Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 5 sierpnia 2015, o 22:55

piotrekski napisał(a):
cierpienie bo ktoś nas obrazi. Dlaczego wtedy się złościmy? Czy to nasza wina, innej osoby czy nikogo? Moim zdaniem nasza bo można wyeliminować złość gdy ktoś nas przezywa a eliminujemy ją poprzez głęboką zmianę wewnętrzną, np. zrozumienie pewnych rzeczy.


Bover napisał:

Jest to wina osoby ,która obraziła. To ona wypowiedziała dane słowa to ona jest sprawcą. To ,że można wyeliminować tą złość to druga sprawa jednak "zło" w tym przypadku tworzy agresor.


jedna z sutr atishy mówi o sprowadzeniu winy do jednego.
Ty jesteś tym jednym. Nikt nie odpowiada za twoje cierpienie a ty sam. Jesteśmy twórcami, cierpienie też tworzymy.
Cierpisz gdy jesteś samotny, rozumiem, że wtedy winni są inni ludzie?
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 23:10

piotrekski pisze:Cierpisz gdy jesteś samotny, rozumiem, że wtedy winni są inni ludzie?


Nom, bo mnie zostawili :-D :-D .

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 5 sierpnia 2015, o 23:28

Bover Wracając do Twojego pytania o cierpienie. Miałem na myśli Buddę - 4 szlachetne prawdy. Buddyści na tym oparli swój system, lecz w rzeczywistości moim zdaniem jak się ogólnie zrozumie o co chodzi i potrafi się wprowadzić tą perspektywę, to sam system przestaje mieć znaczenie.

Analogia jest taka. Jak grasz w grę komputerową, to przeżywasz różne rzeczy, ale póki jest to dla Ciebie rozrywka i nie jesteś nolifem to nie ma w tej grze dla Ciebie cierpienia, masz znaczki, parametry rozgrywki, ale one nie są cierpieniem. Jak ktoś się zaczyna utożsamiać z grą, to wtedy te znaczki-parametry stają się przyczyną jego cierpienia, losy bohatera są jego losami.

W życiu jest tak samo. Tylko trzeba sobie uświadomić, że nikt nie gra tej gry, ona jest po prostu rozgrywana. Z tej perspektywy, wszelkie bóle i emocje, są po prostu znaczkami. Co więcej są po prostu doświadczeniem, które nadaje złożoności i kolorów do tej gry. Niektórzy trenują by być w tej grze dobrzy, inni trenują aby być zdystansowanym, jeszcze inni nadają jej jakieś znaczenia, kolejni wierzą w jakieś swoje blokady. Wariantów jest wiele. Cierpienie jest nieodłącznie związane z życiem. Ale po rozpoznaniu szlachetnej prawdy z tego cierpienia nie zostaje wiele. Pójście ścieżką nie jest po to by unikać cierpienia, ale by wieść dobre życie w którym można utrzymać świadomość i nie rozdmuchiwać tej iluzji cierpienia. W buddyzmie jest ścieżka mnicha i ścieżka świecka (np. by założyć rodzinę). Lecz tak naprawdę to tylko dekoracje, które sobie wybieramy. Znaczenie ma spokój umysłu, przez który może przebijać się życie. Ludzie trochę neurotyczni to przeciętni gracze, ludzie bardzo neurotyczni nolife'y, Ludzie patologicznie nieneurotyczni też mają problem. Ludzie przebudzeni to Transerferzy. Wiedzą co się dzieje i sterują swoimi halucynacjami, potrafiąc jednocześnie dość prawdy kiedy trzeba. Zawsze są na nią otwarci, ale nie ograniczają się tylko do niej, bo wtedy ciężko mówić o dobrym życiu.

Tak samo jest z wchodzeniem do związku. Dla mężczyzny to same minusy. Lecz są faceci co tą iluzę mogą kontrować i tacy zupełnie nie świadomi, co w popieprzeniu są w stanie żyć całkiem radośnie. Tutaj nie ma zasad co trzeba zrobić. Lecz jak się nie miało tyle szczęścia by być radośnie głupim, to pozostaje ścieżka świadomości i zrozumienia.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 6 sierpnia 2015, o 02:18

Bover
to ja mam podobne objawy do Ciebie, ale u mnie to reakcja na wiedzę, która występuje przeciwko chęciom i przez to nie można znaleźć motywacji, a jest wręcz przeciwnie. Jedyną motywacją jest znalezienie uwolnienia od pragnień, ale wtedy trzeba zainstalować nowe, a ja nie wiem jak i jakie.

piotrekski pisze:Cierpisz gdy jesteś samotny, rozumiem, że wtedy winni są inni ludzie?

Wtedy winny jest los. Zdarzenia są albo zdeterminowane (wtedy winna jest pierwsza przyczyna), albo losowe (wtedy winny jest los), albo jedno i drugie, albo jeszcze inaczej, bo pierwsza przyczyna na zdrową logikę nie może istnieć, a musiał być ich szereg co i tak sprowadza wszystko do losu.
Full Moon pisze:Tak samo jest z wchodzeniem do związku. Dla mężczyzny to same minusy.


To jest błędne przekonanie, na coachingu właśnie takich się pozbywa. Reszta postu jest bardzo ciekawa filozoficznie, ale moim zdaniem nie bardzo wnosząca coś do realnego życia. Problem to dalej problem, a gra nawet z perspektywy gracza nudzi kiedy bohater nie ma rozwiązania. Ja wtedy po prostu zmieniam postać, albo grę, albo zamieniam granie na piłkę nożną na prawdziwym boisku, albo idę na browarka z kolegami. Znasz chyba mój problem od strony teoretycznej i wiesz, że tego nie da się rozwiązać i pewnie stanę się osobą zbyt pozbawioną neurotyczności jeśli spełni się mój plan C, który jest planem awaryjnym, ale jedynym dającym nadzieję na brak cierpienia.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 7 sierpnia 2015, o 02:39

Full Moon
jest jeszcze jedna sprawa.

Full Moon pisze:Analogia jest taka. Jak grasz w grę komputerową, to przeżywasz różne rzeczy, ale póki jest to dla Ciebie rozrywka i nie jesteś nolifem to nie ma w tej grze dla Ciebie cierpienia, masz znaczki, parametry rozgrywki, ale one nie są cierpieniem. Jak ktoś się zaczyna utożsamiać z grą, to wtedy te znaczki-parametry stają się przyczyną jego cierpienia, losy bohatera są jego losami.


Porównanie jest z jednej strony dobre, ale pokażę Ci też jego słaby punkt. Otóż jeśli ktoś nie jest no-lifem to gra dla rozrywki i może to wyłączyć, zrobić coś innego w realnym życiu. Tu mówimy o realnym życiu, które jest jakby grą, ale nie możemy się wylogować i pójść zrobić kanapkę. Musimy grać. A wiesz co by było dla mnie najlepszym zniechęcaczem do grania? Gdyby ktoś mi kazał grać. Wiem, że gdybym był ojcem to nie zabraniałbym brania narkotyków dziecku, podobnie jak innych złych rzeczy. Powiedziałbym tylko, że to negatywne i nie polecam i zamiast mówić, że wiem co mówię bo jestem doświadczony wytłumaczyłbym argument po argumencie o co chodzi. Gdyby jednak dziecko np paliło papierosy to kazałbym mu palić. Palić 3 razy więcej niż pali. Natychmiast by mu się odechciało i skojarzyłby nałóg z cierpieniem (traumą).

Losy bohatera nie są losami gracza, bo można wcielać się w dowolne gry, a ma się swoją osobowość. W rzeczywistości to ja jestem tym graczem. Nawet jeśli na poziomie prawdy ostatecznej ja to iluzja, to jednak żyjemy w tym świecie.

Full Moon pisze:Tylko trzeba sobie uświadomić, że nikt nie gra tej gry, ona jest po prostu rozgrywana.


W fatalny sposób. Zmieniłbym serwer i postać. Chciałbym przejść level, ale dalej się nie da i chodzę po pustej planszy. Nie wiadomo po co, bo dalszych leveli nie ma. Nikt nie umie mi nic sensownego doradzić, a gdybym realizował swoje jedyne marzenie czułbym się winny. Plansza wcale nie jest dobra i jest w niej mnóstwo bugów i źle napisanych elementów. Kod źródłowy programu jest przestarzały i fatalnie napisany i aż dziwne, że działa i nie zawiesza komputera. W dobrej grze wszystko da się przejść, bo błędy zostają poprawione kiedy zawodowi gracze testują wszystkie możliwości. Tutaj jest gra, która sama się ułożyła i nie każda postać ma możliwe rozwiązanie żeby móc przejść etap. Zgodnie z teorią duchową moja dusza jest złym programem wszechświata i siły równoważące dążą do jej całkowitego rozkładu. Dzieje się tak, bo nie ma możliwości iść dalej - podstawy są źle wybudowane, a ta podstawa to u mnie niezależne ode mnie złe upodobania seksualne, które wszystko rujnują, a lekarze mówią, że nie da się tego wyleczyć. Mam też wgrany program empatii, który jest zbyt silny, co po prostu znaczy, że jestem złym kodem ewolucyjnie i nie sprawdzam się w tych warunkach. Mam też jedno marzenie, które polega na miłości z kobietą. Taki jest program, a ja nie mam możliwości edycji, bo na tym sejwie nie działa funkcja wiersza poleceń i nie umiem pozbyć się złego pragnienia, zmienić preferencji na prawidłowe i dodać innych celów (umiałbym, ale tylko gdybym miał szansę na miłość tak jak inni ludzie). Na dodatek ktoś gra za mnie i robi to źle, ale to bardzo trudny level, więc jakoś to można usprawiedliwić.

A teraz wyobraź sobie, że wchodzisz do komputera, bo jesteś osobą żyjącą w świecie gdzie technologia doszła do takiego poziomu. Zakładasz sobie na głowę elektrodę czytającą fale mózgowe i wysyłającą impulsy tworzące Ci iluzję. I sterujesz sobie umysłem postacią z gry, jesteś w perspektywie 1 osoby tak jak w realnym życiu. Pewne obszary mózgu masz tymczasowo wyłączone, więc nie odróżniasz reala od wirtuala. Jesteś całkowicie postacią z gry, tylko masz świadomość, że to gra. Dostajesz kopa od jakiejś postaci i go czujesz. Bohater się wstydzi, że dostał kopa i to czujesz. Różnica polega na tym, że wiesz, że tak naprawdę to nie Ty i także nie Ty jesteś graczem, bo grają procesy w mózgu, a my tego doświadczamy. Czy wtedy rzeczywistość, którą czujesz, widzisz, dotykasz staje się mniej realna? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Według mnie krótkotrwale możemy dzięki tej wiedzy łatwiej radzić sobie z emocjami, ale na długotrwałe myślenie to znacząco nie wpływa. Tak czy siak planujemy to co daje nam przyjemność z gry, a przyjemność to dodatni bilans korzyści. U mnie zrobienie takiego jest niemożliwe kiedy weźmiesz wszystkie czynniki jakie są prawdą o mnie (tzn tej postaci, której świadomość odczuwam). Gra jest nieopłacalna. I nie obchodzą mnie szczegóły jej mechanizmu jeśli mówimy o cierpieniu. To interesuje mnie tylko i wyłącznie poznawczo, a cierpienie to właściwość postaci gry i nie można go rozpatrywać z punktu widzenia samego gracza (którym i tak nie jesteśmy, bo nikt taki nie istnieje), ani z perspektywy tego kto ogląda film na ekranie. Z tej perspektywy coś się może jedynie wydawać, przenosisz swój świat do planszy teoretycznej żeby nie czuć realnych emocji. Też mam ten mechanizm i być może każdy z nas go ma. Tymczasem pozostaje na planszy realnej bardzo źle i na planszy teoretycznej bardzo źle. Pozytywne, życzeniowe myślenie daje tutaj sporo nadziei i pozytywnych emocji, ale jest niezgodne z prawdą i przez to powstaje dysonans poznawczy, który jest tłumiony przez większość ludzi, a ja nie posiadam tej zdolności do tłumienia i dlatego moje posty są szczere aż za bardzo do bólu, odzwierciedlające negatywną prawdę. I tak też czuję kiedy chcę spojrzeć z każdej strony. Najgorsze są dla mnie fakty kłócące się z pragnieniami. Tego konkretnego problemu nie rozwiąże zmiana perspektywy, bo w 1 osobie problem jest taki sam jak w 3 gdzie wchodzi tylko konkretny opis sytuacji z boku. Wygląda to wtedy tak:
Świadomość (ja) jest uwięziona w świecie, gdzie jest umysł i ciało, w którym konkretnie jestem zamknięty. Obserwuję procesy myślowe mózgu, który składa się z osobnych układów mogących działać autonomicznie - układ pragnień, uczuć i emocji, oraz układ myśli (komputer). Układ pierwszy działa sobie sam, a układ myśli odkrywa prawdę, ocenia fakty nadając im odpowiednie oceny (czy są dobre czy złe i na ile) i oblicza ogólny bilans korzyści i strat wynikających z tego. I niestety nie da się tego pogodzić, bo fakty mówią jasno - moje pragnienia są złe i trzeba je usunąć, a także zainstalować nowe. Sens istniałby wtedy gdybym miał dodatni bilans, czyli pragnienia byłyby na tyle dobre, że można je realizować i się z tego cieszyć i jednocześnie zaspokajają uczucia, emocje. Niestety nie da rady tego pogodzić, a z faktów wynika, że nie ma sensu żebym robił coś na siłę. Życie na siłę to życie bez możliwości czerpania przyjemności z realizacji pragnień.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 7 sierpnia 2015, o 08:20

Wydarzanie się iluzji zawiera w sobie konieczność przyjęcia pewnych imperatywów. Cała reszta to plastyka percepcji. Jak się ustawisz tak masz. Ja polecam spróbować tego o czym mówię. Tu nie ma żadnej ideologii, która mówiłaby, że coś musisz. Dla człowieka, który rozumie wirtualność życia, wszystko, każdy element doświadczenia jest prawdą absolutną. :kwiatek :przytul :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 7 sierpnia 2015, o 12:58

Mógłbyś sprecyzować co masz na myśli? W jaki sposób to miałoby rozwiązać mój problem?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 7 sierpnia 2015, o 15:46

Życie ludzkie składa się z problemów, zniknie jeden to pojawi się drugi. Ty nie masz rozwiązać problemów, tylko sobie z nim poradzić. Wymieniłem już w temacie fajną książkę. Też mógłbyś przeczytać.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 7 sierpnia 2015, o 19:45

Full Moon
jaki mechanizm niby odpowiada za to, że jak rozwiążę życiowy problem uniemożliwiający funkcjonowanie ma pojawić się niby następny?

Lepiej napisać, że niektóre osoby po prostu muszą cierpieć. Wynika to z logiki i rozkładu średniego. Skoro jesteśmy przypadkową wypadkową różnych mutacji, to znaczy, że nie jesteśmy zaprogramowani do prawidłowego działania i mamy szanse na szczęście. Może być inaczej - to tak jakby ktoś wziął karoserię od mazdy, silnik volkswagena, fotele od opla i skrzynię biegów hondy. Niektóre konfiguracje działają, a inne przepadają.

Ja nie mam radzić sobie z problemem bezsensu życia, przymusu walki z jedynym pragnieniem i tym co mi się podoba i życiem na siłę. Muszę to rozwiązać, albo umrzeć.

Książkę pewnie przeczytam, bo chcę chwycić się każdej okazji pozwalającej mi rozwiązać problem. To tak jakby ktoś miał raka, a Ty byś powiedział, że nie ma go leczyć, tylko sobie z tym radzić i z bólem wynikającym z tego. Bo jak wytniesz to pojawi się drugi :D :D :D
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 8 sierpnia 2015, o 00:05

Przeinaczasz tą koncepcje, dlatego, że nie łączysz faktów, lub nie chcesz łączyć. Nasz umysł to układ stworzony do rozwiązywania problemów, dlatego będzie on zawsze doszukiwał się problemów. Takich czy innych. To wynika z jego natury w pierwszej kolejności. Celem tego było przetrwanie i adaptacja do środowiska. Kwestia taka, że poprzez własne rozrośnięcie się zaczął kierować się w stronę rzeczy mało przystających do niego i życia, robiąc z nich problemy. Kiedy zmieniamy percepcje możemy zobaczyć jak rzeczy wyglądają w naszym umyśle na prawdę, doświadczyc formy w jakiej są reprezentowane i prześwietlić ich pustkę. Ludzie zmagający się z jakąś wizją miesiącami, pod pływem medytacji w komorze deprywacyjnej nagle sobie wszystko układają, problemy ich znikają. Umysł musi się uelastycznić i odpuścić swoje własne idee.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 8 sierpnia 2015, o 01:43

Full Moon
idąc tym tokiem co w poprzednich rozmowach, teraz to Ty zaatakowałeś personalnie. Zarzucasz mi, że nie łączę faktów, a ja uważam, że nad-interpretujesz niektóre fakty i dorabiasz sobie do wszystkiego teorie żeby nie powiedzieć, że czegoś nie wiesz.

Nie piszę o problemie, którego umysł doszukuje się żeby go rozwiązać, tylko o realnym cierpieniu, które wynika z faktów. Nie chce mi się już tego przypominać bo sam problem jest w swojej naturze wstydliwy. Konflikt musi mieć jakieś rozwiązanie. W przeciwnym razie nic nie da się robić i tak wygląda fakt. Są pewne fakty i jest rozwiązanie w nurcie wariantów, ale trzeba je odkryć.

Full Moon pisze:Kiedy zmieniamy percepcje możemy zobaczyć jak rzeczy wyglądają w naszym umyśle na prawdę, doświadczyc formy w jakiej są reprezentowane i prześwietlić ich pustkę.


Mógłbyś sprecyzować ten fragment? Moim zdaniem to nie jest zrozumiałe.

"Kiedy zmieniamy percepcję" - mam do tego fragmentu pytanie - w jaki sposób ją zmieniamy?
"Możemy zobaczyć jak rzeczy wyglądają w naszym umyśle naprawdę" - Tzn jakie rzeczy? Może podasz jakiś przykład żeby to zobrazować?
"doświadczyć formy w jakiej są reprezentowane" - czyli wychodzisz z niepotwierdzonego założenia, że naszym życiem kieruje nieświadomość?
"i prześwietlić ich pustkę" - tzn?

Full Moon pisze: Ludzie zmagający się z jakąś wizją miesiącami, pod pływem medytacji w komorze deprywacyjnej nagle sobie wszystko układają, problemy ich znikają.


Skąd takie dane? Dlaczego w takim razie nie leczy się ludzi w ten sposób, tylko wpycha się w nich leki i stosuje nieskuteczne terapie, a terapeuci mówią, że jakiegoś problemu nie da się rozwiązać? Może masz rację, ale ja się na to nigdy nie natknąłem i dla mnie to brzmi jak cudowne ziółka braciszka Joachima, picie wody utlenionej, albo inne tego typu pomysły.

Full Moon pisze:Umysł musi się uelastycznić i odpuścić swoje własne idee.


Tzn jakie idee?

Ja o jednym, a Ty o drugim. Chodziło mi o problem "życie nie ma dla mnie sensu bez miłości" i o problemy seksualne. Pierwszy problem jest o tyle ciężki do rozwiązania, że w zdrowiu psychicznym zawiera się potrzeba miłości, bliskości, seksu, tworzenia bliskich relacji z drugą osobą. Drugi problem jest o tyle ciężki, że powoduje pomieszanie w ocenie piękna, a co za tym idzie cały świat staje się przez to okropny. Ma to także wiele innych negatywnych konsekwencji i uniemożliwia rozwój.

Poza tym mózg podczas deprywacji sensorycznej może wymyślać fałszywe wspomnienia, teorie i obiekty pasujące do układanki.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 8 sierpnia 2015, o 04:00

Zarzucasz mi, że nie łączę faktów


Nie zarzucam, stwierdzam. To nie jest ad personam.

Nie piszę o problemie, którego umysł doszukuje się żeby go rozwiązać, tylko o realnym cierpieniu, które wynika z faktów. Nie chce mi się już tego przypominać bo sam problem jest w swojej naturze wstydliwy. Konflikt musi mieć jakieś rozwiązanie. W przeciwnym razie nic nie da się robić i tak wygląda fakt. Są pewne fakty i jest rozwiązanie w nurcie wariantów, ale trzeba je odkryć.


Piszesz o swoim konstrukcie myślowym. Swoich wyobrażeniach i poglądach na kondycję ludzką. Z tego właśnie wynika twój "problem". Fakty są po prostu faktami, ktoś jest niski, a ktoś wysoki. Po co rozbić dramat, że ktoś nie nadaje się do profesjonalnej koszykówki? To jest fakt, ale nie jest to problem i cierpienie z tego względu nie jest konieczne. Cierpienie samo w sobie nie jest realne, ludzie po prostu myślą, że jest.


Mógłbyś sprecyzować ten fragment? Moim zdaniem to nie jest zrozumiałe.

"Kiedy zmieniamy percepcję" - mam do tego fragmentu pytanie - w jaki sposób ją zmieniamy?
"Możemy zobaczyć jak rzeczy wyglądają w naszym umyśle naprawdę" - Tzn jakie rzeczy? Może podasz jakiś przykład żeby to zobrazować?
"doświadczyć formy w jakiej są reprezentowane" - czyli wychodzisz z niepotwierdzonego założenia, że naszym życiem kieruje nieświadomość?
"i prześwietlić ich pustkę" - tzn?


Może po prostu poczytaj o percepcji i co na nią wpływa. Wiesz na nauke nigdy nie jest za późno.

Nie ma naukowych określeń na przeżycia wewnętrzne, więc używamy metafor. W naszym ciele dzieją się procesy informatyczne, nasza świadomość to strumień danych. Modyfikujac te dane wpływasz na percepcję. Jak to robić. Wiesz w naszych rozmowach wykazałeś się lekceważeniem, a mi nie zależy by coś Tobie udowadniać, więc zatrzymam tą wiedzę dla siebie. Tak jak już wcześniej pisałem nie chodzi o nic magicznego, tutaj znaczenie ma odpowiednie wykorzystanie tego co jest.

Mogę dać analogię do szachów, wszyscy mamy jakąś percepcje i ona w jakimś obrębie się zmienia u każdego - tak samo, każdy może przesuwać bierki po szachownicu według prostych reguł. Wszystko niby jest proste... lecz świadomość osoby, która dopiero nauczyła się grać jest znacznie inna od świadomości arcymistrza szachowego. On zna niuanse gry i angażuje inaczej swój umysł.

Nie rozumiem co masz na myśli mówiąc o niepotwierdzonej założeniu, że naszym życiem steruie nieświadomość.... To nie jest założenie tylko fakt. Świadomość jest czymś drobnym co koniuszkiem wyłania się z nieświadomości. Przecież nie jesteś świadomy wszystkich procesów jakie się dzieją w twoim organiźmie, one wszystkie dzieją się automatycznie - nieświadomie.

Skąd takie dane? Dlaczego w takim razie nie leczy się ludzi w ten sposób, tylko wpycha się w nich leki i stosuje nieskuteczne terapie, a terapeuci mówią, że jakiegoś problemu nie da się rozwiązać? Może masz rację, ale ja się na to nigdy nie natknąłem i dla mnie to brzmi jak cudowne ziółka braciszka Joachima, picie wody utlenionej, albo inne tego typu pomysły.


Z lektury. Chociaż nie musi być tak, że zadziała u każdego i to za pierwszym razem. Wiem też to niebezpośrednio, bo sam doświadczam takich rzeczy. Nie ma w tym nic magicznego, wynika bezpośrednio ze sposobu w jaki nasz mózg rozwiązuje problemy, o czym uczyłem się na psychologii poznawczej na studiach. I powiem Ci że tą metodę stosuje się jako terapię, tyle, że nie jest ona rozpowszechniona.

Ja o jednym, a Ty o drugim. Chodziło mi o problem "życie nie ma dla mnie sensu bez miłości" i o problemy seksualne. Pierwszy problem jest o tyle ciężki do rozwiązania, że w zdrowiu psychicznym zawiera się potrzeba miłości, bliskości, seksu, tworzenia bliskich relacji z drugą osobą. Drugi problem jest o tyle ciężki, że powoduje pomieszanie w ocenie piękna, a co za tym idzie cały świat staje się przez to okropny. Ma to także wiele innych negatywnych konsekwencji i uniemożliwia rozwój.


Jak wyżej,

Poza tym mózg podczas deprywacji sensorycznej może wymyślać fałszywe wspomnienia, teorie i obiekty pasujące do układanki.


Może to też robić bez niej jak i pomimo... Z tego zdania nic nie wynika.

Człowiek jest istotą skrajnie subiektywną, lecz śmiem twierdzić, że te stany w jakiś sposób prowadzą nas do racjonalnego zachowywania się i zrozumienia. Dzieje się tak może dlatego, że wyłączają się mechanizmy obronne ego, o porządek informatyczny w świadomości i jaźni. Oczywiście jak to u człowieka bywa, często ubiera on swoje doświadczenia w mało racjonalne uzasadnienia. Lecz moim odczuciu, dzieje aię tak nie u ludzi, którzy praktykują lub po prostu mają tą jakość, ale i ludzi, którzy o tym od nich słuchają i dopisują sobie własne wyobrażenia.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 8 sierpnia 2015, o 05:05

Full Moon pisze:Nie zarzucam, stwierdzam. To nie jest ad personam.

Każdy atak personalny można tak uzasadnić.

Full Moon pisze:Piszesz o swoim konstrukcie myślowym. Swoich wyobrażeniach i poglądach na kondycję ludzką. Z tego właśnie wynika twój "problem".


Nie, problem wynika ze złego programu dotyczącego upodobań seksualnych i nieumiejętności zmiany ich, bądź z nieświadomości skąd wziął się ten problem (jakie czynnik go spowodował i na co jeszcze wpłynął). Bądź też z nieumiejętności pogodzenia się z samotnością, brakiem realizowania podstawowych potrzeb każdego zdrowego człowieka. Nic tu nie jest wyobrażeniem, ani poglądem. Mówię o samych faktach i uczuciach oraz emocjach jakie wywołuje istnienie tego problemu, co ma dalsze konsekwencje niszczące mi życie. Napisanie słowa "problem" w cudzysłowie świadczy o Twoim niezrozumieniu.

Full Moon pisze:Fakty są po prostu faktami, ktoś jest niski, a ktoś wysoki. Po co rozbić dramat, że ktoś nie nadaje się do profesjonalnej koszykówki? To jest fakt, ale nie jest to problem i cierpienie z tego względu nie jest konieczne.


Nie mam pojęcia o czym piszesz, ale brzmi jak nie na temat.

Full Moon pisze:Cierpienie samo w sobie nie jest realne, ludzie po prostu myślą, że jest.


Kolejny raz rzucasz ogólnik i nie uzasadniasz. Cierpienie jest realne i wiele osób to odczuwa.

Full Moon pisze:Może po prostu poczytaj o percepcji i co na nią wpływa. Wiesz na nauke nigdy nie jest za późno.


Może czytałem, ale nie natknąłem się akurat na to co Ty? Albo nie rozumiem Twojej wypowiedzi, ale wiedziałbym o co chodzi gdybyś sprecyzował. Nie musisz tak niegrzecznie odpowiadać. Kolejny raz powtarzam, że jak ktoś coś pisze to trzeba wyjaśnić i uzasadnić, a nie rzucać ogólniki i dziwić się, że ludzie nie rozumieją.

Full Moon pisze:Nie ma naukowych określeń na przeżycia wewnętrzne, więc używamy metafor. W naszym ciele dzieją się procesy informatyczne, nasza świadomość to strumień danych. Modyfikujac te dane wpływasz na percepcję.


To są oczywistości, nie o takie informacje przecież prosiłem.

Full Moon pisze:Jak to robić. Wiesz w naszych rozmowach wykazałeś się lekceważeniem, a mi nie zależy by coś Tobie udowadniać, więc zatrzymam tą wiedzę dla siebie. Tak jak już wcześniej pisałem nie chodzi o nic magicznego, tutaj znaczenie ma odpowiednie wykorzystanie tego co jest.


Nie wykazałem się lekceważeniem. Zarzucasz mi to żeby wymigać się od odpowiedzi? Rozumiem, że Ci się nie chce, ale mógłbyś to po prostu napisać bez tych zarzutów. Z mojej perspektywy to Ty wykazałeś się lekceważeniem bagatelizując problem, o którym piszę i nie uzasadniając większości kluczowych tez. Gdyby to jeszcze była powszechnie znana wiedza, ale to są jakieś niszowe materiały i jak mam na takie natrafić to właśnie od Ciebie, bo znasz je. Jeśli masz jakąś wiedzę, a ktoś potrzebuje jej do rozwiązania ciężkiego życiowego problemu, bo może pomóc, to czemu masz tego nie opisać w normalny sposób?

Full Moon pisze:Mogę dać analogię do szachów, wszyscy mamy jakąś percepcje i ona w jakimś obrębie się zmienia u każdego - tak samo, każdy może przesuwać bierki po szachownicu według prostych reguł. Wszystko niby jest proste... lecz świadomość osoby, która dopiero nauczyła się grać jest znacznie inna od świadomości arcymistrza szachowego. On zna niuanse gry i angażuje inaczej swój umysł.


Tu też nie ma niczego nowego. To oczywiste, że ludzie mają różnie rozwinięte umysły. Nadal nie ma nic o tym, o co pytałem.

Full Moon pisze:Nie rozumiem co masz na myśli mówiąc o niepotwierdzonej założeniu, że naszym życiem steruie nieświadomość.... To nie jest założenie tylko fakt. Świadomość jest czymś drobnym co koniuszkiem wyłania się z nieświadomości. Przecież nie jesteś świadomy wszystkich procesów jakie się dzieją w twoim organiźmie, one wszystkie dzieją się automatycznie - nieświadomie.


Całkowicie nie o to mi chodziło. Mam na myśli świadome podejmowanie decyzji, na podstawie tego co się wyłania. Niektóre decyzje podejmujemy automatycznie, a inne świadomie, choć de facto nie ma żadnego ja, który podejmuję decyzję, ale można powiedzieć, że kluczowe decyzje są podejmowane świadomie przez mózg i dlatego właśnie istnieje prawo oparte o założenie, że człowiek jest świadomą jednostką podejmującą racjonalne decyzje. Nawet jak ktoś nie myśli to nikt nie bronił tej osobie myśleć. I na tym poziomie oceniamy fakty (bądź jak wolisz fakty są oceniane) i tworzymy plan działania, wybieramy różne rozwiązania. Dlatego też ludzie są porównywani, mają różny poziom rozwoju, status społeczny itd.

Z tego co przedtem napisałeś wynikałoby, że jak mamy jakiś problem to nie jest on realny tylko jawi nam się jako taki problem, a w rzeczywistości kod źródłowy problemu jest inny. Tak może być u ludzi nieświadomych, którzy żyją na poziomie emocji. Człowiek świadomy emocjonalnie i z rozwiniętym intelektem oraz pewną wiedzą psychologiczną większość decyzji podejmuje świadomie. co nadaje mu też odpowiedzialność.

Full Moon pisze:Z lektury. Chociaż nie musi być tak, że zadziała u każdego i to za pierwszym razem


Co to za lektura? Ja czytałem, że może to też prowadzić do negatywnych skutków psychicznych i generalnie przypomina to zmianę jak po niektórych psychodelikach.

Full Moon pisze:Wiem też to niebezpośrednio, bo sam doświadczam takich rzeczy.


Czego konkretnie doświadczasz?

Full Moon pisze:Nie ma w tym nic magicznego, wynika bezpośrednio ze sposobu w jaki nasz mózg rozwiązuje problemy, o czym uczyłem się na psychologii poznawczej na studiach.


Ale nie wiadomo czy nie dodałeś swojej nadinterpretacji, dlatego proszę o wyjaśnienia.

Full Moon pisze: I powiem Ci że tą metodę stosuje się jako terapię, tyle, że nie jest ona rozpowszechniona.


Nie chcą zarobić na tym pieniędzy?

Full Moon pisze:Jak wyżej,


No nie jak wyżej, bo to akurat nie odpowiada na ten cytat.

Full Moon pisze:Może to też robić bez niej jak i pomimo... Z tego zdania nic nie wynika.


Nie udawaj, że nie zrozumiałeś ;) Wynika tyle, że wcale nie jest powiedziane, że mózg w takim stanie znajduje realne źródło problemu. Można przypuszczać, że raczej nie jeśli porównamy to do pamięci poprzednich wcieleń, czy fałszywych wspomnień pacjentów nieumiejętnie stosowanej psychoanalizy.

Nie wiadomo też czy mózg znajdzie rozwiązanie problemu.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 8 sierpnia 2015, o 12:34

Każdy z nas jest inny i ma różne predyspozycje do szcześcia i do wychodzenia z problemów.
Wiele tu zależy od nas samych,ale nie tylko.
Mamy jakieś specyficzne cechy wynikające z budowy mózgu,chemii które decydują o tym czy jestesmy podatni na depresję,czy na też mamy wrodzony w sobie naturalny optymizm który może być zaburzony przez środowisko i nasze ustosunkowanie się do siebie i swiata zewnętrznego.
I w tym przypadku my możemy w sposób znaczny sobie pomóc.
Jednak jak jest jakieś głębsze podłoże to nawet wiedza duża świadomość nie są wstanie
nas wyrwać z pułapki cierpienia.

Dlatego też możemy spotkać osoby niepełnosprawne które są szczęśliwe jak i też osoby osoby wygladające na zupełnie zdrowe i nawet mające sporą wiedzę na temat rozwoju,psychologii,i pomimo tego nie mogą przejść pewnej bariery.

Cierpienie to nie iluzja i mozna tylko sobie wmawiać że to my jesteśmy tylko za nie odpowiedzialni.
To jest takie typowo New Age bardzo naiwne podejście.
Zauważyłem że dużo metod wychodzących z buddyzmu,new age to zamiatanie pod dywan.
A natury nie oszukasz.Choć nie neguję tu ich jakiejś skuteczności,sensowności.

No swietnie to brzmi że to ty jesteś zródłem cierpienia i tylko ciekawe czy propagatorzy tego typu lotnych hasełek też tak powiedzą jak im kamień na łeb spadnie, poczują ból a uszkodzenia mózgu które wynikły z tego zdarzenia spowodują nieprzyjemne nieodwracalne nieprzyjemne stany psychiczne.

Mój kolega był jeszcze niedawno bardzo zywym człowiekiem, ekstrawertykiem,bardzo aktywnym a po niewielkim uszkodzeniu mózgu popadł w ciężką depresję i stał się zupełnie wyobcowanym introwertykiem, a nie widać po nim aby miał znacznie obniżone funkcje intelektualne.
Wszedł w zupełnie inną osobowość.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 8 sierpnia 2015, o 13:02

Aartefax to o czym mówisz, ja już pisałem w temacie o depresji. Jak piszę o tym, że to my generujemy cierpienie to mam właśnie na myśli, że robi to nasz umysł/mózg. Czyli nie jakieś "fakty" wywołują cierpienie, a my sami. Tylko ja odróżniam, ból i nieprzyjemności od cierpienia. Cierpienie jest wtedy gdy jesteśmy utożsamieni i myślimy, że coś nas dotyka. To jest świadomość śpiącego. Faktycznie to też jest zależne od kondycji mózgu.

Tu nie chodzi o ulokowanie odpowiedzialności za cierpienia, projektujesz tutaj swoje religijne poglądy....


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość