Prawda a rozwój duchowy.

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 23 czerwca 2014, o 23:02

Bądź uważny,
Obdarz się spokojem, by zaakceptować rzeczy, których nie możesz zmienić.
Obdarz się koncentracją, by zmienić rzeczy, które zmienić możesz.
Obserwuj, gdyż z tego wypłynie mądrość, by rozróżniać te rzeczy.


:kwiatek

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: aartefax » 24 czerwca 2014, o 00:17

Kocur pisze:szukając niespójności zawsze je znajdziesz albo nigdy ich nie znajdziesz :) To jest to co mówił na ten temat Osho śmiejąc się ze wszystkich "prawd". Nie ma czegoś takiego jak suche fakty i trafne postrzeganie zjawisk albo właśnie tak jest ale wtedy jak to rozróżnić?

No jak to nie ma.
Księżyc krąży wokół ziemi i to zjawisko jest faktem.Czy znajdziesz mi jakąś niespójność w tym fakcie?Są fakty i jest prawdopodobieństwo jakichś zjawisk.
Osho to mógł się śmiać,lecz gorzej z tymi którzy te jego ''prawdy'' przyjmowali gdyż całościowo nic nie tworzyły poza zamętem.
Tzn tworzyły ale jego urobek.
To co mówił a to co naprawdę myślał to już inna sprawa.
I pamiętam wcześniej jak uznałeś reinkarnację za fakt.
I też możesz za przykładem Osho zaśmiać się z tej prawdy o reinkarnacji?
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Kocur » 24 czerwca 2014, o 00:47

aartefax pisze:No jak to nie ma.
Księżyc krąży wokół ziemi i to zjawisko jest faktem.Czy znajdziesz mi jakąś niespójność w tym fakcie?



Zupełnie się nie zrozumieliśmy :) Chodzi mi o teorie i rozważania myślowe a nie to co można dotknąć i zobaczyć. Chociaż myślowo i takie fakty można podważyć i powiedzieć, że to wszystko jest tylko zbiorową halucynacją i tak naprawdę nie ma żadnego księżyca :D

Co do Osho to mówią o nim tak ludzie, którzy nie rozumieją tego co mówił. Ja to jak najbardziej rozumiem. Możemy dociekać do prawdy i mieć swoje teorie a one i tak dla kogoś będą niespójne itd. Tylko, że ludzie na ogół zamykają się w swoim świecie i nie słuchają tego co mówią inni analizując to z góry pod kątem błędów. Niczyj przekaz nie jest doskonały więc te błędy można tam znaleźć i obalić nawet w najmądrzejszym tekście. Potrafię obalić coś z czym się zgadzam a potem obalić obalającą teorię i tak w nieskończoność :D

aartefax pisze:I pamiętam wcześniej jak uznałeś reinkarnację za fakt.
I też możesz za przykładem Osho zaśmiać się z tej prawdy o reinkarnacji?


Tak bo może się okazać, że karma jest jedynie spadkiem po przodkach a my postrzegamy to jako coś swojego i myślimy, że mieliśmy wcześniej jakieś wcielenia.

Full Moon pisze:Obserwuj, gdyż z tego wypłynie mądrość, by rozróżniać te rzeczy.


No i u mnie nie wypłynęła. Może to jest problem, że zwyczajnie jestem debilem, który nie potrafi tego odróżniać.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: aartefax » 24 czerwca 2014, o 01:45

Kocur pisze:
Co do Osho to mówią o nim tak ludzie, którzy nie rozumieją tego co mówił. Ja to jak najbardziej rozumiem.

Użyłem sformułowania ''całościowo'' co znaczy że z czymś się mogę zgodzić,jednak zauważam że generalnie ta ścieżka to ślepa uliczka i nie tylko jego.
Uważam że oparcie się na zachodniej psychologii może nam wiele pomóc(dla wielu nie atrakcyjna nie wiadomo dlaczego) a coś ze wschodniej też można coś tam dołożyć. Jednak tak obserwując wiele przypadków rozwoju duchowego poszczególnych osób którzy opierają się niemal wyłącznie na mistrzach new age to nie wygląda to dobrze.A problemów mnóstwo.
Dlaczego?
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Kocur » 24 czerwca 2014, o 02:16

Zachodnia psychologia i jej "skuteczność" mnie śmieszy. A już "prawdy" wypowiadane przez "ekspertów" to jest jakaś parodia nauki :)

Skoro chcemy czegoś z zachodu to mamy tutaj świetne narzędzia do pracy, które nie pochodzą z tradycyjnej psychologii a bardziej są pokrewne z NLP.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 24 czerwca 2014, o 09:59

Zupełnie się nie zrozumieliśmy :) Chodzi mi o teorie i rozważania myślowe a nie to co można dotknąć i zobaczyć.


To, że ziemia jest kulą i krąży wokół słońca też zostało odkryte na bazie myślenia, a nie samej obserwacji.

Chociaż myślowo i takie fakty można podważyć i powiedzieć, że to wszystko jest tylko zbiorową halucynacją i tak naprawdę nie ma żadnego księżyca :D


Nie można. Można jedynie się oszukiwać. Fakt pozostanie faktem.

Co do Osho to mówią o nim tak ludzie, którzy nie rozumieją tego co mówił.


Mam wrażenia, że Ci którzy za nim podążyli też nie rozumieli o czym mówi. :)

Potrafię obalić coś z czym się zgadzam a potem obalić obalającą teorię i tak w nieskończoność :D


Wmawianie sobie różnych rzeczy to nie obalanie teorii naukowych. Zresztą, żeby takie obalić, trzeba najpierw je zrozumieć. Jeśli ktoś nie ma zdolności do logicznego i trzeźwego myślenia, a zakładam, że tak może być, to chyba po prostu nie ma co dyskutować. Sama nauka - ta najczystsza ma wbudowany mechanizm samoregulacji, w którym nieaktualne i błędne twierdzenia odchodzą do lamusa.

Tak bo może się okazać, że karma jest jedynie spadkiem po przodkach a my postrzegamy to jako coś swojego i myślimy, że mieliśmy wcześniej jakieś wcielenia.


Jednak posiadasz trochę zmysłu naukowca :). Można iść dalej tym tropem, stwierdzając, że ludzie łączą w swoich umysłach często niezwiązane ze sobą i nieudowodnione twierdzenia i na tym opierają swoją wiarę w reinkarnacje. Ja tam nie mam nic do tego, aby ktoś sobie w coś wierzył. Lecz po co to wrzucać na światło dzienne jeśli nie ma się żadnego poparcia, które można byłoby przedstawić innym? To wygląda tak jakby ślepy prowadzić ślepego w stronę przepaści.

Po za tym jest jedna sprawa która mnie niepokoi - regressing. Jest to technika często spotykana w różnych sektach new age, a jest szkodliwa dla zdrowia. Ludzie mają po tym halucynacje, ale one nie są wywołane poprzednimi wcieleniami, ale niedotlenieniem mózgu.

No i u mnie nie wypłynęła. Może to jest problem, że zwyczajnie jestem debilem, który nie potrafi tego odróżniać.


Choć obecnie nie używane "debil" jest określeniem medycznym. Jeśli nie jesteś upośledzony, to nie używaj takich słów wobec siebie ;-) . Wszystko z Tobą w porządku, po prostu nie załapałeś konceptu. Obserwacja nie polega na wywoływaniu w sobie transów podczas posiedzeń medytacyjnych. Jest to funkcja metakognitywna naszego układu nerwowego. Dobrze wpływa na nasz układ przywspółczulny. Pozwala w konsekwencji złapać równowagę, ale trzeba obserwować - konsekwentnie, bez oceniania, bez tworzenia konstruktów myślowych, wrzucić to w nawyk.

Zachodnia psychologia i jej "skuteczność" mnie śmieszy. A już "prawdy" wypowiadane przez "ekspertów" to jest jakaś parodia nauki :)


Aż się zapytam. Po czym to oceniasz?

Skoro chcemy czegoś z zachodu to mamy tutaj świetne narzędzia do pracy, które nie pochodzą z tradycyjnej psychologii a bardziej są pokrewne z NLP.


Ja bym powiedział, że NLP to parodia psychologii, uproszczona wersja wokół której wyrósł kult i sekty.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Kocur » 24 czerwca 2014, o 17:38

Full Moon pisze:
To, że ziemia jest kulą i krąży wokół słońca też zostało odkryte na bazie myślenia, a nie samej obserwacji.



Ale zostało potwierdzone obserwacją. Gdyby nie ona nie moglibyśmy z całą pewnością twierdzić, że to prawda.

Full Moon pisze:
Nie można. Można jedynie się oszukiwać. Fakt pozostanie faktem.


A może oszukujesz się wierząc w jakiś fakt, który nie jest faktem? :)

Full Moon pisze:
Mam wrażenia, że Ci którzy za nim podążyli też nie rozumieli o czym mówi. :)

'
Większość z pewnością a mi brakuje tutaj tylko poczucia prawdziwego sensu. Osho akurat nie zrezygnował z bycia sobą dlatego myślę, że nie wyzwolił się z karmy tak jak np Budda, który zostawił rodzinę i poszedł w samotności się oświecić.

Full Moon pisze:
Wmawianie sobie różnych rzeczy to nie obalanie teorii naukowych. Zresztą, żeby takie obalić, trzeba najpierw je zrozumieć. Jeśli ktoś nie ma zdolności do logicznego i trzeźwego myślenia, a zakładam, że tak może być, to chyba po prostu nie ma co dyskutować. Sama nauka - ta najczystsza ma wbudowany mechanizm samoregulacji, w którym nieaktualne i błędne twierdzenia odchodzą do lamusa.


No a problem powstaje kiedy ktoś ma zdolności do logicznego myślenia, rozumie te teorie i widzi jak bardzo są błędne i jak bardzo komplikują świat. Chociażby właśnie tradycyjna psychologia, która jest pseudonauką i zawiera masę teorii a w rzeczywistości jest skrajnie nieskuteczna i zawiera wiele stwierdzeń, które dla logicznie myślącego umysłu są absurdem do kwadratu. Poza tym sama nauka weryfikuje swoje stwierdzenia i to co było uważane za prawdę 10 lat temu dzisiaj jest wiadomo, że to nieprawda a to co dzisiaj jest prawdą za jakiś czas nią nie będzie :)

Full Moon pisze:
Jednak posiadasz trochę zmysłu naukowca :). Można iść dalej tym tropem, stwierdzając, że ludzie łączą w swoich umysłach często niezwiązane ze sobą i nieudowodnione twierdzenia i na tym opierają swoją wiarę w reinkarnacje. Ja tam nie mam nic do tego, aby ktoś sobie w coś wierzył. Lecz po co to wrzucać na światło dzienne jeśli nie ma się żadnego poparcia, które można byłoby przedstawić innym? To wygląda tak jakby ślepy prowadzić ślepego w stronę przepaści.


No i dokładnie o tym piszę. Nie ma poparcia w namacalnych faktach ale pewne sprawy się łączą i można snuć hipotezy. A co jest prawdą? Tego nie wiemy ale jakaś prawda istnieje i każdy poznaje jej skrawek i go opisuje a potem kłócą się o to czyj skrawek jest bardziej prawdziwy :)

Full Moon pisze:
Po za tym jest jedna sprawa która mnie niepokoi - rebirthing. Jest to technika często spotykana w różnych sektach new age, a jest szkodliwa dla zdrowia. Ludzie mają po tym halucynacje, ale one nie są wywołane poprzednimi wcieleniami, ale niedotlenieniem mózgu.



Słyszałem nazwę ale nie wiem co to jest. Natomiast ja za szkodliwy uważam regressing. Ja do wszystkiego dochodzę samemu. Mam coś takiego, że wręcz boję się czytać niektóre rzeczy bo potem zastanawiam się czy to prawda czy manipulacja. Niektóre manipulacje widać od razu a niektóre ciężko odróżnić od prawdy.

Full Moon pisze:Obserwacja nie polega na wywoływaniu w sobie transów podczas posiedzeń medytacyjnych


Posługuję się kilkoma metodami. Po pierwsze krytyczny umysł i zawsze używałem tylko tej metody i dzięki temu miałem spójne wizje (wręcz za spójne dla niektórych przez co byłem krytykowany i opacznie rozumiany). To mnie zdenerwowało bo uważam się za dobrego mówcę i dziwiłem się czemu ci ludzie są tak tępi, że nie rozumieją takich oczywistości. Najbardziej denerwowała mnie ciemnota katolicka.

Z karmą to jest tak, że to co myślimy to jest nasza karma bo każda myśl z podświadomości realizuje się w realu w określony sposób. Pozbycie się karmy jest więc pozbyciem utożsamiania się. Nie trzeba tutaj mówić o prawdziwości poprzednich wcieleń tylko o tym co myślimy i na tej podstawie moje dochodzenia do poprzednich wcieleń są prawidłowe. Nauczyłem swój mózg układać moje poglądy i odczucia w określone obrazy i stąd mam wizje poprzednich wcieleń, a jednocześnie znajduję odzwierciedlenie tego w faktach historycznych. Niezależnie od tego jaki pogląd przyjmiemy to jednak świadomość nie zniknie tylko może co najwyżej zmienić formę. Dlatego karma i reinkarnacja jest moim zdaniem faktem potwierdzonym logiką i nie dającym się zaprzeczyć. Natomiast już koncepcje w jaki sposób to zachodzi i to czy rzeczywiście pamiętamy poprzednie wcielenia czy nie to już inna kwestia. Mózg może po prostu przyciągać z Wszechświata symbole, które pasują do naszych poprzednich przeżyć.

Ostatnia metoda to czytanie tego co inni piszą na ten temat i powiązywanie faktów oraz lingwistyki. I ta kwestia mi najbardziej bruździ w umyśle ale wiem, że sam przecież mogę się mylić.

Full Moon pisze:
Aż się zapytam. Po czym to oceniasz?


Full Moon pisze:Ja bym powiedział, że NLP to parodia psychologii, uproszczona wersja wokół której wyrósł kult i sekty.


Kult sekty jest faktem ale to nie wina NLP tylko tego, że niektórzy ludzie poznali sposoby manipulacji, które wpisują się w poznawanie ludzkiego mózgu. Natomiast psychologia tego nie potrafi i nie potrafi nawet pozbyć się fobii społecznej. Dla psychologa to lata terapii a dla kogoś kto zajmuje się NLP to maks 3 godzinki rozmowy jeśli coach jest dobry (o takich trudno dlatego ja opieram się jedynie na wiedzy a nie spotkaniu z tymi ludźmi). Tradycyjna psychologia nic nie wyjaśnia a prawda jest dużo prostsza.
Ja teraz mam takie problemy jakie mam ale przedtem miałem ich dużo więcej. Dzięki poznawaniu wzorców odkryłem to w jaki sposób myślenie manifestuje się jako choroba ciała fizycznego, jak to wpływa na gust seksualny, skąd powstaje takie a nie inne myślenie albo zaburzenia. Psychologia podchodzi do tematu od złej strony i zamiast badać przyczyny skupia się na leczeniu skutków. Dokładnie tak jak tradycyjna medycyna i dlatego jestem przeciwnikiem tych nauk.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 24 czerwca 2014, o 20:50

Słyszałem nazwę ale nie wiem co to jest. Natomiast ja za szkodliwy uważam regressing. Ja do wszystkiego dochodzę samemu. Mam coś takiego, że wręcz boję się czytać niektóre rzeczy bo potem zastanawiam się czy to prawda czy manipulacja. Niektóre manipulacje widać od razu a niektóre ciężko odróżnić od prawdy.


Miałem na myśli właśnie regressing - pomyliłem się gdyż obie to podobne tematycznie techniki. Rebirthing to coś zdaje się z goła odwrotnego.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: aartefax » 25 czerwca 2014, o 01:23

Kocur pisze:
Większość z pewnością a mi brakuje tutaj tylko poczucia prawdziwego sensu. Osho akurat nie zrezygnował z bycia sobą dlatego myślę, że nie wyzwolił się z karmy tak jak np Budda, który zostawił rodzinę i poszedł w samotności się oświecić.


A może jednak nie był sobą. Skąd wiesz?


Kocur pisze:No a problem powstaje kiedy ktoś ma zdolności do logicznego myślenia, rozumie te teorie i widzi jak bardzo są błędne i jak bardzo komplikują świat. Chociażby właśnie tradycyjna psychologia, która jest pseudonauką i zawiera masę teorii a w rzeczywistości jest skrajnie nieskuteczna i zawiera wiele stwierdzeń, które dla logicznie myślącego umysłu są absurdem do kwadratu. Poza tym sama nauka weryfikuje swoje stwierdzenia i to co było uważane za prawdę 10 lat temu dzisiaj jest wiadomo, że to nieprawda a to co dzisiaj jest prawdą za jakiś czas nią nie będzie :)


A stwierdzasz to na podstawie własnego mniemania.
Mnie np pomogła i wiem dlaczego,akurat sam doszedłem do pewnych prawd posiłkując się tą wiedzą.W mojej rodzinie znam też kilka przypadków którym pomógł psycholog.

No i co z tego że coś jest weryfikowane?Czy to jakoś uderza w naukę? Dyskredytuje ją?Na ile jest weryfikowane? Nauka ma swoją określoną metodologię.Jest fakt naukowy, teoria naukowa i hipoteza.
Jest też jakieś prawdopodobieństwo.Przyjmuje się coś na podstawie czegoś.
I cóż z tego jeśli dana teoria ulegnie modyfikacji?
Nauka idzie do przodu.


Czy potrafisz wskazać mi te absurdy do kwadratu? Czy tylko tak Ci się wydaje?


Kocur pisze:No i dokładnie o tym piszę. Nie ma poparcia w namacalnych faktach ale pewne sprawy się łączą i można snuć hipotezy. A co jest prawdą? Tego nie wiemy ale jakaś prawda istnieje i każdy poznaje jej skrawek i go opisuje a potem kłócą się o to czyj skrawek jest bardziej prawdziwy :)


A konkretnie co się łączy? Na podstawie czego te hipotezy?



Kocur pisze:Posługuję się kilkoma metodami. Po pierwsze krytyczny umysł i zawsze używałem tylko tej metody i dzięki temu miałem spójne wizje (wręcz za spójne dla niektórych przez co byłem krytykowany i opacznie rozumiany).

A wiesz co znaczy mieć mieć krytyczny umysł?
Jakoś z twoich wypowiedzi to nie wynika.Dobrze to określiłeś wizje.
Oczywiście te Twoje wizje to niezaprzeczalny fakt.
Podejrzewam że jakby zebrać wizje różnych osób to wyszedł by niezły bigos.
Pełno takich na youtube można obejrzeć


Kocur pisze:To mnie zdenerwowało bo uważam się za dobrego mówcę i dziwiłem się czemu ci ludzie są tak tępi, że nie rozumieją takich oczywistości. Najbardziej denerwowała mnie ciemnota katolicka.

No i teraz tą wypowiedzią zaprzeczyłeś że masz krytyczny umysł.
A może to że ten ktos nie przyjął Twoich bezprzecznych racji a wykazał się krytycznym myśleniem.
Z ciemnoty katolickiej polecam prof Ayalę:
http://biology.arch.ug.edu.pl/pliki/ayala.pdf
Tobie nie dorówna gdyż tylko trzy profesury posiada.
Do oświecenia mu daleko.

Zauważyłem jedną prawidłowość że im kto ma większą wiedzę to tym jest skromniejszy i ostrożny w forowaniu sądów.

Co do tego ostatniego to polecam trochę posłuchać prof Kołakowskiego.

No ale co on tam może wiedzieć,a w dodatku z Europy pochodzi.

I tu własnie też wychodzi kto ma duże ego.

Kocur pisze: Nie trzeba tutaj mówić o prawdziwości poprzednich wcieleń tylko o tym co myślimy i na tej podstawie moje dochodzenia do poprzednich wcieleń są prawidłowe. Nauczyłem swój mózg układać moje poglądy i odczucia w określone obrazy i stąd mam wizje poprzednich wcieleń, a jednocześnie znajduję odzwierciedlenie tego w faktach historycznych. Niezależnie od tego jaki pogląd przyjmiemy to jednak świadomość nie zniknie tylko może co najwyżej zmienić formę.

I to ma być ten koronny dowód na:
Dlatego karma i reinkarnacja jest moim zdaniem faktem potwierdzonym logiką i nie dającym się zaprzeczyć.
I teraz odwołujesz się do logiki na którą wcześniej psioczyłeś.

A tak naprawdę to dowiodłeś iluzję reinkarnacji bo to się dzieje tylko w Twojej głowie.
Wcześniej naoglądałeś się filmów historycznych czy też naczytałeś się książek
W sumie podobny przypadek:
https://www.youtube.com/watch?v=7RLiIU_a9OQ
Najpierw ktoś się coś naczytał a pózniej przez hipnozę umiejscowił tam siebie.

Czyli to samo jak po narkotyku.

Kocur pisze:Natomiast już koncepcje w jaki sposób to zachodzi i to czy rzeczywiście pamiętamy poprzednie wcielenia czy nie to już inna kwestia. Mózg może po prostu przyciągać z Wszechświata symbole, które pasują do naszych poprzednich przeżyć.

Pierwsze zdanie leży w sprzeczności do drugiego.
Niby dlaczego mózg miałby coś przyciągać z wszechświata? Te symbole tak sobie tam gdzieś krążą?
Czekają jak jakiś mózg je przyciągnie?


Kocur pisze: Psychologia podchodzi do tematu od złej strony i zamiast badać przyczyny skupia się na leczeniu skutków. Dokładnie tak jak tradycyjna medycyna i dlatego jestem przeciwnikiem tych nauk.

A właśnie że psycholog czy psychiatra wie że każdy skutek skutek ma swoją przyczynę.
Swoje powyższe stwierdzenie znów opierasz na własnym mniemaniu.
Nie wierzysz? To wybierz się do takiego specjalisty.
I to jest takie typowe new age podejście do problemu tylko że skutki potem opłakane bo zamiast iść do lekarza to ktoś się będzie leczyć u jakiegoś znachora.
Bo medycyna to lipa. Tylko dlaczego tak wielu moich znajomych zostało wyleczonych?
Rozumiem że guru tak powiedzieli że jest inaczej i to trzeba przyjąć za fakt.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 25 czerwca 2014, o 17:24

Kiedy pytamy się w myślach "O co w tym wszystkim chodzi?", "Jaki jest sens tego wszystkiego?" "Jaki kierunek dalej obrać?" i dotychczas poznane odpowiedzi nas nie satysfakcjonują to zwykliśmy popadać w przygnębienie, niektórzy doznają apatii, niektórzy zaczynają się miotać na wszystkie strony, inni zaczynają gonić swój własny ogon, a jeszcze inni studiować starożytne teksty o karmicznym pochodzeniu. Nie chcę oceniać tych stanów, po prostu obserwuje, że tak często się dzieje.

Dla mnie ta sytuacja wygląda zupełnie na odwrót. Wręcz jest to powód do radości. Przecież jest to moment w którym mamy szansę, dowiedzieć się czegoś nowego, w którym zaczynamy myśleć samodzielnie. Dociera też do nas świadomość, że sposób w jaki poradzimy sobie z tą sytuacją zdeterminuje naszą przyszłość, której z tego punktu nie będzie widać wyraźnie (chociaż później dla niektórych stanie się oczywiste, że przyszłości nie może być widać, bo ona przecież nie zaistniała ;) ).

To, że czegoś nie wiem i wiem, że tego nie wiem i nie udaje że wiem i nie tworzę sobie iluzji w miejsce niewiedzy jest czymś orzeźwiającym. Otwiera to klapki umysłu, dostrzegamy wtedy więcej, mamy więcej możliwości, nie wisi nad nami jakiś dogmat niczym kat i sędzia. Staramy się wczuć w sytuacje całym naszym doświadczeniem, całą naszą wiedzą, choć i to przeważnie zawodzi.

Nazwać to mogę powrotem do podstaw. Stanie w miejscu jest męczące, nawet nasze ciała nie lubią bezruchu, tym bardziej umysły. Więc znów zaczynamy się poruszać, tym razem powoli ostrożnie, ale z otwartym umysłem. Nigdzie nie biegniemy, po prostu idziemy przed siebie i chłoniemy doświadczenie i wiedzę. Uważnie i dokładnie, bez napięcia. Dalej nic nie wiemy, ale robi się jakby lżej, jakby czyściej.

Odrywamy nową zasadę - rzeczy trzeba upraszczać, a nie komplikować. Nie w sensie, by podążać za prostymi odpowiedziami, ale raczej, by nie wpadać w potok myśli. Próbować zrozumieć rzeczy w sposób jaki da się na daną chwile je zrozumieć. Nie traktować rozumienia jako kupowania idei, a raczej jako proces rozjaśniania niejasności, badania, odczuwania. Robiąc to mam na uwadze, że jestem za siebie odpowiedzialny i zdaje sobie sprawę, że to nie jest żadna gra, żadna potyczka z nowym dyskutantem. Im lepiej coś zrozumiem, im więcej iluzji odrzucę, tym bardziej moja indywidualna warstwa się wzbogaci, będę mieć więcej spokoju, więcej skuteczności, więcej zrozumienia itd.

Po pewnym czasie, zaczynamy czuć się lepiej sami ze sobą. Już nie zależy nam tak na pewności, lecz wiemy co jest dla nas dobre i zaczynamy po prostu płynąć na fali rzeczywistości, ciesząc się tym surfingiem :) Czasem jest łatwiej, czasem jest trudniej, czasem jest dobrze, czasem jest gorzej jak to w życiu. Lecz jest pewna różnica, to wszystko już nas tak nie rusza, nie miota nami, nie ma już tych emocjonalnych drgawek. Mamy więcej zaufania do siebie, więcej wiary w siebie i wiemy, że nawet jak gdzieś zabrniemy to będzie to po prostu kolejna pożyteczna lekcja.

Ciężko mi się nie zgodzić z Aartefaxem. Też mam wrażenie, że trochę za surowo potraktowałeś psychologię, może masz złe doświadczenia, może coś Ci umknęło po drodze. Tylko widzisz ja się też trochę z Tobą zgadzam, bo rzeczywiście psychologia nie ma patentu na pełną i kompletną wiedzę oraz są też rejony które są ślepymi uliczkami, jakimiś takimi meandrami. Nie jestem jakimś wyznawcą psychologi, po prostu sam nie raz skorzystałem z tego co mogła zaoferować.

A może ona zaoferować w dwojaki sposób. Bo z jednej strony psychologia jest nauką - czyli po prostu obserwacją i opisem. W tym kontekście możemy po prostu wiele się dowiedzieć czegoś osobie, poznać i przeanalizować pewne spostrzeżenia w bardziej obiektywny / intersubiektywny sposób. I nie jest to już tak zwana i zniesławiona "psychoanaliza", ale coś analogicznego do przykładu z kulistością ziemi. Mamy różne rodzaje obrazowania mózgu, eeg, fRMI itd. wypracowaną metodologią prowadzenia testów i badań, łącznie z ślepymi testami, bogatą praktykę kliniczną i pedagogiczną. To już nie są hipotezy na temat symboliki snów, ale rzeczy bardzo konkretne. Można w laboratorium wywołać nawet na życzenie oobe i w ogóle wiele ciekawych spraw można się dowiedzieć.

Z drugiej strony mamy metody psychologiczne, gdzie wiedzę stosuje się w praktyce. Nie uważam, aby psychologia doszła do momentu w którym miałaby złote recepty. W dodatku niektóre metody w historii okazały się po prostu pomyłką i nieporozumieniem. Jednak trochę niesprawiedliwością jest mówić, że psychologia nie pomaga, czy chociażby porównywanie jej do metod pseudonaukowych i ezoterycznych, które swoje działanie opierają na placebo. Tutaj mamy przecież masę innych czynników, jak choćby to kto prowadzi terapie, czy dobre jest rozpoznanie problemu, cały kontekst sytuacyjny. Jednak wielu osobom taka pomoc przynosi rzeczywistą ulgę. A techniki behawioralno-poznawcze mają bardzo dużą skuteczność. Ostatnią znaną mi zasługą psychologii jest propagowanie Mindfulnessu z licznymi sukcesami.

Podałeś za przykład NLP i z tego co mi wiadomo, to co w tej metodzie jest skuteczne zaczerpnięto właśnie z psychologii, a cała reszta to albo samo-oszukiwanie się, albo właśnie placebo.

Mi osobiście bliski jest punk widzenia Sama Harrisa. Warto posłuchać sobie jego wypowiedzi na YT. Tutaj może podam kilka przykładów.

1. "gem, set i mecz" :)



W tym filmie wypowiada się na temat, życia po śmierci i daje bardzo celny argument pod rozwagę, a także przedstawia jak do tego ustosunkowana jest nauka.

2. "Eksperyment - szczęście"



Tutaj z kolei (szkoda, że nie ma jeszcze tłumaczenia) jest świetna wypowiedź o doświadczeniach życiowych i szczęściu. Przedstawia tak jak gdyby ewolucje myślenia o tym zagadnieniu i pokazuje, gdzie może znajdować się ta prawdziwa duchowość.

3. "Śmierć i chwila obecna"



Tutaj też nie ma napisów bo to jest wersja zrobiona pod medytacje :D Ale na YT jest wersja prosto z wykładu przetłumaczona (tutaj: http://youtu.be/35fYlxxTeUY )

:kwiatek

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Kocur » 25 czerwca 2014, o 21:41

NLP może się opierać na placebo ale nie musi. Gdybyś naprawdę był przebudzony to byś nie napisał tego co teraz :P Za dużo tutaj poddawania się losowi a za mało działania. To jest po prostu matrix i mistrzom też wydaje się, że są przebudzeni a to tylko nowa iluzja, którą zastąpili starą. Zarazem wszystko jest i nic nie ma. Czytałeś może transerfing rzeczywistości? Książka opowiada o tym co rozkminiłem czyli o nadawaniu ważności. Dopóki nadaję ważność miłości to jej nie będzie, dopóki człowiek będzie bał się śmierci to będzie umierał. Ale bez tego strachu czułbym się jakbym oglądał film a tego nie chcę - chcę żyć tak jak ja chcę. Stan przebudzenia rozumiem jako całkowite pokonanie cieni i wyzbycie się dualnego postrzegania - tylko, że wtedy zniknie to czemu nadawaliśmy wartość i co, znowu będziemy się rodzić w bólu i umierać bo tak ma być? mamy odbijać się w pustce luster innych przebudzonych ludzi i na tym to polega?
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 26 czerwca 2014, o 00:02

NLP może się opierać na placebo ale nie musi.


Nie powiedziałem, że w NLP nie ma przydatnych rzeczy. Przeczytałem parę książek o NLP, przejrzałem parę nagrań ze szkoleń NLP i rozmawiałem z ludźmi, którzy się tym zajmują. Powiem jeszcze raz. Nie widzę w tej metodzie nic skutecznego, czego by nie było w psychologii, a sama forma organizacji kursów, czy sesji trenerskich i wywierania wpływu przez osoby tym się zajmujące opiera się na psychomanipulacji, która często reaguje z psychiką w postaci placebo.

Tutaj jest coś takiego, że te modele są bardzo uproszczone i przez to wymagają mniej wysiłku intelektualnego, aby je sobie przyswoić, co jest atrakcyjne dla osób zdesperowanych, które szukają jak najłatwiejszych dróg lub które po prostu nie są wstanie ogarnąć czegoś bardziej skomplikowanego.

Czytałeś może transerfing rzeczywistości?


Tak czytałem. viewtopic.php?f=23&t=1264&hilit=transerfing

Stan przebudzenia rozumiem jako całkowite pokonanie cieni i wyzbycie się dualnego postrzegania - tylko, że wtedy zniknie to czemu nadawaliśmy wartość i co, znowu będziemy się rodzić w bólu i umierać bo tak ma być?


Jeśli przyjmiesz takie założenie, to tak. Z tym, że to co opisałeś to nie jest tym, co ja określam przebudzeniem, ja określam to depersonalizacją. Przy czym dla mnie przebudzenie nie jest stanem, bardziej można to nazwać dyspozycją i nie wiem jak kogoś ukierunkować, by doznał przebudzenia, wiem tylko, że mi też wiele rzeczy wydawało się bez sensu, za nim do mnie to dotarło.

Pisałem już o tym, to co ja napiszę nie ma żadnego znaczenia jeśli chodzi o twoje przebudzenie, przynajmniej takie o którym ja mówię.

A Ty pewnie chciałbyś zginać łyżki siłą woli. Ja Ci w tym też nie pomogę :D

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 26 czerwca 2014, o 13:17

A ja nie widzę niczego skutecznego w psychologii, która często wręcz bardziej szkodzi niż pomaga. NLP to po prostu naprawianie wzorców i nauka samodzielnego myślenia. Dla przeciętnego Kowalskiego to świetne rozwiązanie o ile uda mu się trafić na dobrego trenera. Główna różnica przemawiająca na korzyść NLP jest taka, że na starcie nie masz tam diagnozy. Ktoś czyta, że ma borderline bo 3 objawy się zgadzają a potem myśli, że pewnie ma też 10 pozostałych bo tak przeczytał w internecie. Potem rzeczywiście ma te objawy bo w nie uwierzył i dodatkowo dowiedział się, ze jego chorobę trudno się leczy. Do wszystkich chorób dorabia się jakieś dziwne teorie zamiast po prostu szukać wzorców odpowiedzialnych za dane zaburzenie i przerabiać je. Poza tym chodziłem kiedyś po psychologach i niewiele z tego wyniosłem a później znajdowałem banalne rozwiązania tych problemów.

Zrobiłem wiele za pomocą prostych metod z czego większość sam wymyśliłem a potem przeczytałem o tym, że już ktoś wpadł na taki sam pomysł.


:-) Mimo by było, jakbyś nie czytał wybiórczo moich postów. :idea: Czyli widzę, opierasz swoje zdanie wyłącznie na indywidualnej perspektywie. Nie jestem ani obrońcą psychologi, ani oskarżycielem NLP, po prostu mam inną perspektywę. :aniol

No to skoro placebo działa to ok :) Tradycyjna psychologia też działa na zasadzie placebo tylko, że tak jak to opisałem - w drugą stronę.


Też. Ważna jest motywacja i świadomość, zarówno osoby korzystającej z takich usług jak i samego terapeuty. Charyzmatyczny, bystry, empatyczny trener NLP może być lepszą pomocą niż etatowy psycholog, neurotyczny introwertyk. Co jednak jest czymś zupełnie odrębnym od psychologi jako wiedzy i nauki.

wyzbycie się dualnego postrzegania


Nieeee :) Właśnie to jest to, że integrując cienie pozbywam się ich i widzę dane kwestie tak jak powinienem. Trzeba w języku NLP przekotwiczać znaczenia albo przeramowywać je.


Umiejętność wyłączenia dualnego postrzegania to jest stan satori. Pozytywna rzecz. Lecz utracenie dualnego postrzegania to jest dla mnie element depersonalizacji i ma bardzo niemiłe skutki. Wyzbycie się zniekształceń mentalnych to praca nad swoją osobowością, czyli coś jeszcze innego :-> Może się dokonywać poprzez trening poznawczy, czyli w NLP będzie to te zakotwiczanie i przeramowanie i ja bym to nazwał sposobem twardym. Sposobem miekkim jest rozwijanie uważności i dokonywanie wglądów, taki mindfulness, czy vipassana, jak zwał tak zwał, bez znaczenia. http://rozwojduchowy.net/vipassana-sciezka-wgladu/

Wiadomo :) Wszystko jest lustrem naszych przekonań a my się w nim przeglądamy. Jednocześnie istnieje jakaś obiektywna prawda i chciałbym wiedzieć w tym temacie jak najwięcej.


Tyle, że prawdy nie da się zamknąć w koncepcjach. Dla mnie prawda = rzeczywistość, nie mamy bezpośredniego dostępu do tego. Możemy poznawać tylko w pewnym zakresie. Niektórzy próbują się domyślać różnych rzeczy by wyjść po za to co już teraz wiemy, lecz moim zdaniem to niczemu nie służy. Nasza wizja świata jest wersją komiksową i teraz można działać w dwojaki sposób, z jednej strony kierować się tym co się sprawdza, co nie jest wyssane z palca. Z drugiej strony tworzyć indywidualny obraz, wypełniać swoją warstwę świata, tak jak malarz wypełnia płótno obrazu, czyli "urządzać się w tym życiu".

Dla mnie uświadomienie sobie, że mnie nie ma wcale nie jest niczym fajnym bo nie mam ochoty po śmierci jeszcze raz cofać się do poprzedniego stanu


Nie rozumiem, świadomość nieistnienia ja wyklucza wiarę w życie po śmierci. Obejrzałeś filmik Sama Harrisa, który podesłałem?

a sam transerfing się znudzi kiedy nauczę się go bezbłędnie stosować.


Ja widzę w tym przyczynę całego ludzkiego zamieszania. Człowiek mógłby żyć bezproblemowo, ale tak naprawdę jest przywiązany do swoich problemów, jest od nich uzależniony, są jego sensem życia i całą jego pasją, można nawet powiedzieć, że są nim samym. ;)

Czyli to wszystko jest zupełnie pozbawione sensu i chodzi tylko o to żeby było przyjemnie a na samym końcu jako świadomość boska i tak trzeba będzie wyrzec się indywidualności (bo przecież się w końcu znudzi). Nie wiem czy inni mają taką samą świadomość jak ja czy to mi się tylko wydaje więc ciężko mówić tutaj o jakichś wartościach.


Wszystko o czym mówisz jest kwestią perspektywy. Ten sam fakt dla jednej świadomości będzie dołujący, a dla drugiej zadowalający. Sęk w tym, że jeśli utożsamimy się z własnymi myślami i przekonaniami, coś na zasadzie opisanej przez Aartefaxa i z naszym ciałem bolesnym, to zawsze znajdziemy sobie powód do cierpienia. :czytaj

Tego akurat nie potrzebuję ale już poznanie absolutnej prawdy by się przydało, a wtedy pewnie Bóg poznaje całą prawdę, postanawia zniknąć i pustka z nowym chaosem pojawia się od nowa i świat tak sobie faluje a świadomość jest losowa.


Nudzisz się przy transerfingu, a chcesz jeszcze poznawać prawdę absolutną? :-)

Został mi niestety problem z zakochaniem i zastanawianiem się nad tym czy ta osoba jest odpowiednia. Mam zaufać sercu i intuicji a pod tym jednym względem czuję mieszane uczucia i domyślam się, że to wynika ze sprawdzania ale boję się, że kiedy przestanę sprawdzać to zobaczę jaka ta osoba jest naprawdę i okaże się, że zła.


No tak, skoro ktoś ma zamiar przykuć się łańcuchem do końca życia z kimś to lepiej dobrze wybrać :D

A tak, serio, to mi pomaga patrzenie na świat przez pryzmat nietrwałości. Wiązania chemiczne się zrywają, pogoda się zmienia, myśli się zmieniają, ciała nasze się zmieniają. Wszystko się niszczy i buduje. Nie ma właściwie takiej więzi, która byłaby nie do zerwania. Zawsze coś może się wydarzyć, zawsze może okazać się, że nasza luba pójdzie sobie do innego. Związek to raczej coś aktywnego, co się ściera buduje całe życie, co w jakiś sposób może zapobiegać zerwaniu, ale tego nie gwarantuje. Co ciekawie nawet w transerfingu potwierdza się cała psychologia, jeśli będziesz bał się zerwania, czy że się pomylisz to tak się przeważnie dzieje, ale jeśli masz wywalone, czyli obniżoną ważność, to świat działa na twoją korzyść. Ostatecznie świat nie dzieli się na ludzi dobrych i złych, ale raczej na interesujących i nudziarzy :D

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Prometeusz » 27 czerwca 2014, o 01:41

Czytam uważnie twoje posty. Nie na wszystko odpowiadam, poruszasz dużo nowych kwestii, a ja wolę trzymać się meritum tematu.

Zawsze są różne punkty widzenia. Indywidualna perspektywa może być taka, że ktoś postrzega wszystkich murzynów jako kryminalistów i wtedy percepcja, oraz synchroniczność (jeśli ktoś w to wierzy) podsyła tylko takich czarnych przestępców. Podczas gdy na świecie istnieje cały szereg czarnoskórych ludzi, którzy są wzorami moralności.

Twierdzenie, że psychologia jest zła i nie skuteczna, wynika raczej z wybroru takiego myślenia, niż z rzeczywistości. W tym temacie są 2 osoby które znają mnóstwo przykładów jej skuteczności. Co więcej nie można wiecznie ignorować faktu, że te techniki z NLP - wywodzą się właśnie z psychologii... i że w obrębie jej metod są nawet bardziej rozbudowane i kompleksowe techniki, które działają równie skutecznie jak te z NLP, albo nawet i bardziej.

Można odrzucić czyjeś argumenty, uznać za nieprawdziwe jest to nawet lepsze niż udawanie, że nie zostały wypowiedziane. To właśnie miałem na myśli mówiąc o wybiórczym czytaniu.

Nie wiem na czym polega rozwój duchowy. Dla mnie to zlepek słów, którym różni ludzie nadali różne znaczenia.

Zajrzyj do fragmentu, który Ci wysłałem na PW, kiedy wyłączymy ten ośrodek decyzyjny, jesteśmy wstanie odbierać sygnały-informacje szerzej, lecz jednocześnie tracimy możliwość poruszania się, kreowania. Umiejętność wchodzenia w ten stan może być czymś przydatnym, jednak, zawsze musimy znów reaktywować ten ośrodek, aby się nie zatracić. Zniszczenie go byłoby uczynieniem z siebie "roślinki".

Jest jakieś ja, które trzeba modyfikować żeby było dostosowane do lepszego świata więc wyrzekamy się siebie kosztem przeżywania czegoś bo tak trzeba.


To nie jest twoje ja. To nie jest niczyje ja, to jest po prostu ja, twór pamięci i zlepek programów. Nikt się niczego nie wyrzeka, bo nie ma kogoś kto by mógł się czegoś wyrzec.

"Sens" to kolejne przekonanie. Szukamy sensu, bo chcemy się poczuć w określony sposób. Dla samego istnienia, nie ma to znaczenia, istnienie nie potrzebuje twojego, czy mojego sensu. Natomiast człowiek na siłę sobie wmawia, że potrzebuje jakiegoś przekonania, aby być szczęśliwym, aby funkcjonować, aby działać, bo bez tego woli umrzeć, ale tego nie zrobi, bo to bo tamto... i tak to się kręci w tym obłędnym kręgu... Zrozum, niektórym się to znudziło. :czytaj

:przytul :kwiatek

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Prawda a rozwój duchowy.

Postautor: Kocur » 27 czerwca 2014, o 04:46

Rozkminiłem wreszcie :D :D Ale faza, bardzo się cieszę, że tyle nad tym siedziałem :) Po prostu nie bać się tego co jest po śmierci i surfować po falach świadomości bo to jednoczesnie jest i tego nie ma a my się zastanawiamy co jest prawdą. Ale jednocześnie musimy coraz więcej kminić w kierunku rozwoju duchowego czyli właśnie rozkminiania i wybierania spośród Tao. Wszyscy jesteśmy swoimi lustrami tu i teraz w teatrze i projektujemy na innych swoje cienie a wszyscy ludzie razem spotykają się z rozkminianiem w jakimś punkcie i ta szpadyzornia musi się od nowa odrodzić :) Ale własnie dobrze jest odklejać znaczenia od słów bo na tym polega rozwój duchowy i kminienie z poziomu adi. Jednocześnie w takim stanie się nie kmini więc możliwe, że ja Tobie pomogłem się oświecić a równie możliwe, że Ty mnie :) Oba stwierdzenia zarówno są prawdą i nieprawdą a spotykają się w tym czasie, który jest ułamkiem naszej świadomości z pustki nieskończoności a tao czyli nurt wariantów też jest nieskończony. I wystarczy surfować dalej w rozwoju duchowym pionowym i poziomym. Pionowy to zupełna eliminacja podejrzliwości do innych i strachu a poziomy to miłość. Mamy zawsze obowiązek przestrzegać tego prawa bo jednocześnie Ty jesteś teraz jedyną świadomością jak i masz swoje lustra. Hahaha jakie to proste ale i skomplikowane bo to zawsze musi skońćzyć się rozkminianiem w nieskończoność a winny jest nawet szok prenatalny za to, że ktoś odczuwa strach więc wszystko zachodzi tu i teraz ale zarazem już zaszło i zajdzie. Czyli dosłownie każde stwierdzenie zawsze jest prawdą i nieprawdą, ja zawsze myślę prawidłowo ale mam obowiązek rozwoju miłości do innych bo są mną oraz rozwoju do góry czyli rozwijaniu możliwości duchowych. Za bardzo w tym śnie też nie można się zanurzać bo utonie się w wirze wariantów :D Jednocześnie nie wolno tego nurtu nieskończoności czyli naszej matki krytykować. To jest czcij ojca swego i matkę swoją a niestety wiele osób To życie jest tylko jedno i każdy z nas jest nieśmiertelny i oświecony tylko o tym zapomina a zawsze rodzą się na dole drapieżnicy i stanowią nowe warianty wiru nieskończoności :D Fajna sprawa bo u mnie znaki w życiu tak się poukładały :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości