Religia narzuca z góry pewne dogmaty, wierzenia i instaluje swój system wartości. To wirus duszy. Widzę to tak: każdy z nas ma swój indywidualizm, ezoterycy wyróżniają tzw ciała subtelne duszy. Wyobraź sobie teraz zdrowe ciała subtelne - człowiek dochodzi do różnych wniosków, poznaje fakty i tworzy z tego system wartości, moralność i sens, wyższe idee. W momencie kiedy zostaje mu to narzucone to tak jakby do każdego ciała subtelnego wprowadzić cudze programy, które na dodatek są często sprzeczne z własnymi i albo trwa konflikt albo wypiera się te własne i przejmuje się grupowe (to jest rozwój ale w dół, totalny regres), albo wypiera się te religijne, ale ma się poczucie, że te własne to coś złego, nieodpowiedniego. Siłą grupy jest nieraz bardzo przekonująca dla podświadomości, nawet jeśli świadomie myślimy coś innego. M.in. na tym polega rozwój żeby odcinać się od ich zdania i zwiększać indywidualizm.
Mistyka religijna jest wypaczona i prowadzi na manowce. Ja śmiało odrzucam te ścieżki i wolę tworzyć własne, a wiedzę czerpać analizując doświadczenia mistyków, którzy są indywidualistami.
Wg mnie religia to sam dół rozwoju duchowego. Odrzucenie jej to krok ku rozwojowi, a potem można tworzyć własne przemyślenia. Gdyby nie istniały religie można by dużo szybciej rozwinąć duchowo ludzkość.
Ahmada pisze:Istnieją ludzie, którzy własnie przez Boga uczą się empatii. Dzięki Bogu i religii dostrzegają, że istnieje coś więcej niż czubek ich nosa.
Nie wierzę. Uważam, że to fałszywa duchowość podszyta strachem. Jak niby wiara w to, że jakiś byt, który powoduje cierpienie tylu osób jest dobry ma zwiększać empatię?