Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 4 sierpnia 2015, o 13:18

Uznałem, że lepiej będzie jeśli wstawię zdjęcia zamiast streszczać komentarz Osho to sutry Atishy, jest to istotne w tym temacie. Hosting nie wiem dlaczego obrócił 4 zdjęcia mimo, że wrzucałem w dobrej pozycji :( Ale polecam pobrać na komputer i sobie odwrócić ;) Zdjęcia są w odpowiedniej kolejności.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 4 sierpnia 2015, o 13:48

aartefax
ale dla dyskusji to nie ma większego znaczenia czy powiem o chrześcijanach, czy tylko o katolikach. W końcu chodzi o postać Jezusa, a nie o różnice między różnymi odłamami chrześcijaństwa.

aartefax pisze:No jesli znajdziesz takich chrześcijan którzy twierdzą że Sokrates nie był postacią historyczną to to już ma oznaczać że chrześcijanie tak twierdzą?


Wiadomo, że nie wszyscy, tak jak nie każdy ateista używa przykładu potwora spaghetti. Po prostu jednym ze standardowych argumentów na stwierdzenie, że Jezus nie był postacią historyczną jest to, że Sokrates też nie.

To jest o tyle kluczowe, że dla ludzi wierzących w Biblię to wszystko co tam jest napisane to prawda. Naucza się tego jak prawdy, a nawet nie mamy na to dowodów, w przeciwieństwie do nauki. Stwierdzenia Jezusa mogą mieć wartość samą w sobie jeśli ktoś traktuję to jak filozofię, ale jeśli ktoś głosi prawdy objawione, to już zmienia to postać rzeczy.

aartefax pisze:Tak samo ludzie lubią robić z kogoś nie wiadomo kogo na podstawie tylko jakichś pojedyńczych zdarzeń.
To w ten sposób możne ktoś uznać że Polacy to alkoholicy ponieważ komuś udało się spotkać nachlanego Polaka.
Komuś Polak coś ukradł i już na tej podstawie określa Polaków złodziejami.
I do jednego wora wszystkich automatycznie tam pakuje.


No tak, z tym się zgadzam.

aartefax pisze:Dalej jak mówisz Korwin grozny dla Polaków to jest to stwierdzenie jakoby miał duży wpływ na scenę polityczną a w rzeczywistości grozny nie jest i nie ma to zadnego znaczenia że ktoś mu głupio odpowie.
Poza tym ten lewak z którym rozmawia miałby to jakoś odczuć być wciśnietym do fotela?


Pisałem tylko o tym, że Korwin masakruje lewaków, co miało służyć porównaniu. Nie wiem jaki jest sens dyskusji z tym stwierdzeniem, podobnie jak z tym o Sokratesie. To są w tej dyskusji kwestie marginalne.

aartefax pisze:Nawet najbardziej sensowną wypowieć można strolować i dla zdecydowanej większości ona nie zaistnieje.
Politycy są niezle wyszkoleni i świetnie potrafią manipulować,odwracać kota ogonem
wchodzić na emocje i mądre stwierdzenia odpłyną w niebyt.


No tak, trudno się nie zgodzić. Sam nieraz dyskutowałem z ludźmi, którzy trollowali sensowne wypowiedzi skupiając się na nieistotnych kwestiach i zdawali się całkowicie nie zauważać argumentów. Tylko, że Korwin sobie z tym umie radzić. Przegrywa przez własne samobójcze wypowiedzi, ale znów to nieistotne dla tej rozmowy.

piotrekski
dzięki, potem to przeczytam :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 4 sierpnia 2015, o 20:42

Kocur pisze:
piotrekski pisze:Bo ego nie istnieje? Dobrze cię zrozumiałem?


Mam na myśli to, że rodzimy się uwarunkowani w jakiś sposób, który nie jest zależny od nas i natrafiamy na niezależne od nas życiowe sytuacje. W związku z tym nie możemy być winni za swoje cierpienie, choć podejrzewam, że FullMoon miał coś innego na myśli.



A to nie my czasem tworzymy cierpienie przez nasze czyny, myśli? Przez naszą wolną wolę?
Np. wiążę się z nieodpowiednią osobą i wiem z góry, że to z jakiegoś powodu nie ma sensu. Pózniej to się sprawdza i kogo to jest wina, że ja cierpię? Nawet odejście partnera nie jest powodem bo powód jest w naszym ego; zajrzyjmy głębiej a to przez nasze np przywiązanie, uzależnienie się od innej osoby co oczywiście jest złem.

Lub cierpienie bo ktoś nas obrazi. Dlaczego wtedy się złościmy? Czy to nasza wina, innej osoby czy nikogo? Moim zdaniem nasza bo można wyeliminować złość gdy ktoś nas przezywa a eliminujemy ją poprzez głęboką zmianę wewnętrzną, np. zrozumienie pewnych rzeczy.
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 00:14

Kocur pisze:Cierpisz po nieudanym związku, teraz czas zbudować nowy, który się uda.


Nie! N.i.e.c.h.c.e. !

Kocur pisze:które nieleczone trwa tydzień, a leczone 7 dni.


A to nie to samo ? :-D

Kocur pisze:Po czasie zapomina się o lasce i chce się budować nowy związek.


Niestety. U mnie mechanizm zawsze ten sam, tylko teraz potężniejszy niż kiedykolwiek.

Zniosłem w życiu różne przeszkody ale cierpienie po miłości w moim przypadku to jest jakas katastrofa.


Kocur pisze:Jakie znaczenie ma to co mówił Jezus lub Harry Potter?


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


piotrekski pisze:Nie napisałem, że akceptacja zamienia zło i cierpienie w dobro. Jest ona potrzebna tak jak bycie świadkiem. Samo bycie świadkiem nie wystarczy.


Cóż to zmienia.? Akceptuje obecną sytuacje i nie próboje jej już nawet zmienić a nie spowodowalo to zauważalnych zmian.


Full Moon pisze:Po 4 latach kończy się zauroczenie, skąd wiesz, czy po tym czasie nie obudziłbyś się z dziewczyną kłodą, może już otyłą i dzieciakiem do którego nie masz pewności?


Tutaj w pełni sie z Tobą zgadzam - ja sie starałem unikać związków ale owa dziewczyna mi cholernie pasowała i postanowienie legło w gruzach. No i gdy już byłem zakochany nie myślałem racjonalnie i/lub obiektywnie ani też przyszłościowo. Poprostu to był mój cały świat i było mi cholernie dobrze. Na dzieciaka można badanko DNA zrobić :mrgreen: . Otyłość akurat przy anemii i jej innych problemach raczej też mało prawdopodobna ale mniejsza z tym ,nie musisz też innych przykładów podawać, wiem o co chodzi :ok .

Full Moon pisze:Co do cierpienia, to już bardzo dawno temu pewnien koleś rozkminił co i jak. Koła na nowo nie da się wymyślić.


To znaczy ?

Full Moon pisze:U kolegi zadziałały leki.


Tylko doraźnie. Euforyczne leki :aniol .

Kocur pisze:Szkoda, że terapeuci nie dają mi szansy na wyleczenie najbardziej bezsensownego wzorca, który w zasadzie zrujnował mi życie. Bo zgodnie z ich wiedzą nie da się tego zrobić (tzn nie ma póki co rozwiązania). Ja to dostrzegam, że to mnie niszczy, wiem, że priorytetem jest tu zmiana, ale nic nie pomaga. Przez chwilę myślałem, że może terapia pomoże, ale też się właśnie dowiedziałem, że nie ma na to jednak szansy.


O co chodzi jeśli to nie tajemnica.?


Kocur pisze:Jedna rzecz się nie zmienia - mój podstawowy problem jest nie do rozwiązania.


Impossible is nothing.

Kocur pisze:Bo wychodzisz z założenia, że każdy związek i tak się nie uda? :)


Jak by nie patrzeć i tak każdy sie wkońcu sypie...

nikt pisze:Bover-aby wygasić i "zrozumieć" wyobrażenie(cierpienie) trzeba udzielić przestrzeni i wolności sobie a także drugiej osobie(byłej partnerce). :)


Teraz oboje ją mamy.

Kocur pisze: na mój problem życiowy, który uniemożliwia mi szczęście nie ma żadnego znanego rozwiązania

Doraźnie jest :D .

piotrekski pisze:cierpienie bo ktoś nas obrazi. Dlaczego wtedy się złościmy? Czy to nasza wina, innej osoby czy nikogo? Moim zdaniem nasza bo można wyeliminować złość gdy ktoś nas przezywa a eliminujemy ją poprzez głęboką zmianę wewnętrzną, np. zrozumienie pewnych rzeczy.


Jest to wina osoby ,która obraziła. To ona wypowiedziała dane słowa to ona jest sprawcą. To ,że można wyeliminować tą złość to druga sprawa jednak "zło" w tym przypadku tworzy agresor.



Pominąłem część waszych postów o Jezusach i religiach...

Jeśli można prosić - można scalić moje dwa posty (ten i ten wyżej).

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 5 sierpnia 2015, o 02:09

Bover
doraźnie mogę palić baty i ćwiczyć spokój ducha, który polega na tym, że w pewnym momencie myśli się wyciszają, albo kierują się na jakiś nieistotny obszar, np piłkę nożną. Na dłuższą metę nie mam planu, bo jak tylko zaczynam myśleć jest fatalnie i pojawia się stres, który odczuwam też fizycznie - idzie od klatki piersiowej, przez czubek głowy i palce od stóp, czasem też w rękach (głównie w lewej) jakby to były jakieś wyładowania elektryczne. Klasyczne objawy somatyczne dla problemu jaki mam. Gdybym zapalił w takim stanie to jest stan przedzawałowy, piwo całkowicie wyłącza emocje i daje poczucie siły, ale jak się wypije więcej, albo wódkę to jest jeszcze większa tragedia, wręcz płaczliwość i dlatego ograniczam się do 1-2 piw naraz. Wiem, że tak też nie można, ale dopóki nie znajdę rozwiązania doraźne metody jakoś pomagają. A problem jest nie do rozwiązania na pewno przez psychoterapeutów. Może jakieś inne metody są, ale jeszcze na nie nie trafiłem.

Bover pisze:Jest to wina osoby ,która obraziła. To ona wypowiedziała dane słowa to ona jest sprawcą. To ,że można wyeliminować tą złość to druga sprawa jednak "zło" w tym przypadku tworzy agresor.


Jest to wina obydwu osób. Na mnie obraza raczej nie działa, bo kontroluję emocje pod tym względem. Otoczenie to dostrzega, bo ktoś obraża myśląc, że osiągnie odpowiedni efekt, a ja wzruszam ramionami, patrzę tej osobie w oczy, potem zjeżdżam wzrokiem niżej do stóp i potem znów patrzę w oczy, znów na dół, znów w oczy i odwracając się od tej osoby mówię na zupełnie inny temat żeby to wyglądało, że nie chcę robić tej osobie krzywdy i pokazuję tym samym, że ta osoba wyszła na idiotę. Ten element jest skuteczny do obcych, a jak obraża mnie ktoś kogo znam to odbijam piłeczkę i staram się wykazać projekcję, która wtedy zachodzi. To są dobre metody, choć ta druga tworzy przeważnie większy mur i jest narzędziem dobrym głównie dla mnie samego.

Bover pisze:Nie! N.i.e.c.h.c.e. !


Typowy uraz po nieudanym związku, a u niektórych to może przerodzić się w fobię przed związkami lub kobietami. Myślę, że jeszcze zmienisz zdanie za jakiś czas, jak emocje opadną.

Bover pisze:A to nie to samo ?


Nie znasz powiedzenia, że leczony katar trwa tydzień, a nieleczony 7 dni? :)

Bover pisze:O co chodzi jeśli to nie tajemnica.?


Pisałem o tym kiedyś, ale nie było rozwiązania. Chodzi mniej więcej o to, że jeśli będę zawsze samotny, to nie ma sensu planowanie niczego, nie ma sensu żadne działanie, żaden rozwój. Miłość to moje jedyne marzenie, ale ono się nie spełni. Poza tym są jeszcze cele, ale one miałyby sens tylko gdybym miał szansę na miłość. Przyczyną samotności są złe upodobania seksualne, na które nie mam wpływu, nie są moją winą, nie mogę ich zmienić, usunąć, ani pogodzić się z samotnością do końca życia. Ja mam takie podejście, że kobiet jest bardzo dużo i miłość nie polega na myśleniu, że do końca życia będę tylko z tą jedną kobietą, a jak nie to muszę cierpieć. Cierpienie, które się pojawia po rozstaniu jest normalną sprawą, tylko, że u mnie jest inaczej i nie mogę pocieszyć się, że będzie inna dziewczyna, bo nie będę z żadną, nigdy. To jest najbardziej demotywujące i niszczące. Emocje mówią swoje, a rozum swoje i nie daję rady zmienić tych emocji. Mogę jedynie od nich uciekać i mogę zmieniać emocje w wielu sytuacjach, ale nie w tej, bo preferencje seksualne nie podlegają świadomej zmianie żadną znaną metodą, a pogodzenie się z samotnością jest niemożliwe, bo to naturalna potrzeba każdego z nas.

Bover pisze:Jak by nie patrzeć i tak każdy sie wkońcu sypie...


Nieprawda + generalizacja.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 02:41

Kocur pisze:doraźnie mogę palić baty i ćwiczyć spokój ducha


Kocurze, MJ to bardzo, baaaaardzo delikatna urzyweczka. Są duzo mocniejsze środki, które nie powodują tylko śmiechawy i zmułki. Są środki, które wprowadzają w euforie a nawet potężny błogostan. Oczywiście to ma swoje skutki uboczne, ale mery też je ma tylko mniejsze.

Kocur pisze:jak tylko zaczynam myśleć jest fatalnie i pojawia się stres, który odczuwam też fizycznie - idzie od klatki piersiowej, przez czubek głowy i palce od stóp, czasem też w rękach (głównie w lewej) jakby to były jakieś wyładowania elektryczne. Klasyczne objawy somatyczne dla problemu jaki mam. Gdybym zapalił w takim stanie to jest stan przedzawałowy, piwo całkowicie wyłącza emocje i daje poczucie siły, ale jak się wypije więcej, albo wódkę to jest jeszcze większa tragedia, wręcz płaczliwość i dlatego ograniczam się do 1-2 piw naraz. Wiem, że tak też nie można, ale dopóki nie znajdę rozwiązania doraźne metody jakoś pomagają. A problem jest nie do rozwiązania na pewno przez psychoterapeutów. Może jakieś inne metody są, ale jeszcze na nie nie trafiłem.


Jak sie objawia ten stres. ? Próbowałes benzodiazepin ? Beta blokerów ? Antydepresantów jakiś.?

Piwo to neurotoksyczna trucizna. Najlepiej jak najmniej go pić. Mówi to osoba, która przelała ogromne ilości go w swoim życiu.


Kocur pisze:Typowy uraz po nieudanym związku, a u niektórych to może przerodzić się w fobię przed związkami lub kobietami. Myślę, że jeszcze zmienisz zdanie za jakiś czas, jak emocje opadną.


Ta, zawsze tak jest. Niestety. Wiele razy sobie obiecywałem, że sie nie zwiąrze. Po przedostatnim związku prawie rok unikałem tego - nawet gdy z jakąś dziwczyną dobrze sie rozmawiało urywalem to. Ale gdy pojawiła sie ta, po której teraz cierpie to opory zniknęły. Spotkałem swojego aniołka.
Obecnie chce za wszelką cene tego unikać. Będę sobie przypominał jak sie zwijałem z bólu po pani M. Mam plany nawet aby zablokować sobie opcje zakochiwania jeśli jest to możliwe.
Fobia przed związkami wyszla by mi na dobre :mrgreen: .

Kocur pisze:Nie znasz powiedzenia, że leczony katar trwa tydzień, a nieleczony 7 dni? :)


Nie. Nie wiem co to znaczy.


Kocur pisze:Pisałem o tym kiedyś, ale nie było rozwiązania. Chodzi mniej więcej o to, że jeśli będę zawsze samotny, to nie ma sensu planowanie niczego, nie ma sensu żadne działanie, żaden rozwój. Miłość to moje jedyne marzenie, ale ono się nie spełni. Poza tym są jeszcze cele, ale one miałyby sens tylko gdybym miał szansę na miłość. Przyczyną samotności są złe upodobania seksualne, na które nie mam wpływu, nie są moją winą, nie mogę ich zmienić, usunąć, ani pogodzić się z samotnością do końca życia. Ja mam takie podejście, że kobiet jest bardzo dużo i miłość nie polega na myśleniu, że do końca życia będę tylko z tą jedną kobietą, a jak nie to muszę cierpieć. Cierpienie, które się pojawia po rozstaniu jest normalną sprawą, tylko, że u mnie jest inaczej i nie mogę pocieszyć się, że będzie inna dziewczyna, bo nie będę z żadną, nigdy. To jest najbardziej demotywujące i niszczące. Emocje mówią swoje, a rozum swoje i nie daję rady zmienić tych emocji. Mogę jedynie od nich uciekać i mogę zmieniać emocje w wielu sytuacjach, ale nie w tej, bo preferencje seksualne nie podlegają świadomej zmianie żadną znaną metodą, a pogodzenie się z samotnością jest niemożliwe, bo to naturalna potrzeba każdego z nas.


Na forum jestem od niedawna. Nie znam tu nikogo. Czemu Twoja miłość ma sie nie spełnić.? Jakie są Twoje upodobania.? Samotność jest best 8-) . Może i potrzeba ale czy konieczność ? Znam osoby które nie wiążą sie i żyją.

-------------------------------------------
Reszte postów przeczytam i odpisze jutro. Sporo sie rozpisaliście :).

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 5 sierpnia 2015, o 03:17

Bover pisze:Kocurze, MJ to bardzo, baaaaardzo delikatna urzyweczka. Są duzo mocniejsze środki, które nie powodują tylko śmiechawy i zmułki. Są środki, które wprowadzają w euforie a nawet potężny błogostan. Oczywiście to ma swoje skutki uboczne, ale mery też je ma tylko mniejsze.


Wiem, że delikatna, ale mi w zupełności wystarcza. Nie mam po tym zmułek, bo wiem jak tego używać (początki były różne, ale to wtedy miałem najlepsze fazy, za którymi trochę dziś tęsknię, bo dosłownie czułem wtedy, że moja świadomość przenosi się do innego wymiaru). Mocniejsze rzeczy są dobre żeby to doświadczyć i coś z tego wynieść i więcej nie brać, a przynajmniej ja tak do tego podchodzę.

Bover pisze:Jak sie objawia ten stres. ? Próbowałes benzodiazepin ? Beta blokerów ? Antydepresantów jakiś.?


Stres objawia się tym, że pojawia się u mnie świadomość, że moje jedyne marzenie się nie spełni, która jest mocno osadzona w tu i teraz i całej przyszłości, przez co nie można nic planować. Kiedy staram się znaleźć rozwiązanie pojawia się gonitwa myśli i pojedyncze myśli szybko się urywają i potem pojawiają się następne. Kiedy zapalę bata i to rozkminiam to jest tak jak trzeba, ale ostatecznie i tak zawsze wniosek jest taki, że nic się z tym nie da zrobić. Dodam, że dawniej nie miałem problemów z rozkminianiem takich rzeczy, ale to trwa już za długo. W innych sprawach mam bardzo czysty i przejrzysty umysł i mogę myśleć normalnie.

Leków i narkotyków nie chcę, poza pojedynczymi testami. Czuję wtedy jakby ktoś w mojej głowie myślał za mnie i podsuwał mi gotowe wymówki i racjonalizacje usprawiedliwiające wszystko. Wolę to co umożliwia mi myślenie realne, bez życzeniowego trybu, że skoro bym czegoś chciał to przyjmę takie zdanie, które pasuje do pragnienia.

Bover pisze:Piwo to neurotoksyczna trucizna. Najlepiej jak najmniej go pić. Mówi to osoba, która przelała ogromne ilości go w swoim życiu.


Samo piwko nie jest trucizną. Dopiero dawka czyni z piwa truciznę, ale na pewno lepiej pić piwo niż mocniejsze trunki. Najlepiej pić okazyjnie.

Bover pisze:Ta, zawsze tak jest. Niestety. Wiele razy sobie obiecywałem, że sie nie zwiąrze. Po przedostatnim związku prawie rok unikałem tego - nawet gdy z jakąś dziwczyną dobrze sie rozmawiało urywalem to. Ale gdy pojawiła sie ta, po której teraz cierpie to opory zniknęły. Spotkałem swojego aniołka.
Obecnie chce za wszelką cene tego unikać. Będę sobie przypominał jak sie zwijałem z bólu po pani M. Mam plany nawet aby zablokować sobie opcje zakochiwania jeśli jest to możliwe.
Fobia przed związkami wyszla by mi na dobre .


Moim zdaniem warto dociec przyczyny nieudanych związków, przeanalizować swoje zachowanie i wybory (co Cię kręci w kobietach, bo być może z powodu wzorców z dzieciństwa podświadomie wybierasz takie kobiety, które Cię krzywdzą). Uważam, że poddawanie się nie ma sensu i tylko wpędza w jeszcze większą frustrację.

Bover pisze:Nie. Nie wiem co to znaczy.


Chodzi o to, że nieleczony katar trwa tyle samo co leczony.

Bover pisze:Na forum jestem od niedawna. Nie znam tu nikogo. Czemu Twoja miłość ma sie nie spełnić.? Jakie są Twoje upodobania.?


Szkoda gadać. Nie ma to większego znaczenia, bo pisząc o tym i tak nie rozwiążę problemu.

Bover pisze:Samotność jest best . Może i potrzeba ale czy konieczność ? Znam osoby które nie wiążą sie i żyją.


Na tej zasadzie można żyć bez jedzenia i picia (np na kroplówkach), bez relacji międzyludzkich, bez ambicji itd. Do życia potrzebujesz tylko jedzenia, które zaspokoi głód i deficyty, wody, powietrza. Tylko po co tak żyć? Życie jest potwornie puste i trzeba je czymś wypełnić, np do faktu jedzenia i picia dodać smak, tworzyć relacje z innymi, kochać, próbować używek itd. Można robić różne rzeczy, które wypełniają pustkę. Życie dla samej pustki, od której staramy się uciekać, bo jest zła to nie żadne życie, a wegetacja. Żyjąc cały czas z niezaspokojoną potrzebą może mi się udać najwyżej wyparcie lub odcięcie się emocjonalne. Oba stany nie są zdrowiem psychicznym.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 10:28

Kocur pisze: Mocniejsze rzeczy są dobre żeby to doświadczyć i coś z tego wynieść i więcej nie brać, a przynajmniej ja tak do tego podchodzę.


W przypadku psychodelików tak. Na stymulantach i depresantach to raczej nie o to chodzi :mrgreen: .

Kocur pisze:Leków i narkotyków nie chcę, poza pojedynczymi testami.


A jednak korzystasz z MJ i alkoholu :mrgreen: .

Kocur pisze:Samo piwko nie jest trucizną. Dopiero dawka czyni z piwa truciznę, ale na pewno lepiej pić piwo niż mocniejsze trunki. Najlepiej pić okazyjnie.


Alkohol jest neurotoksyczny, hepatoksyczny, obniża acetylocholine, wypłukuje elektrolity i tak dalej...
Etanol jest trucizną. Im mniej tym lepiej.

Kocur pisze:Moim zdaniem warto dociec przyczyny nieudanych związków, przeanalizować swoje zachowanie i wybory (co Cię kręci w kobietach, bo być może z powodu wzorców z dzieciństwa podświadomie wybierasz takie kobiety, które Cię krzywdzą). Uważam, że poddawanie się nie ma sensu i tylko wpędza w jeszcze większą frustrację.


Kocurze ja znam przyczyne nieudanych związków. Czytałem sporo o psychologii kobiet i uwodzeniu po tym jak przedostatnia dziewczyna mnie zostawiła. W ostatnim związku jednak byłem głupi i olałem swoją wiedze bo wierzyłem pani M. ,że jest okej ,że nigdy nie odejdzie, że jestem najważniejszy... bla bla bla.

Ja sie nie poddaje, ja poprostu unikam uzależnienia od kobiety i chce normalnie funkcjonować ;-) . Wtedy mam więcej pieniędzy, czasu, moge rozwijac wiedze i pasje. Ja tego poprostu nie chce. Mam nadzieje ,że pieprzona natura mnie nie wciągnie kolejny raz w to bagno.

Kocur pisze:Szkoda gadać. Nie ma to większego znaczenia, bo pisząc o tym i tak nie rozwiążę problemu.


Nie trać wiary. O co chodzi.? I tak z Twoich postów wnioskuje ,że non stop o tym myślisz to co Ci szkodzi porozmawiać o tym z innymi.? Chyba, że sie bardzo wstydzisz to nie nalegam.

Kocur pisze:Na tej zasadzie można żyć bez jedzenia i picia (np na kroplówkach), bez relacji międzyludzkich, bez ambicji itd. Do życia potrzebujesz tylko jedzenia, które zaspokoi głód i deficyty, wody, powietrza. Tylko po co tak żyć? Życie jest potwornie puste i trzeba je czymś wypełnić, np do faktu jedzenia i picia dodać smak, tworzyć relacje z innymi, kochać, próbować używek itd. Można robić różne rzeczy, które wypełniają pustkę. Życie dla samej pustki, od której staramy się uciekać, bo jest zła to nie żadne życie, a wegetacja. Żyjąc cały czas z niezaspokojoną potrzebą może mi się udać najwyżej wyparcie lub odcięcie się emocjonalne. Oba stany nie są zdrowiem psychicznym.


Czytając Twoje posty myśle ,ze uważasz miłość za największy lub jeden z największych priorytetów w życiu. Jedzenie i woda są zdecydowanie ważniejsze, niezbędne do egzystencji. Bez partnera zdecydowanie latwiej żyć. Próbowanie używek nie jest niczym dobrym ani koniecznym.

Uważam ,że można nie być w związku i być szczęśliwym. I pisze to ja - ja który od zawsze chciałem mieć swoją delikatną, kochającą dziewczyne którą moge sie opiekować,spędzać non stop czas, zasypiac sie i budzić każdego dnia wtulonym. Tak marzyło mi sie to. Ale ja widze ,że zawsze tak samo sie kończy. Nigdy nie będę szczęśliwy i dużo lepiej mi wyjdzie bycie samotnym niż jakis czas euforii i szczęścia za czas ogromnej rozpaczy,depresji do myśli samobójczych.

Chyba ,że technologia pójdzie tak na przód, że będziemy Tworzyc ludzi, którzy będą mieli zamiast mózgu komputer (a cialo ludzkie) i zaprogramowany będzie na pełną wierność,oddanie,zakochanie i zaprogramowany nigdy nie zdradzać i być zawsze obok. A nie jak to robią dziewczyny - puste słowa na wiatr.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 5 sierpnia 2015, o 11:56

Widzę Bover, że już zaczynasz kumać o co chodzi. Idź tą drogą. :)

Tylko z ostatecznymi wnioskami się jeszcze wstrzymaj. :roll:

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 5 sierpnia 2015, o 14:40

Bover pisze:W przypadku psychodelików tak. Na stymulantach i depresantach to raczej nie o to chodzi .


Też o to, bo można z tego wynieść doświadczenie poczucia mocy i potem je odpalić w odpowiedniej sytuacji ;)

Bover pisze:A jednak korzystasz z MJ i alkoholu .


Bo to najsłabsza używka, która ma też dużo skutków pozytywnych i nie uzależnia fizycznie (MJ) i legalny trunek, który jest u nas zakorzeniony kulturowo.

Bover pisze:Alkohol jest neurotoksyczny, hepatoksyczny, obniża acetylocholine, wypłukuje elektrolity i tak dalej...
Etanol jest trucizną. Im mniej tym lepiej.


No tak, ale ludzie mają tendencje do wyolbrzymiania takich informacji. Wszystko jest kwestią jak się tego używa. Im mniej tym lepiej, ale jednak alkohol w umiarkowanych ilościach nie robi spustoszenia w organizmie, a różne leki robią.

Bover pisze:Kocurze ja znam przyczyne nieudanych związków. Czytałem sporo o psychologii kobiet i uwodzeniu po tym jak przedostatnia dziewczyna mnie zostawiła. W ostatnim związku jednak byłem głupi i olałem swoją wiedze bo wierzyłem pani M. ,że jest okej ,że nigdy nie odejdzie, że jestem najważniejszy... bla bla bla.


Myślę, że wydaje Ci się, że znasz przyczynę, ale to co myślisz nią nie jest. To tylko wersja jakiejś grupki osób i trzeba sobie zadać pytanie dlaczego mają takie, a nie inne zdanie. Dla mnie te wszystkie rady są niewiarygodne, a na pewno są nienaukowe i raczej z pkt widzenia nauki można wyjaśnić takie myślenie:
- usprawiedliwianie się i wybielanie wizerunku ego przed samym sobą "ja robię wszystko dobrze i jestem niewinny, a wina jest po stronie kobiet"
- mała i niereprezentatywna grupa kobiet - większość złych zachowań i braku moralnego postępowania to wina wychowania i patologicznych jednostek jest stosunkowo dużo u obu płci. Na dodatek dobieranie się w pary jest uwarunkowane wychowaniem, czyli upraszczając masz w sobie czynnik, który jest stałą i na zetknięcie się z nim kobiety reagują w określony sposób, oraz masz w sobie czynnik, który powoduje, że podobają Ci się kobiety o określonym typie, które w efekcie okazują się złe.
- brak komunikacji - moim zdaniem to jest główny czynnik, który rujnuje relacje, a akurat tego można się nauczyć
- projekcja swoich wad na kobiety
- mechanizm, który w psychologii nazywa się kwaśne winogrona, racjonalizacja.
- granie przed drugą stroną kogoś kim się nie jest - na początku to nieuniknione, a potem powinien zmienić się etap związku i wtedy pojawia się wzajemne zaufanie i bliskość nie tylko fizyczna. Większość tych "ekspertów" z netu wręcz daje takie rady żeby udawać, kłamać, bo kobieta chce tylko wykorzystać faceta i leci na jego siłę, a potem właśnie te laski zdradzają, bo brakuje im spełnienia ich naturalnych potrzeb emocjonalnych. Chcą żyć z facetem, a żyją obok niego. Dlatego nieraz mężatki i kobiety w związkach łatwiej poderwać od młodszych, wolnych kobiet, które mają pewne oczekiwania wobec faceta i nie zmienią ich tak łatwo. Kobiety w związkach natomiast wiedzą czego im brakuje i jeśli inny facet to ma, to kobieta może zdecydować się na zdradę, która z jej pkt widzenia jest usprawiedliwiona - facet popełnia same błędy, które rozczarowują kobietę, więc ona traci do niego szacunek. Ja widzę jak mężczyźni traktują swoje kobiety i ta hipoteza potwierdza się w 100%. Zazwyczaj mężczyźni odgrywają przy kobietach swoją rolę, która bierze się z błędnego myślenia na temat tego jaki powinien być facet.

Bover pisze:Ja sie nie poddaje, ja poprostu unikam uzależnienia od kobiety i chce normalnie funkcjonować . Wtedy mam więcej pieniędzy, czasu, moge rozwijac wiedze i pasje. Ja tego poprostu nie chce. Mam nadzieje ,że pieprzona natura mnie nie wciągnie kolejny raz w to bagno.


Jesteś uzależniony po same uszy. Człowiek, który nie jest uzależniony w ogóle nie myśli o czymś takim. Popatrz na alkoholików, którzy rzucili picie. Dla ilu z nich alkohol to nadal główny temat życia, tylko teraz "cieszą się" tym, że nie piją i są z tego dumni? To oznacza, że problem nie został rozwiązany, tylko zamieciony pod dywan i wychodzi na wierzch pod inną nazwą, innym kamuflażem. Brak uzależnienia od kobiet to podejście, że jak nie ta kobieta, to będzie inna. Kobieta jest niezbędna mężczyźnie, ale stany kiedy jest sam też są naturalne, tak jak to, że żaden mężczyzna nie jest przypisany raz na zawsze do żadnej kobiety. Ale jeśli ktoś nie może w ogóle być z kobietą, to już problem jest dużo bardziej bolesny. Wszystko zależy od podejścia i od tego jakie zadajesz sobie pytania. "Jestem samotny" można zawsze zamienić na "będę w relacji miłosnej" i wtedy ból w chwili obecnej nie jest już taki duży, bo cel jest zaplanowany na przyszłość, a po nieudanej próbie jego osiągnięcia jest czas na inne próby.

Bover pisze:Wtedy mam więcej pieniędzy, czasu, moge rozwijac wiedze i pasje.


A ja nie potrzebuję mieć pieniędzy, czasu, rozwijać wiedzy i pasji. Właściwie niczego mi nie potrzeba poza rozwiązaniem problemu, który mnie dręczy. Jeśli to się nie rozwiąże to niezależnie od innych spraw będę miał przerąbane, a moje cierpienie skończy się dopiero wraz ze śmiercią. Jeśli to rozwiążę, to dopiero wtedy pieniądze i pasja zaczną mieć sens.

Bover pisze:Nie trać wiary. O co chodzi.? I tak z Twoich postów wnioskuje ,że non stop o tym myślisz to co Ci szkodzi porozmawiać o tym z innymi.? Chyba, że sie bardzo wstydzisz to nie nalegam.


Dlaczego mam nie tracić wiary? Nie istnieje żaden racjonalny argument na to. Raczej prawda jest dla mnie tak okrutna, że większość energii muszę pochłaniać żeby o tym nie myśleć i sztucznie łudzić się, że kiedyś znajdę rozwiązanie problemu. Ewidentnie ktoś musi mi pomóc, bo sam wyczerpałem już wszystkie próby rozwiązania problemu jakie przyszły mi do głowy.

Nie opisałem Ci problemu, bo i tak nikt nie jest w stanie w żaden sposób pomóc, a często to co mówią ludzie jeszcze bardziej szkodzi.

Bover pisze:Czytając Twoje posty myśle ,ze uważasz miłość za największy lub jeden z największych priorytetów w życiu. Jedzenie i woda są zdecydowanie ważniejsze, niezbędne do egzystencji. Bez partnera zdecydowanie latwiej żyć. Próbowanie używek nie jest niczym dobrym ani koniecznym.


Dla egzystencji tak, ale przecież sama egzystencja to źródło cierpienia kiedy nie można dążyć do czerpania przyjemności. Mógłbym żyć jak roślinka, ale po co? Tylko po to żeby utrzymać przy życiu organizm, który wtedy cierpi psychicznie, a od stresu też niszczy się fizycznie? To już lepiej niszczyć go fizycznie np używkami i smacznym jedzeniem. A miłość jest naszą podstawową potrzebą, a jeśli nie można tego zrealizować to cierpienie z powodu braku zaspokojenia tej potrzeby nie da się cieszyć i rozwijać. Cel nie weźmie się z powietrza jeśli nie będę tego chciał na poziomie emocji, bo wtedy można popaść w rutynę i bezmyślność. Zewnętrznie można coś tak osiągnąć, ale to nie ma żadnej wartości przez brak szczęścia wewnątrz.

Bover pisze:Uważam ,że można nie być w związku i być szczęśliwym.

Bover pisze:Nigdy nie będę szczęśliwy i dużo lepiej mi wyjdzie bycie samotnym niż jakis czas euforii i szczęścia za czas ogromnej rozpaczy,depresji do myśli samobójczych.


Czyli jednak nadal mówimy o ucieczce od uczuć i łudzeniu się, że bez nich będzie ok. Nie będzie, chyba, że wytworzysz taki mechanizm obronny i odetniesz się od odczuwania emocji. Wtedy można lecieć sobie na autopilocie i czas płynie szybciej, głupota rośnie, życie funkcjonuje w trybie robota.

Bover pisze:Chyba ,że technologia pójdzie tak na przód, że będziemy Tworzyc ludzi, którzy będą mieli zamiast mózgu komputer (a cialo ludzkie) i zaprogramowany będzie na pełną wierność,oddanie,zakochanie i zaprogramowany nigdy nie zdradzać i być zawsze obok. A nie jak to robią dziewczyny - puste słowa na wiatr.


Widać brak zaufania spowodowany skrzywdzeniem. Oczekujesz od dziewczyny wierności, ale masz przekonanie, że kobiety są niewierne. Są wierne, tylko jeszcze takiej nie spotkałeś. Zawsze w każdym społeczeństwie ludzie wartościowi stanowią mniejszość i płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Kobiety znacznie się od nas różnią w wielu kwestiach, ale moralność zależy akurat od wychowania. I nie warto za wcześnie zbyt wiele oczekiwać, nawet jeśli się kocha. Bover
ja uważam, że Twoje problemy są do rozwiązania przez coaching. Zmiana kilku przekonań może Ci pomóc być szczęśliwym.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 15:28

Full Moon pisze:Widzę Bover, że już zaczynasz kumać o co chodzi. Idź tą drogą. :)

Tylko z ostatecznymi wnioskami się jeszcze wstrzymaj. :roll:


Dzięki za dobre słowo ;-) .

Kocur pisze:Też o to, bo można z tego wynieść doświadczenie poczucia mocy i potem je odpalić w odpowiedniej sytuacji ;)


Niema opcji, że odpalisz tą moc po doświadczeniu. Biorąc stymulant zachodzi sporo zmian w minerałach, neuroprzekaźnikach, poziomie glukozy itd...

Kocur pisze:No tak, ale ludzie mają tendencje do wyolbrzymiania takich informacji. Wszystko jest kwestią jak się tego używa. Im mniej tym lepiej, ale jednak alkohol w umiarkowanych ilościach nie robi spustoszenia w organizmie, a różne leki robią.


Zależy też jakie leki. Niektore są dobre, niektore potrafią sporo namieszać. Ja z alko przesadzałem w życiu i z doświadczenia wiem ,że msakruje organizm i psyche. Teraz pije bardzo mało i sie czuje duzo lepiej. Generalnie siedze w temacie i legalność to żaden wyznacznik - alkohol mocno ora a wiele zakazanych środków przez prawo ma mniej skutków ubocznych chociaz by maryśka o której pisaliśmy.

Kocur pisze:Myślę, że wydaje Ci się, że znasz przyczynę, ale to co myślisz nią nie jest. To tylko wersja jakiejś grupki osób i trzeba sobie zadać pytanie dlaczego mają takie, a nie inne zdanie. Dla mnie te wszystkie rady są niewiarygodne, a na pewno są nienaukowe...


Nie zgodzę sie z Toba. Dosyć czytałem co nieco testowałem swojego czasu i wiedza z mych źrodeł wydaje mi sie wiarygodna. Moje główne źrodło wiedzy to Marcin "Adept" Szabelski. Poczytaj o jego osobie jeśli zechcesz. Ma ogromną wiedze i uczył sie u najlepszych uwodzicieli na świecie. Nie korzystam z jakis blogów anonimowych osób, czy rad z YT równierz jakis anonimów...

Kocur pisze:Jesteś uzależniony po same uszy. Człowiek, który nie jest uzależniony w ogóle nie myśli o czymś takim.


Więc ujmę to inaczej: będę unikał zakochiwania się by nie być bezpośrednio od danej osoby uzależnionym. Pozatym nie zgodze sie też z dalszą wypowiedzią. Można o czymś rozmawiać i nie być uzależnionym od tego. Pisząc uzależnienie mam na myśli, że nie moge bez czegoś wytrzymać.

Kocur pisze:A ja nie potrzebuję mieć pieniędzy, czasu, rozwijać wiedzy i pasji. Właściwie niczego mi nie potrzeba poza rozwiązaniem problemu, który mnie dręczy. Jeśli to się nie rozwiąże to niezależnie od innych spraw będę miał przerąbane, a moje cierpienie skończy się dopiero wraz ze śmiercią. Jeśli to rozwiążę, to dopiero wtedy pieniądze i pasja zaczną mieć sens.


Każdy ma inne priorytety, cele. Gdyby wszyscy byli tacy sami było by nudno :mrgreen: .

Kocur pisze:Dlaczego mam nie tracić wiary? Nie istnieje żaden racjonalny argument na to. Raczej prawda jest dla mnie tak okrutna, że większość energii muszę pochłaniać żeby o tym nie myśleć i sztucznie łudzić się, że kiedyś znajdę rozwiązanie problemu. Ewidentnie ktoś musi mi pomóc, bo sam wyczerpałem już wszystkie próby rozwiązania problemu jakie przyszły mi do głowy.


Bo tracąc wiare na rozwiązanie napewno tego nie rozwiążesz. Skoro piszesz ,że łudzisz sie ,że znajdziesz rozwiązanie najwyraźniej jej nie straciłeś do końca.
Nie chcesz pisać to nienamawiam. Wspomniałeś coś o seksualności. A co gdyby farmakologicznie zablokować całkiem libido ? Nie wiem o co chodzi więc rzucam tak poprostu swą myśl.

Kocur pisze:Czyli jednak nadal mówimy o ucieczce od uczuć i łudzeniu się, że bez nich będzie ok. Nie będzie, chyba, że wytworzysz taki mechanizm obronny i odetniesz się od odczuwania emocji. Wtedy można lecieć sobie na autopilocie i czas płynie szybciej, głupota rośnie, życie funkcjonuje w trybie robota.


Pisząc ,że nie będę szczęśliwy miałem na mysli związek. Generalnie mogę być i zakładam ,że będę. Oczywiście fajnie by było być w szczęśliwym związku na stałe ale i bez tego można być szczęśliwym. Mam swoje pasje i zajęcia które sprawiają mi radość. Poza tym generalnie jestem samotnikiem. Pamiętam czasy gimnazjum. Byłem samotny, miałem pasje i kumpli z tą samą - żyliśmy praktycznie tylko tym i było świetnie.

Kocur pisze:Widać brak zaufania spowodowany skrzywdzeniem. Oczekujesz od dziewczyny wierności, ale masz przekonanie, że kobiety są niewierne. Są wierne, tylko jeszcze takiej nie spotkałeś. Zawsze w każdym społeczeństwie ludzie wartościowi stanowią mniejszość i płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Kobiety znacznie się od nas różnią w wielu kwestiach, ale moralność zależy akurat od wychowania. I nie warto za wcześnie zbyt wiele oczekiwać, nawet jeśli się kocha. Bover
ja uważam, że Twoje problemy są do rozwiązania przez coaching. Zmiana kilku przekonań może Ci pomóc być szczęśliwym.


Mnie nie spotkała zdrada (chyba?). Zależy które są wierne i zalezy to też od wielu czynników i okoliczości ...
Brak zaufania fakt. Ale byłem w kilku związkach i słyszałem zapewnienia "Na zawsze, Tylko Ty, nigdy nie odejde". W ostatnim związku (po którym obecnie cierpie) czytałem lub słyszałem każdego dnia ze 15-20 razy "Kocham Cię" i po kilka razy o wiernosci oddaniu i miłosci na zawsze oraz jak przepotęzna. Bullshit ;).

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 5 sierpnia 2015, o 15:52

Bover pisze:Niema opcji, że odpalisz tą moc po doświadczeniu. Biorąc stymulant zachodzi sporo zmian w minerałach, neuroprzekaźnikach, poziomie glukozy itd...


Nie odpalę haju, ale go w pewien sposób pamiętam. Mogę więc modelować swoje zachowanie pod pewien szablon jaki daje narkotyk. To się przydaje, np kiedy czuję, że znikają problemy, to potem mogę przywołać w pamięci stan bez problemów i on nie będzie taki czysty, ale jest z tego jakaś korzyść.

Bover pisze:Zależy też jakie leki. Niektore są dobre, niektore potrafią sporo namieszać. Ja z alko przesadzałem w życiu i z doświadczenia wiem ,że msakruje organizm i psyche. Teraz pije bardzo mało i sie czuje duzo lepiej. Generalnie siedze w temacie i legalność to żaden wyznacznik - alkohol mocno ora a wiele zakazanych środków przez prawo ma mniej skutków ubocznych chociaz by maryśka o której pisaliśmy.


Masz rację, ale ja jednak obstaję przy tym, że 1-2 piwa to nie alkohol ;) Jakoś nie mam skłonności do upijania się.

Bover pisze:Nie zgodzę sie z Toba. Dosyć czytałem co nieco testowałem swojego czasu i wiedza z mych źrodeł wydaje mi sie wiarygodna. Moje główne źrodło wiedzy to Marcin "Adept" Szabelski. Poczytaj o jego osobie jeśli zechcesz. Ma ogromną wiedze i uczył sie u najlepszych uwodzicieli na świecie. Nie korzystam z jakis blogów anonimowych osób, czy rad z YT równierz jakis anonimów...


To czysty marketing. Wszyscy ci uwodziciele to w pewnym sensie hochsztaplerzy.

Bover pisze:Więc ujmę to inaczej: będę unikał zakochiwania się by nie być bezpośrednio od danej osoby uzależnionym. Pozatym nie zgodze sie też z dalszą wypowiedzią. Można o czymś rozmawiać i nie być uzależnionym od tego. Pisząc uzależnienie mam na myśli, że nie moge bez czegoś wytrzymać.


Moim zdaniem to strach przed uczuciami, angażowaniem się. Jeśli chodzi o uzależnienie, to ja nie piszę tylko o rozmowach - alkohol to główny motyw życia wielu ludzi, którzy nie piją od 20 lat. Coś tu chyba jest nie tak, prawda? Znałem osobę, która miała problem z kobietami, a konkretnie z wejściem w związek. Dziś ta osoba prowadzi stronę, na której pisze negatywne rzeczy o kobietach i o dziwo znalazł nawet grupę popleczników. Ich głównym motywem jest to, że czują się lepsi od kobiet, nie potrzebują ich, ale cała idea jest skupiona na kobietach. Nieco podobnie mam z kościołem - czułem uraz, więc skupiałem się na jechaniu po katolikach przez spory czas po samym odrzuceniu religii.

Bover pisze:Każdy ma inne priorytety, cele. Gdyby wszyscy byli tacy sami było by nudno .


Ale ja nie chcę mieć tak jak mam. Wolałbym żeby pieniądze były dla mnie celem, czy samo utrzymanie się przy życiu mogłoby nim być. Ja tego nie mam i wręcz wolałbym nie żyć, więc nie mam motywacji do robienia czegokolwiek. A wszystko przez to, że moje jedyne marzenie to coś z czym muszę walczyć i się tego pozbyć, a pozostałe rzeczy są przymusem, nakazem, który muszę robić mimo, że mam cierpieć i nie wolno mi się cieszyć.

Bover pisze:Bo tracąc wiare na rozwiązanie napewno tego nie rozwiążesz. Skoro piszesz ,że łudzisz sie ,że znajdziesz rozwiązanie najwyraźniej jej nie straciłeś do końca.


Czyli mam wiarę i mimo to nie ma rozwiązania, a zdaniem fachowców ono nie istnieje.

Bover pisze:Nie chcesz pisać to nienamawiam. Wspomniałeś coś o seksualności. A co gdyby farmakologicznie zablokować całkiem libido ? Nie wiem o co chodzi więc rzucam tak poprostu swą myśl.


Chęć miłości nie jest tylko chęcią seksu, więc zablokowanie libido nie rozwiąże sprawy. Miałem takie momenty, że libido samo znikało ze stresu (a innym razem musiałem walić gruchę 15 razy) i dużo lepiej czułem się z wysokim libido. Farmakologicznie nie da się zablokować popędu. Byłem w tej sprawie u seksuologa i powiedział, że tak się robi tylko zboczeńcom, którzy nie panują nad popędem i mogliby kogoś skrzywdzić. Są leki czasowo hamujące popęd, ale mają masę skutków ubocznych i nikt nie podejmie się przepisaniu mi tego - depresja, tycie, cukrzyca to nie tylko ryzyko zagrożenia przy tych lekach, co wręcz prawie pewność, że by wystąpiły. Napisałem Ci o co chodzi na pw żeby tu nie zaśmiecać, bo już o tym pisałem i zamiast pomocy jest wręcz przeciwny efekt.

Bover pisze:Pisząc ,że nie będę szczęśliwy miałem na mysli związek. Generalnie mogę być i zakładam ,że będę. Oczywiście fajnie by było być w szczęśliwym związku na stałe ale i bez tego można być szczęśliwym. Mam swoje pasje i zajęcia które sprawiają mi radość. Poza tym generalnie jestem samotnikiem. Pamiętam czasy gimnazjum. Byłem samotny, miałem pasje i kumpli z tą samą - żyliśmy praktycznie tylko tym i było świetnie.


Ja z kolei na odwrót - potrzebuję samotności, ale potrzebuję też ludzi i relacji z nimi.

Bover pisze:Mnie nie spotkała zdrada (chyba?). Zależy które są wierne i zalezy to też od wielu czynników i okoliczości ...
Brak zaufania fakt. Ale byłem w kilku związkach i słyszałem zapewnienia "Na zawsze, Tylko Ty, nigdy nie odejde". W ostatnim związku (po którym obecnie cierpie) czytałem lub słyszałem każdego dnia ze 15-20 razy "Kocham Cię" i po kilka razy o wiernosci oddaniu i miłosci na zawsze oraz jak przepotęzna. Bullshit ;).


Z tym jest różnie i generalnie to zależy od człowieka, na którego się trafi.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 17:33

Kocur pisze:Nie odpalę haju, ale go w pewien sposób pamiętam. Mogę więc modelować swoje zachowanie pod pewien szablon jaki daje narkotyk. To się przydaje, np kiedy czuję, że znikają problemy, to potem mogę przywołać w pamięci stan bez problemów i on nie będzie taki czysty, ale jest z tego jakaś korzyść.


To weź heroine po której będziesz w niebie, bedziesz w pełni szczęśliwy, niewrażliwy na złe emocje i potem to odpalaj non stop w jakimś stopniu :mrgreen: .

Kocur pisze:To czysty marketing.


IMO z jednej strony tak. Z drugiej prawdziwa, przydatna wiedza. Marcin ma nawet filmiki jak podchodzi do kobiet i je podrywa. Mysle ,że przekonał bys sie do niego gdybyś z NEUTRALNYM podejściem podszedł do jego osoby, poczytał troche i poogladał materiały.



Kocur pisze:Moim zdaniem to strach przed uczuciami, angażowaniem się. Jeśli chodzi o uzależnienie, to ja nie piszę tylko o rozmowach - alkohol to główny motyw życia wielu ludzi, którzy nie piją od 20 lat. Coś tu chyba jest nie tak, prawda? Znałem osobę, która miała problem z kobietami, a konkretnie z wejściem w związek. Dziś ta osoba prowadzi stronę, na której pisze negatywne rzeczy o kobietach i o dziwo znalazł nawet grupę popleczników. Ich głównym motywem jest to, że czują się lepsi od kobiet, nie potrzebują ich, ale cała idea jest skupiona na kobietach. Nieco podobnie mam z kościołem - czułem uraz, więc skupiałem się na jechaniu po katolikach przez spory czas po samym odrzuceniu religii.


Ujął bym to raczej strach przed kolejnym nozem w samo już poranione serduszko :). Angażowałem sie na maksa i zakochiwałem. I co dostałem ? Miesiąc psychicznej śmierci. Teraz coraz lepiej sie robi.
W podanych przez Ciebie przykładach faktycznie jest coś nie halo z danymi osobami ...

Kocur pisze:Ale ja nie chcę mieć tak jak mam. Wolałbym żeby pieniądze były dla mnie celem, czy samo utrzymanie się przy życiu mogłoby nim być. Ja tego nie mam i wręcz wolałbym nie żyć, więc nie mam motywacji do robienia czegokolwiek. A wszystko przez to, że moje jedyne marzenie to coś z czym muszę walczyć i się tego pozbyć, a pozostałe rzeczy są przymusem, nakazem, który muszę robić mimo, że mam cierpieć i nie wolno mi się cieszyć.


Nie wiem cóż mam Ci odpisać bo nie wiem co Ci dolega :?

Kocur pisze:Czyli mam wiarę i mimo to nie ma rozwiązania, a zdaniem fachowców ono nie istnieje.


To ,że czegoś nie odkryto nie znaczy ,że tego czegoś nie ma. Ja tez mam pewne problemy ze zdrowiem z którymi walcze od lat i nie moge ich wyleczyć nawet z pomocą różnych ludzi...
Ale nie trace wiary. Myśle ,że mam coś genetycznie spiepszone.

Kocur pisze:a innym razem musiałem walić gruchę 15 razy


To przebija dwukrotnie mój rekord :lol:

Kocur pisze:Farmakologicznie nie da się zablokować popędu. Byłem w tej sprawie u seksuologa i powiedział, że tak się robi tylko zboczeńcom, którzy nie panują nad popędem i mogliby kogoś skrzywdzić.


A wiesz ,że lekarze w Polsce są do d***.? Z tego co wiem dało by sie. Ja sam jak spiepszyłem sobie przypadkowo coś z testosteronem to miałem długi okres zanik libido. W tamtym czasie raz podczas imprezy pijana dziewczyna w klubie dotykała mnie ręką po kroczu a ja nie czułem żadnego podniecenia...

Kocur pisze:Ja z kolei na odwrót - potrzebuję samotności, ale potrzebuję też ludzi i relacji z nimi.


Ja czasami też lubie wyjść do ludzi ale generalnie mam swoje ścieżki.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 5 sierpnia 2015, o 20:31

Bover pisze:To weź heroine po której będziesz w niebie, bedziesz w pełni szczęśliwy, niewrażliwy na złe emocje i potem to odpalaj non stop w jakimś stopniu .


Miałem na myśli coś innego. Jest stres, lipa i złe myśli, wypijam browara, palę bata i jest super i myśli są pozytywne. To już jest ważna informacja - jakość myśli może zależeć od jakości myśli, a narkotyki zmieniają myśli. Może też chodzić o neuroprzekaźniki. Samo to info powoduje, że inaczej reaguję na negatywne myśli, bo mam świadomość, że to tylko myśli i mogę je zmieniać zmieniając tym samym swój nastrój. To działa i tak samo działa joga. Tylko, że to są metody doraźne.

Bover pisze:IMO z jednej strony tak. Z drugiej prawdziwa, przydatna wiedza. Marcin ma nawet filmiki jak podchodzi do kobiet i je podrywa. Mysle ,że przekonał bys sie do niego gdybyś z NEUTRALNYM podejściem podszedł do jego osoby, poczytał troche i poogladał materiały.


Jeśli miarą jest skuteczność to ok, ale metody podrywu to nie wszystko. Kiedyś jarałem się PUA, ale potem mi przeszło, choć rozumiem co jest w tym ciekawego. Wiem jednak, że wielka część tego to czysty marketing.

Wiesz co dało mi powodzenie u lasek? W momencie kiedy miałem już gdzieś co o mnie pomyślą po prostu byłem szczery, bawiłem się procesem, śmiałem się. Wiem już co kręci kobiety, ale to wcale nie świadczy o nich źle i dobrze rokowałoby na związek, bo zrozumiałem, że powodzenie w związku zależy w 80% od faceta. Dlatego to jest straszne lamerstwo jak facet zrzuca winę na kobiety. To jak mężczyzna traktuje kobiety jest miarą jego skuteczności. To tak jak z grą w piłkę. Ci, którzy w szkole nie umieli grać przeważnie nie lubią piłki nożnej. Jak ktoś jest debilem to nie lubi matematyki, a jak jest leniem tak jak ja to nie lubi przedmiotów gdzie trzeba dużo kuć na pamięć, np historii. Dla mnie to jest prosta zależność. Ale chciałbym żeby więcej facetów miało lepszą pewność siebie i wiedziało jak postępować z kobietami, a do tego trzeba pozbyć się uprzedzeń. Myślę, że większości da się pomóc z tym problemem, tylko mam jedno zastrzeżenie, a jest nim miara atrakcyjności, tzn jeśli ktoś jest mało atrakcyjny to ma małą szansę na atrakcyjną laskę i to odbiera wartość związkom, bo większość ludzi jest ze sobą żeby nie być samemu, ale laski marzą o lepszych facetach, a mężczyźni o lepszych kobietach niż są im dostępne.

Bover pisze:Ujął bym to raczej strach przed kolejnym nozem w samo już poranione serduszko . Angażowałem sie na maksa i zakochiwałem. I co dostałem ? Miesiąc psychicznej śmierci. Teraz coraz lepiej sie robi.


Moim zdaniem to kwestia podejścia i skuteczności, oraz świadomości potrzeb drugiej osoby.

Bover pisze:To ,że czegoś nie odkryto nie znaczy ,że tego czegoś nie ma. Ja tez mam pewne problemy ze zdrowiem z którymi walcze od lat i nie moge ich wyleczyć nawet z pomocą różnych ludzi...
Ale nie trace wiary. Myśle ,że mam coś genetycznie spiepszone.


A co konkretnie Ci dolega?

To, że coś jest to nic nie znaczy jeśli tego nie odkryto, bo w praktyce to nie istnieje. Jest tylko teoria, ale jeszcze nieodkryta, czyli jakby jej nie było.

Bover pisze:To przebija dwukrotnie mój rekord


Na trzeźwo po 2 razach zasypiam i nie mam siły ;)

Bover pisze:A wiesz ,że lekarze w Polsce są do d***.? Z tego co wiem dało by sie. Ja sam jak spiepszyłem sobie przypadkowo coś z testosteronem to miałem długi okres zanik libido. W tamtym czasie raz podczas imprezy pijana dziewczyna w klubie dotykała mnie ręką po kroczu a ja nie czułem żadnego podniecenia...


Ale ten zanik libido to deprecha - zwalenie przynajmniej rozładowuje napięcie. Myślę, że ten lekarz miał rację bo w necie dowiaduję się tego samego. Po prostu nie ma dobrych leków na to, choć Twój przypadek pokazuje, że da się, ale nie ma na to utartego sposobu, który jest metodą pierwszego wyboru w takich sytuacjach. Poza tym ja nie chcę zmniejszać testosteronu bo to negatywnie odbija się na myśleniu.

Bover pisze:Ja czasami też lubie wyjść do ludzi ale generalnie mam swoje ścieżki.


Każdy facet je ma. Ja potrzebuję nawet dość sporo samotności i dłuższe towarzystwo mnie męczy, ale brak towarzystwa jest jeszcze gorszy.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 5 sierpnia 2015, o 22:53

Kocur pisze:A co konkretnie Ci dolega?


Generalnie sporo tego. Ciągłe stany depresyjne, lęki, stresy, tendencja do uzależnień, mocarna nadpotliwość, huśtawki nastrojów, ciągłe rozkminy,rozmyślenia, analizy...

Ogólnie przez lata pogłębiania wiedzy i poznawania swojego organizmu z większością potrafie sobie poradzić ale mój głowny problem to lęk i stres w niemal każdej sytuacji. Teraz troche mi lepiej ale nadal ciężko. Wole tu na forum o tym nie pisać, ewentualnie na PW. Ale sie nie poddaje i nie poddam ;). Jest lepiej niż było a będzie jeszcze lepiej.


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość