Kocur ostro daje w palik, ale moim zdamiem on chciał w ten sposób powiedzieć, że takie techniki wpływają rzeczywiście na koncentracje, redukcje stresu, ułatwiają refleksje, ale równie dobrze mogą być elementem prania mózgu. Czasami niewielkie pranie mózgu nie jest złe, ale trzeba uważać co wkłada się do głowy. Nie dać się złapać na jakąś ideologię.
Może jak przedstawisz więcej szczegółów o tym ego, wyższych jaźniach, a potem powiesz jaki masz stoaunek do tego, będziemy mogli cię lepiej zrozumieć.
Widzisz wszystko co robisz, spotykasz na swej drodze i doświadczasz, odczuwasz jest odbiciem tego jaki model sobie przyjmiesz. Lecz są modele, które zapętlają się wokół samych siebie i efekcie placebo.
Dla ludzi na naszym forum jakieś techniki i lektura to był punkt wyjścia. Jednak Ci co się przebudzili porzucili te sztywne ramy napisane nie raz "anielskim" językiem. Też posługuje się pojęciem ego, ale robię to z konieczności by się np. porozumieć z Tobą. Lecz wychodząc z rozmowy dla mnie to pojęcie przestaje mieć znaczenie. Zyskałem dzięki niemu jakiś szablon, ale za tym szablonem jest coś niezbadanego, niedostępnego. W tym miejscu trzeba się po prostu zatrzymać, a raczej zaprzestać prób i pójść swoim życiem. Żadna etykietka wyższej jaźni nie załatwi sprawy, choć może dać Ci taką iluzje... ogólnie temat rzeka ;)
Mam swoje powody by nie uprawiać jogi, ale jako ćwiczenie kontemplacyjne jest ok. Sam uznaje jedynie praktykę czystej uważności - mindfulness. Przede wszystkim dlatego, że skupianie się na kednym jest efektywniejsze niż skupianie się na wielu rzeczach. Po za tym, medytacja to tylko część formalna - taki codzienny masaż, ważna sprawa, ale jeszcze istotniejsze jest by zmienić swój punkt ciężkości w życiu wprowadzić akceptacje i uważność do życia. To jest bardzo prosta idea, ale mylą się Ci co myślą, że łatwa.
Nie chodzi tu o system, o symbole, nawet nie o intelektualne ogarnięcie tematu.
W międzyczasie człowiek dokonuje wyborów i obserwuje proces, żyje nim. Tutaj właśnie przydaje się otwartość i rozwaga. Zyskujesz świadomość, tworzysz plany, realizujesz je z wyczuciem, na mocnych realnych fundamentach.
A widzisz... to co właśnie napisałem to małe urojenie. Lecz to też trzeba zrozumieć, że potrzebujemy pozytywnych urojeń, przede wszystkim wiary w siebiei w to, że sami nadajemy swojemu życiu większy wymiar. Lecz to musi wypłynąć od nas, nie z książek, czy czyichś sugestii.
Dlatego nie robie rzadnych cudacznych wizualizacji. Tzn robię, ale w konkretnych ludzkich sprawach (w moim przypadku są to szachy). Wyrzuciłem program rozwoju duchowego, jako program, który był tylko emanacją ego. Akceptacja jest duchowością, uważność jest duchowością, czucie jest duchowościa, wydarzanie się zjawisk jest duchowością i jednocześnie nic nie jest duchowością, nie myśli się nawet o tym nic i wszystkim, bierzesz to co jest i ruszasz, nie rozmyślając o warstwach, poziomach, przepływach energiach.
Choć jak ktoś to lubi i ma na na tyle dystansu do siebie, to otwiera się na połączenie ze światem, które też jest iluzją, ale bardzo prosperującą iluzją.

Przeważnie ludzie zaczynają rozumieć o co chodzi, kiedy w coś bardzo, bardzo, bardzo mocno wierzą, tak mocno, że aż dochodzą do absurdu i się uwalniają z pod tego w co wierzyli. Mogą w ten sposób zyskać zdorność oderwania się od reszty wierzeń i trzymania pozytuwnych wierzeń w bezpiecznym oddaleniu, dając po prostu sobie szansę popłynąć z procesem.
Nie wierz nikomu, a przede wszystkim sobie. Nie wierz w to co Ci podpowiadają programy wgrane Ci do tej pory do głowy nieświadomie. Zaufaj sobie jako życiu, jako pędowi ku lepszemu
Cheers
