Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 13:52

Full Moon pisze:o z pozycji człowieka kumatego, na przykład Nietzschego oczywistym jest to, że nie ma to nic wspólnego z biologią, a z jej interpretacją.

Dodam jeszcze, że interpretacja to też kwestia biologiczna.

Szach mat.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 15 sierpnia 2015, o 14:27

Nie podałeś uzasadnienia. Geniusiu. :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 14:42

Nie odpowiedziałeś na post obalający Twoje wyobrażenia o problemie. Teraz dodałem pewną oczywistość - interpretacja to kwestia biologiczna ponieważ narzędziem interpretującym jest mózg. Częściowo jest to też kwestia obiektywna bo do interpretacji używa się logiki, opartej na jasnych zasadach.

Nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć o pewnych oczywistościach, na które jest mnóstwo argumentów, a nie istnieją argumenty na przeciwne stwierdzenia.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 15 sierpnia 2015, o 14:55

Podałeś sofizmat. Który nie uzasadnia cierpienia. Nie uzasadnia bo biologia która miałaby być według Ciebie przyczyną twojego cierpienia, przed zdobyciem świadomości i po zdobyciu świadomości była taka sama. To co się zmieniło to jedynie interpretacja na własny temat.

Biologia to tak jakby hardwere, a interpretacja to analogicznie softwere. Są to nierozłączne rzeczy (informacja potrzebuje nośnika), ale nie są to rzeczy tożsame ze sobą.

Tak jak mówiłem już. Próbujesz być świętszym od papieża. Dałeś sobie pata. :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 15:15

Nie, to Ty podałeś sofizmat.

Biologia przed zdobyciem świadomości i po zdobyciu świadomości jest taka sama? niekoniecznie, ale najpierw załóżmy, że tak jest. W takim razie dla danej biologii ta świadomość jest cierpieniem. Przykład: Komputer przed zainstalowaniem programu jest taki sam jak po zainstalowaniu programu. Jednak przedtem chodził dobrze, a po instalacji strasznie spowalnia, czego przyczyną jest program. Ten sam program na innym komputerze może iść bez problemu. Może być tak, że zainstalowane programy wchodzą ze sobą w konflikt. Dany program będzie działał jeśli usunę stary program, który koliduje z tym, bo np wykorzystuje ten sam proces, a ten proces może obsługiwać tylko jeden program. Możliwości kombinacji jest wiele.

A na dodatek mamy pewne paradygmaty i to one mogą być ze sobą w konflikcie. Jeden wydaje polecenie, a drugi wydaje polecenie przeciwne. Można stanąć ponad tym, ale oba procesy mają równą ważność, lub są nie do ruszenia, bo się nie da (wyskakuje mi błąd krytyczny i system zostanie ponownie uruchomiony za 20... 19... 18.... 17 etc).

To nie interpretacja jest problemem, bo nie mam możliwości innej interpretacji pewnych faktów. Trzymam metalowy przedmiot nad przepaścią. Puszczam... przedmiot spada. BUM. Idę po niego na dół, wychodzę do góry i znów powtarzam czynność. BUM! Zaobserwowałem tym samym regułę - puszczając przedmiot nad przepaścią on spada na dół. Realnie stoi za tym grawitacja. Nie zmienię interpretacji, bo takie są fakty. Powiedzmy, że moim marzeniem było przedtem wypuszczanie tego przedmiotu z rąk żeby on sobie latał nad przepaścią. Biologia jest i była taka sama. Świadomość faktów jest już inna, ale pragnienie nadal pozostaje w formie zapisu, a fakty mówią, że marzenie się nie spełni i jest nieadekwatne.

Dodałbym jeszcze fakt, że biologia nie jest taka sama przed poznaniem problemu i po jego poznaniu. Zmienia się informacja w mózgu, a informacja jest zapisem. Czyli mózg różni się o ten zapis, a to uruchamia szereg innych procesów. Wszystko to są naczynia połączone.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 15 sierpnia 2015, o 15:25

Biologia przed zdobyciem świadomości i po zdobyciu świadomości jest taka sama? niekoniecznie,


Kolejny sofizmat. Nie twierdziłem, że jest tą samą biologią. Lecz stosujesz tutaj manipulacje, zjednując słowo biologia, które w zostało użyte w innym znaczeniu w różnych zdaniach do jednego znaczenia. Udając, że mowa jest o tym samym. Biologia, czyli przypadek twoich preferencji, a biologia, która leży u podstaw przetwarzania informacji, to dwie różne rzeczy w tym kontekście.

Właśnie ja twierdzę, że zmiana (interpretacji) jest możliwa, czyli można zadecydować o cierpieniu. Bo nie biologia leżąca u podstaw twoich preferencji się zmieniła, tylko twoja interpretacja. Tą można modyfikować i zmieniać.

Próbuj dalej, ale raczej nie odpiszę. :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 15:31

Full Moon pisze:Kolejny sofizmat. Nie twierdziłem, że jest tą samą biologią. Lecz stosujesz tutaj manipulacje, zjednując słowo biologia, które w zostało użyte w innym znaczeniu w różnych zdaniach do jednego znaczenia. Udając, że mowa jest o tym samym.


Nie, po prostu wyraziłeś się nieprecyzyjnie i faktycznie tak zrozumiałem Twoją wypowiedź - jako odniesienie do całej biologii organizmu.

Full Moon pisze:Biologia, czyli przypadek twoich preferencji, a biologia, która leży u podstaw przetwarzania informacji, to dwie różne rzeczy w tym kontekście.


A skąd wiesz? Zaburzenia seksualne mogą mieć (i najprawdopodobniej mają) swoją przyczynę w psychice. Sam fakt, że mam takie zaburzenie też powoduje szereg zmian w psychice i postrzeganiu świata. Inaczej patrzy na ładny ogród osoba zdrowa, a inaczej osoba mająca problemy. Ta pierwsza się nim zachwyca, a tej drugiej jest to obojętne. Jeden życiowy problem jeśli jest poważny może zniszczyć CAŁE życie, a stres powoduje umieranie neuronów, zaburzenia w neuroprzekaźnikach, branie używek. Starasz się patrzeć na jedną przyczynę i jeden skutek, a tym samym ignorujesz działanie całego układu, w którym wszystko ma na siebie wzajemny wpływ.

Full Moon pisze:Właśnie ja twierdzę, że zmiana (interpretacji) jest możliwa, czyli można zadecydować o cierpieniu.



Nadal jednak mówimy o faktach, które nie podlegają interpretacji. Przyczyna - skutek. Takie prawa. Puszczam metalowy przedmiot i grawitacja go przyciąga. Nie ma tu miejsca na interpretację, bo znamy fakty.

Ale jeśli uważasz, że zmiana interpretacji jest możliwa, to mógłbyś napisać to dokładniej. Jeśli faktycznie masz rację to czemu się tym nie dzielisz z osobą potrzebującą?

Full Moon pisze:Próbuj dalej, ale raczej nie odpiszę.


Czyli napisałeś swoje, nie widzisz szansy na obronienie tez i jak struś chowasz głowę w piasek? To po co w ogóle coś pisałeś na ten temat?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 15 sierpnia 2015, o 17:02

Nie, po prostu wyraziłeś się nieprecyzyjnie i faktycznie tak zrozumiałem


Nie, wyraziłem się nie precyzyjnie, a Ty to wykorzystałeś i teraz zgrywasz głupka. :)

A skąd wiesz? Zaburzenia seksualne mogą mieć (i najprawdopodobniej mają) swoją przyczynę w psychice. Sam fakt, że mam takie zaburzenie też powoduje szereg zmian w psychice i postrzeganiu świata. Inaczej patrzy na ładny ogród osoba zdrowa, a inaczej osoba mająca problemy. Ta pierwsza się nim zachwyca, a tej drugiej jest to obojętne. Jeden życiowy problem jeśli jest poważny może zniszczyć CAŁE życie, a stres powoduje umieranie neuronów, zaburzenia w neuroprzekaźnikach, branie używek. Starasz się patrzeć na jedną przyczynę i jeden skutek, a tym samym ignorujesz działanie całego układu, w którym wszystko ma na siebie wzajemny wpływ.


Wiem, posiadam taką wiedzę. To są zupełnie inne procesy zachodzące w mózgu. Za wypróżnianie też odpowiadają inne procesy niż za myślenie. Lecz masz możliwość myśleć nad tym, gdzie kiedy i jak zrzucisz kloca. Tak samo masz możliwość poukładania sobie innych spraw. Wracając do interpretacji, to wiadoma sprawa, że jak cała struktura licha, to ją jedna taka informacja może zdezorganizować. Jednak są to struktury poznawcze, je możesz modyfikować i wypracować sobie inną strukturę, w której nie ma zamętu i oporów przed życiem. Dla tych neuronów nie ma znaczenia jak będą skonfigurowane, znaczenie istnieje tylko dla twojego wirtualnego ja.

Nadal jednak mówimy o faktach, które nie podlegają interpretacji. Przyczyna - skutek. Takie prawa. Puszczam metalowy przedmiot i grawitacja go przyciąga. Nie ma tu miejsca na interpretację, bo znamy fakty.


Grawitacja nie ma z tym nic wspólnego. Spadanie przedmiotów jest faktem, teoria grawitacji jest interpretacją, jest też teoria inteligentnego spadania - inna interpretacja. To, że interpretacja odnosi się do prawdy, nie przeszkadza jej być interpretacją. Lecz w tym wypadku omawiamy zupełnie inny kontekst. Jeśli rozmawiamy o koniu to nie o ośle, choć oba są to zwierzęta posiadające kopyta.

Tak samo jeden zwali konia i się zaleje ponurymi myślami, że zgrzeszył, wpadnie w poczucie winy i będzie się wstydzić, pójdzie się wyspowiadać, a inna osoba zwali konia i będzie z tego dumna, jeszcze mu za to zapłacą. xD Obie te osoby mają inne interpretacje na temat walenia konia. :lol:

Jedna osoba z powodu swojego utykania odizoluje się od ludzi, mając na ten temat kompleksy, a druga bez rąk, bez nóg jeździ po całym świecie i się specjalnie wystawia pod publikę.

Mało jest prawdopodobne, aby istniała osoba, która lubiła jeść g*wno, bo mamy zakodowane biologiczne obrzydzenie do niego, ale niektórzy za kasę biorą je do ust... choć to już hardcorowe przypadki Powiedzmy jednak, że jest ktoś kto lubi żreć g*wno - nie musi być to dla niego problemem, może po prostu go nie żreć z powodów zdrowotnych. I skoncentrować swoją jaźń wokół innych bodźców zapominając w ogóle o swych preferencjach xD :lol: umysł ludzki zdolny jest do wielu rzeczy.

Obrazek

No, ale może też sobie zrobić z tego problem, leżąc całe życie w łóżku i marząc o wsuwaniu stolca. Przeklinając los, że "fakty" uczyniły go takim nieszczęśnikiem. Ma wybór w tej kwestii.

Czyli napisałeś swoje, nie widzisz szansy na obronienie tez i jak struś chowasz głowę w piasek? To po co w ogóle coś pisałeś na ten temat?


Piszę kiedy mam ochotę. :) Niczego nie muszę bronić. Już obaliłem tezę, to że ktoś sypie sofizmatami i nie potrafi się przyznać do tego, nie zmieni tego faktu. Jak ktoś ma nie po kolei, to nie ma ze mną nic wspólnego.

Ale jeśli uważasz, że zmiana interpretacji jest możliwa, to mógłbyś napisać to dokładniej. Jeśli faktycznie masz rację to czemu się tym nie dzielisz z osobą potrzebującą?


Już o tym pisałem. 200zł i mogę Ci powiedzieć co wiem, z grubsza.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 17:40

Full Moon pisze:Nie, wyraziłem się nie precyzyjnie, a Ty to wykorzystałeś i teraz zgrywasz głupka.


Nie. Nadinterpretujesz fakty. Faktycznie zrozumiałem, że masz na myśli całą biologię i dlatego odpisałem tak, a nie inaczej. Niby po co miałbym manipulować skoro wiem, że wtedy odpisałbyś, że manipuluję i miałbyś rację? Jeśli jest jakieś nieporozumienie to wystarczy sprostować, zamiast tworzyć jakieś zarzuty z kosmosu oparte o nadinterpretację.

Teraz to już nie istotne, bo rozumiem co masz na myśli.

Mówimy o faktach, które są takie:

Mam pragnienie i preferencje, które są złe. Mam fakty o tym, że to złe. Problem polega na nieumiejętności zmiany upodobań lub rezygnacji z tego pragnienia. Nie ma tutaj miejsca na interpretację, bo sprawa jest jasna. Nie mogę uznać, że np ćpanie heroiny jest dobre gdybym miał chęć ćpania i struktury w mózgu odpowiadające za nałóg. W takiej sytuacji starałbym się zlikwidować nałóg. Analogicznie tak jak teraz przekonywałbyś mnie do tego żebym zmienił interpretację? Ja bym radził zlikwidować uzależnienie i biologiczną chęć ćpania. I siłą woli można pozbyć się nałogu jeśli zastosuje się do wskazówek, które dały wyjście z nałogu innym ludziom. Tu też szukam takiej opcji - likwidację złego upodobania i pragnienia z tym związanego.

Full Moon pisze:Grawitacja nie ma z tym nic wspólnego. Spadanie przedmiotów jest faktem, teoria grawitacji jest interpretacją, jest też teoria inteligentnego spadania - inna interpretacja. To, że interpretacja odnosi się do prawdy, nie przeszkadza jej być interpretacją.


Przecież grawitacja jest faktem. Gdyby ktoś nie zinterpretował tego poprawnie to mógłby sobie wierzyć w teorię inteligentnego spadania, albo ktoś może sobie wierzyć, że świat stworzył Bóg - Jahwe, Odyn albo Światowid. To nie ma nic wspólnego z faktami i należy w trakcie rozwoju osobistego pozbywać się wierzeń opartych o błędne interpretacje i weryfikować swoje interpretacje.

Full Moon pisze:Tak samo jeden zwali konia i się zaleje ponurymi myślami, że zgrzeszył, wpadnie w poczucie winy i będzie się wstydzić, pójdzie się wyspowiadać, a inna osoba zwali konia i będzie z tego dumna, jeszcze mu za to zapłacą. xD Obie te osoby mają inne interpretacje na temat walenia konia.


Gdyż walenie konia realnie jest neutralne, lub wg naszej obecnej wiedzy takie jest. Ten pierwszy koleś tkwi w błędzie poznawczym i jego interpretacja jest błędna, niezgodna z faktami.

Fajny przykład ;)

Full Moon pisze:Jedna osoba z powodu swojego utykania odizoluje się od ludzi, mając na ten temat kompleksy, a druga bez rąk, bez nóg jeśli po całym świecie i się specjalnie wystawia pod publikę.


I ma z tego chociaż hajs na kiermanie i błąd poznawczy w postaci poczucia misji i to nadaje mu iluzję sensu ;) Ja mam taki umysł, że szybko wykrywam iluzje i błędy poznawcze i nie potrafię w nich tkwić i tym samym oszukiwać siebie. Jeśli tkwię w błędzie to przez nieprzemyślenie i niezrozumienie, ale bardzo dużo myślę i sporo rozumiem.

Full Moon pisze:Mało jest prawdopodobne aby istniała osoba, która lubiła jeść g*wno, bo mamy zakodowane biologiczne obrzydzenie do niego, ale niektórzy za kasę biorą je do ust... choć to już hardcorowe przypadki, ale powiedzmy, komuś kto lubi żreć g*wno nie jest problemem po prostu go nie żreć z powodów zdrowotnych. I skoncentrować swoją jaźń wokół innych bodźców zapominając w ogóle o swych preferencjach xD umysł ludzki zdolny jest do wielu rzeczy.


Istnieją takie osoby i takie zaburzenie nazywa się koprofagia. Ktoś też mógłby pomyśleć opierając się na tej samej logice, że dziewczyna z nadwagą nie może się podobać, bo mamy biologicznie zaprogramowane upodobania do zdrowia, ale jest inaczej.

Ok, więc jak skoncentrować jaźń wokół innych bodźców? Tylko narkotyki są równie mocnym bodźcem co seksualność. Wszystkie inne bodźce się u mnie wypaliły i nie dają przyjemności.

Full Moon pisze:Już o tym pisałem. 200zł i mogę Ci powiedzieć co wiem, z grubsza.


Zapłaciłbym Ci nawet tysiąc gdybym wierzył, że faktycznie znasz rozwiązanie, a nie tylko chcesz sobie zarobić na cudzej naiwności. Żadnych konkretów nie napisałeś. Ewentualnie możemy się spotkać i zapłacę Ci 200 zł, ale jeśli się okaże, że to jest mi nieprzydatne i nie rozwiązuje problemu, to mi je oddasz. Bo już wielu było takich terapeutów, którzy mówili, że się da i potem okazywało się, że straciłem niepotrzebnie czas i pieniądze.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 15 sierpnia 2015, o 20:50

Zapłaciłbym Ci nawet tysiąc gdybym wierzył, że faktycznie znasz rozwiązanie, a nie tylko chcesz sobie zarobić na cudzej naiwności. Żadnych konkretów nie napisałeś. Ewentualnie możemy się spotkać i zapłacę Ci 200 zł, ale jeśli się okaże, że to jest mi nieprzydatne i nie rozwiązuje problemu, to mi je oddasz. Bo już wielu było takich terapeutów, którzy mówili, że się da i potem okazywało się, że straciłem niepotrzebnie czas i pieniądze.


Cwaniakujesz. Jak idziesz do nauczyciela muzyki, to płacisz mu dopiero jak umiesz grać? I tak bym już z Tobą interesów nie robił. Do mnie trafiają tylko wybrani. :)

Istnieją takie osoby i takie zaburzenie nazywa się koprofagia. Ktoś też mógłby pomyśleć opierając się na tej samej logice, że dziewczyna z nadwagą nie może się podobać, bo mamy biologicznie zaprogramowane upodobania do zdrowia, ale jest inaczej.


To idź do specjalistów wyższego szczebla jakiś neurologów eksperymentalnych, może zoperują Ci mózg zmieniając twoje preferencje, albo je wyłączając. Może jest jakaś nieinwazyjna metoda wpłynięcia na tą część mózgu. Tylko to wszystko kosztowne jest. :mrgreen:

Ok, więc jak skoncentrować jaźń wokół innych bodźców? Tylko narkotyki są równie mocnym bodźcem co seksualność. Wszystkie inne bodźce się u mnie wypaliły i nie dają przyjemności.


Bez przesady, ludzie się nie onanizują, na widok "swojego typu", chyba, że mają coś ponad preferencje z głową nie tak.

To o czym pisałem ma swoje odniesienie w literaturze i jest ugruntowane w praktyce terapeutycznej i pedagogicznej. Zawsze możesz sam zacząć czytać, kształcić się, badać najnowsze trendy, poświęcić na to lata nauki i wtedy nie będziesz potrzebował osoby, która miałaby mówić co i jak. No fakt. Tak jest dużo trudniej. :-)

Nie ma nic za free. Przynajmniej u mnie nie będzie B-)

Jeśli tkwię w błędzie to przez nieprzemyślenie i niezrozumienie, ale bardzo dużo myślę i sporo rozumiem.


Tak, dużo myślisz, i myślisz, że rozumiesz, myślisz... :-)

Nie. Nadinterpretujesz fakty. Faktycznie zrozumiałem, że masz na myśli całą biologię i dlatego odpisałem tak, a nie inaczej. Niby po co miałbym manipulować skoro wiem, że wtedy odpisałbyś, że manipuluję i miałbyś rację? Jeśli jest jakieś nieporozumienie to wystarczy sprostować, zamiast tworzyć jakieś zarzuty z kosmosu oparte o nadinterpretację.


Takie dziecinne tłumaczenie się. Robisz to nie pierwszy raz i nie pierwszy raz zwracam na to uwagę. Po prostu w ten sposób ustawiasz rozmowę, czerpiesz z tego jakąś chorą przyjemność. Można to prościej rozwiązać. - Przestać to robić. I zanim zaczniesz coś krytykować to upewnij się czy dobrze rozumiesz.

Twoje myśli brodzą po płyciźnie. Widać to dobrze w sąsiednim temacie. Ktoś pisze o swoim doświadczeniu, swoich uczuciach, ktoś inny wykłada subtelną wiedzę, a Ty to bierzesz i intelektualizujesz w formie sloganów i wykorzystujesz tylko na potrzeby dyskusji. Chwalisz się tym, że wszystko chwytasz w lot. Nie, nie chwytasz wszystkiego w lot. :-) Nie chwytasz wcale. Właśnie te tematy wymagają spokojnego wolnego przemyślenia, niekiedy kontemplacji, niekiedy wejścia w jakiś system na dłuższy czas i doszukania potrzebnej wiedzy, posiadania pewnych doświadczeń.

Ty przychodzisz ot tak na forum i mówisz "zdradźcie mi tajemnice wszechświata, najlepiej konkretnie w dwóch zdaniach, tylko mi nie ściemniać bo to poznam!" :lol: Doprawdy przezabawna gra.

:przytul

:kwiatek

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 15 sierpnia 2015, o 22:29

Full Moon pisze:
Jedna osoba z powodu swojego utykania odizoluje się od ludzi, mając na ten temat kompleksy, a druga bez rąk, bez nóg jeździ po całym świecie i się specjalnie wystawia pod publikę


Dokładnie tak a ludzie często lubią coś oceniać przez własny pryzmacik i komuś może się wydawać że to niemożliwe być znacznie upośledzonym i z tym problemem sobie świetnie radzić.

Odnośnie do innych stwierdzeń z tamtego postu to sam wiem z własnych doświadczeń że potrafiłem się tak ustawić żeby coś co dla mnie było jakimś problemem,czymś co sprawiało mi trud stało się nawet czymś przyjemnym.
Np chce Ci się chodzić na siłkę to po jakimś czasie ćwiczeń będziesz tego potrzebować.Trzeba przekroczyć ten próg ''bólu'' Ja tak też miałem jak zacząłem kiedyś stosować głodówki i po kilku dniach mogłem się ustawić tak mentalnie, że mógłbym naprawę długo i bez bólu i czułem się lekko i naprawdę nie miałem ochoty nic jeść.
Także można sprawić że cierpienie fizyczne czy psychiczne może mieć dla ciebie słodki posmak.
To kwestia obserwacji,sterowania swoim umysłem.

Można sprawić że będzięsz mieć to poczucie w sobie miłości bezwarunkowej i będziesz w sobie czuć miłość i ludzie zejdą na dalszy plan.
Możesz tę miłość podkręcić jak spadnie Ci nastrój. Po jakimś czasie spadki nastrojów będą minimalne a ty w sposób łatwy z tego bedziesz wychodzić.
Zyskuje się stabilność nastroju psychiki.
To trwa latami żeby dojść do tej miłości bezwarunkowej.
Miłość jest potrzebna żeby czuć się szczęśliwym i wcale nie musi być to miłość do drugiego człowieka.

Bez miłości ma się poczucie pustki.

Jednak są różne predyspozycje każdego z nas do panowania nad emocjami panowania nad umysłem i sprawianie żeby coś co jest dla nas nieprzyjemne stało się do zaakceptowania.

Możesz sprawić że coś co ci nie smakuje zacznie ci smakować i sprawisz ze będziesz się tym delektować nawet.

Możesz też tak sprawić że będziesz się czuć wolnym nawet w więzieniu.

Możesz sprawić tak że będziesz cieszyć się jakąś bzdurą.


Jak raz się przełamało pewne bariery to potem jest już dużo łatwiej. Trudno o tym mówić bo to trzeba przejść, doświadczyć

Tak więc możemy wpływać na własne stany i te stany utrwalać i za tym też idą zmiany w samym mózgu.
można powiedziewć że mamy te możliwości przetransferowywania się.

Ale nie może być nacisku ponieważ nasza natura tego nie lubi.

Potrzebne długie przebywanie w samotności z samym sobą a wtedy wchodzą w tobie myśli i się ustawiasz.
Nie znaczy to że się izolujesz zupełnie od ludzi.

Troche chaotycznie ale nie chcę mi się poprawiać
Ostatnio zmieniony 15 sierpnia 2015, o 22:37 przez aartefax, łącznie zmieniany 1 raz.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 15 sierpnia 2015, o 22:30

Full Moon pisze:Cwaniakujesz. Jak idziesz do nauczyciela muzyki, to płacisz mu dopiero jak umiesz grać? I tak bym już z Tobą interesów nie robił. Do mnie trafiają tylko wybrani.

Jak idę do nauczyciela muzyki, to do takiego, o którym wiem, że dobrze uczy, a nauka muzyki to nic niemożliwego. Ja byłem u wielu terapeutów, a do jeszcze większej ilości słałem maile z zapytaniem o problem. I co? Odpowiedzi negatywne + kilku coachów mówi, że da się, ale za gruuube pieniądze, a ja im też nie ufam aż tak żeby tyle płacić.

Po prostu tak tylko piszesz, a naprawdę nie poradziłbyś sobie z pomocą w tym problemie.

Full Moon pisze:To idź do specjalistów wyższego szczebla jakiś neurologów eksperymentalnych, może zoperują Ci mózg zmieniając twoje preferencje, albo je wyłączając. Może jest jakaś nieinwazyjna metoda wpłynięcia na tą część mózgu. Tylko to wszystko kosztowne jest.


Jeśli tylko tak się da to pójdę, ale nie słyszałem o czymś takim :D

Full Moon pisze:Bez przesady, ludzie się nie onanizują, na widok "swojego typu", chyba, że mają coś ponad preferencje z głową nie tak.


Ale przecież nie o to chodzi. Miłość i seks, które są powiązanymi sprawami to najlepsza motywacja. Nie chce mi się np rywalizować i wygrywać, bo już mi się to znudziło i nie daje przyjemności. Nie potrzeba mi poprawy statusu społecznego, bo to mnie nie interesuje. Nie potrzebuję być kimś znanym. Nie potrzebuję bogactwa, bo nie wiedziałbym co sobie za to kupić (poza ferrari 458 i willą z basenem). Nie umiem wymyślić nic satysfakcjonującego, choć mam mnóstwo pomysłów co można by zrobić dla samej fazy gdybym miał zaspokojoną potrzebę miłości z kobietą, która mi się podoba. Czuję też, że chciałbym mieć dzieci, ale nie chciałbym być przyczyną ich cierpienia.

Full Moon pisze:To o czym pisałem ma swoje odniesienie w literaturze i jest ugruntowane w praktyce terapeutycznej i pedagogicznej. Zawsze możesz sam zacząć czytać, kształcić się, badać najnowsze trendy, poświęcić na to lata nauki i wtedy nie będziesz potrzebował osoby, która miałaby mówić co i jak. No fakt. Tak jest dużo trudniej.


Niby co takiego pisałeś? Zero konkretów.

Full Moon pisze:Nie ma nic za free. Przynajmniej u mnie nie będzie B-)


Jakbyś jeszcze miał coś do zaoferowania to tak jak piszę. Pieniądze nie są dla mnie wielkim problemem. A wartość ludzi poznaje się po tym jak traktują innych i czy przeliczają każdą pomoc na pieniądze ;)

Full Moon pisze:Tak, dużo myślisz, i myślisz, że rozumiesz, myślisz...


Aha.

Full Moon pisze:Takie dziecinne tłumaczenie się. Robisz to nie pierwszy raz i nie pierwszy raz zwracam na to uwagę


Bo nie pierwszy raz piszesz zbyt ogólnikowo i mało precyzyjnie. Pisz tak żeby ludzie Cię rozumieli, zamiast potem robić coś takiego jak teraz.

Full Moon pisze:Po prostu w ten sposób ustawiasz rozmowę, czerpiesz z tego jakąś chorą przyjemność. Można to prościej rozwiązać. - Przestać to robić. I zanim zaczniesz coś krytykować to upewnij się czy dobrze rozumiesz.


Projektujesz na mnie jakieś chore g*wno. I za takie coś w realu miałbyś kłopoty więc ciesz się, że się nie znamy, bo to byłby odruch bezwarunkowy. Teraz już nerw mi przeszedł, ale na żywo jest inaczej. Jestem na ogół bardzo spokojny i wręcz nieraz pozwalam innym na bardzo dużo bo mnie to nie dotyka, ale nic nie denerwuje mnie bardziej niż zarzucanie nieprawdy co do moich myśli, intencji. Piszesz coś, ja odpowiadam, potem okazuje się, że źle zrozumiałem ogólnikową wypowiedź, a Ty wmawiasz mi, że to celowo i robisz z tego zarzut. Takie coś ma swoją nazwę, której nie użyję ze względu na regulamin forum zabraniający wulgaryzmów.

Full Moon pisze:Właśnie te tematy wymagają spokojnego wolnego przemyślenia, niekiedy kontemplacji, niekiedy wejścia w jakiś system na dłuższy czas i doszukania potrzebnej wiedzy, posiadania pewnych doświadczeń.


Ale jakie tematy? O których wypowiedziach mówisz? Ale proszę o KONKRETY. Bo w laniu wody jesteś faktycznie niezły, owijasz temat w bawełnę, omijasz sedno i unikasz konkretów, a potem ktoś nie zrozumie to robisz z tego zarzut i wyżywasz się żeby się dowartościować. Ja to tylko demaskuję.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Bover
Posty: 16
Rejestracja: 29 lipca 2015, o 17:21
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Bover » 15 sierpnia 2015, o 22:38

:stuk

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 16 sierpnia 2015, o 00:50

aartefax pisze:
Full Moon pisze:
Jedna osoba z powodu swojego utykania odizoluje się od ludzi, mając na ten temat kompleksy, a druga bez rąk, bez nóg jeździ po całym świecie i się specjalnie wystawia pod publikę


Dokładnie tak a ludzie często lubią coś oceniać przez własny pryzmacik i komuś może się wydawać że to niemożliwe być znacznie upośledzonym i z tym problemem sobie świetnie radzić.

Odnośnie do innych stwierdzeń z tamtego postu to sam wiem z własnych doświadczeń że potrafiłem się tak ustawić żeby coś co dla mnie było jakimś problemem,czymś co sprawiało mi trud stało się nawet czymś przyjemnym.
Np chce Ci się chodzić na siłkę to po jakimś czasie ćwiczeń będziesz tego potrzebować.Trzeba przekroczyć ten próg ''bólu'' Ja tak też miałem jak zacząłem kiedyś stosować głodówki i po kilku dniach mogłem się ustawić tak mentalnie, że mógłbym naprawę długo i bez bólu i czułem się lekko i naprawdę nie miałem ochoty nic jeść.
Także można sprawić że cierpienie fizyczne czy psychiczne może mieć dla ciebie słodki posmak.
To kwestia obserwacji,sterowania swoim umysłem.

Można sprawić że będzięsz mieć to poczucie w sobie miłości bezwarunkowej i będziesz w sobie czuć miłość i ludzie zejdą na dalszy plan.
Możesz tę miłość podkręcić jak spadnie Ci nastrój. Po jakimś czasie spadki nastrojów będą minimalne a ty w sposób łatwy z tego bedziesz wychodzić.
Zyskuje się stabilność nastroju psychiki.
To trwa latami żeby dojść do tej miłości bezwarunkowej.
Miłość jest potrzebna żeby czuć się szczęśliwym i wcale nie musi być to miłość do drugiego człowieka.

Bez miłości ma się poczucie pustki.

Jednak są różne predyspozycje każdego z nas do panowania nad emocjami panowania nad umysłem i sprawianie żeby coś co jest dla nas nieprzyjemne stało się do zaakceptowania.

Możesz sprawić że coś co ci nie smakuje zacznie ci smakować i sprawisz ze będziesz się tym delektować nawet.

Możesz też tak sprawić że będziesz się czuć wolnym nawet w więzieniu.

Możesz sprawić tak że będziesz cieszyć się jakąś bzdurą.


Jak raz się przełamało pewne bariery to potem jest już dużo łatwiej. Trudno o tym mówić bo to trzeba przejść, doświadczyć

Tak więc możemy wpływać na własne stany i te stany utrwalać i za tym też idą zmiany w samym mózgu.
można powiedziewć że mamy te możliwości przetransferowywania się.

Ale nie może być nacisku ponieważ nasza natura tego nie lubi.

Potrzebne długie przebywanie w samotności z samym sobą a wtedy wchodzą w tobie myśli i się ustawiasz.
Nie znaczy to że się izolujesz zupełnie od ludzi.

Troche chaotycznie ale nie chcę mi się poprawiać


Chaotycznie, ale dobrze. :ok

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 16 sierpnia 2015, o 01:49

Miłość bezwarunkowa i to w kierunku do nikogo, tylko jako poczucie narkotycznego stanu bez powodu, to jak dla mnie jest zaburzenie, tylko że pozytywne. Nie chodzi o to żeby Cię aartefax jakoś deprecjonować, tylko po prostu to nie jest reguła dostępna dla każdego. W pewnym sensie masz farta, że tak czujesz, choć niektórzy pewnie nazwaliby to pechem. Ja np jestem fanem czynności, które dają efekt i uważam, że to co jest samoistne nie ma wartości (np samo uczucie miłości bez ukierunkowania na konkretną osobę. albo stan jak po narkotykach bez narkotyków). A to polubienie tego czego się nie lubi to mechanizmy dobrze znane psychologii - słodkie cytryny i kwaśne winogrona - zaliczane do błędów poznawczych.

Natomiast wpadła mi jeszcze jedna teoria na zasadzie efektu synchroniczności. Ludzie, którzy mają wysoki poziom dopaminy mają tendencję do dostrzegania w losowych informacjach wzorce, których nie ma. Teorie spiskowe, poczucia sensu po narkotykach, czy samoistne stany "przebudzenia" to tylko i wyłącznie zaburzenia w neuroprzekaźnikach. I całą duchowość przypisałbym temu mechanizmowi.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość