Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 3 sierpnia 2015, o 22:04

Bover pisze:Full Moon wierz w co zechcesz, nazywaj to jak chcesz w każdym razie moje przeżycie niemal nie zakończyło mojej egzystencji ... Nagle mój cały świat został zniszczony.

aartefax ja Ci nie odpowiem na te pytania :mrgreen: Zresztą odpowiedź na jedno pytanie jest w linku, ktory sam wrzuciłeś.

Swoją drogą zdziwiony jestem ,że na forum o duchowości są przeciwnicy Eckharta... :shock:


Musisz wiedzieć, że to nie prawda, rzeczywistość, Bóg, system czy jakaś osoba jest odpowiedzialna za twoje cierpienie a ty sam.
Musisz też akceptować cierpienie jakie się pojawia, nie walczyć tym. Musisz akceptować i cierpienie i szczęście, jedno i drugie to nieodłączna część życia. Tylko przez akceptacje możesz zamienić zło, cierpienie w dobro.
Jezus mówił- nie opierajcie się złu.
Musisz nauczyć się przemiany cierpienia, bólu, zła w coś dobrego ale jest to sztuka dostrzegania konieczności istnienia przeciwieństwa.
Zanim jednak będziesz mógł przemieniać musisz stać się świadkiem, kiedy nim będziesz będziesz w stanie wchłonąć cierpienie, ale musisz być jego świadkiem. Problem leży w utożsamianiu się z cierpieniem.

Jednak to są tylko słowa, które nie opisują jak się zachować, co zrobić aby tak było bo tego nie da się zrobić.
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 3 sierpnia 2015, o 22:35

Full Moon pisze: Gdzie informacje pojawiające się niejednocześnie są kopilowane w jedną reprezentacje.



Tak, wiem o tym i właśnie to pisałem, tylko że uważam, że nasza percepcja jest ważniejsza niż realny mechanizm. W tym sensie co nie interesuje mnie jak działa samochód, ale interesuje mnie to, że nim jadę. Tzn działanie interesuje mnie z ciekawości, a jazda z praktyki.

Full Moon pisze:Emocje są, zaburzenia psychiczne są, ale nie ma traumy. Dla mnie to sztuczne pojęcie, które niewiele wnosi. Albo inaczej - wszyscy mamy jakieś traumy, to nie jest oderwana kończyna, tylko usprawiedliwienie.


Nie zgadzam się. Tu wychodzi jakiś brak empatii lub zaburzenia w tym zakresie. Jeśli istnieje subiektywne odczucie traumy, to trauma istnieje, ale nie jest tym o czym myśli osoba przeżywająca traumę. Może wypowiem się więcej na ten temat, bo przeżyłem traumę związaną z cierpieniem fizycznym. W pamięci zostaje wspomnienie cierpienia, ale cierpimy znów w momencie kiedy myślimy, że istnieje realna szansa na ponowne cierpienie. Dlatego traumę można leczyć poprzez zmianę przekonań, ale ja wyleczyłem ją dzięki paleniu trawy. Mary jane ma związek z hipokampem i ciałem migdałowatym, wzmacnia emocje w czasie fazy i zmniejsza je w pozostałych momentach. Dlatego uważam to w pewnym sensie za pozytyw, bo emocje generalnie są wrogiem człowieka.

Full Moon pisze:Nic się nie skończyło, żyjesz dalej.


Samo życie nie ma żadnej wartości. Może ją mieć lub może być przyczyną wielkiego cierpienia. O tym czy warto żyć dalej decyduje subiektywne poczucie sensu, czyli kompatybilność pragnień z realnym światem. Jeśli ktoś ma nierealistyczne pragnienia to musi walczyć z emocjami i dążyć do tego żeby je kontrolować, np zwalczając złe popędy seksualne.

Bover pisze:Nie obraź sie ale Twoje argumenty przeciwko niemu mają zerową wartość. Każdy może o każdym napisać ,że gada bzdury, bełkot, kłamie itp.


Jest na odwrót. To jego argumenty mają zerową wartość dopóki ich nie udowodni, a on rzuca słowa na wiatr i nawet żul z ulicy może powiedzieć, że to bzdury i będzie miał rację. Dlatego tak uczulam ludzi na argumentowanie i udowadnianie tez, które stawiają. Bez tego można powiedzieć "geiguoogdsyuafsifywuiteyewio" i to ma równą wartość jak stwierdzenia Tolle.

Bover pisze:Nie rozumiem co masz na myśli pisząc ,że mam szanse dokonać ewolucji swojej psychiki.


Masz rację, bo mówienie o ewolucji psychiki to kolejny bełkot. Cierpisz po nieudanym związku, teraz czas zbudować nowy, który się uda. Nie warto się poddawać kiedy istnieje szansa na powodzenie, ale popsute związki niestety trzeba odchorować i to mija jak przeziębienie, które nieleczone trwa tydzień, a leczone 7 dni. Po czasie zapomina się o lasce i chce się budować nowy związek.

Bover pisze:Bo miłość wiem ,że przejdzie tylko potrzebuje czasu.



Dokładnie tak.

Full Moon pisze:Cierpienie tworzymy w 99,9% my sami sobie.


Nie.

Full Moon pisze:Mogę Ci polecić książkę "Pokochaj siebie" Wayne W. Dyer


A ja nie znam, ale odradzam. Wiele książek mi polecano i miały pomóc, a nie pomagały. Nieudany związek zdarza się dość często. Warto wyciągnąć samemu wnioski i szukać udanego związku.

Full Moon pisze:Kryzysy to wspaniałe wydarzenia w naszym życiu. Cierpienie, które tak naprawdę cierpieniem nie jest, tylko szarpaniem się w wodzie jak topielec jest pozytywnym czynnikiem wzbogacającym naszą perspektywę wewnętrzną.


Racjonalizacja i "słodkie cytryny".

piotrekski pisze:Musisz wiedzieć, że to nie prawda, rzeczywistość, Bóg, system czy jakaś osoba jest odpowiedzialna za twoje cierpienie a ty sam.


Nikt nie jest odpowiedzialny za swoje cierpienie.

piotrekski pisze:Musisz też akceptować cierpienie jakie się pojawia, nie walczyć tym. Musisz akceptować i cierpienie i szczęście, jedno i drugie to nieodłączna część życia. Tylko przez akceptacje możesz zamienić zło, cierpienie w dobro.


Musi to na Rusi. Cierpienia nie zamienia się w dobro poprzez akceptację.

piotrekski pisze:Jezus mówił- nie opierajcie się złu.


Jakie znaczenie ma to co mówił Jezus lub Harry Potter?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 3 sierpnia 2015, o 23:25

Kocur pisze:
piotrekski pisze:Musisz wiedzieć, że to nie prawda, rzeczywistość, Bóg, system czy jakaś osoba jest odpowiedzialna za twoje cierpienie a ty sam.


Nikt nie jest odpowiedzialny za swoje cierpienie.

Bo ego nie istnieje? Dobrze cię zrozumiałem?

piotrekski pisze:Musisz też akceptować cierpienie jakie się pojawia, nie walczyć tym. Musisz akceptować i cierpienie i szczęście, jedno i drugie to nieodłączna część życia. Tylko przez akceptacje możesz zamienić zło, cierpienie w dobro.


Musi to na Rusi. Cierpienia nie zamienia się w dobro poprzez akceptację. [/quote]

Nie napisałem, że akceptacja zamienia zło i cierpienie w dobro. Jest ona potrzebna tak jak bycie świadkiem. Samo bycie świadkiem nie wystarczy.

piotrekski pisze:Jezus mówił- nie opierajcie się złu.


Jakie znaczenie ma to co mówił Jezus lub Harry Potter?[/quote]

Jezus był oświecony, przynajmniej ja tak uważam a więc jego nauki są dla mnie równie ważne jak nauki innych duchownych. Podążam drogą w której jest miejsce dla słów Jezusa.
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 3 sierpnia 2015, o 23:42

piotrekski pisze:Bo ego nie istnieje? Dobrze cię zrozumiałem?


Mam na myśli to, że rodzimy się uwarunkowani w jakiś sposób, który nie jest zależny od nas i natrafiamy na niezależne od nas życiowe sytuacje. W związku z tym nie możemy być winni za swoje cierpienie, choć podejrzewam, że FullMoon miał coś innego na myśli.

piotrekski pisze:Nie napisałem, że akceptacja zamienia zło i cierpienie w dobro. Jest ona potrzebna tak jak bycie świadkiem. Samo bycie świadkiem nie wystarczy.


Czyli co konkretnie masz na myśli? Bo tu dochodzimy do elementu, którego nie rozumiem u Tolle i dlatego uważam, że to bełkot. W kręgu rozwoju duchowego mówi się sporo o akceptacji, a ja uważam, że akceptacja zła jest świadomym upadkiem i wyborem zła. Po to odróżniamy dobro od zła żeby mieć wybór i wybrać dobro. Jednak nie zawsze się tak da i nie zawsze to odróżniamy.

piotrekski pisze:Jezus był oświecony, przynajmniej ja tak uważam a więc jego nauki są dla mnie równie ważne jak nauki innych duchownych. Podążam drogą w której jest miejsce dla słów Jezusa.


Jezus nie jest postacią historyczną.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 4 sierpnia 2015, o 00:11

Kocur pisze:
Jezus nie jest postacią historyczną.


Jak to udowodnisz?

Brzmi jak pewnik.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 4 sierpnia 2015, o 00:45

aartefax
nie muszę nic udowadniać, bo póki co tyle wiadomo. Postać historyczna to postać, o której wiemy, że istniała ponad wszelką wątpliwość. Zresztą jak to wyjaśnisz, że argumentem katolików jest to, że Sokrates też nie był postacią historyczną? Po prostu Jezus mógł istnieć, ale niezbitych dowodów na to nie ma. Jeśli nawet istnieje to nie ma dowodów historycznych żeby przypisywać mu zdarzenia z Biblii.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 4 sierpnia 2015, o 01:03

Kocur

Jazda samochodem to zwykłe myślenie i zwykła percepcja. W tym wszystkim chodzi o wzmocnie funkcji metamyślenia, metakognitywnych. Wiedza jak to wszystko działa, przynajmniej mi pomaga lepiej operować na tym poziomie. Tylko, że to właśnie kwestia czy ktoś w ogóle potrafi zejść do takiego odczuwania, w którym może dostrzec niespójność percepcji, a tym samym uzyskać lepszą jej plastyczność. Tu jest ta subtelna różnica, między wiedzieć, a wiedzieć o której kiedyś wspominałem.

Nie istnieje żadne odczucie traumy czujesz emocje i tyle, jeśli człowiek da się przekonać, że ma jakąś traumę to tylko sobie kłody pod nogi podkłada. Podstawą jest by wyjść z perspektywy utożsamienia. U kolegi zadziałały leki, a u ciebie trawa, zwyczajnie bo na chwilę przestałeś sobie wmawiać że masz traumę. Mózg dostrzegł, że to bez sensu wzorzec. Ja dalej mam różne wzorce emocjonalne nad którymi pracuje. To jest tylko kwestia dania sobie szansy. Ja w życiu miałem tyle sytuacji stresogennych i to ostro, że gdyby traumy istniały to musiałbym być chyba klinicznie martwy. Lecz nie dałem sobie tego wmówić i nic mi nie jest. Emocje sterują naszym życiem, ale to nie są żadne traumy, każdy to może nawet sam przepracować. Ustalmy po prostu, że mamy inne opinie, Tobie pasuje wizja traumy bo usprawiedliwia jakiś Twój stan emocjonalny, a ja po prostu nie dam sobie wkręcić tego memu. I tyle.

W moim odczuciu z Twoich poglądów na życie emanuje niemoc.

Pracę nad sobą nikt za nas nie wykona, tylko my sami sobie możemy pomóc. Lecz znów wyrażasz opinie na temat książki o której nie masz pojęcia. Człowiek sam z siebie nic nie zrobi bo jest zamkniętym układem, trzeba do środka wpuścić nową informacje, poszerzyć perspektywę, by wyrwać się z poprzedniego kręgu. Chyba, że ktoś woli gonić non stop za własnym ogonem. Ja paru osobom wytłumaczyłem pewne koncepcje i od tamtej pory sporo zmienili w swoich reakcjach, nie mówię, że dokonali drastycznej zmiany, bo to wymaga stałej pracy, a ja im tylko idee podsunąłem, ale nawet to potrafiło sporo zadziałać. Gdyby nikt z nimi tego nieprzedyskutował, ba może gdyby poszli w stronę ezoteryki, albo religii to byłoby tylko gorzej.

Piszesz, że coś jest bełkotem, albo dajesz slogany, ale nie przytaczasz sam żadnych sensownych argumentów, a jak ktoś od Ciebie tego wymaga to odbijasz piłeczkę byle czym. Taki masz już styl. Dobrze wiesz, że ja w taką rozmowę już nie będę wchodził.

Bover

Żadne wchodzenie w następny związek, tak jak Ci Kocur radzi, dopóki nie odrobisz swojej pracy domowej.

Tutaj jest kwestia podejścia może za słowami kolegi powiedzieć, że nic nie ma wartości, rozłożyć ręcę i iść palić bata. Lecz to jest właśnie tylko źródłem bezsensu. Zamiast tego możesz zobaczyć co było nieracjonalne w Twoich przekonaniach i wprowadziło Cię w taki stan. Gdyby nie to co się stało tkwiłbyś w jakimś układzie, który działałby, tylko na Twoją niekorzyść. Po 4 latach kończy się zauroczenie, skąd wiesz, czy po tym czasie nie obudziłbyś się z dziewczyną kłodą, może już otyłą i dzieciakiem do którego nie masz pewności?

Nie mogę Ci przekazać swojej perspektywy, szczególnie, że osoby na około mieszają wszystko ze wszystkim. To, że nie ponosisz odpowiedzialności za cierpienia to jest tylko jedna strona medalu. Ta, która pozwala Ci się uwolnić z więzów narzuconych z góry. Drugą stroną medalu jest to, że dalej podejmujesz wybory i one mają swoje konsekwencje. To jak postanowisz postrzegać tą sprawę też będzie miało konsekwencje.

Tak więc, musisz najpierw się uwolnić, zakosztować rzeczywistości, taką jaka ona jest. By potem podjąć konstruktywne zadania, które wiążą się z wiarą w siebie. Jesteśmy ludźmi, a nie świętymi krowami. Nie ma dla nas jakiejś prawdy absolutnej, ale są pragmatyczne właściwości, w których jest sens i wartość. Prócz książki to mogę Ci jeszcze trochę do czytania podrzucić. Na czymś trzeba się oprzeć. By móc się później juź nieopierać.

Jak tam chcesz.

Co do cierpienia, to już bardzo dawno temu pewnien koleś rozkminił co i jak. Koła na nowo nie da się wymyślić.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 4 sierpnia 2015, o 01:44

Kocur pisze:aartefax
nie muszę nic udowadniać, bo póki co tyle wiadomo. Postać historyczna to postać, o której wiemy, że istniała ponad wszelką wątpliwość. Zresztą jak to wyjaśnisz, że argumentem katolików jest to, że Sokrates też nie był postacią historyczną? Po prostu Jezus mógł istnieć, ale niezbitych dowodów na to nie ma. Jeśli nawet istnieje to nie ma dowodów historycznych żeby przypisywać mu zdarzenia z Biblii.


No nie -poprostu niewiemy,niemożemy byc pewni czy Sokrates czy Jezus byli postaciami historycznymi.
Jeśli istnieli to z całą pewnością nimi byli.


Nie wiem jacy to niby katolicy mieliby twierdzić że Sokrates mialby nieistnieć i dlaczego akurat oni mieliby tak twierdzić.Rozumiem że np protestanci czy ateiści jakoś mieliby mieć inne zdanie.
A Platon i wiele innych postaci historycznych?
Jeśli kilku katolików na jakiś np forach tak się wyrazi to już powiemy że katolicy nieuznają Sokratesa jako postaci historycznej?
Jakieś badania statystyczne wśród katolików przeprowadzono?
Czemu tak uważasz?

A prawda jest taka że im dalej wgłąb historii to tym trudniej o wzmianki historyczne.
Brak tego typu dowodów wcale nieoznacza że takiej postaci nie było.
A dalej tak na logikę to niby dlaczego kronikarze mieliby akurat wspominać o Jezusie?Nie był dla nich postacią znaczacą,wyrózniającą się.
Dla jego uczniów jednak znaczył wiele.
Jeśli św Paweł miałby stworzyć postać Jezusa to gdzie znajdzemy dowody na istnienie św Pawła?
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 4 sierpnia 2015, o 02:48

aartefax pisze:No nie -poprostu niewiemy,niemożemy byc pewni czy Sokrates czy Jezus byli postaciami historycznymi.
Jeśli istnieli to z całą pewnością nimi byli.


Zależy co przyjmiemy za definicję postaci historycznej. Jeśli taką, która faktycznie istniała to nie wiemy, a jeśli taką, o której wiemy, że istniała to Jezus nią nie jest.

aartefax pisze:Nie wiem jacy to niby katolicy mieliby twierdzić że Sokrates mialby nieistnieć i dlaczego akurat oni mieliby tak twierdzić.Rozumiem że np protestanci czy ateiści jakoś mieliby mieć inne zdanie.


Chodzi o popularny argument chrześcijan, który jest odpowiedzią na zarzut, że Jezus nie jest udokumentowaną postacią historyczną. Chrześcijanie twierdzą, że Sokrates też nią nie był, a naucza się twierdzeń Sokratesa. Kontrargumentem na to jest to, że twierdzenia Sokratesa mają wartość filozoficzną same w sobie niezależnie od tego kto jest ich autorem, a nauki Jezusa pełnią inną rolę, bo mają być przyjęte jako fakty objawione przez Boga. Krótko mówiąc jest różnica między filozofem, a Bogiem.

aartefax pisze:A prawda jest taka że im dalej wgłąb historii to tym trudniej o wzmianki historyczne.
Brak tego typu dowodów wcale nieoznacza że takiej postaci nie było.
A dalej tak na logikę to niby dlaczego kronikarze mieliby akurat wspominać o Jezusie?Nie był dla nich postacią znaczacą,wyrózniającą się.


Jak to nie??? Chłop chodził po wodzie, ukrzyżowano go bo był groźny politycznie dla Żydów i masakrował Faryzeuszy jak Korwin lewaków. Potem zmartwychwstał i temu towarzyszyły różne nietypowe zjawiska. Jak to możliwe, że nie ma o tym żadnej wzmianki? Jest jedynie wzmianka o jakimś Chrestosie, który nie jest sprecyzowany i kilka innych poszlak, które mogą być tylko podobieństwami nazw. Moim zdaniem to jest dosyć dziwne, ale z kolei też dziwne byłoby nieistnienie Chrystusa, bo powtórzę tu argument Hitchensa: gdyby Jezus nie istniał naprawdę to nie istniałyby przekłamania mające na celu dopasowanie postaci Jezusa z Nazaretu to proroctw ST. Dlatego sprawa jest nie do końca jasna.

aartefax pisze:Jeśli św Paweł miałby stworzyć postać Jezusa to gdzie znajdzemy dowody na istnienie św Pawła?


Nie wiadomo kto stworzył tę postać. W ogóle nie wiadomo kto napisał Biblię i od tego należy zaczynać takie dyskusje ;)

Full Moon
Mógłbyś napisać coś więcej o tej plastyczności percepcji? Temat jest bardzo ciekawy, a nie ma zbyt wiele informacji w necie.

Full Moon pisze:Nie istnieje żadne odczucie traumy czujesz emocje i tyle


I te emocje nazywa się traumą żeby było łatwiej się porozumiewać. Podobnie przecież jest z alkoholizmem, czy zaburzeniami osobowości. Można powiedzieć też, że nie istnieje ciemność, tylko nie ma światła.

Full Moon pisze: Podstawą jest by wyjść z perspektywy utożsamienia.


Też, ale to niekoniecznie musi wystarczać.

Full Moon pisze: U kolegi zadziałały leki, a u ciebie trawa, zwyczajnie bo na chwilę przestałeś sobie wmawiać że masz traumę.


Nie. Tzn w przypadku trawy nie, bo ona tak po prostu działa i naukowcy próbują tłumaczyć to tym, że marihuana blokuje coś tam związanego z hipokampem i trauma "wymazuje się" z pamięci, a przynajmniej usuwa się "link" do niej. Nie pamiętam dokładnie na czym mechanizm polega, ale coś w tym stylu - podłoże jest biochemiczne ;)

Full Moon pisze:Mózg dostrzegł, że to bez sensu wzorzec. Ja dalej mam różne wzorce emocjonalne nad którymi pracuje. To jest tylko kwestia dania sobie szansy.


Szkoda, że terapeuci nie dają mi szansy na wyleczenie najbardziej bezsensownego wzorca, który w zasadzie zrujnował mi życie. Bo zgodnie z ich wiedzą nie da się tego zrobić (tzn nie ma póki co rozwiązania). Ja to dostrzegam, że to mnie niszczy, wiem, że priorytetem jest tu zmiana, ale nic nie pomaga. Przez chwilę myślałem, że może terapia pomoże, ale też się właśnie dowiedziałem, że nie ma na to jednak szansy.

Full Moon pisze:Ja w życiu miałem tyle sytuacji stresogennych i to ostro, że gdyby traumy istniały to musiałbym być chyba klinicznie martwy. Lecz nie dałem sobie tego wmówić i nic mi nie jest


To nie tak. W psychologii istnieją tzw tryby odłączone - niektórzy na stresogenne sytuacje reagują traumami i rozpamiętywaniem, inni "zapominają", a jeszcze inni mówią o sytuacji z dystansem "no kur**a wiesz operowali mi pikawę, bolało jak sam skur**syn, ale rozkminiałem sobie wtedy, że jak wyjdę do chaty to co zrobię w LOLu" i na końcu śmiech. I ja też miałem to ostatnie i wiele spraw specjalnie zapominałem, oceniając rozpamiętywanie tego jako niepotrzebne, bo wnioski na przyszłość już miałem. Psychopaci np zawsze zapominają takie rzeczy, bo nie mają tych emocji, więc nie wyciągają wniosków. Zdrowy dorosły wyciąga wnioski i nie rozpamiętuje, ale zdarzają się sytuacje, które mocno zapadają w pamięć.
Full Moon pisze:W moim odczuciu z Twoich poglądów na życie emanuje niemoc.


W sytuacji z traumą akurat tak nie jest. Z innymi rzeczami niestety tak, bo ta niemoc jest wynikiem mojej realnej sytuacji. Pewnie gdybym nie miał jednego problemu jaki mam i wszystko byłoby zupełnie inaczej, ale z kolei miałbym inne doświadczenia - może np wierzyłbym w błąd poznawczy, że świat jest pozytywny, bo możemy wszystko i nie zauważyłbym cierpienia wielu osób, które są bezsilne, a za tym szedłby zupełnie inny światopogląd, który mógłby okazać się zły w skutkach dla jakichś osób gdybym propagował tę ideę.

Dlatego tak mocno zadziałała na mnie ta teoria o krokodylach w ciałach subtelnych. Bo już pal licho te krokodyle, ale do tej pory myślałem dobrze na swój temat i miałem wysoką samoocenę, a tu nagle zacząłem analizować się z perspektywy 3 osoby biorąc pod uwagę, że mogę mieć coś takiego jak ten krokodyl (z jakiegoś względu błędne myślenie optymizujące, które zniekształca moje postrzeganie rzeczywistości). I dokładnie z tym ta teoria trafiła w punkt i wtedy właśnie podważyłem swoje racjonalne przekonania i zacząłem wierzyć w te głupoty ezoteryczne. Potem zacząłem myśleć, że nic nie wiadomo i podważyłem nawet to, że istnieję. Z drugiej strony to co się wtedy działo zostało w głowie jako zdarzenie negatywne, ale bardzo kolorowe emocjonalnie. W pewnym momencie znów wszystko się zracjonalizowało. Jedna rzecz się nie zmienia - mój podstawowy problem jest nie do rozwiązania.

Co do książki to nie oceniam jej i nie krytykuję, ale po prostu już wiele razy różne książki miały zawierać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale nie zawierały.

Full Moon pisze:Człowiek sam z siebie nic nie zrobi bo jest zamkniętym układem, trzeba do środka wpuścić nową informacje, poszerzyć perspektywę, by wyrwać się z poprzedniego kręgu.


Niekoniecznie. Ja do wielu rzeczy dochodziłem sam, a potem czytałem o nich w książkach, na których ktoś zarobił pieniądze. A właśnie informacje z zewnątrz zniszczyły mi życie, bo prawda jest wbrew temu co jest moim marzeniem, a innych marzeń jakoś nie mam. Wychodzi na to, że muszę walczyć ze swoimi emocjami, próbować je kontrolować, bo inaczej zdezorganizują mi całe życie. Nie ulegnę temu bo mam informacje z zewnątrz, które mówią mi, że to marzenie jest złe, czyli cały świat zawalił się bezpowrotnie. Teraz potrzebuję informacji jak zmieniać preferencje i edytować cele żeby ich pragnąć, a nie tylko postanowić sobie coś i na siłę do tego dążyć nie czerpiąc satysfakcji.

Full Moon pisze:Piszesz, że coś jest bełkotem, albo dajesz slogany, ale nie przytaczasz sam żadnych sensownych argumentów, a jak ktoś od Ciebie tego wymaga to odbijasz piłeczkę byle czym. Taki masz już styl. Dobrze wiesz, że ja w taką rozmowę już nie będę wchodził.


Nieprawda. To co może być przyjęte bez dowodu może być odrzucone bez dowodu i ja się stosuję do tej zasady. Dlatego czasem wystarczy krótki wpis "bełkot", albo "bzdura". Np jak ktoś pisze taki tekst to też powiesz, że to bełkot: "energia kosmiczna wypełnia wszystko i jest to nieskończona miłość pana Boga jedynego wszechmogącego i trzeba się połączyć z tą siłą żeby ograniczyć złe wibracje ego, które pochodzą od ciemnych sił".

Full Moon pisze:Żadne wchodzenie w następny związek, tak jak Ci Kocur radzi, dopóki nie odrobisz swojej pracy domowej.


Bo wychodzisz z założenia, że każdy związek i tak się nie uda? :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
piotrekski
Posty: 163
Rejestracja: 28 stycznia 2015, o 17:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: piotrekski » 4 sierpnia 2015, o 10:27

Czyli co konkretnie masz na myśli? Bo tu dochodzimy do elementu, którego nie rozumiem u Tolle i dlatego uważam, że to bełkot. W kręgu rozwoju duchowego mówi się sporo o akceptacji, a ja uważam, że akceptacja zła jest świadomym upadkiem i wyborem zła. Po to odróżniamy dobro od zła żeby mieć wybór i wybrać dobro. Jednak nie zawsze się tak da i nie zawsze to odróżniamy.


Napisałem ci krótko komentarz Osho do sutry traktatu Atishy.
Sutra brzmi-
Zacznij rozwój od siebie.
Gdy zło wypełnia wszechświat nieożywiony i ożywiony,
zmień złe warunki w ścieżkę bodhi.


Jeśli chciałbyś głębszą analizę, mogę się postarać i ci napisać jak skomentował to Osho.
chcesz idź dalej idź choćby z nudów

nikt
Posty: 368
Rejestracja: 4 marca 2009, o 11:25
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: nikt » 4 sierpnia 2015, o 11:03

Bover-aby wygasić i "zrozumieć" wyobrażenie(cierpienie) trzeba udzielić przestrzeni i wolności sobie a także drugiej osobie(byłej partnerce). :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 4 sierpnia 2015, o 11:22

piotrekski
w takim razie jeśli możesz poproszę o głębszą analizę.

Uważam, że odróżnianie dobra od zła to jedna z podstawowych funkcji człowieka, a na pewno jest podstawowa przy rozwoju. Kiedy człowiek ją odrzuci nie może się już dalej rozwijać i nie mogą spełnić się jego pragnienia, bo one są przeważnie postrzegane jako dobre.

W skrócie: pragnienie i jego spełnienie to dobro, a brak spełnienia to zło i dodatkowo jest wiele innych złych rzeczy i okoliczności. Problem jest kiedy pragnienia nie mogą się zrealizować lub są złe i trzeba się ich pozbyć. Powinniśmy wtedy móc stworzyć nowe pragnienia i cieszyć się z ich realizacji i jeśli do tego dodamy stoicyzm to osiągamy możliwość szczęścia.

Czyli kluczem do wszystkiego musi być umiejętność zmiany negatywnego programu za pomocą umysłu.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 4 sierpnia 2015, o 11:35

Kocur - no wcześniej katolicy a teraz już piszesz że to chrześcijanie maja twierdzić że Sokrates nie był postacią historyczną.
Konkret proszę jacy chrześcijanie i podaj zródło.

A co do Jezusa to to stosunek do niego rózni ludzie mają różny.
Są ateisci którzy cenią sobie jego nauki,czy tacy co uwazają go za postać boską i są tacy jak np PiotrekSki co uważaja go za oświeconego czy też są tacy dla których jego nauczanie jest bezwartościowe.
Tak jak z Biblią - dla jednych to stek bzdur i nic wiecej a dla innych zawiera ona wiele mądrości co nieznaczy że to same fakty i sa tacy co wszystko kropka w kropkę uznają za fakt autentyczny.

No i co z tego że ukrzyżowano Jezusa bo był grozny politycznie?
Dla kogo dla Rzymian?
Takich egzekucji było multum a znaczenie maja tacy co potrafili doprowadzić do wielkich zamieszek.
A to niby dlaczego mieliby historycy się rozpisywać,tylko na podstawie tego że kilku jego uczniów twierdziło że widziało Jezusa chodzącego po wodzie?

Prosty przykład z Twojego życia- Twierdziłeś że widziałeś Reptilian i uznałeś to za pewnik.Kto Ci uwierzył?
Dla Ciebie to było tak oczywiste że się dziwiłeś że koledzy z reala Ci nie uwierzyli i zastanawiałeś się tu na tym forum jak ich do takich oczywistości przekonać. :mrgreen:
Cos tam sobie pewnie pogmerają i po jakimś czasie zapomną.
Jakie nietypowe zjawiska?
Zaćmienie Słońca?


A Hitchens to jakims historykiem był?
A do Daaza pretensje że się na kogoś powołał co nie był specjalistą w tej dziedzinie.
Co do twierdzeń Htchensa to datowanie ważne.

Korwin grozny dla lewaków?

Kto się z nim w ogóle liczy?
Czasem se pogada w TV i to wszystko a mało kto bierze go na poważnie.
Jedyny sukces to to że dostał się do parlamentu europejskiego i wszystko na to wskazuje że na tym się zakończy.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 4 sierpnia 2015, o 12:08

aartefax pisze:Kocur - no wcześniej katolicy a teraz już piszesz że to chrześcijanie maja twierdzić że Sokrates nie był postacią historyczną.


Katolicy to chrześcijanie.

aartefax pisze:Konkret proszę jacy chrześcijanie i podaj zródło.


Wielu chrześcijan, tak jak wielu ateistów powołuje się na przykład latającego potwora spaghetti. To jeden ze znanych argumentów.

aartefax pisze:A co do Jezusa to to stosunek do niego rózni ludzie mają różny.
Są ateisci którzy cenią sobie jego nauki,czy tacy co uwazają go za postać boską i są tacy jak np PiotrekSki co uważaja go za oświeconego czy też są tacy dla których jego nauczanie jest bezwartościowe.


Zauważyłem, że ludzie mają tendencję do tworzenia różnych kombinacji w obrębie jakiegoś wierzenia. Sam dostrzegłem ten mechanizm u siebie i go wyeliminowałem, a polega to na tym, że nie przemyśli się dobrze sprawy, ale nie zgadza się z jakąś grupą, która mówi daną tezę. Np nie zgadzam się z chrześcijanami, ale żeby nie podważać w ogóle Jezusa, który mówił też dobre rzeczy robię z niego oświeconego i odwracam argument przeciwko chrześcijanom - "to oswiecenie jest prawdą i Jezus był oświecony, ale źle go zrozumieliście". Na podobnej zasadzie ludzie negują teorię ewolucji, a jak już nie można odeprzeć argumentów to mówią, że nie można jednoznacznie niczego stwierdzić i coś w tym jest (w krytyce ewolucji), więc zostają przy swoim zdaniu. Ludzie myślą tak schematycznie, że nie ma sensu brać pod uwagę zdania większości na żaden temat.

aartefax pisze:Tak jak z Biblią - dla jednych to stek bzdur i nic wiecej a dla innych zawiera ona wiele mądrości co nieznaczy że to same fakty i sa tacy co wszystko kropka w kropkę uznają za fakt autentyczny.


Jest też taki mechanizm, że ludzie żeby nie stawać w opozycji do chrześcijan mówią tak z powodów społecznych, chęci budowania dobrych relacji.

aartefax pisze:Takich egzekucji było multum a znaczenie maja tacy co potrafili doprowadzić do wielkich zamieszek.
A to niby dlaczego mieliby historycy się rozpisywać,tylko na podstawie tego że kilku jego uczniów twierdziło że widziało Jezusa chodzącego po wodzie?


Czyli to wszystko co się działo po zmartwychwstaniu, ci zmarli wstający z grobów to nie jest fakt godny odnotowania? No tak, to normalne, że ludzie sobie zmartwychwstają i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak...

aartefax pisze:Prosty przykład z Twojego życia- Twierdziłeś że widziałeś Reptilian i uznałeś to za pewnik.Kto Ci uwierzył?
Dla Ciebie to było tak oczywiste że się dziwiłeś że koledzy z reala Ci nie uwierzyli i zastanawiałeś się tu na tym forum jak ich do takich oczywistości przekonać.


Nie, że widziałem, tylko, że na pewno stworzyło nas UFO i ma wobec nas złe zamiary. Tłumaczę to tak, że miałem zniszczony religią obwód neurologiczny odpowiedzialny za idee. Wierzyłem w Boga na tej zasadzie, że odrzuciłem nielogiczne i niemoralne chrześcijaństwo, ale została wiara. Dyskutując z katolikami mówiłem im, że jeśli Bóg jest idealny to nie jest tak jak oni mówią tylko inaczej. Wychodziłem z pewnego założenia, które w końcu nie wytrzymało faktów, ale nadal wierzyłem w to, że zostaliśmy stworzeni, ale przez zły byt, a nie dobry. A mój mózg działa tak, że układa sobie w całość różne rzeczy pod zakładaną tezę. Dzięki temu rozumiem cudze punkty widzenia. Mniejsza z tym, ale jeśli zwraca się uwagę na symbolikę i do tego są ludzie, którzy z jakiegoś powodu w to wierzą i obserwuje się świat, który faktycznie pasuje do tej tezy to można sobie na chwilę tak pomyśleć. Tu jeszcze wpływ ma coś innego - na mój problem życiowy, który uniemożliwia mi szczęście nie ma żadnego znanego rozwiązania, więc odrzuciłem normalną, oficjalną wersję świata i szukałem rozwiązania gdzie indziej, cały czas nie wierząc w to, że świat jest normalny (tzn tylko ewolucja i przypadkowość). Sprawdzałem idee, które może dawałyby rozwiązanie problemu i wytłumaczenie dlaczego cierpię - dokładnie tą drogą idzie religia, tylko ja oparłem się na swoich własnych wizualizacjach i transach :P Teraz jestem tylko mocniejszy.

aartefax pisze:A Hitchens to jakims historykiem był?
A do Daaza pretensje że się na kogoś powołał co nie był specjalistą w tej dziedzinie.
Co do twierdzeń Htchensa to datowanie ważne.


Podałem tylko argument dotyczący Jezusa. Nie ważne kto go wypowiadał, bo jest zgodny z faktami i to się liczy.

aartefax pisze:Korwin grozny dla lewaków?


Miałem na myśli to, że wygrywa z nimi dyskusje w sposób, który z rozmówcy robi idiotę (tzn Korwin daje mu takie pytania bo wie, że lewak na pewno głupio odpowie).
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 4 sierpnia 2015, o 13:12

Kocur -W dyskusji istotne jest żeby uzywać adekwatnych pojęć.

Przecież wiadomo że katolicy to chrześcijanie.
Jak uzyjesz pojęcia chrześcijanie to odnosi się ono do wszystkich chrześcijan a jak urzyjesz słowa katolicy to odnosi sie ono do tylko i wyłącznie do katolików.

No jesli znajdziesz takich chrześcijan którzy twierdzą że Sokrates nie był postacią historyczną to to już ma oznaczać że chrześcijanie tak twierdzą?
Ja nawet takich nie znam.
jakbyś napisał że znam takich chrześcijan którzy nie uznają Sokratesa za postać historyczna byłoby adekwatne do rzeczywistości?
No tacy pewnie bywają ale tylko bywają
W ten sposób przyklejasz jakiejś grupie łatkę.
Tak samo ludzie lubią robić z kogoś nie wiadomo kogo na podstawie tylko jakichś pojedyńczych zdarzeń.
To w ten sposób możne ktoś uznać że Polacy to alkoholicy ponieważ komuś udało się spotkać nachlanego Polaka.
Komuś Polak coś ukradł i już na tej podstawie określa Polaków złodziejami.
I do jednego wora wszystkich automatycznie tam pakuje.

zdarzy ci się powiedzieć coś głupiego to etykietka -głupek

Dalej jak mówisz Korwin grozny dla Polaków to jest to stwierdzenie jakoby miał duży wpływ na scenę polityczną a w rzeczywistości grozny nie jest i nie ma to zadnego znaczenia że ktoś mu głupio odpowie.
Poza tym ten lewak z którym rozmawia miałby to jakoś odczuć być wciśnietym do fotela?
Nawet najbardziej sensowną wypowieć można strolować i dla zdecydowanej większości ona nie zaistnieje.
Politycy są niezle wyszkoleni i świetnie potrafią manipulować,odwracać kota ogonem
wchodzić na emocje i mądre stwierdzenia odpłyną w niebyt.

A na resztę pózniej.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość