Postautor: FreeGhost » 23 stycznia 2010, o 20:13
Kiedyś przy okazji czytania jakiejś książki o plejadianach powstało we mnie dużo niezrozumienia dla tych istot. Miałem masę pytań odnośnie ich intencji w stosunku do nas. I zdziwienia, czemu chcą nam pomagać.
W pewnym momencie jeden z nich pojawiał się i zaczął mi wszystko tłumaczyć. Był bardzo otwarty i nic nie ukrywał. Długo rozmawialiśmy i otrzymałem odpowiedź na wszystkie moje pytania, jak i aspekty mojego braku zaufania wobec nich.
Pamiętam, że przez to spóźniłem się 4 godziny do pracy, ale było ciekawie.
Mając naście lat zaczął mi się śnić pewien sen w odcinkach. Za każdym razem jak mnie nic nie obudziło, to śnił mi się dalszy ciąg. Miałem już tych snów ok 8-10. Połowa z nich była przerwana, po prostu się budziłem z różnych przyczyn. To wszystko, co do tej pory mi się wyśniło. Ostatni raz śnił mi się z 10 lat temu.
Początek zawsze ten sam. Mieszkanie w bloku, w którym się wychowałem, 8 piętro, mój pokój, stoję przed oknem. Czekam. Wiem ze zaraz nadlecą. To, co czuje jest niesamowite, jakbym był w wielkim uniesieniu duchowym, rozumiem i wiem, biorę w tym udział, wiedziałem o tym ze tak będzie, jestem przygotowany, jestem gotowy, wiem, że to już ten czas i ta pora, nigdy nie było lepszej;). Już czas. To ten czas...
Czekam. Czuje, że się już zbliżają, jeszcze ich nie widzę, lecz wyczuwam je energetycznie, wibracyjnie, telepatycznie? - po prostu czuje ich bardzo wyraźnie. Po chwili pojawiają się z lewej strony - wpierw bardzo szybkie, małe, po chwili nadlatują coraz większe i jakby wolniejsze, znam znaczenie i cel każdego statku, dokładnie wiem, co jest na pokładzie każdego i jakie zadania mają, czekałem na nich... Już od dawana... Zapowiedziano mi ich przybycie i cel...
Czuje wielki spokój, zrównoważenie, harmonię i uniesienie duchowe. Czuje radość i głębokie znaczenie tego wydarzenia dla Ludzkości.
Są przy mnie moi opiekunowie i rodzina duchowa. Zaraz przed moim oknem, bardzo blisko mnie przetaczają się najróżniejsze pojazdy, niektóre lecą tak nisko, że widzę ich z góry. Jedne wirują inne wydłużone suną powoli, jeszcze inne barwnie świetliste suną trochę szybciej. Są też takie potężne, które wyglądają jak dwa młoty, złączone trzonkami ze sobą powoli, rotacyjnie obracając się w około swojej osi suną powoli.
Czuje ich wibracje i istoty w środku, oni wyczuwają również że ja wiem i czuje ich, przesyłają mi wibracje dostojeństwa i szacunku, wysyłam im miłość i wewnętrzny ukłon szacunku.
Za plecami mam rodziców, którzy już dawno wpadli w totalną panikę i przerażenie, próbuje im spokojnie wytłumaczyć wszystko, ale są tak przerażeni, że w ogóle mnie nie słuchają. Patrzą na mnie jak na wariata, ich uwagę przykuwa tylko jedna myśl, jedno uczucie – jak uratować siebie!.
Czuje się całkowicie bezpiecznie mam jakby kontakt z każdym pojazdem, odbieram informacje, jakie przekazują sobie nawzajem, wszystko jest jawne, proste, jasne i oczywiste. Uśmiecham się do siebie, wiem, że to koniec oddzielenia ludzi od ras -społeczności - rodziny - wszechświata. Cieszę się na samą myśl o możliwościach i drogach, jakie otwierają się właśnie przed ludzkością – mieszanką ras wszechświata…
Jak byłem mały nie rozumiałem tych uczuć i stanów.
“Gdy pozwolicie powstać temu, co jest w was, wtedy to, co macie, uratuje was. Jeśli nie istnieje to, co jest w was, wtedy to, czego nie macie w sobie, uśmierci was”.