Full Moonnie, nie na temat. Filozofia Nietzschego to jeden z wielu nurtów, z którym nie trzeba się koniecznie zgadzać. albo można zgadzać się z niektórymi rzeczami. U wielu filozofów te same zagadnienia wyglądają inaczej, są inaczej zinterpretowane.
Gdybym napisał o swojej filozofii to wyglądałoby to jeszcze inaczej.
Full Moon pisze:Krzyczysz o braku konkretów,
Nie krzyczę. Prosiłbym o niestosowanie tego typu języka manipulacji.
Full Moon pisze:Krzyczysz o braku konkretów, a jak ktoś zapoda konkrety to zaczynasz kręcić na wszystkie strony, a jednym z powodów tego jest słabe rozeznanie w tym o czym piszesz.
Problem w tym, że w tej konkretnej kwestii nikt nie zapodał konkretów. Problem został znakomicie pominięty i zignorowany, a mnie zaszufladkowałeś jako debila, bo to co piszę nie pasowałoby Ci do światopoglądu, w którym każdy problem można rozwiązać poprzez pogodzenie się z nim. Ja mam inny pogląd na tą kwestię - istnieją pewne dobra, wartości uniwersalne. Jest to twór człowieka, ale też logiki połączonej z empatią. Głębsze zrozumienie pojawia się kiedy analizujemy swoje miejsce na świecie i rozumiemy, że inni ludzie są w głębi tym samym co my - świadomością, której nie da rady zdefiniować słowami. Jednak każda świadomość jest w innym ciele, w innych warunkach, ma inne myśli, inne, że tak powiem nakładki. Ludzie utożsamiają się z tymi nakładkami i dzięki temu odnajdują się w społeczeństwie i po prostu normalnie żyją. Tylko, że wtedy powstaje zafałszowany pryzmat ego, bo ludzie przypisują sobie zasługi, które nie są ich i obwiniają się za coś co nie jest ich winą (oni są skutkiem, a nie przyczyną). Ale kiedy pojawia się to zrozumienie stajemy się odpowiedzialni za nasze przyszłe wybory. Dokonując wyborów opieramy się na logice, porównaniu i wartościach. Obiekty, idee i cechy z życia codziennego umieszczamy na osi dobra i zła. Coś korzystnego, zdrowego, przyjemnego to dobro, coś niekorzystnego, niezdrowego, przynoszącego cierpienie to zło - są różne odcienie dobra i zła, różna skala, natężenie tych pozornie przeciwnych sił. Umieszczenie problemu na skali dobra i zła zmienia się w zależności od kontekstu, np zabójstwo jest domyślnie złe, ale jeśli policjant zabija uciekającego mordercę mającego zamiar dalej zabijać ludzi, to zabójstwo relatywizuje się, a w tym przypadku nawet nabiera dobrych barw.
W umyśle tworzą się różne tryby, w których działa umysł. Można porównać to do programów w komputerze. Jednym z tych trybów jest myślenie o ideach, świecie idealnym, który jest obiektywny, ale nie możemy go pojąć umysłem i nie zawsze możemy mieć pewność, że dana idea jest obiektywna.
Świat przyrody to świat przyczyn i skutków. One po prostu się dzieją i na tym poziomie istnieje czysta prawda. Prawdy nie pojmiemy w całości, bo posługujemy się trybem logicznego myślenia opartego o wiedzę, a ta zawsze jest niekompletna (a gdyby była kompletna to i tak nie będziemy mogli tego stwierdzić, bo nie można stwierdzić nieistnienia obiektów poza znanym nam zbiorem). Tworzymy sobie teorie na temat prawdy i sprawdzamy w realu czy mieliśmy rację.
Ponad poziomem prawdy jest poziom wartości, oceny, nadawania ważności obiektom, cechom, ciągom przyczynowo skutkowym. Np ćpanie, albo nadwaga to złe rzeczy, więc unikamy tego, korzystamy z wiedzy żeby z tym walczyć. I tu są przypadki relatywne, ale w zdecydowanej większości mówimy o dość jasnym źle, a nie ciężkim konflikcie moralnym. I gdyby istniał wszechkomputer ogarniający wszystkie dane na świecie i obliczający rozwiązania to mielibyśmy wiedzę na temat obiektywnych faktów oraz ich ważności, wartości. Teraz możemy to jedynie szacować, ale pewne rzeczy są oczywiste i można je przyjąć za imperatywy moralne. Może innym razem napiszę jakie to, ale teraz mi się nie chce bo to nieistotne dla dyskusji.
Z tego wszystkiego powstaje świat poglądów - świat, po którym zdecydowanie lepiej poruszają się mężczyźni niż kobiety myślące głównie następnym poziomem, o którym zaraz napiszę.
Świat poglądów to taki, o którym myślimy, że jest obiektywny. Jest jeszcze poziom marzeń, pragnień, własnych preferencji, uwarunkowań emocjonalnych. Gdyby człowiek kierował się tylko tymi odczuciami płynącymi stąd szybko doszedłby do degradacji. Ludzie, którzy nie panują nad tym poziomem mają ciężko w życiu, choć korzystają z krótkotrwałych przyjemności. Są to np osoby z nadwagą, alkoholicy, ćpuny, osoby zdradzające itd. Nad poziomem emocji jest poziom mentalny, który powinien kontrolować złe emocje, decydować o nieuleganiu im. Problem w tym, że u wielu osób nie ma oddzielenia między światem poglądów, faktów, a światem emocji. Te osoby zwyczajnie myślą emocjami, czyli dorabiają sobie ideologie do pragnień, przestawiają sobie wartości, ignorują niektóre fakty w jakimś celu. Są to mechanizmy obronne psychiki, które degradują świadomość i spłycają przeżywanie, odłączają człowieka od reszty społeczeństwa.
Funkcja decydowania - mózg używa jej kiedy analizuje znane dane, przepuszcza je przez pryzmat moralności i emocji. Jak pisałem kobiety ulegają bardziej emocjom, a mężczyźni chłodnej logice. W tym sensie mężczyzna jest odpowiedzialny za swoją kobietę, bo ona ma tendencję do słuchania go i brania za wyrocznię. U mnie problem dochodzi do funkcji decydowania i jawi się jako konflikt między emocjami, pragnieniami, preferencjami, a poziomem prawdy, wartości.
Co do piękna to są różne koncepcje idei piękna, ale najbardziej przemawia do mnie taka, że w przypadku ludzi wyznacznikiem piękna jest genetyka i zdrowie. Nie bez kozery szczupłe kobiety są uważane za piękne, a grube są synonimem brzydoty. W niektórych okresach i miejscach było inaczej (wyjątki od reguły), ale też nie sądzę żeby znali tam wyniki badań na temat szkodliwości nadwagi: 4% mniejsze mózgi u osób z nadwagą i 8% z otyłością, gdzie defekty dotyczą głównie kory przedczołowej, choroby ciała i szybsza śmierć, a przedtem lata chorób, na których leczenie składa się społeczeństwo. Przyczyny to: stres, niska samoocena, zaburzenia pracy neuroprzekaźników i uczucia głodu, problemy hormonalne, niski status społeczny, uzależnienie od jedzenia, zbyt duży socjalizm i mało wyzwań, inne choroby wywołujące nadwagę, inne problemy psychiczne lub złe cechy osobowościowe. Należy te problemy eliminować i cały świat słusznie walczy z nadwagą.
Więc mojego problemu ze złym upodobaniem do kobiet z nadwagą nie rozwiązujesz pisząc takie rzeczy, a jedynie zmieniasz temat. Wychodzi na to, że powinienem pogodzić się z samotnością, jak ten malarz ze stratą wzroku, ale słusznie zauważyłeś, że większość w takich przypadkach źle kończy i nie odnajduje szczęścia. Nie każdy ma taką możliwość. Czysta statystyka - ktoś w beznadziejnej sytuacji na pewno odnajdzie szczęście mimo to. Będzie to mniejszość. Większość będzie mocno cierpieć, a inna mniejszość będzie cierpieć potwornie. Kwestia uwarunkowań i osób, które się spotkało, a proponują one rozwiązania. Wtedy wiele zależy też od samych rozwiązań.
Full Moon pisze: Jeśli ktoś napisał, że świadomość czegoś wywołała w nim cierpienie. To z pozycji człowieka kumatego, na przykład Nietzschego oczywistym jest to, że nie ma to nic wspólnego z biologią, a z jej interpretacją.
Czyli jeśli ktoś lubi jeść kupę i ma z tym problem to ów osobnik powinien zmienić interpretację (wbrew logice), zamiast walczyć z dewiacją? Dobrze zrozumiałem? Tylko, że przyczyną jedzenia kupy jest coś złego z psychiką i to raczej nie jest kwestia biologii, tylko wychowania lub biologicznej choroby. Podobnie z moim upodobaniem - to choroba, lub coś co zostało spowodowane złym wychowaniem lub jakimś przypadkiem, któy zdarzył się w przeszłości.
Ja od początku pojmuję co chcesz przekazać, ale nie zgadzam się z tym punktem widzenia, a nie podałeś żadnych argumentów na poparcie tego w odniesieniu do tego przypadku. Nie podałeś też kontrargumentów na moje stwierdzenia, więc mógłbyś po prostu przyznać mi w tym wypadku rację i uznać, że są wyjątki w postaci sytuacji gdzie Twoje podejście się nie sprawdza.
Więc pozostaję w punkcie wyjścia. Cierpienie jest i można się od niego odcinać, tłumić żeby przeżywać inne emocje. Żeby się go całkiem pozbyć muszę zmienić własne upodobania (nie wiem jak, ale zdaniem fachowców i nie-fachowców się nie da), albo pogodzić z samotnością (to samo + niektórzy mówią, że to by było nieetyczne, więc się nie podejmą, bo człowiek zdrowy psychicznie nie jest stworzony do samotności).