się z tamtym, kiedy osamotnienie towarzyszyło mi niemal zawsze.
Po za tym nie lubie się tez uczyć...ale znowu nie tak do końca...chciałabym się uczyć tego co mnie interesuje i uczyć się dla siebie ... a w tej chwili nie czuje tego. Czuje się zmuszana. Cięzko jest mi sie zabrac za nauke. Jestem teraz w maturalnej klasie. Ciesze się, że wreszcie skoncze tą szkołe...mam już jej po dziurki w nosie. Jednak brak mi sił by ją kończyć. Musze włożyc w to duży wysiłek. Szczególnie zeby poprawic oceny (jestem w tej chwili zagrozona z 2 przedmiotów i zanowu 2 dni na wagarach jestem :( )....
Po za tym, życie wydaje mi się mało interesujące, mało atrakcyjne. Nie mam pojecia co z nim robić. Póki co atrakcyjne wydaja mi się imprezy ze znajomymi (wiem ze to płytkie, ale po latach osamotnienia mam teraz ogromną ochote wreszcie imprezowac z ludzmi chociaz o odrobine zblizonych pogladach lub zainteresowaniach do moich.)
Ogólnie przez wiekszość czasu chodze przygnebiona, rano nie mam za bardzo ochoty wstawać z łóżka, bo po co...żeby zjeść, siąsc przed kompem itp. ? Źle mi się żyje :(
To narazie tyle, bo jakos urwał mi się wątek. Mam nadzieje, że ktos z Was mi pomoże. Powie coś, zainspiruje, doradzi. Jakbym opisała cos niejasno to czekam na pytania.
Pozdrawiam serdecznie.

), ale problem nie minął tak zupełnie. Studia są zaoczne, więc tylko w weekend jeżdżę i to nie każdy, jednak nadal nie jest pięknie. Co do obcowania z ludźmi ... rzadko się spotykamy więc nie mam z nimi problemów jak w liceum, spotkałam tam pozytywna osobą z ktorą można normalnie rozmawiac wiec nie jezdze z lekiem ze wszyscy sa wrogo nastawieni ( pisze osobę w liczbie pojedynczej, bo w tej mojej małej grupce ktora dotarła do 3 roku wiekszosc osob ma dziwne ego i widac ze bardzo udaja kogos kim nie sa, chca pokazac jacy to sa zajeb** itp. - nie zebym byla wrogo nastawiona po prostu nie trzeba od razu z kazdym sie zaprzyjazniac racja? w sumie to wiekszosc ludzi na tym globie taka jest, chyba ze to ja tylko na takich trafiam heh, niewazne). Czasem jednak z podswiadomosci wylaniaja sie leki z liceum kiedy to wszyscy byli wrogo nastawieni do mnie bo "wagaruje" - ale z tymi lekami potrafie sobie radzic jakos. Gorzej jest z ta nauką - niby sama wybralam sobie kierunke studiów, ale ciezko jest mi przysiasc do nauki. Ostatnio natrafiłam na to