Problem „głębokiej rzeczywistości"
Według znakomitej książki dr. Nicka Herberta, Quantum Reality, większość fizyków akceptuje
„interpretację kopenhaską" mechaniki kwantowej Nielsa Bohra. (Zajmiemy się później teoriami
fizyków, którzy odrzucają tę interpretację.) Dr Herbert postrzega ją w ten sposób, że neguje ona
istnienie „głębokiej rzeczywistości".
Ponieważ już za chwilę znajdziemy konkretne powody ku temu, by wyrugować słowo „jest" z
naszego języka, pozwólmy sobie opisać to spostrzeżenie w języku operacyjnym, takim, który nie
zakłada, że możemy dotrzeć do jakiejś niewidzialnej, metafizycznej „esencji" dzięki której coś
„jest", a coś innego „nie jest". Postarajmy się opisywać tylko i wyłącznie nasze fenomenologiczne
doświadczenia. Z tego punktu widzenia nie powiemy, że według interpretacji kopenhaskiej nie
istnieje coś takiego jak „głęboka rzeczywistość". Stwierdzimy raczej, że przy pomocy metody
naukowej nie sposób wykazać istnienia „głębokiej rzeczywistości", tłumaczącej wszystkie pozostałe,
względne (instrumentalne) „rzeczywistości".
Niemniej dr David Bohm pozwala sobie na bardziej stanowcze twierdzenie. Mówi: „Interpretacja
kopenhaska pokazuje, że nie sposób wypowiadać się na temat realności". Jeśli dobrze się nad tym
zastanowić, wynikają z tego dalece bardziej radykalne wnioski niż u dr. Herberta.
Zarówno jednak dr Herbert, jak i dr Bohm odrzucają interpretację kopenhaską. Dr Herbert
określił kopenhagenizm mianem „szkoły fizyki w stylu Nauki Chrześcijańskiej". Ten mój dobry
przyjaciel, podobnie jak dr Bohm wierzy, że dzięki fizyce można powiedzieć coś o realności.
Wypada mi się z nim zgodzić. Jednak moje rozumienie „realności" zawęża się do tego, co
ludzie i ich narzędzia potrafią wykryć, rozpracować i przekazać dalej. „Głęboka rzeczywistość"
przynależy do całkiem innego obszaru - obszaru filozofii i/lub „spekulacji". Dlatego dr Richard
Feynman powiedział dr. Bohmowi a propos jego ostatniej książki, Wholeness and the Implicate
Order: „Napisałeś świetną książkę filozoficzną - kiedy wrócisz do pisania o fizyce?"
Nieco później powiem kilka słów na obronę dr. Bohma (i dr. Herberta). Obecnie wystarczy, że
dla potrzeb niniejszej książki będę nazywał realnością to, czego ludzie mogą doświadczyć,
natomiast „głęboką rzeczywistością" to, o czym mogą co najwyżej sobie poszumieć. Tzw. twarda nauka, tak samo jak egzystencjalizm, zajmuje się tym, czego ludzie doświadczają. „Głęboka
rzeczywistość" to termin przynależący do słownika przed-egzystencjalistycznych, platońskich i
arystotelesowskich filozofów.
Na temat „głębokiej rzeczywistości" możemy wydawać z siebie tylko szum. Nie potrafimy
powiedzieć o niej nic sensownego (sprawdzalnego), ponieważ to, co znajduje się poza obszarem
naszego codziennego doświadczenia, nie podlega naszym osądom. Żadne gremium naukowe,
żaden sąd, żadne jury ani żaden kościół nie potrafią dowieść czegokolwiek co miałoby dotyczyć
„głębokiej rzeczywistości". Nie możemy wykazać, że posiada ona lub nie posiada temperatury, że
ma lub nie ma masy, że zawiera w sobie Boga lub bogów, pachnie czerwienią lub brzmi jak
purpura itd. Pozostaje nam generowanie szumu. Nie możemy wytworzyć pozawerbalnego lub
fenomenologicznego zestawu danych nadających mu znaczenie.
To zarzucenie rozmowy o „głębokiej rzeczywistości" przypomina nieco heisenbergowską
„zasadę nieoznaczoności", która w jednej postaci powiada, że nigdy nie możemy zmierzyć pędu i
szybkości tej samej cząsteczki w tym samym czasie. Bywa też podobna do einsteinowskiej „teorii
względności", zgodnie z którą nie możemy poznać „prawdziwego" rozmiaru różdżki, tylko rozmaite
jej długości, mierzone przy pomocy różnych instrumentów w różnych układach inercyjnych przez obserwatorów, którzy mogą dzielić z nią ten sam układ inercyjny lub mierzyć ją z punktu odniesienia innego układu inercyjnego. (Tak samo jak nigdy nie możemy poznać „prawdziwego" interwału czasu pomiędzy dwoma wydarzeniami, a tylko różne czasy mierzone z różnych układów inercyjnych.) Wszystkie te spostrzeżenia znajdują również pokrycie w dowodzie Amesa z zakresu psychologii percepcji. Powiada on, że nie postrzegamy „rzeczywistości", lecz pobieramy sygnały z otoczenia, nadając im tak błyskawicznie postać domysłów, że nawet nie zauważamy towarzyszącego temu procesu myślowego.
Tego rodzaju „aksjomaty niemocy", jak je ktoś ładnie określił, nie przepowiadają przyszłości - ta
zawsze może nas zaskoczyć. Oznaczają tylko tyle, że metoda naukowa nie potrafi udzielić
odpowiedzi na niektóre pytania. Jeśli chcecie je poznać, musicie udać się do teologów lub
okultystów. Uzyskane odpowiedzi nie zadowolą ludzi wierzących innym teologom lub okultystom
ani tych, którzy w ogóle nie wierzą podobnym wyroczniom.
Oto klasyczny przykład: mogę dać fizykowi lub chemikowi książkę z wierszami. Po wnikliwych
studiach otrzymam od nich jej wagę, miarę, skład chemiczny kleju użytego do oprawy i skład farby
drukarskiej. Niemniej te badania naukowe nie odpowiedzą mi na pytanie: „Czy są to dobre
wiersze?" (W gruncie rzeczy nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytania zawierające w sobie słowo
„jest" lub „są". Szkoda tylko, że niewielu naukowców to sobie uzmysławia.)
Tak więc, stwierdzenie: „nie możemy znaleźć (lub udowodnić innym) jednej 'głębokiej
rzeczywistości', która by tłumaczyła wszystkie pozostałe względne rzeczywistości, mierzone
naszymi instrumentami - oraz naszym układem nerwowym, narzędziem do 'skanowania'
(interpretacji) wszystkich innych instrumentów" - nie jest tożsame ze zdaniem „nie istnieje głęboka
rzeczywistość. To, że nie możemy znaleźć głębokiej rzeczywistości, wskazuje na ułomności naszej
neurologii i metody naukowej. Tymczasem stwierdzenie „nie istnieje głęboka rzeczywistość"
stanowi metafizyczną opinię na temat czegoś, czego nie możemy naukowo stwierdzić ani
doświadczyć w swym życiu.
Krótko mówiąc, wiemy tyle, co podpowiadają nam nasze narzędzia i umysły (ale nie możemy
mieć pewności, czy przekazana przez nie wiedza wykazuje się rzetelnością i dokładnością, dopóki
nie uzyskamy takiego potwierdzenia ze strony innych badaczy...)
Co więcej, nasze narzędzia i umysły przekazują nam informacje tylko na temat względnych
„rzeczywistości" czy też raczej przekrojów „rzeczywistości". Na przykład termometr nie mierzy
długości, natomiast linijka, mimo naszych szczerych chęci, nie zmierzy temperatury. Woltomierz
nie powie nam nic na temat ciśnienia gazu itd. Poeta nie rejestruje tego samego zasięgu danych
co bankier. Eskimos nie postrzega świata w ten sam sposób jak nowojorski taksówkarz itd.
Przekonanie, że potrafimy znaleźć „jedną głęboką rzeczywistość", obejmującą te wszystkie
względne „rzeczywistości" neurologiczne/instrumentalne, opiera się na pewnych aksjomatach
dotyczących natury świata i ludzkiego umysłu, które wydawały się oczywiste naszym przodkom,
lecz obecnie wydają się po prostu niesłuszne lub, co gorsza, „bezsensowne".
Pozwólcie, że wyjaśnię znaczenie pojęcia „bezsensowność". Naukowcy, w szczególności ci
rozmiłowani w interpretacji kopenhaskiej, uważają daną ideę za bezsensowną wtedy, gdy nie
sposób choćby teoretycznie znaleźć sposobu na poddanie jej testom. Takim badaczom podane
niżej sentencje jawiłyby się bezsensowne:
1. Nieotorbione gosięta pietą bajdy co czwartek.
2. Wszystkie żywe istoty posiadają dusze, których nie sposób ujrzeć ani zmierzyć.
3. Bóg mi powiedział, że nie powinieneś jeść mięsa.
Spróbujcie sobie wyobrazić jak można by udowodnić lub obalić powyższe sentencje na
podstawie życiowego doświadczenia lub eksperymentu. Po pierwsze trzeba by znaleźć gosięta,
dusze i „Boga", a następnie zaprowadzić je do laboratorium. Po drugie trzeba by znaleźć sposób
na ich zmierzenie, otrzymanie od nich jakichś sygnałów lub przynajmniej wykazanie, że mamy do
czynienia z prawdziwymi gosiętami i prawdziwym „Bogiem".
Zastanówcie się przez chwilkę nad tym, a zrozumiecie dlaczego owe sentencje wydają się
„bezsensowne" w porównaniu ze stwierdzeniami pokroju „na poziomie morza woda wrze przy 7
stopniach Celsjusza", bo nawet jeśli te drugie są nieprawdziwe, to jednak można je sprawdzić. W
zestawieniu z pierwszymi zdaniami wypowiedzi w rodzaju „czuję się jak g*wno", choć dość
problematyczne dla słuchaczy, z racji zawierania subiektywnej prawdy uchodzą za „sensowne",
nawet jeśli stanowią typowy wybieg do zrzucania z siebie odpowiedzialności poprzez udawanie
swej niemocy.
[fragment książki Psychologia Kwantowa]
W tej książce jest wiele więcej rozkminek pod szyldem "Nic nie wiadomo". Dlatego Ci ją polecałem i polecam dalej.