Wartości religijne a szczęście

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 27 października 2014, o 01:36

Full Moon pisze:
No i co z tego że na jakiejś irracjonalistycznej stronce zamieszczono tekst De Mello?
To i tak nie wybieli tyk bzdur które tam się znajdują.
Tego typu stronki są niewiarygodne i szkoda czasu zeby odsiewać plewa od ziarna.


No to z tego, że to samo dotyczy twoich wypowiedzi, religii i biblii. :-)


No przykro mi że widzę w religii pozytywy i negatywy a nie tylko negatywy tak jakbyś Ty to chciał widzieć.
No że się ośmielam wklejać jakieś badania naukowe o nie stronniczym charakterze a także jakiś artykół profesora.

Przepraszam

I ostrzeżenie za to poproszę

Za manipulacje chwyty erystyczne,brak argumentów badań naukowych,ad personam ,odmienność poglądów i wiele innych jeszcze przewinień
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 27 października 2014, o 03:11

Widzę kolejna próba wybielenia siebie i oczernienia rozmówcy. Już powiedziałem z inteligentnymi ludźmi tak sobie nie pogadasz. Śmiało troluj sobie. :) Ja trzymam palec na spuście, ale generalnie bardziej zależy mi na tym, aby ludzie zaczęli myśleć, a akurat na forum o takiej szczególnej specyfice obecność osoby trolującej może być pozytywnym bodźcem, na zasadzie szczepionki. :-)

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 27 października 2014, o 11:08

Najciekawsze jest to że jakby poczytać autora na którego również powołuje się sekta religijna hmavanti a który wydał książkę pt '' Rola Obrazu Boga w nerwicy eklezjogennej'' to można zauważyć że i on dostrzega pozytywny i negatywny wpływ religii na jednostkę i to zależy od podejscia rodziców czy samej osoby religijnej do kwesti wiary.

Cyt:

'' - Religijność karłowata jest oparta przede wszystkim na lęku i składa się z obrazów, które są projekcją psychiki np. surowego ojca lub matki. W religijności dojrzałej obrazy czy figury wewnętrzne są wynikiem przyjmowania Słowa Bożego, to religijność bardziej teologiczna.
- Dojrzała religijność, w przeciwieństwie do karłowatej, podlega nieustannym zmianom, nieustannemu nawracaniu się. Zmienia się, bo jest plastyczna, nie jest skostniała. Skostnienie jest też cechą religijności karłowatej, opartej na zakazach, nakazach i karach, w ramach których porusza się człowiek. W tym sensie przypomina to wychowywanie małego dziecka, któremu rodzice ustalają zasady, za przekroczenie których czeka rodzicielska sankcja.''




Cyt:
'' Chodzi o to, że jeżeli Bóg jest tylko w teorii, doktrynie, to jest martwy. Żywy jest wtedy, kiedy działa, a cud może być tego działania przejawem. Każdy, kto nie doświadcza w swoim życiu żywego Boga jest narażony na odejście, na poszukiwanie, na niedoświadczenie sensu, na wiele lęków. Religijność jawi się wtedy jako zbiór nakazów, zakazów i kar. Ale już doświadczenie Boga przez radość wewnętrzną lub przez doświadczenie prowadzenia Boga sprawia, że religijność jest czymś sensownym i lekkim.
- W przypadku religijności karłowatej religia może być przymusem, dojrzała religijność opiera się na pragnieniu. Nakazy są niepotrzebne, człowiek i tak ich przestrzega. One są realizowane ale nie przez wysiłek i nie przez sankcję. Ich realizowanie jest produktem ubocznym doświadczenia Boga. Nie musimy o tym ciągle pamiętać.


O taką religijność mi chodziło o odczuwanie wolności radości w swoim wnętrzu i jeśli tego nie ma to trudno mówić o prawdziwej religii.
I jakieś wytyczne normy płynące z religii nie powodują wtedy negatywnych skutków.
I jeśli ktoś to osiągnął to jest to jak najbardziej pozytywne i nie ma sensu mu wmawiać że jego ścieżka jest zła.

Czytaj więcej na http://facet.interia.pl/obyczaje/religi ... aign=other
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 27 października 2014, o 14:13

aartefax pisze:Najciekawsze jest to że jakby poczytać autora na którego również powołuje się sekta religijna hmavanti a który wydał książkę pt '' Rola Obrazu Boga w nerwicy eklezjogennej'' to można zauważyć że i on dostrzega pozytywny i negatywny wpływ religii na jednostkę i to zależy od podejscia rodziców czy samej osoby religijnej do kwesti wiary.


No i co z tego, że dostrzega pozytywy skoro to sekciarz piszący bzdury? :)

Tak, ja też pisałem Ci ad personam jako odpowiedź na Twoje niemerytoryczne komentarze :P

Ok to teraz inaczej: prawdziwy katolik powiedziałby Ci, że wybierając same pozytywy religii nie jesteś prawdziwym wierzącym bo pomijasz to co negatywne i niewygodne.

To co napisałem to moje doświadczenia i ludzi, z którymi rozmawiałem. Te badania po prostu nie przystają do prawdy a powołując się na nie w rozmowie z osoba, która z doświadczenia wie co innego po prostu się ośmieszasz. Wiesz, to tak jak pewnej osobie jakiś koleś mówi, że nie da się poderwać dziewczyny na ulicy i udowadnia to swoimi wynurzeniami a ten drugi nie raz już w ten sposób podrywał i się dało. Albo taki koleś udowadniał kiedyś badaniami naukowców i książkami, że kobiety są niemoralne i głupie i jak to brzmi kiedy ktoś zna moralne i mądre kobiety? Ale on się będzie upierał bo wie lepiej, to nie jest ani mądre ani śmieszne.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 28 października 2014, o 00:15

Dr Molenda sekciarz?
To może zacznij czytać ze zrozumieniem,nawet stronki które tu wklejasz.
Sekciarz Matuszewski użył badan Molendy do swojego artykuliku i oczywiście wziął to co mu pasuje.
Jak najbardziej merytoryczne moje argumenty i badania Dr Molendy którego poznałem dzięki wklejonej przez ciebie stronki nawet to potwierdzają i nie tylko jego badania.
Poza tym jak psychoterapeuta,psycholog religii zapewne poznał wiele ciekawych przypadków swoich pacjentów.

Ja też pisałem że opieram się na doświadczeniach swoich i ludzi których mnóstwo w życiu miałem okazję poznać ze względu na tryb życia jaki prowadzę.
i to nie były jakieś tam tylko rozmówki tylko ale życie pod jednym dachem z takimi ludzmi gdzie mogłem ich lepiej poznać.

Wyciągać tak bardzo skrajne wnioski na podstawie samych tylko poznawanych osobach nie jest miarodajne i te doświadczenia choć cenne to powinny być potwierdzone przez badania naukowe.
Bardzo mało prawdopodobne żebyś więcej ludzi ode mnie spotykał z różnych środowisk i miastach w kraju i na emigracji.
W badaniach jest ważna wielkość próbki ze względu na rachunek prawdopodobieństwa.
Badanie na przykładzie kilkunastu osób bądz nawet kilkudziesięciu jest niewiele warte.
Np w badaniach mających wykazać wpływ inteligencji na psychikę próbka liczyła 2mln osób.

Ale oczywiście możesz sobie uznać że Twoja racja jest niepodważalna gdyż spotkałeś kilku jakichś tam kolesi i możesz mieć te satysfakcję że na podstawie gadek z nimi obalasz badania naukowe wszystkich naukowców.
No bo co taki naukowiec może wiedzieć pomimo tego że tym akurat problemem się zajmuje.
Potrzeba jeszcze raz ich odpowiednio przeszkolić tak żeby badania pasowały do Twoich rozkminek. :mrgreen:
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 28 października 2014, o 02:20

No himavanti się na niego powołuje, prawda? :) Czyli zły autor.

aartefax pisze:Sekciarz Matuszewski użył badan Molendy do swojego artykuliku i oczywiście wziął to co mu pasuje.



No, czyli tak jak Ty robisz z Biblią. Kali ukraść to dobrze ale Kalemu ukraść to źle, ot typowy katolicyzm, ja tam się nie dziwię :)

No tak, Twoje argumenty są merytoryczne a moje czy Full Moona już nie bo się nie zgadzają z Twoim sekciarskim katolickim światopoglądem.

To z jeszcze innej beczki - jakie podstawy mają katolicy twierdząc to co twierdzą i podając to jako prawdę? Dla mnie mogą sobie mówić o czym tylko chcą bo jest wolność słowa i wyznania ale uważam za nieetyczne nauczanie "prawdy", która nie ma żadnych naukowych podstaw. Skoro tak jesteś za nauką to podaj naukowe dowody na prawdziwość Biblii tzn na to, że jest pisana pod natchnieniem Ducha Świętego i można nauczać z niej prawdy. Podaj też naukowy argument na to, że katolicka interpretacja Biblii jest tą jedyną właściwą (hehe jedyna właściwa prawda, jakie to typowe dla sekt).

aartefax pisze:Ja też pisałem że opieram się na doświadczeniach swoich i ludzi których mnóstwo w życiu miałem okazję poznać ze względu na tryb życia jaki prowadzę.
i to nie były jakieś tam tylko rozmówki tylko ale życie pod jednym dachem z takimi ludzmi gdzie mogłem ich lepiej poznać.


No i ja też i podejrzewam, że było tych ludzi więcej. Poznałem wiele osób z różnych kręgów i w tym takich, którym zaszkodziła ezoteryka. Powód wejścia w ezoterykę: bo zaszkodził im katolicyzm. Ateista z wychowania od małego raczej nie interesuje się takimi głupotami. Znam ludzi, którzy mają popsute więzi rodzinne przez to, że odeszli od kościoła z racjonalnych powodów i tu też religia odcisnęła na nich swoje piętno może nie bezpośrednio ale poprzez działania członków rodziny zindoktrynowanych sektą katolicką. Poza tym te badania nie uwzględniają ukrytego wpływu religii na społeczeństwo, w którym motłoch wierzy i jaki jest tego wpływ na jednostki niewierzące. Może właśnie dlatego są mniej szczęśliwi bo są dyskryminowani? Nawet na Twoim przykładzie widać jak agresywni są ludzie wierzący kiedy dyskutują o religii.

aartefax pisze:Badanie na przykładzie kilkunastu osób bądz nawet kilkudziesięciu jest niewiele warte.
Np w badaniach mających wykazać wpływ inteligencji na psychikę próbka liczyła 2mln osób.



Rozumiem, że poznałeś te 2mln osób i z każdym przeprowadziłeś szczegółową rozmowę? Szacun ;)

aartefax pisze:Ale oczywiście możesz sobie uznać że Twoja racja jest niepodważalna gdyż spotkałeś kilku jakichś tam kolesi i możesz mieć te satysfakcję że na podstawie gadek z nimi obalasz badania naukowe wszystkich naukowców.


Wszystkich? Niezła hiperbola :) Nie no Twoja racja lepsza i Twoich kilku kolesi to pewnie bardziej reprezentatywna grupa. Masz argument :)

aartefax pisze:No bo co taki naukowiec może wiedzieć pomimo tego że tym akurat problemem się zajmuje.
Potrzeba jeszcze raz ich odpowiednio przeszkolić tak żeby badania pasowały do Twoich rozkminek. :mrgreen:


Badania naukowe póki co przeczą katolickim twierdzeniom i to Kościół ma tu problem. Widocznie nieomylny Duch Święty nie wszystko przewidział ;)

I jeszcze Twój podpis:

Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.


Nie, nie staje się chociaż katolicy bardzo by tego chcieli ;)

Kurde dostałeś tyle racjonalnych argumentów a mimo to nadal powtarzasz jak mantrę, że naukowcy w jakimś jednym badaniu znaleźli coś co zostanie pewnie niedługo obalone następnym badaniem prowadzących na zlecenie kogoś innego. Wszystko zależy od tego kto zleca te badania i kto je przeprowadza. No ale Ty wierzysz w to bo jest to zgodne z Twoim wcześniejszym światopoglądem a żeby uniknąć dysonansu poznawczego omijasz merytoryczne argumenty bo podświadomie wiesz, że to prawda.

W jaki sposób religia rozwiązuje problem głodu na świecie, chorób, przeludnienia, patologii społecznych? Czy nie jest tak, że ci co wierzą to przeważnie akurat te osoby, które mogą wierzyć bo nie zostali doświadczeni boleśnie przez życie i nie doznali tego dysonansu między biblijnymi wersami a prawdą? Czy to nie jest prawda, że większość katolików to ludzie mniej wykształceni i że większy procent jest na wsi gdzie ludzie negatywnie oceniają niewierzących? Czy czasem w krajach gdzie nie ma katolicyzmu a jest większy laicyzm nie ma większego dobrobytu? Czy większe subiektywnie odczuwane szczęście jakiejś grupy ludzi jest ważniejsze od osób, którym religia niszczy życie? Te pytania można mnożyć ale i tak zaraz odpiszesz, że badania, na które się powołujesz wykazały, bla bla bla... i nikt nie ma prawa z tym dyskutować a każdy ma się zgadzać z jedyną słuszną prawdą. W sumie beka :D
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 28 października 2014, o 11:14

Tak masz rację Kocur badania naukowe nic nie warte ,jak i również opinie psychologów a Twoje jest najtwojsze,choc niewiele w temacie.
Naukowcy nie mają o niczym pojęcia i są przekupieni przez sektę katolicką.
Nauki,badań naukowych nie można poważnie brać pod uwagę.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 28 października 2014, o 11:37

Czekam na te badania naukowe potwierdzające prawdziwość biblijnych twierdzeń :D Swoją drogą Full Moon ma do Ciebie anielską cierpliwość, chyba nie spotkałem się z drugim takim forum gdzie można tak trollować :ok
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 28 października 2014, o 11:43

To ignoruj trolla z sekciarskiej patologicznej sekty.
To nie jest temat o Biblii.
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Kocur » 28 października 2014, o 12:18

Praca u podstaw - sekt się nie toleruje bo szkodzą ludziom.

No nie temat o Biblii ale pokrewny bo skoro piszesz o nauce to chyba mogę odwołać się do tematu Biblia a nauka ale tu już nie jesteś taki skory do dyskusji. Czemu nie przyznasz się do porażki i ciągle robisz to samo? To jak z dzieckiem, które na złość mamie odmraża sobie uszy. I raczej niezbyt duchowa postawa bo poglądy a raczej wierzenia masz przyklejone do ego a sęk w tym żeby je odklejać.

W zasadzie to teraz mógłbym zacząć obalać Twój model modelem reinkarnacyjnym, karmicznym ale skoro już w to nie wierzę to uważam, że to by było nieetyczne. A wtedy poczułbyś się jak to jest jak rozmówca ma klapki na oczach i ocenia przez pryzmat swojego modelu, który utożsamia ze swoim obrazem "ja".
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

aartefax
Posty: 650
Rejestracja: 11 lipca 2012, o 10:42
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: aartefax » 28 października 2014, o 12:31

Baw się dobrze.
Nie chce mi się już z Toba gadać.

Masz rację bezdyskusyjnie.
Wszysko jesteś wstanie obalić.
Poniosłem dotkliwą porażkę przyznaję.
Zabiegałeś o to więc masz.

:)
Klamsto wielokrotnie powtarzane staje sie prawda.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 28 października 2014, o 13:04

No to piosenka na rozluźnienie atmosfery:

http://youtu.be/fCNvZqpa-7Q

:kwiatek

Niewinny
Posty: 1752
Rejestracja: 9 lipca 2014, o 03:59
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Niewinny » 28 października 2014, o 15:25

Kocur pisze:Praca u podstaw - sekt się nie toleruje bo szkodzą ludziom.


A toleruje się:
Edukacje
Policje
Rząd
Sądy
Prokuratorów
Służby
ITP.

KTORE SZKODZA BARDZIEJ NIZ NAJGORSZA SEKTA

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1615
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: Wartości religijne a szczęście

Postautor: Prometeusz » 31 października 2014, o 14:34

Obrazek

Daniel Dennett jest wpływowym filozofem amerykańskim. W swojej najnowszej książce szuka źródeł zjawisk religijnych, traktując je jako przejawy natury ludzkiej na równi z innymi zjawiskami społecznymi, psychologicznymi czy politycznymi. Pyta, na jakiej psychologicznej i kulturowej glebie wyrastają religie. Czy ich źródłem są jakieś istotne potrzeby, o które należy dbać? Czy stanowią produkt ślepego instynktu i ewolucji, czy też wynik racjonalnego wyboru? Czy ci, którzy wierzą w Boga, mają po temu słuszne racje?

Książka Dennetta czerpie z wyników nauk empirycznych: biologii, historii, psychologii społecznej i ewolucyjnej. Autor twierdzi, że aby lepiej poznać i wytłumaczyć religie, należy zdjąć z nich pozór tajemniczości. Jego książka nie jest jednak dziełem antyreligijnym: to raczej trzeźwa eksploracja roli, jaką religie grają w naszym życiu osobistym, społecznym i politycznym.


fragment

ODCZAROWAĆ CZY NIE ODCZAROWYWAĆ?

Nauka jest niczym gaduła, która psuje film, mówiąc ci, jak on się kończy.
Ned Flanders – fikcyjna postać z filmu Simpsonowie

Jesteś na koncercie, słuchasz z przejęciem i zapartym tchem swoich ulubionych muzyków podczas ich pożegnalnego występu; piękna muzyka porywa cię, przenosi do innego świata... i nagle zaczyna dzwonić czyjś telefon komórkowy! Czar pryska. To okropne, podle, niewybaczalne. Ten niebaczny intruz zepsuł ci koncert, ukradł cenną chwilę, która już nigdy nie powróci. Jakim złem jest niszczenie czyjegoś oczarowania! Nie chciałbym być posiadaczem tego telefonu komórkowego, a jestem świadom, że w oczach wielu ludzi będę kimś takim jako autor tej książki.

Problem w tym, że są dobre i złe oczarowania. Gdybyż tak jakiś telefon w porę przerwał narady w gujańskim Jonestown w 1979 roku, gdy lunatyczny Jim Jones polecał setkom swoich oczarowanych wyznawców, by popełnili samobójstwo! Gdybyśmy tylko mogli przełamać czar, któremu poddali się japońscy wyznawcy kultu Aum Shinrikyo, gdy rozpylali gaz sarin w tokijskim metrze, zabijając dziesiątki ludzi i powodując obrażenia u tysięcy innych! Gdyby dziś udało się rozwiać urok, który przyciąga tysiące biednych muzułmańskich chłopców do fanatycznych medres, gdzie są przygotowywani do roli męczenników-morderców, zamiast uczyć się o nowoczesnym świecie, o demokracji i o dziejach nauki! I gdybyśmy mogli zdjąć czar wywołujący u niektórych naszych współobywateli przekonanie, że Bóg nakazuje im podkładać bomby pod kliniki aborcyjne!

Kulty religijne i fanatyzm polityczny nie są jedynymi źródłami dzisiejszych złych oczarowań. Pomyślmy o ludziach uzależnionych od narkotyków, gier hazardowych, alkoholu lub dziecięcej pornografii. Potrzebują oni wszelkiej dostępnej pomocy, ale wątpię, by ktokolwiek był skłonny otoczyć ochroną takich oczarowanych i ostrzegać: „Sza! Nie sprawiaj, by czar ten prysnął!”. Możliwe, że najlepszym sposobem zlikwidowania złych oczarowań jest upowszechnienie dobrego oczarowania, oczarowania boskiego. Może tak, a może nie. Trzeba by to sprawdzić, zanim nabierze się pewności. A może, skoro o tym mowa, warto zastanowić się, czy świat nie byłby lepszy, gdyby można było pstryknąć palcami i wyleczyć także pracoholików; ale tu już wkraczam na kontrowersyjny teren. Wielu pracoholików powiedziałoby, że ich uzależnienie jest dobroczynne, pożyteczne dla społeczeństwa i dla ich bliskich; poza tym twierdziliby oni, że w wolnym społeczeństwie mają prawo robić, co zechcą, jeśli nikomu nie wyrządzają krzywdy. Jest to zasada niepodważalna: inni ludzie nie mają prawa wtrącać się w czyjeś prywatne sprawy, dopóki można być zupełnie pewnym, że ów ktoś nikomu nie czyni nic złego. Jednakże pojawiają się coraz mocniejsze wątpliwości, czy w tym wypadku tak właśnie jest.

Ludzie przywiązują się do wielu rzeczy. Niektórzy uważają, że nie mogliby żyć bez codziennych gazet i wolnej prasy, inni są przekonani, że nie mogą obejść się bez papierosów. Dla jednych życie bez muzyki nie miałoby żadnej wartości, dla innych nic nie warte byłoby życie bez religii. Czy są to uzależnienia? A może są to rzeczywiste potrzeby, które powinniśmy starać się zaspokoić niemal za każdą cenę?

Kwestie tego rodzaju prowadzą w nieunikniony sposób do pytania o wartości ostateczne, a żadne badanie faktów nie może dostarczyć odpowiedzi na to pytanie. Najlepsze, co możemy zrobić, to usiąść i starać się dojść do porozumienia w politycznym procesie wzajemnej perswazji i edukacji, prowadzonym w dobrej wierze. Aby to jednak osiągnąć, musimy wiedzieć, jakie ewentualności są do wyboru, i mieć jasny obraz argumentów, które można wytoczyć za i przeciwko odmiennym wizjom uczestników tej debaty. Ci, którzy odmawiają udziału w niej (ponieważ we własnym przekonaniu znają już odpowiedzi), z punktu widzenia pozostałych stanowią część problemu. Zamiast uczestniczyć w naszych demokratycznych staraniach o osiągnięcie porozumienia między ludźmi, znajdują się na liście przeszkód, które w taki czy inny sposób trzeba pokonać. Jak w przypadku El Nino i globalnego ocieplenia, dyskutowanie z nimi jest bezcelowe, wszystko natomiast przemawia za tym, by poddać ich wnikliwemu badaniu, czy im się to podoba czy nie. Być może z czasem zmienią oni poglądy, przyłączą się do naszej politycznej kongregacji i pomogą nam w wyjaśnieniu, na czym opiera się ich postawa i postępowanie; jednakże niezależnie od tego, czy tak uczynią, reszta z nas powinna dowiedzieć się o nich możliwie jak najwięcej, ponieważ ludzie ci wystawiają na ryzyko to, co jest nam drogie.

Najwyższy czas, byśmy poddali religię jako zjawisko globalne tak intensywnym badaniom interdyscyplinarnym, na jakie nas stać, namawiając do tego najtęższe umysły na naszej planecie.

Dlatego, że religia jest dla nas zbyt ważna, byśmy mogli pozostać ignorantami w jej sprawie. Wpływa ona nie tylko nasze społeczne, polityczne i ekonomiczne konflikty, lecz także na znaczenie, jakie przypisujemy naszemu życiu. Dla wielu ludzi, prawdopodobnie dla większości, nie istnieje nic ważniejszego niż religia. Już choćby tylko z tego powodu powinniśmy dowiedzieć się o niej wszystkiego, co zdołamy. Takie jest, w skrócie, uzasadnienie tej książki.

DLACZEGO ZDARZAJĄ SIĘ DOBRE RZECZY

1. WYDOBYWANIE TEGO, CO NAJLEPSZE

Religijna alegoria stalą się częścią rzeczywistości. I życie w tej rzeczywistości pomaga milionom ludzi dawać sobie rade i być lepszymi ludźmi.
Langdon, bohater powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci

Gdy zaczynałem pisać te książkę, przeprowadziłem wywiady z wieloma osobami, starając się zrozumieć rozmaite role, jakie religia gra w ich życiu. Nie było to naukowe zbieranie danych (chociaż i to po trosze robiłem), lecz raczej próba odłożenia na bok wszelkich teorii i eksperymentów, nawiązania bezpośredniego kontaktu z rzeczywistymi ludźmi i pozwolenia im, by powiedzieli mi własnymi słowami, dlaczego religia jest dla nich taka ważna. Były to całkiem prywatne rozmowy, prawie zawsze w cztery oczy1, i chociaż byłem w nich bardzo dociekliwy, nie wywierałem na moich rozmówców żadnej presji ani nie dyskutowałem z nimi. Podczas tych spotkań często bywałem szczerze poruszony i wiele się nauczyłem. Niektórzy znosili w życiu cierpienia, które trudno mi było wyobrazić sobie jako własne; inni znajdowali w swojej religii siłę, by podejmować i wytrwale podtrzymywać decyzje zgoła heroiczne. Wrażenie mniej dramatyczne, ale z perspektywy czasu nawet silniejsze, sprawiły na mnie osoby o skromnych talentach i osiągnięciach, które w taki czy inny sposób okazały się po prostu znacznie lepszymi ludźmi, niż można było oczekiwać – nie tylko dlatego, że ich życie niewątpliwie miało sens dla nich samych, lecz przedewszystkim dlatego, że rzeczywiście czynili świat lepszym, podejmując wysiłki inspirowane przeświadczeniem, iż życie nie jest ich własnością, którą mogą dysponować według własnego wyboru.

Religia z pewnością potrafi wydobyć z człowieka to, co w nim najlepsze, nie jest jednak jedynym zjawiskiem, które ma tę właściwość. Często wielki wpływ na moralne dojrzewanie człowieka ma posiadanie dziecka. Wiadomo też, że czasy wojenne – a także katastrofy przyrodnicze, jak powodzie czy huragany – dostarczają ludziom mnóstwa okazji do zdobywania się na wspaniałe czyny. Na co dzień jednak i w ciągu całego życia prawdopodobnie nic nie jest pod tym względem równie skuteczne jak religia. Sprawia ona, że ludzie silni i utalentowani stają się bardziej skromni i cierpliwi, a ludzie przeciętni potrafią przerastać samych siebie; dostarcza też mocnego oparcia dla tych, którym niezwykle potrzebna jest pomoc w zerwaniu z alkoholizmem, narkomanią czy przestępczością. Ludzi skłonnych do egocentryzmu, bezwzględności, grubiaństwa, albo po prostu do łatwej rezygnacji, religia często wyprostowuje, nadając ich życiu perspektywę pomagającą im podejmować trudne decyzje, z których każdy z nas byłby dumny.

Oczywiście na moich ograniczonych i nieformalnych badaniach nie można opierać ostatecznych sądów wartościujących. Religia niewątpliwie przysparza takiego i innego dobra, lecz coś, co nie jest religią, mogłoby to czynić z równym lub większym powodzeniem. Przede wszystkim wiadomo, że istnieje wielu mądrych, moralnych i skłonnych do poświęceń ateistów i agnostyków. Być może badania pokazałyby, że jako grupa ateiści i agnostycy wykazują większy szacunek dla prawa, są bardziej wrażliwi na potrzeby innych i bardziej etyczni niż ludzie religijni. Na pewno nie przeprowadzono dotąd rzetelnych badań, które dowodziłyby, że jest przeciwnie. Możliwe, że największą pochwałą, na którą zasługuje religia, jest to, iż pomaga ona niektórym ludziom osiągnąć taki poziom obywatelskiej i moralnej dojrzałości, jaki jest typowy dla brajtów. Jeśli ktoś uzna to przypuszczenie za obraźliwe, powinien skorygować swój ogląd świata.

Do kwestii, które powinniśmy obiektywnie rozważyć, należy pytanie, czy islam jest bardziej, czy też mniej efektywny niż chrześcijaństwo w powstrzymywaniu ludzi przed zażywaniem narkotyków i piciem alkoholu (a także - czy w obu wypadkach złe skutki uboczne nie przeważają nad korzyściami), czy nadużycia seksualne są mniejszym, czy większym problemem wśród sikhów niż wśród mormonów, i tym podobne. Nie powinieneś zachwalać całego dobra, które przynosi twoja religia, dopóki nie zmniejszysz go skrupulatnie o całe zło, które religia ta wyrządza, i nie zastanowisz się poważnie nad tym, czy pewna inna religia, a może brak jakiejkolwiek religii nie byłby lepszy. II wojna światowa z pewnością wydobyła ź wielu ludzi to, co w nich było najlepsze, a jej jeszcze żyjący uczestnicy często mówią, że była ona czymś najważniejszym w ich życiu, czymś, bez czego nie miałoby ono sensu; z pewnością jednak nie wynika stąd, że powinniśmy dążyć do nowej wojny światowej. Ceną, jaką trzeba zapłacić za wszelkie przekonanie o zaletach własnej religii, czy jakiejkolwiek innej religii, jest gotowość do poddania tego przekonania rzetelnej analizie. Tezą, którą wygłaszam tu jako wstępną, jest stwierdzenie, że wiemy już o religii dostatecznie dużo, by przyznać, że niezależnie od rozmiarów jej skutków negatywnych – bigoterii, zbrodniczego fanatyzmu, opresji, okrucieństwa i wymuszania ignorancji, by wymienić tylko te oczywiste – ludzie, którzy uważają religię za najważniejszą rzecz w życiu, mają wiele dobrych powodów, by tak myśleć.


http://www.piw.pl/fragmenty/dennett.htm


Zatem pytanie nie jest to:

'Czy religia zawiera w sobie pozytywne rzeczy?' ,

ale to

'Ile zła sobą wyrządza?' i 'Czy istnieją alternatywy, które tego zła nie mają lub jest ono zminimalizowane?'


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości