Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Pytania i Pomoc Duchowa - Masz jakikolwiek problem, napisz tu.
Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 11 sierpnia 2015, o 17:46

Kocur pisze:
Pomijam już, że Twoje wypowiedzi są nielogiczne i ciężko się je czyta, ale tu znów dajesz przykład, że nie zrozumiałeś tego co napisałem. To jak mamy się nawet ze sobą nie zgadzać, skoro nie rozumiesz o czym piszę i nie przeczytałeś moich postów? Ja piszę o jednym, Ty o drugim. Brednią jest to, że nie można przeżywać innych emocji kiedy się jakąś stłumi. No nie przekonasz mnie, bo ja z autopsji wiem, że nie jest tak jak piszesz. To tak jakbym widział posąg, dotykał go i miałbym go w ogródku, a Ty byś stwierdził, że żaden posąg nie istnieje bo tak powiedział ktoś kto jest dla Ciebie autorytetem.


No i znów to samo, sam z doświadczenia mówię jak jest, nie nie ważne. Ty wiesz lepiej. No i dobrze wiedz se lepiej, miej dalej nie rozwiązany ten swój problem.
Sam z doświadczenia dobrze wiem, że jak natłumię emocji za dużo czy to nerwy, czy lęki to potem nie ma już miejsca na śmiech np. ( zależy ile się tego nagromadzi oczywiście ).

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 11 sierpnia 2015, o 17:50

Normalnie dzięki Tobie dowiedziałem się, że coś co mi pomaga, coś co kilku lat, doświadczam, to bzdura, że prawda jest inna, nie ważne że mi to pomaga :)
No nic tylko Ci podziękować muszę.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 11 sierpnia 2015, o 18:02

Full Moon pisze:Z dyskutantem, który myli dowody ze swoimi opiniami, nie da się merytorycznie rozmawiać. Merytorycznie można rozmawiać tylko z osobą, która rzetelnie podchodzi do tematu. Ty na przykład mylisz gust muzyczny z oceną systemów filozoficznych, pomijając fakt, że nie rozumiesz fenomenu ani jednego ani drugiego, tylko cytujesz slogany stosowane przez Korwina. Z czym do ludzi?


Ale o czym Ty teraz piszesz? Znów coś oderwanego od rzeczywistości, znów własna interpretacja zamiast faktów.

Twoje wpisy to trochę faktów niezwiązanych z tematem, potem ukryty pod metaforami wniosek, który zazwyczaj jest od czapy. I jak nie masz już argumentów to projektujesz na mnie swoje braki.

Np teraz piszemy o pozbyciu się cierpienia, więc Ci mówię jaki mam problem, który nie pozwala w żaden sposób na pozbycie się cierpienia. Ty odpowiadasz cytatem z Nietzchego i każesz się z nim zgadzać, tzn nie każesz, bo jak się nie zgodzę to ewentualnie uśmiechniesz się cynicznie.

daaatz pisze:No i znów to samo, sam z doświadczenia mówię jak jest, nie nie ważne. Ty wiesz lepiej. No i dobrze wiedz se lepiej, miej dalej nie rozwiązany ten swój problem.
Sam z doświadczenia dobrze wiem, że jak natłumię emocji za dużo czy to nerwy, czy lęki to potem nie ma już miejsca na śmiech np. ( zależy ile się tego nagromadzi oczywiście ).


No i teraz już zmieniłeś ton i to mi się podoba. Co prawda nadal ego nie pozawala Ci się przyznać, że miałem rację, ale już jest jakiś krok naprzód, bo piszesz o swoim doświadczeniu i doszło tu nawarstwienie emocji, a nie tłumienie jednego problemu. Choć z mojego doświadczenia i tak wynika co innego. O niektórych stłumionych emocjach nie wiedziałem, że były tłumione, a w jakichś sytuacjach wyszły. W międzyczasie mogłem bawić się, śmiać, odczuwać radość. Dzieje się tak dlatego, że (przynajmniej w moim przypadku) myśli oddziałują bezpośrednio na emocje, tzn najpierw pojawia się emocja spowodowana myślą, więc zmieniam myśl i zmienia się także emocja. Na tym opiera się terapia poznawczo behawioralna.

daaatz pisze:Normalnie dzięki Tobie dowiedziałem się, że coś co mi pomaga, coś co kilku lat, doświadczam, to bzdura, że prawda jest inna, nie ważne że mi to pomaga
No nic tylko Ci podziękować muszę.


Nie czytasz ze zrozumieniem tego co napisałem. Nie pisałem, że terapia Ci nie pomaga.

I błagam, zrób coś z szykiem zdania, bo strasznie ciężko się to czyta (już abstrahując od treści).
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
daaatz
Posty: 45
Rejestracja: 14 kwietnia 2015, o 14:02
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: daaatz » 11 sierpnia 2015, o 18:05

Ale sobie przypisujesz :) Dobra szkoda mi czasu na tą gadkę.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 11 sierpnia 2015, o 18:14

daaatz pisze:Ale sobie przypisujesz :) Dobra szkoda mi czasu na tą gadkę.


Właśnie o to chodzi. :ok By nauczyć się rozmawiać i wycofać się kulturalnie w odpowiednim momencie, gdy trafiamy na blokadę z drugiej strony. Sam widzisz, że coś dobrego z takiej dyskusji wynikło, wystarczy w porę się zatrzymać. :) Z czasem będzie można pójść dalej.

Własne samopoczucie to jednak nie wystarczający miernik. Trzeba jeszcze weryfikować swoje poglądy. To już raczej praca indywidualna. W swoim zakresie.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 11 sierpnia 2015, o 18:43

Dla niektórych faktycznie lepiej się wycofać kiedy wiadomo, że nie obroni się swoich tez. Nie obroni się ich, bo nie czyta się co druga strona ma do powiedzenia, a raczej tylko widzicie własną nadinterpretację faktów.

Nic nie poradzę na to, że mam matematyczny umysł i wszystko widzę w takiej postaci: dane, szukane, rozwiązanie.

Jak ktoś coś pisze lub mówi to nie przyjmuję tego co powiedział, tylko pytam o konkrety - to wystarczy żeby większość wywaliła się ze swoimi poglądami. Zazwyczaj nie trzeba niczego stwierdzać, bo wystarczy, że rozmówca nie potrafi spójnie przedstawić swoich poglądów.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 11 sierpnia 2015, o 19:52

Czy Nietzsche mógł się w pewnych kwestiach mylić? - Tak.
Czy Ty masz podstawy by poprawnie ocenić cytat? - Nie.
Czy Twoje uzasadnienie jest prawidłowe? - Nie.
Czy został wykazany brak twojej wiedzy o Nietzsche? - Tak, nie zrozumiałeś roli nihilizmu w jego systemie filozoficznym.
Czy podałeś jakieś inne konkrety, po za wykrzykiwaniem swojej końcowej nieuzasadnionej opinii? - Nie.
Czy starasz przedstawić się niesłusznie w kwestii bycia obiektywnym, co jest kolejną twoją sztuczką krasomówczą? - Tak.

O czym my tu gadamy. :)

Warto jednak podkreślić, że antropologia czy też antropocentryzm Nietzschego pełni nieco inną funkcję i przybiera inną postać niż tradycyjna myśl humanistyczna. Antropologia Nietzscheańska ma za zadanie konsekwentnie ująć człowieka w sposób naturalistyczny, tj. pomyśleć jego naturę jako przyrodę. Przyrodnicza działalność człowieka okazuje się o tyle wyróżniona, że polega przede wszystkim na nadawaniu sensów i wartości wszelkim rzeczom. W takim sensie Nietzsche będzie bliski tezie antropocentryzmu, że człowiek jest miarą wszechrzeczy. Ta swoistość człowieka jest bowiem widoczna z perspektywy Nietzschańskiej antropologii naturalistycznej, której metoda polega na ciągłej zmianie perspektyw: z biologistycznej na filologiczną i vice versa, z historii kultury na fizjologię, z psychologii na historię państwa i prawa. W antropologii naturalistycznej Nietzsche korzysta z krytyki genealogicznej, czyli filologicznej, wykrywającej kolejne «warstwy» kulturowego tekstu. Sądzi, że liczne perspektywy, dostępne dzięki temu, że jesteśmy istotami wykształconymi przez ewolucję i tysiące lat historii, odsłaniają kolejne sensy i wartości: nic nie uprawnia nas do tezy, że sens nadaje sobie sama rzeczywistość.

Zdaniem Nietzschego, sensy i wartości nie są bytami oddzielnymi od świata przyrodniczego, istniejącymi tak jak idee platońskie, lecz cechami przypisywanymi temu światu przez wartościujących ludzi. Przypisują oni wartości zawsze w sposób zgodny z ich ogólną konstytucją biologiczną (nie robią tego np. nacierając sobie w samotności głowy żwirem, lecz komunikując pewne swoje opinie innym ludziom w powszechnie zrozumiałym języku), dlatego też mają niezwykle dużo swobody w ustalaniu wartości — w przeciwieństwie do organizmów niższych, np. nietoperzy. Ludzie mogą samodzielnie wyznaczać wartości, a nie tylko troszczyć się o przeżycie; mogą nawet oceniać własną biologiczną konstrukcję w sposób skrajnie negatywny i nawoływać do ascetyzmu. Nietoperze takiej możliwości nie mają. Fakt rozbieżności różnych hierarchii aksjologicznych Nietzsche wyjaśnia tak: ludzie tworzą wartości, a nie odkrywają je. Są one konwencjonalne, ale stosowanie konwencji jest możliwe tylko dzięki temu, że ludzie są częścią przyrody. Taką tezę będę nazywał tezą konstruktywistycznego naturalizmu.

Konstruktywistyczny naturalizm można postrzegać jako odpowiedź na problemy naturalizmu oświeceniowego, w którym kryteria normatywne miała zapewniać natura. Trudność polegała na konieczności intersubiektywnego i spójnego odróżnienia dobrej, normalnej natury od natury zdegenerowanej. Nietzsche problem rozwiązuje w sposób radykalny; po prostu podważa założenie pytania "Jak odkryć kryterium normatywne w naturze?". Twierdzi, że pewne przyrodnicze istoty nadają w ramach naturalnego porządku sens i wartość naturze. Mogą to robić dowolnie, nawet wbrew naturze pojmowanej na modłę oświeceniową, proponując np. umartwianie się czy masochizm. Innymi słowy, Nietzsche odrzuca realizm oświeceniowy w zakresie kryteriów normatywnych i zastępuje go konstruktywizmem.

Twierdzić przeto, że to nie ludzie nadają sens rzeczom, lecz że to rzeczy (tj. natura) go nam wspaniałomyślnie udzielają, to dla Nietzschego mówić coś z gruntu mylnego. Z punktu widzenia naturalisty bowiem człowiek może nadawać sens zawsze i tylko dlatego, że ma taką, a nie inną konstytucję biologiczną, społeczną i historyczną, czyli na mocy tego, iż jest częścią przyrody. Obiektywna struktura rzeczy jest taka, że człowiek dysponuje pewnymi zasobami, które umożliwiają mu interpretowanie rzeczywistości, jej rozumienie i nadawanie jej sensu.

Wyżej łącznie traktowałem antropologię i hermeneutykę Nietzschego. Jego antropologia wypowiada bowiem tezę, że człowiek jest przyrodniczą istotą, rozumiejącą i nadającą sensy, a hermeneutyka interpretuje wszelkie przejawy działalności człowieka jako części przyrody, a zatem także kultury. Co więcej, tego rodzaju mariaż antropologii i hermeneutyki pod naturalistycznym sztandarem jest przedstawiany przez Nietzschego jako program dla filozofów przyszłości, czyli jako przyszła filozofia po prostu.

Nietrudno zauważyć, że Nietzsche mógłby być patronem prób naturalizacji racjonalności, języka i umysłu, podejmowanych obecnie przez przedstawicieli filozofii analitycznej takich jak Fred Dretske, Daniel C. Dennett czy Ruth Gareth Millikan. Nawiązując do socjobiologii, dopełniają oni program Darwina w kwestiach normatywnych i semantycznych. O tyle też same tezy Nietzschego można pojmować jako niezwykle aktualne, bo wpisujące się w najgoręcej dyskutowane problemy współczesne. Skoro zaś poważnie traktuje się pokrewny Nietzschemu naturalizm teraźniejszy, to stanowi to pośredni dowód na rzecz tezy, że niemiecki myśliciel mógł mieć rację.
http://www.pfl.uw.edu.pl/index.php?opti ... &Itemid=47


Pozdro Einsteinie. :)

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 11 sierpnia 2015, o 20:22

No i kolejny cytat bo nic sam nie potrafisz napisać, a już na pewno nie na temat. Większość Twoich odpowiedzi jest nie na temat, a starasz się zgrywać mędrca.

Full Moon pisze:Czy Ty masz podstawy by poprawnie ocenić cytat? - Nie.


Bo Ty tak powiedziałeś? Ahaaaa. Interesujące.

Cytat był przedstawiony tutaj bez kontekstu i oceniłem go po treści. Coś nie tak? Przecież wstawka o Nietzsche była dygresją, więc po co teraz o tym dyskutować, skoro to nie istotne?
Full Moon pisze:Czy Twoje uzasadnienie jest prawidłowe? - Nie.


Tak. Nie oceniłem całej filozofii tylko wybrany cytat, wycięty z kontekstu.

Full Moon pisze:Czy został wykazany brak twojej wiedzy o Nietzsche? - Tak, nie zrozumiałeś roli nihilizmu w jego systemie filozoficznym.


Bo to nie jest istotne w tym momencie i średnio mnie to interesuje.

Full Moon pisze:O czym my tu gadamy.


Pierwotnie zanim zrobiłeś off topic o Nietzsche gadaliśmy o tym czy pobycie się cierpienia jest naprawdę możliwe i przedstawiłem swój przypadek jako przykład, że nie zawsze jest to możliwe. Coś w tym dziwnego? Gdybyś potrafił odpowiedzieć bezpośrednio na sedno wypowiedzi, to by nie było teraz tej niepotrzebnej rozmowy.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 11 sierpnia 2015, o 20:58

Cytaty jak najbardziej na temat. Tylko najpierw trzeba je zrozumieć. Tutaj znów się zapętlamy. :stuk

Pierwszy cytat ma pobudzić do specyficznego myślenia o cierpieniu.
Drugi cytat jest o ahistorycznym odbieraniu świata - co jest częścią radzenia sobie z problemami.
Trzeci cytat nawiązuje do "wartości" i "sensu", a one znalazły swoje miejsce w dotychczas przeprowadzonej argumentacji, obu stron.

Krzyczysz o braku konkretów, a jak ktoś zapoda konkrety to zaczynasz kręcić na wszystkie strony, a jednym z powodów tego jest słabe rozeznanie w tym o czym piszesz. Jedyne co udowadniasz to swoją laickość w podejściu do tematu. Przyszła pora definitywnie zakończyć tą dyskusję.

Powiem tylko coś w kontekście tego co zostało powiedziane o cierpieniu.

Nie da się ukryć dwóch faktów [o których mówi ostatni cytat]:
1) Jesteśmy istotami biologicznymi
2) Kwestia interpretacja należy do nas. (szczególnie każdego z nas z osobna)

Te kwestie łączą się ze sobą, ale się nie warunkują. Człowiek ma tu pewną dowolność. Jeśli ktoś napisał, że świadomość czegoś wywołała w nim cierpienie. To z pozycji człowieka kumatego, na przykład Nietzschego oczywistym jest to, że nie ma to nic wspólnego z biologią, a z jej interpretacją.

Przez długi czas na pulpicie miałem obraz człowieka, który maluje będąc niewidomym. Oślepł mając kilkanaście lat czyli był dobrze zakorzeniony w świecie wizualnym. Można powiedzieć, że stracił cały świat, który najlepiej znał. Mimo to się nie załamał i odkrył sposób na prowadzenie satysfakcjonującego życia. Oczywiście są też niewidomi, którzy wpadają w depresję i już z niej nie wychodzą, albo prowadzą dalej życie warzywka. Wszystko zależy od człowieka i jego interpretacji. Fakty o naszej biologii są bez znaczenia. Bo to nie z nich wynika sens, my ten sens dopiero im nadajemy. Człowiek trzymający się jakiejś struktury nieadaptatywnej sam sobie wyrządza krzywdę, choć może nie chcieć się do tego przyznać.

Oczywiście są pewne ograniczenia wynikające z samej biologi. Ktoś doznaje jakiegoś urazu mózgu i nie jest wstanie pojąć jakiś związków przyczynowo-skutkowych, albo na jego nastrój wpływa zaburzona gospodarka neuroprzekaźników. Tą perspektywę o której mówię też nie można przejąć, czytając posty na internecie, trzeba ją sobie wypracować zgodnie z naszą wiedzą o neuroplastyczności mózgu. Dlatego to o czym mówię nie jest dostępne dla każdego. Co nie znaczy to, że nie jest dostępne dla człowieka jako takiego.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 12 sierpnia 2015, o 04:24

Full Moon
nie, nie na temat. Filozofia Nietzschego to jeden z wielu nurtów, z którym nie trzeba się koniecznie zgadzać. albo można zgadzać się z niektórymi rzeczami. U wielu filozofów te same zagadnienia wyglądają inaczej, są inaczej zinterpretowane.

Gdybym napisał o swojej filozofii to wyglądałoby to jeszcze inaczej.

Full Moon pisze:Krzyczysz o braku konkretów,


Nie krzyczę. Prosiłbym o niestosowanie tego typu języka manipulacji.

Full Moon pisze:Krzyczysz o braku konkretów, a jak ktoś zapoda konkrety to zaczynasz kręcić na wszystkie strony, a jednym z powodów tego jest słabe rozeznanie w tym o czym piszesz.


Problem w tym, że w tej konkretnej kwestii nikt nie zapodał konkretów. Problem został znakomicie pominięty i zignorowany, a mnie zaszufladkowałeś jako debila, bo to co piszę nie pasowałoby Ci do światopoglądu, w którym każdy problem można rozwiązać poprzez pogodzenie się z nim. Ja mam inny pogląd na tą kwestię - istnieją pewne dobra, wartości uniwersalne. Jest to twór człowieka, ale też logiki połączonej z empatią. Głębsze zrozumienie pojawia się kiedy analizujemy swoje miejsce na świecie i rozumiemy, że inni ludzie są w głębi tym samym co my - świadomością, której nie da rady zdefiniować słowami. Jednak każda świadomość jest w innym ciele, w innych warunkach, ma inne myśli, inne, że tak powiem nakładki. Ludzie utożsamiają się z tymi nakładkami i dzięki temu odnajdują się w społeczeństwie i po prostu normalnie żyją. Tylko, że wtedy powstaje zafałszowany pryzmat ego, bo ludzie przypisują sobie zasługi, które nie są ich i obwiniają się za coś co nie jest ich winą (oni są skutkiem, a nie przyczyną). Ale kiedy pojawia się to zrozumienie stajemy się odpowiedzialni za nasze przyszłe wybory. Dokonując wyborów opieramy się na logice, porównaniu i wartościach. Obiekty, idee i cechy z życia codziennego umieszczamy na osi dobra i zła. Coś korzystnego, zdrowego, przyjemnego to dobro, coś niekorzystnego, niezdrowego, przynoszącego cierpienie to zło - są różne odcienie dobra i zła, różna skala, natężenie tych pozornie przeciwnych sił. Umieszczenie problemu na skali dobra i zła zmienia się w zależności od kontekstu, np zabójstwo jest domyślnie złe, ale jeśli policjant zabija uciekającego mordercę mającego zamiar dalej zabijać ludzi, to zabójstwo relatywizuje się, a w tym przypadku nawet nabiera dobrych barw.

W umyśle tworzą się różne tryby, w których działa umysł. Można porównać to do programów w komputerze. Jednym z tych trybów jest myślenie o ideach, świecie idealnym, który jest obiektywny, ale nie możemy go pojąć umysłem i nie zawsze możemy mieć pewność, że dana idea jest obiektywna.

Świat przyrody to świat przyczyn i skutków. One po prostu się dzieją i na tym poziomie istnieje czysta prawda. Prawdy nie pojmiemy w całości, bo posługujemy się trybem logicznego myślenia opartego o wiedzę, a ta zawsze jest niekompletna (a gdyby była kompletna to i tak nie będziemy mogli tego stwierdzić, bo nie można stwierdzić nieistnienia obiektów poza znanym nam zbiorem). Tworzymy sobie teorie na temat prawdy i sprawdzamy w realu czy mieliśmy rację.

Ponad poziomem prawdy jest poziom wartości, oceny, nadawania ważności obiektom, cechom, ciągom przyczynowo skutkowym. Np ćpanie, albo nadwaga to złe rzeczy, więc unikamy tego, korzystamy z wiedzy żeby z tym walczyć. I tu są przypadki relatywne, ale w zdecydowanej większości mówimy o dość jasnym źle, a nie ciężkim konflikcie moralnym. I gdyby istniał wszechkomputer ogarniający wszystkie dane na świecie i obliczający rozwiązania to mielibyśmy wiedzę na temat obiektywnych faktów oraz ich ważności, wartości. Teraz możemy to jedynie szacować, ale pewne rzeczy są oczywiste i można je przyjąć za imperatywy moralne. Może innym razem napiszę jakie to, ale teraz mi się nie chce bo to nieistotne dla dyskusji.

Z tego wszystkiego powstaje świat poglądów - świat, po którym zdecydowanie lepiej poruszają się mężczyźni niż kobiety myślące głównie następnym poziomem, o którym zaraz napiszę.

Świat poglądów to taki, o którym myślimy, że jest obiektywny. Jest jeszcze poziom marzeń, pragnień, własnych preferencji, uwarunkowań emocjonalnych. Gdyby człowiek kierował się tylko tymi odczuciami płynącymi stąd szybko doszedłby do degradacji. Ludzie, którzy nie panują nad tym poziomem mają ciężko w życiu, choć korzystają z krótkotrwałych przyjemności. Są to np osoby z nadwagą, alkoholicy, ćpuny, osoby zdradzające itd. Nad poziomem emocji jest poziom mentalny, który powinien kontrolować złe emocje, decydować o nieuleganiu im. Problem w tym, że u wielu osób nie ma oddzielenia między światem poglądów, faktów, a światem emocji. Te osoby zwyczajnie myślą emocjami, czyli dorabiają sobie ideologie do pragnień, przestawiają sobie wartości, ignorują niektóre fakty w jakimś celu. Są to mechanizmy obronne psychiki, które degradują świadomość i spłycają przeżywanie, odłączają człowieka od reszty społeczeństwa.

Funkcja decydowania - mózg używa jej kiedy analizuje znane dane, przepuszcza je przez pryzmat moralności i emocji. Jak pisałem kobiety ulegają bardziej emocjom, a mężczyźni chłodnej logice. W tym sensie mężczyzna jest odpowiedzialny za swoją kobietę, bo ona ma tendencję do słuchania go i brania za wyrocznię. U mnie problem dochodzi do funkcji decydowania i jawi się jako konflikt między emocjami, pragnieniami, preferencjami, a poziomem prawdy, wartości.

Co do piękna to są różne koncepcje idei piękna, ale najbardziej przemawia do mnie taka, że w przypadku ludzi wyznacznikiem piękna jest genetyka i zdrowie. Nie bez kozery szczupłe kobiety są uważane za piękne, a grube są synonimem brzydoty. W niektórych okresach i miejscach było inaczej (wyjątki od reguły), ale też nie sądzę żeby znali tam wyniki badań na temat szkodliwości nadwagi: 4% mniejsze mózgi u osób z nadwagą i 8% z otyłością, gdzie defekty dotyczą głównie kory przedczołowej, choroby ciała i szybsza śmierć, a przedtem lata chorób, na których leczenie składa się społeczeństwo. Przyczyny to: stres, niska samoocena, zaburzenia pracy neuroprzekaźników i uczucia głodu, problemy hormonalne, niski status społeczny, uzależnienie od jedzenia, zbyt duży socjalizm i mało wyzwań, inne choroby wywołujące nadwagę, inne problemy psychiczne lub złe cechy osobowościowe. Należy te problemy eliminować i cały świat słusznie walczy z nadwagą.

Więc mojego problemu ze złym upodobaniem do kobiet z nadwagą nie rozwiązujesz pisząc takie rzeczy, a jedynie zmieniasz temat. Wychodzi na to, że powinienem pogodzić się z samotnością, jak ten malarz ze stratą wzroku, ale słusznie zauważyłeś, że większość w takich przypadkach źle kończy i nie odnajduje szczęścia. Nie każdy ma taką możliwość. Czysta statystyka - ktoś w beznadziejnej sytuacji na pewno odnajdzie szczęście mimo to. Będzie to mniejszość. Większość będzie mocno cierpieć, a inna mniejszość będzie cierpieć potwornie. Kwestia uwarunkowań i osób, które się spotkało, a proponują one rozwiązania. Wtedy wiele zależy też od samych rozwiązań.

Full Moon pisze: Jeśli ktoś napisał, że świadomość czegoś wywołała w nim cierpienie. To z pozycji człowieka kumatego, na przykład Nietzschego oczywistym jest to, że nie ma to nic wspólnego z biologią, a z jej interpretacją.


Czyli jeśli ktoś lubi jeść kupę i ma z tym problem to ów osobnik powinien zmienić interpretację (wbrew logice), zamiast walczyć z dewiacją? Dobrze zrozumiałem? Tylko, że przyczyną jedzenia kupy jest coś złego z psychiką i to raczej nie jest kwestia biologii, tylko wychowania lub biologicznej choroby. Podobnie z moim upodobaniem - to choroba, lub coś co zostało spowodowane złym wychowaniem lub jakimś przypadkiem, któy zdarzył się w przeszłości.

Ja od początku pojmuję co chcesz przekazać, ale nie zgadzam się z tym punktem widzenia, a nie podałeś żadnych argumentów na poparcie tego w odniesieniu do tego przypadku. Nie podałeś też kontrargumentów na moje stwierdzenia, więc mógłbyś po prostu przyznać mi w tym wypadku rację i uznać, że są wyjątki w postaci sytuacji gdzie Twoje podejście się nie sprawdza.

Więc pozostaję w punkcie wyjścia. Cierpienie jest i można się od niego odcinać, tłumić żeby przeżywać inne emocje. Żeby się go całkiem pozbyć muszę zmienić własne upodobania (nie wiem jak, ale zdaniem fachowców i nie-fachowców się nie da), albo pogodzić z samotnością (to samo + niektórzy mówią, że to by było nieetyczne, więc się nie podejmą, bo człowiek zdrowy psychicznie nie jest stworzony do samotności).
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 12 sierpnia 2015, o 12:31

daaatz pisze:No tak się składa, że jestem po terapii alkoholowej, potem byłe na DDA, zawsze jak były warsztaty czy to spotkania dotyczące emocji o tym mowa była.
Widzisz Ja miałem duże problemy z lękami, gniewem, było tyle tego, że często ciężko mi było odczuwać radość, miłość, jak miałem lęki to je tłumiłem, odcinałem się że niby jest ok, zamiast tak jakby no przetrawić je, odpuścić, oczywiście racjonalne myślenie tu też pomaga. W ten sposób czuję znów inne emocje na dużo głębszych poziomie. Także nie jest to coś wyssane z palca jak Ty to mówisz. A znajomi co przechodzi terapie w innych ośrodkach też to potwierdzali.
Jak stłumisz w sobie masę lęków to gdzie tu miejsce na radość ? Można i coś poczuć, więcej lub mniej ale nie jest to takie odczuwanie radości jakby nie było stłumionych emocji.
W ogóle no, jak ktoś ryczy po utracie kogoś bliskiego , co jest tam miejsce na śmiech ? No nie ma, bo emocje zawładnęły tą osobą. Im bardziej się to przetrawia, oczyszcza tym więcej miejsca na inne.



Jeśli dana forma terapii, metoda pomogły przezwyciężyć nam nasze problemy zwiazane ze zdrowiem psychicznym i ta poprawa jest jest od dłuższego czasu i dodatkowo doświadczenia innych też potwierdzają skuteczność to z tym się już nie powinno się dyskutować. Działa i tyle.
Ale też może być tak że ktoś zastosował inne metody i też działa i to świetnie.
Ale nie można nikomu nic nikomu na siłę narzucać że moje jest najlepsze.
Można ewentualnie wymienić się własnymi innymi doświadczeniami i zaakceptować czyjąś inną ścieżkę rozwoju i to pomimo że nie zgadza się z naszym postrzeganiem świata i naszym światopoglądem.

Dobrze pojęta duchowość nie znosi nacisków,a lubi wolność i swobodę.
Emocje powinny mieć wolny przepływ a gdy je tłumimy obracają się przeciwko nam.
Tak samo jest z poglądami które chcemy swobodnie wyrażać.Obawy przed swobodnym głoszeniem naszych opinii, naszego światopoglądu to już samo to wzbudza niekorzystne w nas emocje.
Dojście do zródeł skąd wypływają te negatywne emocje i zrozumienie tego mechanizmu dlaczego one się pojawiają sprawia że atomatycznie ulegają one osłabieniu gdyż nie mają za bardzo czym się karmić.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 12 sierpnia 2015, o 13:18

Jeśli dana forma terapii, metoda pomogły przezwyciężyć nam nasze problemy zwiazane ze zdrowiem psychicznym i ta poprawa jest jest od dłuższego czasu i dodatkowo doświadczenia innych też potwierdzają skuteczność to z tym się już nie powinno się dyskutować. Działa i tyle.


Moim zdaniem powinno się metody dowieść naukowo i musi minąć trochę czasu, aż dana metoda, będzie zbadana przez niezależne instytuty. Nawet, gdy ktoś nam mówi, że coś działa, ale nie ma takiego potwierdzenia to zachowałbym jednak rezerwę.

Jest jeszcze kwestia taka, że przeważnie dobrze działają rzeczy proste, które zwykliśmy olewać jako nie-magiczne, nie-święte, nie-ekscytujące, czy cokolwiek, dopiero pod wpływem guru, ktoś zaczyna dbać o dietę i o kondycję - ale efekt przypisuje już jakiejś szczególnej technice, czy systemowi.

To jedna sprawa, drugą jest to, że niektóre rzeczy nie wymagają potwierdzenia, bo nie są jakimś odkryciem tylko np. zestawieniem różnych rzeczy, które swoje działanie już udowodniły. Kwestia tylko odpowiedniego wcielenia je w życie. Nie dowiemy się co może medytacja, tylko o niej rozmawiając.

Trzecią sprawą jest to, że poradzić sobie można na bardzo różne sposoby. Po prostu wybieramy wariant dla siebie. Jeśli chodzi o filozofie nawiązujące do stylu życia, to moim zdaniem jest wiele odmiennych systemów, które mogą działać równie dobrze, ale jest pewien warunek. Trzeba się dowiedzieć na czym polega spójność tej metody i umieć ją wdrożyć. Często osoby skaczą po systemach, co w kwestii orientacji może nie jest złe, ale nie zajdą daleko, nie zrobią zdecydowanych postępów. Będą się rozbijać o lingwistykę. Czyli:

Ale też może być tak że ktoś zastosował inne metody i też działa i to świetnie.


Tak jak najbardziej. :)

Można ewentualnie wymienić się własnymi innymi doświadczeniami i zaakceptować czyjąś inną ścieżkę rozwoju i to pomimo że nie zgadza się z naszym postrzeganiem świata i naszym światopoglądem.


Zgadzam się, chociaż ma to sens wtedy gry jest komunikacja. Gdy jej nie ma pozostaje nam sam apel.

Dobrze pojęta duchowość nie znosi nacisków,a lubi wolność i swobodę.
Emocje powinny mieć wolny przepływ a gdy je tłumimy obracają się przeciwko nam.
Tak samo jest z poglądami które chcemy swobodnie wyrażać.Obawy przed swobodnym głoszeniem naszych opinii, naszego światopoglądu to już samo to wzbudza niekorzystne w nas emocje.
Dojście do zródeł skąd wypływają te negatywne emocje i zrozumienie tego mechanizmu dlaczego one się pojawiają sprawia że atomatycznie ulegają one osłabieniu gdyż nie mają za bardzo czym się karmić.


yhym :) Obecnie mamy sporo modeli psychologicznych, więc możemy się przyjrzeć emocjom i innym psychicznym elementom pod różnym kątem. To co ja często spotykam na forach to problem zamętu myślowego/emocjonalnego - dysonansu poznawczego - lub jak kto woli entropii psychicznej (lubię ostatnie określenie jako najbardziej techniczne). Ten ostatni dotyczy teorii przepływu, która ogromnie wpłynęła na moje postrzega i pozwoliła poradzić sobie z wieloma rzeczami. Chodzi o to, że nasza jaźń, to system nastawiony na cele. Te cele mogą być np. poukładane w wartości. Póki wszystko dzieje się po naszej myśli to mamy przepływ psychiczny. Jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego sprzecznego z naszymi celami, to w jaźni/świadomości dochodzi do chaosu zdrowa psychika ma wypracowane metody radzenia sobie z entropią np. ma zdolność rozwiązywania problemów - to nic innego jak zdolność uporządkowania swoich myśli i świadomości koncentrując się na odpowiednich konstruktywnych rzeczach. Potrafimy wybrać z sytuacji odpowiednie elementy, połączyć z tym co znamy i dokonując kolejnych działań przezwyciężyć trudność, wprowadzając do świadomości ponownie porządek. W zasadzie elementy burzenia jaźni i jej odbudowywania dzieją się cały czas, jeśli dobrze przeprowadzamy te procesy, to stajemy się bardziej złożeni i dojrzali. Jeśli nie to dochodzi do regresji, psucia się systemu. I tak jest z wieloma kryzysami - ktoś jakoś sobie poukładał życie - a nagle dowiedział się, że element rzeczywistości nie współgra z jego celami. Jeśli człowiek będzie się na tym skupiał to będzie systematycznie rozbijał jaźń i wprowadzał do świadomości większy zamęt. Możemy też rozważyć inną ewentualność w której komuś dzięki jakiemuś myśleniu udało się z powrotem zaprowadzić jakiś poziom porządku, ale konstrukt który powstał jest ograniczający i opiera się tylko na powtarzaniu, a nie na transgresji, wtedy jaźń się nie rozwija, a człowiek stoi w miejscu. No, a jakie jest najlepsze rozwiązanie? Trzeba przewartościować swoje przekonania i na ich miejsce wprowadzić działanie nastawione na rozwój, czyli trzeba sobie stworzyć nową dobrą przyszłość. W tym modelu nie kładzie się nacisku na emocje, bo one są czymś towarzyszącym. Pozytywne emocje pomagają w integracji, negatywne emocje pomagają w rozwoju złożoności (jeśli odpowiednio się ukierunkujemy).

:kwiatek

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Kocur » 12 sierpnia 2015, o 14:35

aartefax pisze: i ta poprawa jest jest od dłuższego czasu i dodatkowo doświadczenia innych też potwierdzają skuteczność to z tym się już nie powinno się dyskutować. Działa i tyle.


Tu jest pewien problem, albowiem są metody, które działają na jednych, a na innych nie. Z różnych powodów. Znam osobę, która upiera się, że jej dziecku pomógł bioenergoterapeuta i dzięki temu dziecko jest zdrowe. Ja uważam, że to musiał być przypadek. Kiedyś dawno temu pomogła mi technika reiki - dziś myślę, że pomogła bo myślałem, że pomoże czyli zadziałało placebo. Znajomy mówił mi kiedyś o przypadku uzdrowienia z raka wśród jego znajomych, na mszy w kościele. Ale ile jest osób, które chodzą do kościoła i chorują, a potem umierają? Ile osób chodzi do bioenergoterapeutów i na reiki i nie pomaga im to?

Terapie AA w Polsce to bardziej złożony problem. Opierają się o przestarzałe metody, które są mocno połączone z ideologią, co może niektórym pomóc, ale innym mocno szkodzi. Akurat poznałem w życiu wielu alkoholików po takiej terapii i większości nie pomogło, a niektórym pomogło i nie da się z nimi wytrzymać, bo ich jedynym tematem rozmów po latach od odwyku jest to, że są dumni z niepicia i nie napiją się dalej browarka, bo dalej są uzależnieni i wiedzą, że po browarku byłyby następne i wódeczka. Natomiast zwykłą terapię poznawczo behawioralną na alkoholizm polecam mocno. Oczywiście są też osoby, którym tradycyjny odwyk pomaga, bo to ludzie, którzy po prostu chcą wyzdrowieć i to jest kluczowy czynnik przy każdej terapii niezależnie od metod.

Full Moon pisze: No, a jakie jest najlepsze rozwiązanie? Trzeba przewartościować swoje przekonania i na ich miejsce wprowadzić działanie nastawione na rozwój, czyli trzeba sobie stworzyć nową dobrą przyszłość.


Metoda, o której piszesz jest dobra w wielu przypadkach (w większości? może), ale nie obejmuje mojego przypadku. Nie interesuje mnie przyszłość jeśli ten konkretny problem nie zostanie rozwiązany. Nie mogę znieść tego, że zawsze będę sam i przez to żadne planowanie przyszłości nie wchodzi w grę. Wolę o niej nie myśleć bo to powoduje ból wręcz fizyczny z odruchem wymiotnym. W tym przypadku jedyne co się częściowo sprawdza to życie chwilą, kasowanie myśli o przyszłości i skupianie się na obecnej czynności.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: aartefax » 13 sierpnia 2015, o 14:05

FM

Są różne metody i żeby stwierdzić jak one skutkują i to rzeczywiście tak jest że powinny one zostać zbadane naukowo i przez to potwierdzone, ażeby mieć głębsze rozeznanie.
To jeszcze pół biedy jak jakaś metoda jest tylko nieskuteczna jednak są też takie które mogą wyrządzić komuś krzywdę.

Takich badań jednak chyba zbyt wiele nie ma,a my jednak zdani jesteśmy na doświadczenia swoje i innych,a także na jakąś logikę.
Jakąś literaturę,własne przemyślenia.
Jak komuś coś pomogło to z tym nie dyskutuję tzn nie będę mu wciskać na siłę że się myli a jego szczęście jest iluzoryczne bo ja wiem to lepiej niż on.


Jednakże na kogoś innego dana metoda może zadziałać odmiennie.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Pozbyć się cierpienia - naprawdę to możliwe.?!

Postautor: Prometeusz » 13 sierpnia 2015, o 20:49

Tak i to ma związek z tym jak ktoś ma zbudowaną jaźń. W każdym razie mechanizm jest wciąż taki sam. Różnić się może rodzaj informacji i sposób jej podania. Choć wiemy już na tyle dużo, że pewnie można byłoby szybko i sprawnie wypracowywać rzeczy oparte na dowodach. Hamulcem w tych kwestiach są zwyczajnie przestarzałe memy, które rywalizują z naukowym podejściem. Nie da się ich od tak wyeliminować ze społeczeństwa. Czyli ciemnogród jest jak na razie naszym przeznaczeniem. Zresztą w tym miejscu tworzy się wiele pytań na które nie mamy odpowiedzi, kierujemy się zdrowym rozsądkiem, ale i tak nie wiemy gdzie by to nas dalej poprowadziło, gdyby stało się realne. Takie przemyślenia w dalszym ciągu modyfikują mój "kod źródłowy". Pewnych poglądów nie miałem okazji zmienić od lat, ale na rzeczy dookoła staję się coraz bardziej otwarty i zarazem uważny. Taki proces jest na razie niekompatybilny ze społeczeństwem, które chce wiedzieć na szybko, już teraz i z całą pewnością, żeby wiedzieć "kto jest swój, a kto nie swój"...


Wróć do „Pytania i Pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 69 gości