Liczę się z tym, że gotowych rozwiązań problemów nie ma, że za uporanie z własnymi w pierwszym rzędzie odpowiada osoba, której dotyczą, chciałabym jednak poznać, jeśli nie życzliwe sugestie i rady, to przynajmniej pewne spojrzenie "z boku", z dystansu, za jakąkolwiek formę pomocy będę Wam wdzięczna.
Biorąc pod uwagę to, co mam w życiu, nie powinnam szczególnie narzekać. Mam rodzinę z którą łączą mnie dość pozytywne relacje, kilku bliskich przyjaciół, z którymi rozmawiać mogę o (prawie) wszystkim, studia na których bez wielkiego wysiłku radzę sobie bardzo dobrze (z uwagi na zmianę zainteresowań naukowych zamierzam podjąć inny, z którym najprawdopodobniej zwiążę też przyszłość zawodową), od jakichś ośmiu miesięcy jestem w związku, który określiłabym jako przynoszący wiele emocjonalnej satysfakcji. Mam także kilka zainteresowań i trochę poglądów do których nie podchodzę ze śmiertelną powagą ;).
Na czym więc polega "problem"? Gdybym umiała prawidłowo go zdefiniować, byłabym o krok od jego rozwiązania. Wydaje mi się, iż nie jest to problem, który dałoby się określić w kategoriach psychologicznych/psychiatrycznych, potrafię się cieszyć chwilą, poczucie humoru nie opuszcza mnie w zasadzie nigdy, nie czuję się więźniem lęków czy traumatycznych doświadczeń. Mogę powiedzieć, że w pewnych okolicznościach potrafię mieć naprawdę silną wolę (stosunkowo łatwo było mi np. rzucić palenie). Jeszcze jakieś dwa, trzy lata temu, zajmując się intensywnie poznawaniem siebie, wiele rzeczy robiłam wyłącznie aby przekonać się, że nie stanowią dla mnie bariery. Patrząc z perspektywy czasu widzę, że wiedza na temat mojego "mogę" nie powiedziała mi zbyt wiele na temat "chcę". Wiele wyborów, dokonywanych czy też niedokonywanych, wydaje mi się arbitralnych, a do żadnego nie odczuwam szczególnego emocjonalnego przywiązania; emocje są czymś co przeze mnie przepływa, ale nie odbieram ich jako "własne". Reasumując: mam przeświadczenie, że potencjalnie mogę podążać wieloma różnymi ścieżkami, podjąć wiele różnych, pojedynczych wysiłków, brakuje mi jednak silnego wewnętrznego poczucia, że wybrana droga ma jakikolwiek sens w znaczeniu bardziej osobistym niż zimne intelektualne stwierdzenie. Czasem czuję się jak wielka minimalistka, doświadczam odczucia, że bez bólu potrafiłabym wyrzec się wszystkiego tego, co mam. A równocześnie mam poczucie, że to, co mam w życiu, skądinąd pozytywne i na pewnych płaszczyznach satysfakcjonujące, nie jest jeszcze samorealizacją. Frustruje mnie to, że z ww. względów nie jestem w stanie w sposób konsekwentny pokierować własnym rozwojem (w którym też de facto nie wiem, o co by mi chodziło). Trochę tak, jakby mojemu życiu brakowało myśli przewodniej, ale też pewnej "głębokości".
Jeszcze nie tak dawno temu było ze mną inaczej (jeszcze jakiś rok, półtorej roku temu wydawałam się samej sobie, upraszczając, o wiele bardziej wewnętrznie "poukładana") i zastanawiam się, czy moje problemy nie wynikają z czegoś, co mogłabym nazwać duchowym lenistwem i wycofywaniem się z aktywnego poszukiwania sensu własnego życia. Między 14 a 18 rokiem życia deklarowałam się jako ateistka, potem narodziła się we mnie wiara w coś co mogłabym określić jako bardzo abstrakcyjnie określony Absolut, w chwili obecnej jednak wiara ta nie ma wpływu na moje życie. Mam poczucie, że moje problemy dotyczą właśnie tego rodzaju kategorii, duchowo-egzystencjalnych poszukiwań; że to czegoś "wyższego" mi brakuje. Był czas, kiedy fascynował mnie buddyzm, thelema, nigdy bardzo długo czy konsekwentnie nie zajmowałam się mentalnymi ćwiczeniami (były to okresy pełne nadziei i czegoś niedefiniowalnego, acz wyraźnie pozytywnego co odczuwałam) myślę, że nie powinnam tego wątku przemilczeć bo może to być związane ze stanami, których doświadczam.
Będę wdzięczna za opinie, sugestie, rady... postaram się też odpowiedzieć na każde Wasze pytanie.
Dziwny problem...
DarkNess pisze:Trochę tak, jakby mojemu życiu brakowało myśli przewodniej, ale też pewnej "głębokości".
Możesz poszukać i znaleźć dla siebie swojego ulubionego , elokwętnego Nauczyciela duchowego.
Nauczyciel duchowy nauczyłby Cię jak rozpoznać Boskość
-czyli Ciebie-twoją Prawdziwą Naturę.
Żyłabyś inspirując się zawsze "glosem" z serduszka duchowego (hridaja).
Nauczyciel pomógłby Ci w tym,w tej podróży w głąb siebie...podróży ku Boskiej Szczęśliwości.
Bez świetnego,a w dodatku ulubionego Przewodnika w podróży na szczyt byłoby Ci truuuudniej. Twój Przewodnik Ci baaardzo pomoże,aż w koncu wejdziesz na sam szczyt Góry (szczęśliwości).
Tak jest rola Nauczycieli-Pzrewodników duchowych (jak pasterze z owieczkami), że kierują swoje owieczki,dbają o nie,opiekuja się nimi.
Ostatnio zmieniony 27 grudnia 2008, o 10:58 przez Premati, łącznie zmieniany 2 razy.
<3
Dziękuję
. Rozważałam takie rozwiązanie, będę rozważać jeszcze intensywniej
.
Zapewne jednym z powodów moich odejść od duchowości (nigdy definitywnych i nigdy w ten sposób nie nazwanych, więc może raczej zaniedbań) było poleganie wyłącznie na sobie (lektury + własne przemyślenia + doświadczenie). Wydaje mi się, że istotnie najlepiej dla mnie byłoby, gdybym w ten lub inny sposób odnalazła na swojej drodze odpowiedniego Nauczyciela; biorąc pod uwagę mój charakterek, samo otwarte uznanie kogoś za mądrzejszego ode mnie byłoby dobrą nauczką dla ego
.
Czy myślisz o Nauczycielu-Przewodniku jako o osobie z którą ma się / można mieć osobisty kontakt? Jeśli tak, cóż, przyznam, iż poszukiwanie takiej osoby samo w sobie może być pracą na miesiące, jeśli nie na lata... Zastanawiam się, jak szukać, by znaleźć.
...Cóż, na moje szczęście (mam nadzieję..;)) nie zakładam istnienia "jedynie słusznej" drogi rozwoju duchowego, jestem skłonna sądzić że jest ona czymś, co dana jednostka powinna wybrać raczej kierując się własną osobowością / innymi subtelnymi uwarunkowaniami.
Zastanawiam się, czy istnieje jakiś (poza metodą prób i błędów, rzecz jasna) sposób pomagający uzyskać rozeznanie w tej materii; czy i jak na podstawie osobowości danej osoby, tego, z jakimi aspektami "siebie" powinna pracować najintensywniej, można przypuszczać, że na tej czy innej Ścieżce będzie czuła się dobrze.
Domyślam się mniej więcej, na czym opiera się podstawowe źródło moich problemów, czyli braku "zrównoważenia". Wg jungowskiej typologii jestem INTP (ekstrawetywna intuicja + introwertywne myślenie) z silnie wyrażającą się orientacją spostrzegającą (vs. oceniającą). Tendencję do asymilowania informacji, analizowania faktów czy odnajdywania ogólnych wzorców bez ich wartościowania dostrzegam u siebie na każdym kroku, wydaje mi się, że dla pełnego rozwoju dobrze zrobiłaby mi praca z ocenianiem i emocjami. Z drugiej strony, człowiek zazwyczaj, niekoniecznie świadomie, chętnie idzie drogą, która wydaje mu się łatwa. A to może z kolei pogłębić niezrównoważenie :>. A może w praktyce pewne systemy pracy z umysłem cechuje duża uniwersalność i elastyczność? Zastanawiam się nad "odnowieniem" znajomości z buddyzmem.
Po czym więc poznać, że dana Ścieżka / Nauczyciel są tymi właściwymi? Nie chcę popełnić jeszcze stu błędów i ciekawa jestem, co bardziej doświadczone osoby mają na ten temat do powiedzenia..
A może ktoś, na podstawie tych skromnych informacji, jakich o sobie udzieliłam, ma jakieś intuicje na temat tego, co konkretnie mogłoby się przysłużyć mojemu rozwojowi?
Nie jestem nie umiejącym / nie lubiącym samodzielnie myśleć leniem; raczej osobą pragnącą uniknąć powtarzania bardzo własnych błędów. W myśl zasady - jeśli coś nie działa, spróbuj innym sposobem
.
Zapewne jednym z powodów moich odejść od duchowości (nigdy definitywnych i nigdy w ten sposób nie nazwanych, więc może raczej zaniedbań) było poleganie wyłącznie na sobie (lektury + własne przemyślenia + doświadczenie). Wydaje mi się, że istotnie najlepiej dla mnie byłoby, gdybym w ten lub inny sposób odnalazła na swojej drodze odpowiedniego Nauczyciela; biorąc pod uwagę mój charakterek, samo otwarte uznanie kogoś za mądrzejszego ode mnie byłoby dobrą nauczką dla ego
Czy myślisz o Nauczycielu-Przewodniku jako o osobie z którą ma się / można mieć osobisty kontakt? Jeśli tak, cóż, przyznam, iż poszukiwanie takiej osoby samo w sobie może być pracą na miesiące, jeśli nie na lata... Zastanawiam się, jak szukać, by znaleźć.
...Cóż, na moje szczęście (mam nadzieję..;)) nie zakładam istnienia "jedynie słusznej" drogi rozwoju duchowego, jestem skłonna sądzić że jest ona czymś, co dana jednostka powinna wybrać raczej kierując się własną osobowością / innymi subtelnymi uwarunkowaniami.
Zastanawiam się, czy istnieje jakiś (poza metodą prób i błędów, rzecz jasna) sposób pomagający uzyskać rozeznanie w tej materii; czy i jak na podstawie osobowości danej osoby, tego, z jakimi aspektami "siebie" powinna pracować najintensywniej, można przypuszczać, że na tej czy innej Ścieżce będzie czuła się dobrze.
Domyślam się mniej więcej, na czym opiera się podstawowe źródło moich problemów, czyli braku "zrównoważenia". Wg jungowskiej typologii jestem INTP (ekstrawetywna intuicja + introwertywne myślenie) z silnie wyrażającą się orientacją spostrzegającą (vs. oceniającą). Tendencję do asymilowania informacji, analizowania faktów czy odnajdywania ogólnych wzorców bez ich wartościowania dostrzegam u siebie na każdym kroku, wydaje mi się, że dla pełnego rozwoju dobrze zrobiłaby mi praca z ocenianiem i emocjami. Z drugiej strony, człowiek zazwyczaj, niekoniecznie świadomie, chętnie idzie drogą, która wydaje mu się łatwa. A to może z kolei pogłębić niezrównoważenie :>. A może w praktyce pewne systemy pracy z umysłem cechuje duża uniwersalność i elastyczność? Zastanawiam się nad "odnowieniem" znajomości z buddyzmem.
Po czym więc poznać, że dana Ścieżka / Nauczyciel są tymi właściwymi? Nie chcę popełnić jeszcze stu błędów i ciekawa jestem, co bardziej doświadczone osoby mają na ten temat do powiedzenia..
A może ktoś, na podstawie tych skromnych informacji, jakich o sobie udzieliłam, ma jakieś intuicje na temat tego, co konkretnie mogłoby się przysłużyć mojemu rozwojowi?
Nie jestem nie umiejącym / nie lubiącym samodzielnie myśleć leniem; raczej osobą pragnącą uniknąć powtarzania bardzo własnych błędów. W myśl zasady - jeśli coś nie działa, spróbuj innym sposobem
.DarkNess pisze:Czy myślisz o Nauczycielu-Przewodniku jako o osobie z którą ma się / można mieć osobisty kontakt? Jeśli tak, cóż, przyznam, iż poszukiwanie takiej osoby samo w sobie może być pracą na miesiące, jeśli nie na lata... Zastanawiam się, jak szukać, by znaleźć.
Tak,tak,tak. Można mieć Nauczyciela, z którym ma się bezpośredni kontakt,przykładowo w aszramie-szkole duchowej.Można mieć na odległość-tak jak ma autor książki "Pierwsze kroki ku Miłości" Daniel Ostoja,on ma Nauczyciela Wewnętrznego.
DarkNess pisze:Zastanawiam się nad "odnowieniem" znajomości z buddyzmem.
aha:)
DarkNess pisze:Po czym więc poznać, że dana Ścieżka / Nauczyciel są tymi właściwymi? Nie chcę popełnić jeszcze stu błędów i ciekawa jestem, co bardziej doświadczone osoby mają na ten temat do powiedzenia..
Akurat dokładnie na ten temat jest sporo napisane w drugiej książce Daniela Ostoji pt: "Miłość bez granic". Jak to znajdę to wpiszę i Ci wyślę.
Z rtego co pamiętam,chodziło o to, aby Nauczyciel był oświecony,aby przejawiał Boskość,Boską Miłość i co najważniejsze, aby kierował ucznia ku Boskości.
DarkNess pisze:A może ktoś, na podstawie tych skromnych informacji, jakich o sobie udzieliłam, ma jakieś intuicje na temat tego, co konkretnie mogłoby się przysłużyć mojemu rozwojowi?
Nauczyciel!
Na bank!
Dobry,prawdziwy Nauczyciel Duchowy.
Przykładowo ja mam Nauczyciela, z którym mieszkam razem...poza tym mam też drugiego Nauczyciela-Avatara ,Prema Sai Baba.
Jest super.
Podaję linka do fajnego textu na ten temat, na ntemat mistrza zewnętrznego i wenętrznego.
http://manareiki.net/forum/index.php?topic=351.0
DarkNess pisze:Nie jestem nie umiejącym / nie lubiącym samodzielnie myśleć leniem; raczej osobą pragnącą uniknąć powtarzania bardzo własnych błędów. W myśl zasady - jeśli coś nie działa, spróbuj innym sposobem.
Tutaj wstawiam fragment z książki D.Ostoji pt : "Miłość bez granic", który chciałem Ci dać:
[center]"Duchowość to poznawanie Miłości i uczenie się Jej w działaniu,
to kierowanie się Nią jako podstawowe źródło motywacji i inspiracji.
Dlatego powin/naś-ieneś dołożyć starań, aby znaleźć Nauczyciela i nauczyć się korzystać z jego pomocy"
"Jednak zawsze miej świadomość,
że to kochająca Boskość jest najważniejsza i droga ku Niej,
nie jej ziemski przedstawiciel"[/center]
Ta Miłość to Boskość(Stwórca, Bóg,Prawdziwa Natura)- jakkowliek to nazwać.
To TY i JA..to JEDNOŚĆ
Pozdrawiam
<3
Mati pisze:Tutaj wstawiam fragment z książki D.Ostoji pt : "Miłość bez granic", który chciałem Ci dać:
[center]"Duchowość to poznawanie Miłości i uczenie się Jej w działaniu,
to kierowanie się Nią jako podstawowe źródło motywacji i inspiracji.
Dlatego powin/naś-ieneś dołożyć starań, aby znaleźć Nauczyciela i nauczyć się korzystać z jego pomocy"
"Jednak zawsze miej świadomość,
że to kochająca Boskość jest najważniejsza i droga ku Niej,
nie jej ziemski przedstawiciel"[/center]
Ta Miłość to Boskość(Stwórca, Bóg,Prawdziwa Natura)- jakkowliek to nazwać.
To TY i JA..to JEDNOŚĆ
Pozdrawiam
Ja też pozdrawiam. Dzięki
Każdy ma swoje życie i swoją drogę.
Gdy znajdziesz nauczyciela, to on będzie mógł pokazać Ci swoją drogę.
Ale to będzie tylko jego droga.
Znajdź sposób na odkrycie swojej drogi.
Gdy ja zaczynałem i szukałem "nauczyciela" dostałem dwie wskazówki:
- Gdy uczeń jest gotowy, nauczyciel sam go znajdzie.
No to czekałem...
- Mistrza każdy ma w sobie
Dopiero wtedy się okazało, że "nauczycielem" jesteśmy sami dla siebie.
Tylko musimy dojrzeć do tego, by usłyszeć Mistrza w sobie - najczęściej nazywa się to intuicją...
Posłuchaj swojej intuicji
Gdy znajdziesz nauczyciela, to on będzie mógł pokazać Ci swoją drogę.
Ale to będzie tylko jego droga.
Znajdź sposób na odkrycie swojej drogi.
Gdy ja zaczynałem i szukałem "nauczyciela" dostałem dwie wskazówki:
- Gdy uczeń jest gotowy, nauczyciel sam go znajdzie.
No to czekałem...
- Mistrza każdy ma w sobie
Dopiero wtedy się okazało, że "nauczycielem" jesteśmy sami dla siebie.
Tylko musimy dojrzeć do tego, by usłyszeć Mistrza w sobie - najczęściej nazywa się to intuicją...
Posłuchaj swojej intuicji

...
Coś, Ktoś posiada głębie ponieważ ty nadajesz temu sens. Kiedy wszystko traci dla ciebie sens, traci swą istotę, nie ma co się miotać tylko się z tym pogodzić. Umysł we wszystkim dopatruje się sensu kiedy umysł staje się pusty to wszystko staje się pustką. Kiedy umysł się czymś zabarwia określoną wibracją staje się energią, która tworzy współzależność między innymi energiami (np. drugim człowiekiem, przedmiotem). Inaczej mówiąc gdy w twoim umyśle zaczyna kształtować się dana forma (np. o czymś, kimś myślisz)
Energia składa się z wibracji, pewnych form. Są to uczucia: strach, gniew, radość, miłość (...); twoje cele, osoby, przedmioty. Pomyślałam, że jeśli nadal będę żyć dla jakiejś energii będę powodować ruch energii ogólnie. Najwłaściwsze rozwiązanie jakie znalazłam to właśnie ośmioraka ścieżka (co nie znaczy że wyznaję jakąkolwiek religię):
Właściwe dążenie
Właściwe działanie
Właściwe zrozumienie
Właściwa intencja
Właściwa mowa
Właściwa uważność
Właściwa medytacja
Właściwe życie
Wyobraź sobie że wybrałaś się na przejażdżkę ze znajomymi (dwoma samochodami) oni cię kierują więc jedziesz za nimi. To jest właściwe dążenie. W trakcie gdy jedziesz za nimi wykonujesz wiele ruchów: patrzysz w lusterka, na drogę, pobocze, słyszysz muzykę, kierujesz kierownicą. I nagle zdajesz sobie sprawę że pomimo że twoje ruchy, które choć nie posiadają sensu Jednak go mają, wiesz dlaczego i po co je wykonujesz. A czym jest ten samochód, który jedzie przed tobą? To teraźniejszość która wciąż, na nowo się staje (staje się z pustki i powraca do pustki, nie istnieje takie coś jak przyszłość i przeszłość). Teraźniejszość to coś za czym podążasz, w czym tkwisz, co obserwujesz. Nawet gdy cofasz się w przeszłość ciągle tkwisz w teraźniejszości, gdybyś jadąc samochodem oglądnęłabyś się do tyłu prawdopodobnie spowodowałabyś wypadek, oglądasz więc ją patrząc w lusterko, nadal będąc tu i teraz. Co determinuje właściwe dążenie, skąd ma się pewność że jest ono właściwe?
Może na początek - zawsze było właściwe. Tak jak już mówiono tu wcześniej, jak i w pewnym cytacie, a w skrócie: gdy jesteś gotowa sama usłyszysz. Napisałaś też, że 'właściwe' dla każdego powinno być inne, zgodne z jego uwarunkowaniami. Czyli też uwarunkowaniami, które to tworzą błędy, powodują ignorancję. W tej chwili nie szukasz właściwego ty już postępujesz właściwie, ty tylko szukasz nowych rozwiązań, by będąc bogatsza o nową wiedzę, doświadczenie, zrozumienie ponownie postąpić właściwie wg siebie. Dlatego uważam że wiedza nigdy nie ukaże mi właściwego rozwiązania.
Przepisy drogowe zostały określone po to by u ł a t w i a ć poruszanie się ale nie można opatrzyć ich mianem "właściwe", bo nie zawsze kierując się tymi przepisami postąpię właściwie. Są tylko rozwiązaniem, które pozwoli mi uniknąć wypadku, nierzadko jest też inna ścieżka rozwiązania. Nie jestem w stanie poznać ich wszystkich, całej wiedzy. Sądzę (moje ja sądzi bo jeszcze tego nie opanowało) że aby postąpić właściwie należy zachować właściwą uważność, to wszystko.
Wracając do właściwego dążenia, podobnie jak było w przypadku właściwego działania.: Jak być pewnym, że nie idę po omacku, że ono posiada sens? Wiąże się to z:
- zaakceptowaniem się taką jaką jesteś
- akceptacją tego co przynosi nam teraźniejszość, "żyć zgodnie z biegiem rzeczy"
- zobaczeniem że takie coś jak bałagan-porządek, bezpieczeństwo-zagrożenie, jawa-sen, zastój-ruch, przyczyna-skutek, zawierzenie-wiara, życie-śmierć, ufność-niepewność itp. To formy, w które jest uwikłane twoje ja i które określił twój umysł.
- intencją, która to wpływa na dążenie. Czy można mieć intencję która nie posiada formy-wibracji? Całkowicie czysta, bezimienna intencja?
Powiedzmy, że jednak nie jedziesz na wycieczkę, że tak naprawdę samochód, jazda w nim to twoje życie. Dbasz więc o nie, rozwijasz. Za to, że jedziesz na dwóch bocznych kołach otrzymujesz 120 zł., tylnych 150zł, na czterech 100 zł. dziennie itp. Ponadto tankujesz ekologiczne paliwo, jeździsz w miarę możliwości ekonomicznie, czy jednak to wystarczy? Chcąc zrównoważyć twój wpływ na otoczenie czy jednak nie prawidłowiej byłoby przesiąść się na dorożkę? Czy między tym co dajesz a tym co bierzesz występuje równowaga?... (przy)najmniej. Czy ten samochód jest odpowiedni? Czy to właściwe rozwiązanie by móc jeździć?
Świadomie pominęłam trzy kwestie, o medytacji niewiele mogę powiedzieć. Mowa http://sasana.wdfiles.com/local--files/ ... a_mowa.pdf . Zrozumienie nazwałabym inaczej badaniem.
Na razie moje uwarunkowania nie pozwalają napisać mi nic właściwszego ;) A poważnie, nie wiem czy ta wypowiedź jest na tyle jasna by móc ją zrozumieć.
Życzę wszystkim powodzenia na własnej drodze pustki.
Energia składa się z wibracji, pewnych form. Są to uczucia: strach, gniew, radość, miłość (...); twoje cele, osoby, przedmioty. Pomyślałam, że jeśli nadal będę żyć dla jakiejś energii będę powodować ruch energii ogólnie. Najwłaściwsze rozwiązanie jakie znalazłam to właśnie ośmioraka ścieżka (co nie znaczy że wyznaję jakąkolwiek religię):
Właściwe dążenie
Właściwe działanie
Właściwe zrozumienie
Właściwa intencja
Właściwa mowa
Właściwa uważność
Właściwa medytacja
Właściwe życie
Wyobraź sobie że wybrałaś się na przejażdżkę ze znajomymi (dwoma samochodami) oni cię kierują więc jedziesz za nimi. To jest właściwe dążenie. W trakcie gdy jedziesz za nimi wykonujesz wiele ruchów: patrzysz w lusterka, na drogę, pobocze, słyszysz muzykę, kierujesz kierownicą. I nagle zdajesz sobie sprawę że pomimo że twoje ruchy, które choć nie posiadają sensu Jednak go mają, wiesz dlaczego i po co je wykonujesz. A czym jest ten samochód, który jedzie przed tobą? To teraźniejszość która wciąż, na nowo się staje (staje się z pustki i powraca do pustki, nie istnieje takie coś jak przyszłość i przeszłość). Teraźniejszość to coś za czym podążasz, w czym tkwisz, co obserwujesz. Nawet gdy cofasz się w przeszłość ciągle tkwisz w teraźniejszości, gdybyś jadąc samochodem oglądnęłabyś się do tyłu prawdopodobnie spowodowałabyś wypadek, oglądasz więc ją patrząc w lusterko, nadal będąc tu i teraz. Co determinuje właściwe dążenie, skąd ma się pewność że jest ono właściwe?
Może na początek - zawsze było właściwe. Tak jak już mówiono tu wcześniej, jak i w pewnym cytacie, a w skrócie: gdy jesteś gotowa sama usłyszysz. Napisałaś też, że 'właściwe' dla każdego powinno być inne, zgodne z jego uwarunkowaniami. Czyli też uwarunkowaniami, które to tworzą błędy, powodują ignorancję. W tej chwili nie szukasz właściwego ty już postępujesz właściwie, ty tylko szukasz nowych rozwiązań, by będąc bogatsza o nową wiedzę, doświadczenie, zrozumienie ponownie postąpić właściwie wg siebie. Dlatego uważam że wiedza nigdy nie ukaże mi właściwego rozwiązania.
Przepisy drogowe zostały określone po to by u ł a t w i a ć poruszanie się ale nie można opatrzyć ich mianem "właściwe", bo nie zawsze kierując się tymi przepisami postąpię właściwie. Są tylko rozwiązaniem, które pozwoli mi uniknąć wypadku, nierzadko jest też inna ścieżka rozwiązania. Nie jestem w stanie poznać ich wszystkich, całej wiedzy. Sądzę (moje ja sądzi bo jeszcze tego nie opanowało) że aby postąpić właściwie należy zachować właściwą uważność, to wszystko.
Wracając do właściwego dążenia, podobnie jak było w przypadku właściwego działania.: Jak być pewnym, że nie idę po omacku, że ono posiada sens? Wiąże się to z:
- zaakceptowaniem się taką jaką jesteś
- akceptacją tego co przynosi nam teraźniejszość, "żyć zgodnie z biegiem rzeczy"
- zobaczeniem że takie coś jak bałagan-porządek, bezpieczeństwo-zagrożenie, jawa-sen, zastój-ruch, przyczyna-skutek, zawierzenie-wiara, życie-śmierć, ufność-niepewność itp. To formy, w które jest uwikłane twoje ja i które określił twój umysł.
- intencją, która to wpływa na dążenie. Czy można mieć intencję która nie posiada formy-wibracji? Całkowicie czysta, bezimienna intencja?
Powiedzmy, że jednak nie jedziesz na wycieczkę, że tak naprawdę samochód, jazda w nim to twoje życie. Dbasz więc o nie, rozwijasz. Za to, że jedziesz na dwóch bocznych kołach otrzymujesz 120 zł., tylnych 150zł, na czterech 100 zł. dziennie itp. Ponadto tankujesz ekologiczne paliwo, jeździsz w miarę możliwości ekonomicznie, czy jednak to wystarczy? Chcąc zrównoważyć twój wpływ na otoczenie czy jednak nie prawidłowiej byłoby przesiąść się na dorożkę? Czy między tym co dajesz a tym co bierzesz występuje równowaga?... (przy)najmniej. Czy ten samochód jest odpowiedni? Czy to właściwe rozwiązanie by móc jeździć?
Świadomie pominęłam trzy kwestie, o medytacji niewiele mogę powiedzieć. Mowa http://sasana.wdfiles.com/local--files/ ... a_mowa.pdf . Zrozumienie nazwałabym inaczej badaniem.
Na razie moje uwarunkowania nie pozwalają napisać mi nic właściwszego ;) A poważnie, nie wiem czy ta wypowiedź jest na tyle jasna by móc ją zrozumieć.
Życzę wszystkim powodzenia na własnej drodze pustki.
podsyłam Ci rozmowę Nisargadatta Maharaj - Rozmowy z Mędrcem
Może coś Ci podpowiedzą
M: Ci, którzy znają tylko księgi, nie wiedzą niczego. Znać to być. To o czym mówię, znam nie z lektury i nie ze słyszenia.
R: Studiuję sanskryt pod kierunkiem profesora, ale w rzeczywistości studia moje nie wykraczają poza sztukę czytania. Ja jednak poszukuję drogi samorealizacji i znalazłem wreszcie potrzebne mi kierownictwo. Proszę mi powiedzieć, co mam czynić.
M: Jeśli czytał pan sanskryckie teksty, to po co pan pyta?
R: Teksty te podają wskazania ogólne, a jednostka potrzebuje szczegółowych instrukcji.
M: Największym nauczycielem - sadguru jest pańska jaźń. Nauczyciel zewnętrzny /guru/ to zaledwie kamień milowy na pana drodze. Tylko pański wewnętrzny nauczyciel będzie stale panu towarzyszył i doprowadzi go do celu. On sam wreszcie jest tym celem.
R: Do wewnętrznego nauczyciela niełatwo dotrzeć.
M: Ponieważ znajduje się on w panu i stale z panem przebywa, nie są to trudności poważne. Niech pan wejrzy w siebie i go odkryje.
R: Patrząc w siebie dostrzegam wrażenia, doznania, myśli, uczucia, pragnienia, niepokoje, wspomnienia, oczekiwania. Jestem w nich zanurzony jak w chmurze i nic nie widzę.
M: To pański wewnętrzny nauczyciel wszystko widzi. Tylko on jest, zaś wszystko inne wydaje się być. On jest pańską prawdziwą jaźnią, jedyną nadzieją i podstawą pana wolności. Niech pan go odkryje i trzyma się go, a będzie pan uratowany.
R: Wierzę panu. Kiedy jednak zaczynam naprawdę go szukać, wówczas mi ucieka.
M: A gdzie powstaje myśl, że on panu ucieka?
R: W umyśle.
M: A kto poznaje ten umysł?
R: Poznaje go świadek umysłu.
M: Czy przyszedł ktoś do pana i powiedział: Jestem świadkiem twego umysłu?
R: Oczywiście, że nie. Byłoby to wtedy tylko inne wyobrażenie w moim umyśle.
M: A więc kto jest tym świadkiem?
R: Ja sam.
M: A zatem zna pan świadka- sam pan jest tym świadkiem. Dlatego powtarzam: znać to być.
R: Tak, zdaję sobie sprawę, że jestem świadkiem, tą Najwyższą Świadomością. Ale jaką będę miał z tego korzyść?
M: Cóż za pytanie! A jakich korzyści pan oczekuje? Czy nie wystarczy, że wie pan, kim pan jest?
R: Jaka jest korzyść z samopoznania?
M: Samopoznanie pomaga zrozumieć czym pan nie jest i daje panu wolność od fałszywych wyobrażeń, pragnień i czynów.
R: Jeśli jestem tylko świadkiem, to co sprawia, że jakieś działanie jest dobre albo złe?
M: Dobre jest to, co pomaga panu w samopoznaniu. To co przeszkadza, jest złe. Poznanie swojej prawdziwej jaźni jest błogosławieństwem, zapomnienie o niej - cierpieniem.
R: Czy świadomość świadka jest prawdziwą jaźnią?
M: Jest to odbicie rzeczywistości w umyśle - buddhi. Ale rzeczywistość jest poza tym. Świadek jest bramą, którą wchodzi się do rzeczywistości.
R: Jakie jest zadanie medytacji?
M: Dostrzeganie fałszu w tym co fałszywe. Należy to czynić nieustannie.
R: A więc należy regularnie medytować.
M: Codzienna medytacja polega na rozróżnianiu pomiędzy prawdą i fałszem, i wyrzekaniu się fałszu. Jakkolwiek istnieje wiele rodzajów medytacji, do tego w końcu one się sprowadzają.
R: Proszę mi powiedzieć, jaka droga samorealizacji jest najkrótsza.
M: Żadna droga nie jest krótka ani długa, tylko niektórzy ludzie traktują samorealizację poważnie a inni nie. Mogę posłużyć się własnym przykładem. Byłem prostym człowiekiem, ale zaufałem mojemu Guru. To co kazał mi robić, robiłem. Polecił mi koncentrować się na odczuciu jestem - czyniłem to. Powiedział mi, że znajduję się poza wszystkim dostrzegalnym i pojmowalnym- uwierzyłem. Oddałem mu się całym sercem i duszą, poświęciłem mój cały wolny czas, musiałem jednocześnie pracować na utrzymanie rodziny. Dzięki mojej wierze i zaangażowaniu urzeczywistniłem własną jaźń - swarupa w ciągu trzech lat. Może pan wybrać taką drogę, jaka najbardziej panu odpowiada. Szybkość osiągnięć zależy od pańskiej powagi i zaangażowania.
R: Czy nie ma pan dla mnie szczegółowych wskazówek?
M: Proszę utwierdzić się w Najwyższej Świadomości jestem. Oto początek i koniec pańskiej drogi.
DarkNess widzę u Ciebie duży potencjał to dobry znak więc śmiało do przodu
Może coś Ci podpowiedzą
M: Ci, którzy znają tylko księgi, nie wiedzą niczego. Znać to być. To o czym mówię, znam nie z lektury i nie ze słyszenia.
R: Studiuję sanskryt pod kierunkiem profesora, ale w rzeczywistości studia moje nie wykraczają poza sztukę czytania. Ja jednak poszukuję drogi samorealizacji i znalazłem wreszcie potrzebne mi kierownictwo. Proszę mi powiedzieć, co mam czynić.
M: Jeśli czytał pan sanskryckie teksty, to po co pan pyta?
R: Teksty te podają wskazania ogólne, a jednostka potrzebuje szczegółowych instrukcji.
M: Największym nauczycielem - sadguru jest pańska jaźń. Nauczyciel zewnętrzny /guru/ to zaledwie kamień milowy na pana drodze. Tylko pański wewnętrzny nauczyciel będzie stale panu towarzyszył i doprowadzi go do celu. On sam wreszcie jest tym celem.
R: Do wewnętrznego nauczyciela niełatwo dotrzeć.
M: Ponieważ znajduje się on w panu i stale z panem przebywa, nie są to trudności poważne. Niech pan wejrzy w siebie i go odkryje.
R: Patrząc w siebie dostrzegam wrażenia, doznania, myśli, uczucia, pragnienia, niepokoje, wspomnienia, oczekiwania. Jestem w nich zanurzony jak w chmurze i nic nie widzę.
M: To pański wewnętrzny nauczyciel wszystko widzi. Tylko on jest, zaś wszystko inne wydaje się być. On jest pańską prawdziwą jaźnią, jedyną nadzieją i podstawą pana wolności. Niech pan go odkryje i trzyma się go, a będzie pan uratowany.
R: Wierzę panu. Kiedy jednak zaczynam naprawdę go szukać, wówczas mi ucieka.
M: A gdzie powstaje myśl, że on panu ucieka?
R: W umyśle.
M: A kto poznaje ten umysł?
R: Poznaje go świadek umysłu.
M: Czy przyszedł ktoś do pana i powiedział: Jestem świadkiem twego umysłu?
R: Oczywiście, że nie. Byłoby to wtedy tylko inne wyobrażenie w moim umyśle.
M: A więc kto jest tym świadkiem?
R: Ja sam.
M: A zatem zna pan świadka- sam pan jest tym świadkiem. Dlatego powtarzam: znać to być.
R: Tak, zdaję sobie sprawę, że jestem świadkiem, tą Najwyższą Świadomością. Ale jaką będę miał z tego korzyść?
M: Cóż za pytanie! A jakich korzyści pan oczekuje? Czy nie wystarczy, że wie pan, kim pan jest?
R: Jaka jest korzyść z samopoznania?
M: Samopoznanie pomaga zrozumieć czym pan nie jest i daje panu wolność od fałszywych wyobrażeń, pragnień i czynów.
R: Jeśli jestem tylko świadkiem, to co sprawia, że jakieś działanie jest dobre albo złe?
M: Dobre jest to, co pomaga panu w samopoznaniu. To co przeszkadza, jest złe. Poznanie swojej prawdziwej jaźni jest błogosławieństwem, zapomnienie o niej - cierpieniem.
R: Czy świadomość świadka jest prawdziwą jaźnią?
M: Jest to odbicie rzeczywistości w umyśle - buddhi. Ale rzeczywistość jest poza tym. Świadek jest bramą, którą wchodzi się do rzeczywistości.
R: Jakie jest zadanie medytacji?
M: Dostrzeganie fałszu w tym co fałszywe. Należy to czynić nieustannie.
R: A więc należy regularnie medytować.
M: Codzienna medytacja polega na rozróżnianiu pomiędzy prawdą i fałszem, i wyrzekaniu się fałszu. Jakkolwiek istnieje wiele rodzajów medytacji, do tego w końcu one się sprowadzają.
R: Proszę mi powiedzieć, jaka droga samorealizacji jest najkrótsza.
M: Żadna droga nie jest krótka ani długa, tylko niektórzy ludzie traktują samorealizację poważnie a inni nie. Mogę posłużyć się własnym przykładem. Byłem prostym człowiekiem, ale zaufałem mojemu Guru. To co kazał mi robić, robiłem. Polecił mi koncentrować się na odczuciu jestem - czyniłem to. Powiedział mi, że znajduję się poza wszystkim dostrzegalnym i pojmowalnym- uwierzyłem. Oddałem mu się całym sercem i duszą, poświęciłem mój cały wolny czas, musiałem jednocześnie pracować na utrzymanie rodziny. Dzięki mojej wierze i zaangażowaniu urzeczywistniłem własną jaźń - swarupa w ciągu trzech lat. Może pan wybrać taką drogę, jaka najbardziej panu odpowiada. Szybkość osiągnięć zależy od pańskiej powagi i zaangażowania.
R: Czy nie ma pan dla mnie szczegółowych wskazówek?
M: Proszę utwierdzić się w Najwyższej Świadomości jestem. Oto początek i koniec pańskiej drogi.
DarkNess widzę u Ciebie duży potencjał to dobry znak więc śmiało do przodu

tak jak na górze, tak i na dole
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości