Szczęście

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
Atrix
Posty: 3
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:23
Reputacja: 3

Szczęście

Postautor: Atrix » 20 lutego 2018, o 16:18

Cześć, to mój pierwszy post tutaj.

Od jakiegoś już czasu nurtuje mnie zagadnienie szczęścia. Wzięło się to z tego, że w przeszłości zmagałem się z czymś zbliżonym do stanu depresji, wcześniej eksperymentowałem z psychodelikami, a od kilku miesięcy staram się oczyścić swój organizm jak i swój umysł stosując medytacje. Zacząłem też biegać, ćwiczyć na siłowni, a także staram się porzucić wszelkie uzależnienia jak np. pornografia czy gry online. Czuję się coraz lepiej i zacząłem się zastanawiając na czym to polega, czym jest i skąd się bierze to dobre samopoczucie, czym jest szczęście?

Czytałem, że istnieje w naszych mózgach coś takiego jak system nagrody, który za pośrednictwem dopaminy motywuje nas do działania w sytuacjach kiedy coś samo w sobie nie jest dla nas przyjemne, ale może w przyszłości być dla nas dobre, tak samo podczas jedzenia, picia, seksu itp. jesteśmy motywowani i potem nagradzani, a to wszystko po to by zapewnić nam przetrwanie, można by powiedzieć, że jesteśmy organicznymi maszynami zaprogramowanymi na dostarczanie dopaminy, istnieje pewien program, który w odniesieniu do tego w co wierzymy mówi nam, że ta oto czynność przyniesie nam nagrodę więc robimy co trzeba żeby ją zdobyć, a w momencie osiągnięcia celu zostajemy... obdarowani jeszcze większą ilością dopaminy naraz? Z kolei uzależnienia powodują, że ten system przestaje działać poprawnie, doskonałym przykładem zakłócenia systemu nagrody są osoby uzależnione od heroiny. Więc żeby wszystko było ok należy utrzymać odpowiednią gospodarkę dopaminy i innych substancji w mózgu, czyli nie wchodzić w uzależnienia, dostarczać odpowiedniego pokarmu, ew. pozbywać się przekonań generujących stres i tym blokujących przepływ i produkcję hormonu szczęścia. No i właśnie to mnie skłoniło do zastanowienia, bo czy to jest tak, że te wszystkie doświadczenia, pasja, pragnienia, sztuka i wszystko inne co powoduje, że czujemy się szczęśliwi, to po prostu chemia? Jedynym celem motywującym do działania jest dostarczenie narkotyku do odpowiednich ośrodków w mózgu? to wszystko? Jeżeli posiadam jakąś pasje, np. uczę się programowania, to może jest tak dlatego tylko, że to akurat jest mi bliskie, ale w takim sensie, że mój mózg jest predysponowany do wykonywania tej rzeczy, co uważa za szansę by podnieść mój status społeczny, możliwość zarobienia pieniędzy, a co za tym idzie zwiększa moją szanse na zdobycie partnerki i przekazania swoich genów dalej? Nikt raczej nie myśli w ten sposób, wolimy raczej myśleć, że pasja, zakochanie, i inne przyjemne rzeczy są czymś więcej, a co jeśli wcale tak nie jest i wszystko jest tylko grą substancji chemicznych i wyobrażeń umysłu i na przykład takie negatywne myśli, niska samoocena, strach, depresja, stres, to wszystko blokuje wytwarzanie i dostarczanie dopaminy, a dzięki rozwojowi "duchowemu" pozbywamy się tych blokad, wchodzimy w nazwijmy to stan naturalny, system zaczyna działać sprawnie, nasze substancję chemiczne w mózgu powracają do normy, czujemy się zmotywowani, chcemy działać, pracować, zdobywać, kochać... To nie tak, że neguje możliwość istnienia czegoś więcej, jakąś tajemnicę, którą skrywa nasza świadomość, czyli coś czego nie można jakkolwiek wytłumaczyć, opisać, jakaś pustka, cisza, świadomość, bo tak ostatnio czuje się właśnie podczas medytacji i być może substancje chemiczne w mózgu odgrywają jakąś role w tym doświadczeniu, ale nie mogę zaprzeczyć, że jest tam coś więcej, albo może właśnie mniej, albo nie ma nic prócz istnienia, które w zupełności jest wystarczające.

Zastanawia mnie jednak cała reszta, czy to całe życie, wszelkie jego przejawy, które doświadczamy poprzez zmysły, nasze uczucia, emocje, to nic więcej jak właśnie gra atomów które działają według jakiegoś wzoru, tworząc systemy takie jak na przykład mózg, które nie są niczym więcej jak właśnie systemami. Jest to dla mnie troszkę dołujące i sprawia, ze mój magiczny świat nie jest już taki magiczny, brakuje po prostu sensu w tym co robię, czuję się jakby... jakby mnie tu nie było, jakby to wszystko nie miało większego znaczenia niż właśnie przekazanie swoich genów dalej, ale jako, że dla ego jest to mało, więc stworzyliśmy system przekonań sprawiający, że to wszystko ma jakiś większy sens, jest czymś więcej, a tak naprawdę wszystkim co mamy i co nie jest tym co opisałem wcześniej jest właśnie ta pustka, świadomość jej, całą reszta jest tylko grą formy.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Prometeusz » 21 lutego 2018, o 12:17

Witaj na forum. Świetny post. Widać, że masz trochę przemyślane. :)

Czyli poznałeś odmienne stany świadomości, a potem przeszedłeś trudne chwile, teraz starasz się wyjść na prostą , konstruktywnie działać i zadbać o zdrowie. Medytujesz i pobudza to w Tobie refleksję. Zapoznałeś się przy tym z mechanizmami, które sterują twoimi wewnętrznymi stanami. Ta wiedza sprawia Ci problem, bo wydaje się negować to w czym dopatrywałeś się lub szukałeś swojego egzystencjalnego sensu. Chciałeś wierzyć w wyższy powód swojego istnienia. Przechodziłem przez to samo, pomogło mi parę rzeczy, choć w całości to był proces i czas. Dziś już rozumiem, że za szczęściem nie należy gonić, a te uczucie pustki było częscią procesu, jednym z jego etapów. :kwiatek

:przytul

Pozdrawiam. :-D

Atrix
Posty: 3
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:23
Reputacja: 3

Szczęście

Postautor: Atrix » 22 lutego 2018, o 04:40

Dziękuję Ci za Twoją odpowiedź. Jest tak jak piszesz, udało Ci się ująć te moje wypociny w dwóch zdaniach :lol:
Dobrze wiedzieć, że ktoś miał podobnie i udało mu się "wyjść" z tej sytuacji.

Chciałbym jeszcze dodać, że problem polega na tym, że gdy o tym myślę, staram się dojść do jakiejś prawdy, czy chociażby zbliżyć do niej, to tym bardziej czuję, że moja egzystencja nie posiada sensu oprócz własnie tych chwil w tu i teraz podczas medytacji, a na pewno nie odnajdę tego sensu, mojego "ja" w tym co robię, myślę, w swoich marzeniach i wszystkim co wiąże się z jakimś działaniem na zewnątrz i myśleniem. Czuję, że w ostatnich latach bardzo się zmieniłem, to co niegdyś uważałem za wyjątkowe dzisiaj powoli być przestaje. I na przykład teraz trudno jest mi wzruszyć się słuchając muzyki, która dawniej silnie wpływała na mój nastrój, bo wszystko wydaje mi się sztuczne. Wszelkie programy telewizyjne, dostrzegam tą całą manipulacje widzem na różne sposoby. Albo widzę ludzi, którzy posiadają jakieś cele w życiu i do nich dążą, kiedyś może chciałbym być taki sam, dzisiaj już nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Nie widzę różnicy w osobie, która pragnie zostać wysoko postawionym urzędnikiem od osoby, która dąży do zrobienia kariery muzycznej. I nie byłoby to dla mnie może aż takim problemem gdyby nie to, że sam czuję na sobie presję by czymś się zająć i żyć jak inni, dlatego zacząłem szukać pasji w życiu by nie żyć jak większość osób, czyli w miejscu którego nie lubię robiąc mało lub w ogóle nie istotne rzeczy, po czym zacząłem się zastanawiać czym jest to co sprawia, że rzeczy, które robimy sprawiają nam przyjemność o czym pisałem w poście wyżej i tak doszedłem do wniosku, że moje życie zawodowe nigdy nie będzie tym czym chciałbym by było. Moje życie na zewnątrz zawsze będzie skutkiem czegoś, a jedyne miejsce gdzie czuję się naprawdę wolny - bo chyba o to głowni mi chodzi - jest świadomość. Myśląc w ten sposób czuję jakby nic nie miało sensu, wystarczy mi to, że jestem, no ale pracować gdzieś jednak trzeba, za coś się utrzymywać, jeść, pić, opłacać rachunki no i jakoś funkcjonować w społeczeństwie. Nie chce tak się czuć, chciałbym wierzyć, że jest inaczej, ale nie potrafię okłamywać sam siebie, nie mogę już wrócić, cofnąć tego, inaczej patrzeć na świat, a nawet bym nie chciał. Jeżeli mam wybierać, wybieram prawdę.

Nie chcę gotowych rozwiązań, odpowiedzi co mam robić. Pisze o tym, bo chyba nie mam z kim o tym pogadać. No i jeżeli to proces, to może tak będzie najlepiej, gotowe rozwiązania częściej potrafią wprowadzić tylko więcej zamętu. Tak więc, będę robił dalej to co robię, czyli medytował, ćwiczył itd. i mam nadzieje, że "sprawy" w końcu prędzej lub później się ułożą.

Również pozdrawiam ;-)

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Louii » 22 lutego 2018, o 11:54

No kiedyś myślałam podobnie jak ty ;) ,,doskonałym przykładem zakłócenia systemu nagrody są osoby uzależnione od heroiny." ja bym podała bardziej codzienny przzykład, dużo osób jest np. ,,uzależnionych" od przesadnego jedzenia. No ale masz racje, na poziomie fizycznym wszystko odbywa się na zasadzie reakcji chemicznych, przemian fizycznych etc. Natomiast uważam że istnieje prócz tego ciało ,,energetyczne", i jako iż medytujesz to zapewne wkrótce odczujesz jego obecność :aniol
Ciało energetyczne może być tą energią która pozwala naszemu organizmowi na działanie dopaminy i tych wszystkich przemian o których już dobrze wiesz, ale to co różni go od ciała fizycznego to to że przemiany jakie zachodzą w ciele energetycznym możemy kontrolować, co się objawia potem zmianami we wszystkich innych ciałkach (również fizycznym). A więc pozbycie się blokad, oczyszczenie umysłu, zrozumienie głębi swojej natury, pozwala zmienić nam nasze ciało fizyczne- zwiększa wytwarzanie dopaminy, system nagród działa w inny sposób bo nagle zaczyna widzieć nagrodę w większości stanów i zjawisk jakie przeżywamy. Pytaniem wiec jest, dlaczego istnieje coś co może wpłynąć na ciało fizyczne, ale jednocześnie samym ciałem fizycznym nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych granic wytwarzania dopaminy. Oczywiście możemy uprawiać sport, możemy także uprawiać dużo seksu ;) ale wciąż są to zmiany które mają swoje granice i nie będą trwać wiecznie. A jednak ciało energetyczne pozwala nam poprzez prace nad własnym umysłem zmienić ,,granice" postawione nam przez ciało fizyczne.

Kolejnym ważnym aspektem byś uwierzył że istnieje coś więcej ,niż chemia" jest zrozumienie własnych myśli. Okej, myśli można nazwać także jedynie impulsem elektrycznym w naszym mózgu (no właśnie, skąd ten impuls, z ATP? okej, ale co zapoczątkowało pierwszy wyrzut ATP potrzebny nam do stworzenia naszego fizycznego ciałka w brzuchu mamy? ;) ok mogło to być ATP naszej mamusi, bo jest to swoista reakcja łańcuchowa, ale gdzieś musiała mieć swój początek ;)). Powiedzmy że pomyślisz sobie coś niemiłego o danej osobie, ta osoba to odbierze jako atak i zrobi jej sie nie miło, być może nawet także cie zaatakuje, ale dlaczego czyiś impuls elektryczny w mózgu wytworzył reakcje w innym mózgu? być może dlatego że głos także jest energią (prawa fizyki), a wiec jak widzisz energia jest wszędzie wokół nas, dlaczego my nie mielibyśmy nią być?

Oczywiście próba zrozumienia dizałań chemicznych i fizycznych w naszym organiźmie jest o tyle ciężka, że zawsze można podawać powód danego zjawiska, ale gdy zaczynamy dochodzić do powodu który powoduje powód, to robi się ciężej. Kiedyś moja biochemiczka (bardzo mądra osoba) powiedziała że dzisiejsza nauka nie potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania i zawsze muszą istnieć pewne aksjomaty i założenia ,,bo tak" gdyż inaczej nie da sie tego wytłumaczyć. Być może dlatego że ludzie nie rozumieją że prócz sfery fizycznej jest także ta sfera niewidzialna ;)

Jeżeli chodzi o drugi twój post, to moim zdaniem problem może polegać na tym że uwalniasz się z iluzji Ego. Tak się zdaje że niestety (lub stety) nasz świat uwięziony jest w swoistej iluzji. Wynika to z wielu praw, które rządzą tym światem. Ludziom wydaje się że jeśli podążają za Ego to robią rzeczy wielkie, chociaż tak na prawdę nawet to myślenie jest iluzją. Bo nawet jeśli człowiek np. postanowi sobie że zrobi wielką karierę muzyczną, bo wydaje mu się to takie super, i że na pewno sławni ludzie są bardzo szczęśliwi. Ten człowiek dochodzi tak dzięki swojej dyscyplinie do sławy, przy okazji oczywiście zaliczając wzloty i upadki które szastają nim na wszystkie strony i de facto to że udało mu się to osiągnąć było bardziej ,,szczęśliwym trafem" niż faktyczną jego pracą. Tymczasem gość ten zauważa, że w jego życiu nic się nie zmieniło, prócz tego że ma dużo pieniędzy na koncie i może wybierać, z którą kobietą pójdzie danego dnia do łóżka. :ok Tak na prawdę wciąż przeżywa wzloty i upadki, tyle tylko że inni zazdroszczą mu życia, choć i tak żyją podobnie jak on :ok
Widzisz świat jest systemem dziwnym umówień i zasad, przyjęło się uważać że jak ktoś ma pieniądze to jest szczęśliwy, że jak ktoś jest piękniejszy to mu w życiu łatwiej etc. No ale to bzdury jakich mało, wszyscy jesteśmy ludźmi, tylko nie wszyscy mają otwarte oczy i pędzą tak w tej samonapędzającej się machnie szczęścia i porażki.
Życie natomiast jest prostsze niż sie ludziom wydaje (a może bardziej skomplikowane? sama nie wiem jak to nazwać), nie trzeba wiele by być szczęśliwym, bo szczęście ot nie jest coś po co można sięgnąć, prawdziwe szczęście jest w nas, bo to my jesteśmy szczęściem :ok
Natomiast nie wiele osób to wie, ale medytacja w tym pomaga. Dlatego ja trzymam kciuki, że będzie dobrze. Prawda jaką teraz widzisz może być dla Ciebie krzywdząca, uwierz mi ja też to czułam i często niestety też to do mnie wraca. Ale częściej mam dobre chwilę, bo rozumiem jak działa świat i że nie trzeba wiele by być szczęśliwym, a równocześnie wszystko co potrzebujemy mamy w sobie :przytul
Jak już to zrozumiesz to masz wrażenie że życie robi dla Ciebie cuda, ale prawdą jest że ty sam je stwarzasz. :D

PS: nawet jeśli wszystko jest iluzją, i tak na prawdę jesteśmy tylko mieszaniną kolejno postępujących po sobie przemian chemicznych, to czy i tak nie lepiej być wiecznie szczęśliwą iluzją (dzięki medytacji i rozwojowi) niż iluzją która jest skazana na wciąż te same schematy?

Pozdrawiam :)

Evolution
Posty: 241
Rejestracja: 23 kwietnia 2011, o 13:52
Reputacja: 0

Szczęście

Postautor: Evolution » 22 lutego 2018, o 16:50

A co z non duality, ktora naklania by opasc do tego zlego? Pogodzic sie a nie walczyc, w sensie robisz sobie rozne rzeczy, ale dajesz sobie prawo do tego byc sie zle czuc i gnic przed telewizorem, co swoja droga jest tylko etykietką umyslu. TAkie cus ktos rozwazal?

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Prometeusz » 22 lutego 2018, o 20:57

Ani pogodzić się, ani nie walczyć. Nie ma nic złego w obniżonym nastroju i w spędzaniu czasu przed telewizorem. Sęk w tym, że do robinia czegoś, czy nie robienia zawsze jest jakaś motywacja, a ona jest oparta o założenia i przekonania, które masz w głowie. Jeśli zamiast tkwić w głowie otworzysz się na doświadczenie, pozwolisz rzeczom dziać się samodzielnie, to może się okazać wiele pozytywnych rzeczy. Z natury jesteśmy aktywni. To lęki, niskie poczucie własnej wartości, fałszywe przekonania blokują nas przed... życiem.

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Louii » 23 lutego 2018, o 06:26

Tak odnośnie szczęścia przypomniała mi się jeszcze jedna historia, dość często się powtarzająca w moim życiu od jakiegoś czasu.
Wiadomo jak to jest, czy my chcemy czy nie, nie uszczęśliwimy ludzi na siłę. I powiedzmy że mamy sobie sytuacje gdzie ktoś zaczyna prowadzić ze mną dyskusje, ja go słucham uważnie ale powiedzmy że w pewnych kwestiach się z nim nie zgadzam. No to mu mówię że okej masz racje ALE nie we wszystkim się zgadzam. Zaczynam logicznie argumentować, a ta osoba widzę że zaczyna się nakręcać. Robi się agresywna w moją stronę bo myśli, że to wywoła we mnie jakąś reakcje emocjonalną i ogólnie będzie niezła kłótnia. Tymczasem ja pozostaje całkiem spokojna, w moim wnętrzu ogarniam emocje i nie daje się ponieść. Rozmawiam z tą osobą, a ona na tyle się wkurza że potem się obraża. Bardzo często nawet wtedy nie pomagają miłe słowa typu ,,każdy ma prawo mieć własne zdanie " lub ,,przecież to i tak nic istototnego".Następnie gdy już zejdą z jej emocje to czuje, że mnie skrzywdziła, co jest nie prawdą bo skrzywdziła tylko siebie. Przychodzi więc do mnie i mówi że jej smutno, a wtedy ja automatycznie odpowiadam że ,,mi też" mimo że takich emocji w sobie nie zaznałam. Jak już bardziej mi jest smutno jak widzę tą nieporadność ludzką. Natomiast nie potrafię na ogół takiej osoby przeprosić, chyba że robi to bardzo nagminnie i dla świętego spokoju powiem te magiczne ,,przepraszam" aczkolwiek nie czuje skruchy, bo uważam że postąpiłam najlepiej jak mogłam, wykazałam się asertywnością i nie zaatakowałam tej osoby. Bardzo często te osoby są tak wkurzone że nawet jak próbuje tą osobe uspokoić miłym słowem czy przytulaskiem, to nic nie pomaga. Po prostu bawi mnie to że żeby mieć normalne kontakty między ludzkie, nieraz trzeba troche ,,poudawać" bo ludziom się w głowie nie myśli żeby np. po kłótni być spokojnym i żeby nie wywołało w nas to wgl. emocji. W dodatku warto powiedzieć że ja szanuje ludzką indywidualność i nie każe nikomu być ze mną na siłę, ale nie każdy to chyba rozumie.

W moim przypadku to zagadnienie także jest ciekawe, bo to tylko upewniło mnie w fakcie że to my jesteśmy twórcami własnego szczęścia i porażki a nie inne osoby.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Prometeusz » 23 lutego 2018, o 15:33

Widzę wiele analogii w naszych doświadczeniach. :) M.in dlatego zacząłem się interesować psychologią i komunikacją. Zastanawiałem się czy to ze mną coś nie tak, czy z ludźmi? Czemu nie potrafią zwyczajnie odnieść się do argumentów? Prawie jak zespół aspergera... :-P Wyszło z moich badań ostatecznie to, że ludzie podlegają pewnym mechanizmom, lecz jest tak jak piszesz to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze szczęście i sukces... aby to stało się naszym udziałem - warto poznać zasady gry. ;-)

soma
Posty: 22
Rejestracja: 21 lutego 2018, o 19:30
Reputacja: 0
Płeć: K

Szczęście

Postautor: soma » 23 lutego 2018, o 17:47

O, tak warto poznac zasady gry, zeby moc wybierac w co sie chce grac a w co nie.
Oprocz rol, w ktore dalismy obsadzic jest jeszcze to co jest w nas prawdziwe, ale ono ukrywa sie pod tym calym balaganem myslowym, wzorcowym zachowaniem. To cos przejawialo sie przez nas gdy bylismy dziecmi. To jest ta prawdziwa radosc, fascynacja.
Nauczylam sie odrozniac te wprogramowane pozytywne emocje, jakas euforia, ktora mozna tlumaczyc jako szczescie. I rzeczywiscie cos jest w nas szczesliwe. Wzorce sa szczesliwe, gdy uda im sie osiagnac to do czego sa zaprogramowane.
Tak wiec trzeba uwalniac sie z przekonan aby dotrzec do swoich korzeni, do tego prawdziwego szczescia, ktore jest robieniem z wewnetrznym przyzwoleniem.

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Louii » 23 lutego 2018, o 18:54

No zasady gry opierają się głównie na byciu świadomym tu i teraz, i bacznej obserwacji swojego umysłu :)
Mam wrażenie że jak człowiek jest świadomy swojej istoty i ogólnie świata, to nie jest w stanie denerwować się o jakieś głupoty... kto wie, może na pewnym etapie zdenerwowanie wgl. nie istnieje?

Ja nie powiem, bo są tematy gdzie mogę na chwilę się wkurzyć jeśli ktoś gada coś co ja uważam za ,,głupoty". Aczkolwiek na ogół to zdenerwowanie wynika z tego że nie byłam świadoma swojej osoby w momencie dyskusji, i zapomniało mi się że tak na prawdę ile ludzi tyle różnych punktów widzenia. Im bardziej poszerzam swoją świadomość na codzienność, tym trudniej mnie zdenerwować czy skrzywdzić.
Ja raczej nie mam Aspergera i nigdy nie miałam ;) Ale wiem że prawdopodbnie kiedyś miałam nerwice natręctw, natomiast nie jestem fanką diagnoz medycznych, bo o ile coś mocno nie przeszkadza nam w życiu (nie jest to schizofrenia czy epizod manii) to możemy to myślę ze spokojem wyleczyć świadomością umysłu i analizą naszego stanu. Natomiast nie wiele osób tak potrafi, bo wydaje mi się że brakuje im ,,narzędzi" ;)

,,Oprocz rol, w ktore dalismy obsadzic jest jeszcze to co jest w nas prawdziwe, ale ono ukrywa sie pod tym calym balaganem myslowym, wzorcowym zachowaniem. To cos przejawialo sie przez nas gdy bylismy dziecmi. "- powiem tak, ja jako osoba leworęczna dość późno nauczyłam się mówić jako dziecko (ponoć częste u mańkutów ;)), bo jakoś w wieku 3 lat gdy poszłam do przedszkola. A jako iż nasza pamięć sięga momentów od 2 roku życia, to ja mam przebłyski (ale są to dosłownie sceny, urywki) z młodych lat dzieciństwa. Np. pamiętam jak przyszłam pierwszy dzień do przedszkola, podeszłam do jakiś dzieci które mocno się mną zainteresowały. Mówiły coś do mnie, ale co ciekawe ja to słyszłąam jakby ktoś mówił do mnie w obcym języku, i jedynie kilka słów rozumiałam. Pamiętam ten stan, wydaje mi się dziwny, bo pamiętam też jak wtedy wyglądał mój umysł. Doświadczałam tego co jest tu i teraz, i nie opisywałam tego słowami. A więc mój umysł był dosyć ,,czysty", można powiedzieć że było to wrażenie jakbym była blisko jakieś boskości. Jednocześnie ogromna skromność i ciekawość świata, który wydawał mi się dziwny i niezrozumiały. Pamiętam że miałam wtedy bardzo harmonijne uczucia, wychodzące prosto od mojej osoby, a nie jakiś głebszych przemyśleń czy chaosu myśli.

No tak, kwestią szczęścia jest pożegnanie się z przeszłością, otwarcie na teraźniejszość, i nie zważanie na przyszłość. Wbrew pozorom myślę że przy umyśle skierowanym na ,,tu i teraz" żyjemy najbardziej w zgodzie ze sobą.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Prometeusz » 23 lutego 2018, o 21:09

Chyba zboczyliśmy trochę z tematu szczęścia. :) @Soma nad wyraz precyzyjnie się wyraziłaś, zgadzam się w pełni. :)

@Louii z tym aspergerem to było tak żartobliwie. :lol:

W większości myślę, że Cię rozumiem. Jak miałem podwyższone stany świadomości, to jakoś komunikacja mi nie sprawiała problemu i wszystko gładko szło. Ludzie sami mnie zagadywali i nie pamiętam bym się z kimś wtedy pokłócił. To było coś jak opisy ludzi, którzy zażyli narkotyk MDMA: otwartość, pobudzenie, euforia, empatia, intensyfikacja odbioru bodźców zewnętrznych, głębsze odczuwanie muzyki i ruchu, wzmocnienie odczuć związanych z dotykiem, co sprawia, że fizyczny kontakt z drugim człowiekiem jest przyjemniejszy. Nie wiem jednak, czy taki stan da się utrzymać dłużej.

Tylko tak się zastanawiam na tym, że z jednej strony być świadomym, a z drugiej strony nie wiedzieć, co ktoś do nas mówi. Hmm... Ktoś może nas wyzywać w obcym języku, a my możemy się na niego patrzeć spokojnie i uśmiechać do niego, ale czy to jest świadome wybranie innej reakcji, czy może po prostu brak reakcji w wyniku nieświadomości tego co się dzieje? Może to dlatego w tamtym stanie było mi tak dobrze, bo byłem tak zaabsorbowany różnymi bodźcami ze świata, że nie zauważałem tych różnych zaczepek, które dotykają ego i dlatego nic nie mogło zakłócić mojego doświadczenia. Ludzie to po prostu odbierali i się dostosowywali. Na pewno bycie mindful się przydaje, bo zmienia nasz sposób bycia z automatycznych reakcji, na świadome odpowiedzi. Wydaje mi się, że znajomość zasad, mechanizmów i tego jak je wykorzystywać, czyli umiejętność rozmawiania w tym języku psychologicznym to praktyczna rzecz (choć może nie działać od razu bo to też trzeba sobie wyćwiczyć), na wypadek, gdy ta świadomość nie będzie w najwyższej formie i gdy chcemy się zadowolić kontaktami z ludźmi w tym stanie co mamy normalnie.

Evolution
Posty: 241
Rejestracja: 23 kwietnia 2011, o 13:52
Reputacja: 0

Szczęście

Postautor: Evolution » 23 lutego 2018, o 21:10

Kochany Atrix, tak bardzo wierzysz swojemu umysłowi? Nie polecam. Cała ta historyjka o dopaminie o systemie nagród i kar. A próbowales kiedys tak calkowicie w drugą stronę? Nie gonić za szczęściem? Nie byc jastrzębiem, który upatruje szczescia gdzies tam daleko. Skoro system kar i nagród wpływa na naszą genetyke czyt. zarzadza dopaminą to moze warto zmienic nasza genetyke i przestac sluchac umysłu, ktory rzadzi naszym zyciem? Czyz tym nie jest "duchowosc"? Mistycy i nauczyciele duchowi często mówią o tym by odpoczac od przyjemnosci i nie gonic za pragnieniami. Nie daj sobie wmowic, ze musisz funkcjonowac w jakis okreslony sposob, by sie rozwijac duchowo. Jestes wolny, i przyzwol na pustke, na to co boli. Niczego Ci nie radze, ale ja nie slucham mysli typu: zle sie czuje musze zrobic to i to zeby poczuc sie lepiej. Nie uciekam od bólu, chociaz moglbym, to wydaje mi sie słuszną postawą a przeciez zawsze jest cos do zrobienia ! :) TO Matt Kahn powiedzial, ze czujesz sie tak jak sie czujesz bez wzgledu na to co robisz, czesto jest tak ze okolicznosci są doskonałe a jednak czegos ciągle nam uwiera, brakuje. Duchowosc to sztuka trawienia zycia takim jakim jest, mozliwosc odlozenia wszystkiego na bok jezezeli tego chce. Jezeli uda Ci sie przezwyciezyc klamstwa umyslu, byc w swojej najwiekszej ciemnej nocy to jestes wolny. I nie licz na efekty specjalne, poprostu zyj sobie jak chcesz :)

Louii
Posty: 24
Rejestracja: 18 lutego 2018, o 18:08
Reputacja: 1
Płeć: K
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Louii » 23 lutego 2018, o 21:39

No myśle że to idealnie podsumowało nasz temat szczęścia, nic dodać nic ująć :)

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Szczęście

Postautor: Prometeusz » 23 lutego 2018, o 22:31

Zajmowanie się duchowością nie wyklucza świadomości jak działa chemia mózgu. :->

Obrazek

A tutaj obrazek w ramach uprawiania szczęścia.

Obrazek

Żródło: tekst zapożyczony ze strony na FB - "bezlęku"

soma
Posty: 22
Rejestracja: 21 lutego 2018, o 19:30
Reputacja: 0
Płeć: K

Szczęście

Postautor: soma » 23 lutego 2018, o 23:49

Ja za bardzo w ta chemie nie wierze.
Nie wierze dlatego, ze jednago dnia moge byc zdolowana, a nastepnego, pomimo, ze nie robilam nic aby polepszyc chemie moge sie czuc wysmienicie. To znaczy, ze sa inne czynniki, ktore dzialaja na to jak sie czujemy. Tym czyms to jest nasza swiadomosc, a wlasciwie wiele swiadomosci, ktore przez nas sie przejawiaja. W zaleznosci jaka swiadomosc sie przejawia tak sie czujemy.
Tak dla przykladu. Od najmlodszych lat mialam problemy z nogami, spiete miesnie, czesto bolesne. Oczywiscie stosowalam masaz i wiele innych rzeczy, ale to pomagalo na chwile. Pewnej nocy budze sie i nogi sa jak uleczone. Lekkie, zadnego sladu jakichkolwiek problemow. Wiec chodze po mieszkaniu i upajam sie tym. W koncu klade sie spac i rano budze sie ze swoimi starymi problemami. To samo moze dotyczyc emocji i uczuc.
W zaleznosci jaka swiadomosc sie przez nas przejawia - tak sie czujemy.
Jestesmy wieloswiatowymi istotami. Do tych swiadomosci, swiatow, istot, ktorymi jestesmy w innych wymiarach, ktore emanuja radosc zamknelismy portale. Dlatego u wiekszosci ludzi one tak rzadko sie pojawiaja. Pustke jaka zostawila po sobie ta zerwana lacznosc wypelnilismy emocjami, roznymi niezbyt przyjemnymi doznaniami, mysloksztaltami. I to ta pustka z tym "nadzieniem" staje sie codziennym chlebem wiekszosci ludzi. Nieraz moze sie zrobic jakis przesmyk w naszym wewnetrznym systemie kontrolnym i doswiadcza sie innej swiadomosci i poczujemy sie wspaniale i chcielibysmy ten stan zatrzymac na stale. A on znika pozostawiajac po sobie tesknote. I to moze stac sie motywacja do pracy nad soba, do uwalniania sie z przekonan, bo to one blokuja dostep do tego co w nas prawdziwe. Identyfikujemy sie z "nadzieniem" i to jest nasz problem. A gdy "nadzienie" sie uwalnia to i chemia sie poprawia.

Tu moze pojawic sie dla niektorych ludzi problem, bo mysla, ze jest jedno "ja", o wszystkim mowi sie ja. A te "ja" to rozne ja, rozne swiadomosci. I mozna nauczyc sie zmieniac te swiadomosci, a nie ugrzeznac w jednej nie daj boze jakiejs z depresja. Zmienia sie swiadomosc, wybiera sie inne "ja" i aktualny problem znika.


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości