aartefax pisze:No nie -poprostu niewiemy,niemożemy byc pewni czy Sokrates czy Jezus byli postaciami historycznymi.
Jeśli istnieli to z całą pewnością nimi byli.
Zależy co przyjmiemy za definicję postaci historycznej. Jeśli taką, która faktycznie istniała to nie wiemy, a jeśli taką, o której wiemy, że istniała to Jezus nią nie jest.
aartefax pisze:Nie wiem jacy to niby katolicy mieliby twierdzić że Sokrates mialby nieistnieć i dlaczego akurat oni mieliby tak twierdzić.Rozumiem że np protestanci czy ateiści jakoś mieliby mieć inne zdanie.
Chodzi o popularny argument chrześcijan, który jest odpowiedzią na zarzut, że Jezus nie jest udokumentowaną postacią historyczną. Chrześcijanie twierdzą, że Sokrates też nią nie był, a naucza się twierdzeń Sokratesa. Kontrargumentem na to jest to, że twierdzenia Sokratesa mają wartość filozoficzną same w sobie niezależnie od tego kto jest ich autorem, a nauki Jezusa pełnią inną rolę, bo mają być przyjęte jako fakty objawione przez Boga. Krótko mówiąc jest różnica między filozofem, a Bogiem.
aartefax pisze:A prawda jest taka że im dalej wgłąb historii to tym trudniej o wzmianki historyczne.
Brak tego typu dowodów wcale nieoznacza że takiej postaci nie było.
A dalej tak na logikę to niby dlaczego kronikarze mieliby akurat wspominać o Jezusie?Nie był dla nich postacią znaczacą,wyrózniającą się.
Jak to nie??? Chłop chodził po wodzie, ukrzyżowano go bo był groźny politycznie dla Żydów i masakrował Faryzeuszy jak Korwin lewaków. Potem zmartwychwstał i temu towarzyszyły różne nietypowe zjawiska. Jak to możliwe, że nie ma o tym żadnej wzmianki? Jest jedynie wzmianka o jakimś Chrestosie, który nie jest sprecyzowany i kilka innych poszlak, które mogą być tylko podobieństwami nazw. Moim zdaniem to jest dosyć dziwne, ale z kolei też dziwne byłoby nieistnienie Chrystusa, bo powtórzę tu argument Hitchensa: gdyby Jezus nie istniał naprawdę to nie istniałyby przekłamania mające na celu dopasowanie postaci Jezusa z Nazaretu to proroctw ST. Dlatego sprawa jest nie do końca jasna.
aartefax pisze:Jeśli św Paweł miałby stworzyć postać Jezusa to gdzie znajdzemy dowody na istnienie św Pawła?
Nie wiadomo kto stworzył tę postać. W ogóle nie wiadomo kto napisał Biblię i od tego należy zaczynać takie dyskusje ;)
Full MoonMógłbyś napisać coś więcej o tej plastyczności percepcji? Temat jest bardzo ciekawy, a nie ma zbyt wiele informacji w necie.
Full Moon pisze:Nie istnieje żadne odczucie traumy czujesz emocje i tyle
I te emocje nazywa się traumą żeby było łatwiej się porozumiewać. Podobnie przecież jest z alkoholizmem, czy zaburzeniami osobowości. Można powiedzieć też, że nie istnieje ciemność, tylko nie ma światła.
Full Moon pisze: Podstawą jest by wyjść z perspektywy utożsamienia.
Też, ale to niekoniecznie musi wystarczać.
Full Moon pisze: U kolegi zadziałały leki, a u ciebie trawa, zwyczajnie bo na chwilę przestałeś sobie wmawiać że masz traumę.
Nie. Tzn w przypadku trawy nie, bo ona tak po prostu działa i naukowcy próbują tłumaczyć to tym, że marihuana blokuje coś tam związanego z hipokampem i trauma "wymazuje się" z pamięci, a przynajmniej usuwa się "link" do niej. Nie pamiętam dokładnie na czym mechanizm polega, ale coś w tym stylu - podłoże jest biochemiczne ;)
Full Moon pisze:Mózg dostrzegł, że to bez sensu wzorzec. Ja dalej mam różne wzorce emocjonalne nad którymi pracuje. To jest tylko kwestia dania sobie szansy.
Szkoda, że terapeuci nie dają mi szansy na wyleczenie najbardziej bezsensownego wzorca, który w zasadzie zrujnował mi życie. Bo zgodnie z ich wiedzą nie da się tego zrobić (tzn nie ma póki co rozwiązania). Ja to dostrzegam, że to mnie niszczy, wiem, że priorytetem jest tu zmiana, ale nic nie pomaga. Przez chwilę myślałem, że może terapia pomoże, ale też się właśnie dowiedziałem, że nie ma na to jednak szansy.
Full Moon pisze:Ja w życiu miałem tyle sytuacji stresogennych i to ostro, że gdyby traumy istniały to musiałbym być chyba klinicznie martwy. Lecz nie dałem sobie tego wmówić i nic mi nie jest
To nie tak. W psychologii istnieją tzw tryby odłączone - niektórzy na stresogenne sytuacje reagują traumami i rozpamiętywaniem, inni "zapominają", a jeszcze inni mówią o sytuacji z dystansem "no kur**a wiesz operowali mi pikawę, bolało jak sam skur**syn, ale rozkminiałem sobie wtedy, że jak wyjdę do chaty to co zrobię w LOLu" i na końcu śmiech. I ja też miałem to ostatnie i wiele spraw specjalnie zapominałem, oceniając rozpamiętywanie tego jako niepotrzebne, bo wnioski na przyszłość już miałem. Psychopaci np zawsze zapominają takie rzeczy, bo nie mają tych emocji, więc nie wyciągają wniosków. Zdrowy dorosły wyciąga wnioski i nie rozpamiętuje, ale zdarzają się sytuacje, które mocno zapadają w pamięć.
Full Moon pisze:W moim odczuciu z Twoich poglądów na życie emanuje niemoc.
W sytuacji z traumą akurat tak nie jest. Z innymi rzeczami niestety tak, bo ta niemoc jest wynikiem mojej realnej sytuacji. Pewnie gdybym nie miał jednego problemu jaki mam i wszystko byłoby zupełnie inaczej, ale z kolei miałbym inne doświadczenia - może np wierzyłbym w błąd poznawczy, że świat jest pozytywny, bo możemy wszystko i nie zauważyłbym cierpienia wielu osób, które są bezsilne, a za tym szedłby zupełnie inny światopogląd, który mógłby okazać się zły w skutkach dla jakichś osób gdybym propagował tę ideę.
Dlatego tak mocno zadziałała na mnie ta teoria o krokodylach w ciałach subtelnych. Bo już pal licho te krokodyle, ale do tej pory myślałem dobrze na swój temat i miałem wysoką samoocenę, a tu nagle zacząłem analizować się z perspektywy 3 osoby biorąc pod uwagę, że mogę mieć coś takiego jak ten krokodyl (z jakiegoś względu błędne myślenie optymizujące, które zniekształca moje postrzeganie rzeczywistości). I dokładnie z tym ta teoria trafiła w punkt i wtedy właśnie podważyłem swoje racjonalne przekonania i zacząłem wierzyć w te głupoty ezoteryczne. Potem zacząłem myśleć, że nic nie wiadomo i podważyłem nawet to, że istnieję. Z drugiej strony to co się wtedy działo zostało w głowie jako zdarzenie negatywne, ale bardzo kolorowe emocjonalnie. W pewnym momencie znów wszystko się zracjonalizowało. Jedna rzecz się nie zmienia - mój podstawowy problem jest nie do rozwiązania.
Co do książki to nie oceniam jej i nie krytykuję, ale po prostu już wiele razy różne książki miały zawierać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale nie zawierały.
Full Moon pisze:Człowiek sam z siebie nic nie zrobi bo jest zamkniętym układem, trzeba do środka wpuścić nową informacje, poszerzyć perspektywę, by wyrwać się z poprzedniego kręgu.
Niekoniecznie. Ja do wielu rzeczy dochodziłem sam, a potem czytałem o nich w książkach, na których ktoś zarobił pieniądze. A właśnie informacje z zewnątrz zniszczyły mi życie, bo prawda jest wbrew temu co jest moim marzeniem, a innych marzeń jakoś nie mam. Wychodzi na to, że muszę walczyć ze swoimi emocjami, próbować je kontrolować, bo inaczej zdezorganizują mi całe życie. Nie ulegnę temu bo mam informacje z zewnątrz, które mówią mi, że to marzenie jest złe, czyli cały świat zawalił się bezpowrotnie. Teraz potrzebuję informacji jak zmieniać preferencje i edytować cele żeby ich pragnąć, a nie tylko postanowić sobie coś i na siłę do tego dążyć nie czerpiąc satysfakcji.
Full Moon pisze:Piszesz, że coś jest bełkotem, albo dajesz slogany, ale nie przytaczasz sam żadnych sensownych argumentów, a jak ktoś od Ciebie tego wymaga to odbijasz piłeczkę byle czym. Taki masz już styl. Dobrze wiesz, że ja w taką rozmowę już nie będę wchodził.
Nieprawda. To co może być przyjęte bez dowodu może być odrzucone bez dowodu i ja się stosuję do tej zasady. Dlatego czasem wystarczy krótki wpis "bełkot", albo "bzdura". Np jak ktoś pisze taki tekst to też powiesz, że to bełkot: "energia kosmiczna wypełnia wszystko i jest to nieskończona miłość pana Boga jedynego wszechmogącego i trzeba się połączyć z tą siłą żeby ograniczyć złe wibracje ego, które pochodzą od ciemnych sił".
Full Moon pisze:Żadne wchodzenie w następny związek, tak jak Ci Kocur radzi, dopóki nie odrobisz swojej pracy domowej.
Bo wychodzisz z założenia, że każdy związek i tak się nie uda?
