zen, zdrowie i nieśmiertelność

Droga świadomości - Inspiracje, teksty i artykuły.
Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 20 czerwca 2014, o 00:04

Jeśli wiesz o czym mówię, to tłumaczyć tego nie trzeba, jeśli nie wiesz, to może lepiej dla Ciebie - (ta) zabawa trwa dalej. :roll:

Mogę tylko dodać, że to nie jest jakaś wiedza tajemna. Nie jest to też wiedza intelektualna, chociaż mogą ze sobą korelować w jakiś sposób. A jeśli mówię o przywódcach duchowych - to są to tacy sami ludzie jak wszyscy inni, nic niezwykłego w nich nie ma, po za tym, że ogarnęli temat i byli na tyle charyzmatyczni, by przedstawić go światu.

W dyskusje o supermocach nie będę wchodził. Ty mi musisz udowodnić, że coś takiego jest, a nie ja Tobie, że czegoś takiego nie ma. (chociaż całkiem możliwe, że są pewne mechanizmy, które działają po za znaną nam materią, czy też w nieznanym nam jej obrębie, ale to jest sprawa na prawdę drugorzędna).

Niewinny
Posty: 1752
Rejestracja: 9 lipca 2014, o 03:59
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Niewinny » 20 czerwca 2014, o 00:43

Full Moon pisze:Jeśli wiesz o czym mówię, to tłumaczyć tego nie trzeba, jeśli nie wiesz, to może lepiej dla Ciebie - (ta) zabawa trwa dalej. :roll:


:lol:
Nie wiem o czym mówisz wiem co piszesz.
Nie chcę czytać między słowami i się domyślać.


Full Moon pisze:W dyskusje o supermocach nie będę wchodził. Ty mi musisz udowodnić, że coś takiego jest, a nie ja Tobie, że czegoś takiego nie ma. (chociaż całkiem możliwe, że są pewne mechanizmy, które działają po za znaną nam materią, czy też w nieznanym nam jej obrębie, ale to jest sprawa na prawdę drugorzędna).


Nie da się nic udowodnić.
http://www.youtube.com/watch?v=u2svv1B8 ... WrQ-lNC4gQ

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 20 czerwca 2014, o 01:06

Bardziej bym namieszał jakbym próbował Ci teraz tłumaczyć coś co nie wymaga tłumaczenia. Proszę Cię "Wszechmogący" nie cytuj mi słów Wilsona ;) wyrwane z kontekstu nie oznaczają nic i nic nie tłumaczą. Wilson świetnie rozumiał to o czym piszę.

Naprawdę nie widzę potrzeby, aby moje słowa były przez kogokolwiek zrozumiane. To tylko impuls jak wszystkie inne impulsy. Każdy ma i będzie miał swój Matrix. Podejrzewam, że Sidd i Villah ogarniają temat, choć tego nie mogę być pewny. Oprócz nich to osobiście spotkałem tylko jedną osobę która wiedziała o co chodzi, ale nie mam pewności czy spotkam kiedyś drugą taką osobę.

Przepraszam, że zrobiłem Ci jakąś nadzieje na dowiedzenie się czegoś. Radź sobie sam :-P :-D


Mogę wkleić jakąś dawniejszą moją wypowiedź w innym miejscu dla spragnionych lektury ;). Baczcie na to, żeby i te wszystkie wyjaśnienia zawarte w tym fragmencie traktować tylko jak słowa, a nie jako prawdę objawioną. Badajcie samodzielnie, kierujcie się faktami i tym co się rzeczywiście sprawdza.

ZROZUMIENIE.

1. Każdy ma inne, a wszyscy rozumujemy na swój typowo ludzki sposób. Mamy do dyspozycji rozumienie w zasadzie tylko ludzkie-umysłowe.

2. Doświadczanie jest doświadczaniem, zrozumienie jest zrozumieniem. Doświadczając niczego nie rozumiemy, po prostu doświadczamy. Mamy do dyspozycji rozmaitość doświadczeń, np. lekkich, ciężkich, obojętnych, nacechowanych emocjonalnością, nacechowanych tzw. „wglądem”, halucynacjami itd. Mamy też rozmaitość „rozumień”. Można powiedzieć, obie rzeczy przeplatają się, składają się na nasze życie, lecz nim nie są. To są procesy umysłowe, życie natomiast to tajemnica, która się wydarza.

WYOBRAŻENIA Z PERSPEKTYWY ROZPOZNANIA ILUZJI JA.

3. Niczego nie porzucamy, wypalamy, czy co tam jeszcze…(Kto miałby porzucać? ). Po prostu, wyobrażenia są wyobrażeniami niczym więcej niczym mniej. Życie dalej się toczy, umysł dalej pracuje. Jedyna różnica tkwi w świadomości.

4. Wszystko już jest takie jakie powinno być. Nie ma drogi. Natomiast umysł ma to do siebie, że potrzebuje "obiektów", "celów", "wyzwań" inaczej nie działa poprawnie. Teraz po prostu są określane bardziej realnie i pragmatycznie.

POSZUKIWANIA DUCHOWE.

5. Dokładnie to poszukiwań się nie zaprzestaje (Kto miałby zaprzestać? ). Po rozpoznaniu, poszukiwania "prawd ostatecznych" same ustają. Przed rozpoznaniem, najsensowniej jest poszukiwania po prostu odłożyć je na bok.

6. Dla człowieka dostępny jest proces zwykłej, nieustającej nauki, cały czas aktualizowany, zmieniany, elastyczny, uważny. Uczenie się jest częścią życia. Samego życia nie rozumiemy i nie wiemy nawet jak mielibyśmy je rozumieć, umysł wydaje się nie wystarczający.

SŁOWA.

7. Umysł tworzy konstrukcje doświadczenia, oraz integruje to ze zdolnością mowy. To tworzy język i nazwy. Te procesy w którymś momencie stają się bardzo ze sobą zszyte. Doświadczenie samo w sobie ma charakter wirtualny. W jaki sposób można mówić o „istotowości” aby to było faktyczne? Nie znam takiego. Raczej nierealne.

8. Pojawia mi się dużo myśli, mogącymi być jakimiś odpowiedziami. Jeśli umieścimy konkretny kontekst na wejściu i na wyjściu pojawi się konkretna odpowiedź. Natomiast każde pytanie uderzające w istotę - "Czym JEST x?" - do konkretnych pytań nie należy, gdyż "jest" zawiera w sobie nieograniczony potencjał, dla każdego może oznaczać to co innego. Co oznacza dla mnie? Nic. Słowo „jest” jednak występuje w języku i z przyczyn praktycznych można się nim posługiwać jako skrótem. Warto jednak mieć to w uwadze i pamiętać o tym znajdując się w takich sytuacjach.

9. Z poziomu doświadczenia nie ma o czym mówić, bo język wydaje się być podrzędną sprawą do doświadczenia, odpowiedzią z poziomu doświadczenia będzie milczenie.

10. Język ma swoje naturalne ograniczenia. Myślenie ma swoje naturalne ograniczenia. Doświadczenie ma swoje naturalne ograniczenia. Im większa świadomość tym większa niewiedza. O tym co znaczące i wartościowe też.

HISTORIA.


11. Wiemy, że się wydarzyła, negowanie tego byłoby negowaniem chwili obecnej. Umiemy mówić, komunikować się, posiadamy wiele umiejętności i mamy wiele skojarzeń. Historia to fakt.

12. Istnieje też historia, jako zespół informacji znajdującej się w naszej świadomości, przypisujemy tą nazwę pamięci naszego doświadczenia. Wypierać się jej nie ma sensu, jedynie trzeba wiedzieć, że jest płynna, nietrwała, a niekiedy zmyślona. To co było już nie ma, a zapis tego co było jest ograniczony, niedokładny, a często zniekształcony. Historia taka jest powiązana z naszym JA, które działa na podobnych zasadach.

13. W chwili obecnej pojawiają się emocje, dotyczące wyobrażeń na temat historii jaką umysł cały czas sobie opowiada i próbuje ją utrzymać.

14. W skład tej historii/pamięci może wchodzić iluzja JA: skrzywdzonego, zaniedbanego, po urazach fizycznych i psychicznych, braku akceptacji, frustracji, obwiniania, narzekania, szukania przyczyny po za sobą. Często na to się mówi "ciało bolesne". Wszystko przeważnie podszyte jest racjonalizacją, która była nieudolną próbą poradzenia sobie z tym wszystkim.

KSZTAŁTOWANIE SIĘ OSOBOWOŚCI


15. Wydarzenie staje się przyczyną, przez nadanie mu oceny. Są to myśli z etykietkami winy, żalu itd.. Myśli to szlaki umysłu, odbite w sieciach neuronowych ścieżki. Nie ma sensu im zaprzeczać, bo to je wzmacnia i stają się głębszymi pokładami psychiki. Przekładają się na niechciane i nie prawdziwe (nerwicowe, neurotyczne) zachowania. Nie chodzi też by je kultywować i się w nich utwierdzać, bo wtedy zaczyna to żyć własnym życiem i też się wzmacnia.

16. Kiedy to obserwujemy, pozwalamy temu być, pomału traci to swoją energie i znika. Nie można tego przyspieszyć, można zostawić to tak jak jest i obserwować. Świadomość w swoim tempie rozpuszcza myśli, jednak już jej promień sprawia, że myśli (dotyczące przykrych odczuć) nie są już cierpieniem, tracą swoją siłę sprawczą.

MOJE DOŚWIADCZENIA W PRZESZŁOŚCI I NA CO DZIEŃ


17. Wszystkiego doświadczam w sposób w jaki doświadczam. Mogę Ci wskazać na moje poszczególne doświadczenia, ale nie mogę ich przekazać. Czasem pojawiają się stany podwyższonej uważności, które jednak jak nazwę to zamienią się z pewnością w czyjeś koncepcje. W zasadzie żaden opis nie pomoże jeśli, ktoś nie miał z tym doświadczenia. Poznaje ludzi o podobnych zainteresowaniach, ale jak do tej pory poznałem tylko jedną osobę, od której poczułem, że wie o czym mówi. To było zabawne. Bo dla niej też byłem pierwszą i jedyną osobą, od której poczuła, że wie o czym mówi.

18.Cała reszta, "cały rozwój duchowy" to z tamtego pkt. widzenia jedynie gadanina umysłu.

19. Nie ma tam wysiłku, ani kogoś kto usiłowałby coś zrobić. Nie mam jednak potrzeby wracać do takich doświadczeń. Dalej pojawiają się emocje, uczucia, koncepcje, plany, myśli, ale pozwalam im być i obserwuje. Wystarcza mi spokój, który się pojawia dzięki temu. Lecz też nie ma we mnie oporów przed innymi stanami, nawet głębokiego utożsamienia. Bo nie ma jedynych właściwych stanów, jednych właściwych doświadczeń. Wszystko się wydarza – po prostu. Co najwyżej w jednych stanach można się pośmiać z zachowania w innych stanach lub/i to przemyśleć.

20. W zasadzie takie rzeczy nie muszą się dziać podczas siedzenia, np. w medytacjach. Czasem zdarza się to idąc ulicą, a czasem zdarza się, że trwa to kilka dni. Różnie. Nie namawiam nikogo do medytowania. Wydaje mi się, że najlepiej robić to z poczucia potrzeby. Nie każdemu jest potrzebna medytacja. Nie każdemu potrzebne jest zrozumienie. Bo to tylko różne wydarzenia. Życie się wydarza. Lecz jak ktoś zacznie i zrozumie, to zyska kolejny nie raz przydatny kontekst.

STANY PODWYŻSZONEJ UWAŻNOŚCI.

21. Dla mnie to nie było nic trudnego. Kluczem było, by oderwać się od poszukiwania koncepcji i próby osiągnięcia czegoś, wystarczy skupić się na doświadczaniu, konsekwentnie. Trzeba porzuć swoje wyobrażenia, zaprzestać szukania, po prostu zatrzymać się i zacząć obserwować. Kiedy żyjemy już z chwili na chwilę, to wszystko jest takie ciekawe, takie nowe i świeże, że po prostu nie chce się wracać do poprzedniego sposobu bycia. Trochę treningu koncentracji może pomóc z początku, ale to przestaje mieć potem znaczenie. Uważność jest bezwysiłkowa i naturalna jak oddychanie. Wystarczy sobie o tym przypomnieć i kultywować.

22. Tak jak napisałem mi wystarcza spokój, mógłbym go dla lepszego zobrazowania określić jako cisza, która wypełnia każdą chwilę i zdarzenie. Ciężko to opisać, ta cisza jest jakby monumentalna, wieczna, a zarazem żywa. Jeśli chodzi o percepcje, to nie jest ona jakaś inna. Wręcz przeciwnie mam takie wrażenie "uziemienia", wszystko jest takie jakie jest. Wtedy w każdym miejscu czuje się jakbym był w domu. Nie jest tak, że trwa to cały czas, czasem znów wracam do "ciężkiego myślenia", gonitwy myśli, do "JA" obarczonego historią. Lecz powrót do spokoju to kwestia praktyki, jest to naturalny stan bycia i nie mam problemu by do niego wrócić.

23. Czasem pojawiają się też "głębsze" wglądy. Na pewno są związane z uważnym doświadczaniem, ale są bezwarunkowe i nie można ich w żaden sposób celowo wywołać. Wręcz przeciwnie im większe pragnienie tym jest to trudniejsze. Nie wiem co mógłbym napisać, aby komuś w tym pomóc. To jeszcze trudniejsze do opisania. Kilka lat zanim te wglądy zaczęły się pojawiać czytałem już o nich, ale to nie jest w ogóle porównywalne, trzeba tego po prostu doświadczyć, zrozumienie nie ma tu nic do rzeczy. W tamtym stanie wszystko wydaje się nieograniczoną przestrzenią, każde doznanie wydaje się tak lekkie, że niemal wirtualnie. Percepcja się zmienia, nie postrzegamy już świata w kontekście ja-świat, tylko odbieramy wszystko jako całość, jedność. Wszystko się po prostu dzieje, wydarza. Po za tym mamy dostęp wtedy do takich informacji do których normalnie nie mamy dostępu, wszystko wydaje się, łatwe, proste, oczywiste. Jak ktoś z was oglądał film "Jestem Bogiem" to mogę mu powiedzieć, że to coś podobnego do efektu jaki dawała tamta pastylka.

23. Mógłbym o tym opowiadać cały dzień, ale to bez znaczenia. Zwykła gadanina umysłu, który nakręca się opisami, koncepcjami. Wszystko czego potrzeba to doświadczać, akceptować, uważać, konsekwentnie. Kiedy przyjdzie rozpoznanie, reszta łącznie z podwyższonymi stanami uważności przestaje mieć znaczenie, przynajmniej takie jakie miało wcześniej.

24. W takim doświadczeniu gubi się pamięć o doświadczającym. Znika ona pod przepływem zdarzeń. Jest to doświadczenie nietrwałości. Wszystko się zmienia, pojawia się i znika, ciągły ruch. Z tego punktu widzenia, myśli to kolejne procesy umysłowe, które jednak w tym stanie są za wolne i za ciężkie by mogły być pomylone z istnieniem, z osobą, tak jak było to przedtem. Jest wrażenie niesamowitej szybkości, ale jednocześnie ciszy, spokoju i porządku. Wszystko jest doskonałe jakie jest, bez początku, bez trwania, bez końca, w ciągłym ruchu, w stojącej chwili. Po czymś takim nawet jeśli iluzja wraca, to pozostaje świadomość, że jest to tylko iluzja, nie ma potrzeby nazywania myśli - sobą. Bo JA to tak naprawdę zbiór myśli i innych procesów głęboko zakorzenionych w strukturze doświadczenia.

FORUM.


25. Widzę użytkowników, którzy chcą pomagać i tych proszą o pomoc "duchową" - tak o tym mówią. Kontekstem tego jest to, że przeważnie osoby, które proszą - nie wiedzą na co się piszą, a ich motywacją jest chęć uporządkowania swoich spraw.

26. Rozpoznanie iluzji ja, rzekomo ma im w tym pomóc. Czy tak się dzieje? Nie wiem. Często metody których się używa są po prostu metodami psychomanipulacji, mają one doprowadzić osobę skłonną uwierzyć w to działanie do depersonalizacji. To nie ma nic wspólnego z rozpoznaniem iluzji ja, a może być szkodliwe. Jeśli ktoś się mnie spyta jak rozpoznać iluzje ja to powiem, że nie wiem, jedni po prostu są wstanie to zrobić inni nie - zakładając w swoich dążeniach różne religie, sekty, ruchy itd.

27. Tworzone są różne rytuały, techniki, koncepcje, teorie, ideologie. Wszystko to szufladkuje ludzi i tworzy zmyśloną hierarchię. Tak jakby istniało ukryte założenie, że po rozpoznaniu nie jesteśmy dalej zwykłymi ludźmi. A rozpoznanie wymaga przejścia prania mózgu w celu przekształcenia jaźni. Z mojego punktu widzenia to wszystko są bzdury.

PANACEUM NA WYPRASOWANĄ KOSZULĘ.

28. Dzwonił do Was kiedyś telemarketer chcąc sprzedać "żelazko"? Do mnie dzwonili ze sto razy Część ludzi da się naciągnąć. Kupują to bez zastrzeżeń nawet jak już mają "żelazko". Potem się zastanawiają i głowią co sprawiło, że kupili nowe "żelazko". Następnej części pomału skacze żyłka, właśnie dlatego, że są świadomi tego, że stosuje się na nich psychomanipulacje i że Ci dzwoniący zabierają im czas. Mimo, że to wiedzą, to jednak telemarketerzy są tak wyszkoleni, aby stosować efekt zdartej płyty i nigdy się nie poddać - część osób kupi "żelazko" by mieć po prostu spokój, po prostu ulegnie. Kolejnej części już pęka żyłka, wybuchają agresją, ostatecznie we wściekłości rzucają słuchawkę. Istnieje jeszcze jedna grupa osób. Mówią co mają do powiedzenia, po czym odkładają słuchawkę. Bez emocji, bez żalu, bez gniewu. Tak właśnie wygląda prawdziwe świadome porzucenie myślenia życzeniowego i całej tej "ezoteryki".

29. Ile jeszcze "kursów" potrzeba? Ile się trzeba jeszcze naczytać? Ile się trzeba jeszcze namedytować? By uświadomić sobie, że wszyscy to ludzie z żelazkami. Pan z pod budki z piwem może dostrzegać rzeczy, na które "uduchowieni" wraz ze swoim "wyzwoleniem" są ślepi. To oczywiście działa w dwie strony. Nikt nie ma patentu na prawdę, tak samo nikt nie ma monopolu na głupotę. Co innego mówić o swoim żelazku, a co innego jest żelazka sprzedawać, a tym bardziej produkować kolejne w czyimś umyśle. Czym taka osoba będzie prasować?

30. Przeanalizujcie sprawę. - „co was tu sprowadziło”(czy jakoś tak) i jakie reakcje wywołują w was żelazka na sprzedaż, hiper, ultra nowoczesne, idealnie rozprasowujące wszystkie koszule :)

PODĄŻANIE ZA WZORCEM.


31. Byli tacy co próbowali prowadzić mnie za rączkę. Obiecywali różne "wyzwolenia", ale im nie wierzyłem, a to co mówili nie trzymało się kupy. Było też kilka osób, którzy próbowali mnie naśladować i słuchać, po krótkim czasie stwierdziłem, że oni pomyśleli, że potrzebują mojego paplania. Obserwowałem jak próbowali mnie papugować, a robili to obficie. Sęk w tym wszystko kręciło się wokół paplania i utożsamienia się z nim, a to było odwrotnością przekazu.

32. Teraz może być zabawnie. Osoba zdeterminowana może nawet szukać w "nieszukaniu". :) Ludzka percepcja tak zadziała, że każdy zobaczy to co chce zobaczyć, niekoniecznie to co jest z czyjąś intencją, czy zgodne ze stanem faktycznym. Są pewne wzniosłe hasła. W jednym miejscu nazwali to "źródłem" w innym "oceanem", a my to niby mamy być fale lub kreacje. Wszystko fajnie i pięknie, dopóki nie zacznie się w to wierzyć i przekonywać do tego innych.

CZY ISTNIEJE SZANSA NA POROZUMIENIE?


33. Dla mnie nie ważne kto jakim się językiem posługuje. Mamy różne doświadczenia i różną wiedzę. Np. ta osoba o której mówiłem na początku, mój umysł bardziej korzysta z terminologii naukowej, a jej bardziej z fantastyki naukowej, ale czuć tą ciszę w naszych dialogach i poczucie humoru, dystans. Nie ma prowadzenia za rączkę. Potrafimy opisać te same rzeczy, ale całkiem innym językiem, każdy na swój sposób, w swoim tempie.

34. Z kolei spotykam osoby, które mówią rzeczy, które mają dla mnie sens (użyty jest mój język), ale idzie wyczuć takie przywiązanie do tych treści i chęć zaimplementowania jej innym. Nie muszą to być jakieś twierdzenia, mogą to być też pytania z oczekiwaniem na konkretną odpowiedź, bez próby zrozumienia. Przy czym ich RD opiera się na manipulowaniu konceptualnymi formami, ale nie wyczuwa się od nich jakby rozumieli to o czym mówią.

KONIEC.


Nie oczekuje żadnego efektu, każdy i tak zrozumie te słowa na swój sposób. Ktoś przypisze mi utożsamienie, ktoś inny pomyśli, że poznałem jakąś prawdę tajemną, którą i on potrzebuje. Forum dalej będzie się toczyć, a użytkownicy będą dalej realizować swoje "duchowe potrzeby". Cały ten tekst jest dla mnie po prostu sposobem na spędzenie wolnego czasu. :)


Niewinny
Posty: 1752
Rejestracja: 9 lipca 2014, o 03:59
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Niewinny » 20 czerwca 2014, o 11:46

Full Moon pisze:Bardziej bym namieszał jakbym próbował Ci teraz tłumaczyć coś co nie wymaga tłumaczenia. Proszę Cię "Wszechmogący" nie cytuj mi słów Wilsona ;) wyrwane z kontekstu nie oznaczają nic i nic nie tłumaczą. Wilson świetnie rozumiał to o czym piszę.

Naprawdę nie widzę potrzeby, aby moje słowa były przez kogokolwiek zrozumiane. To tylko impuls jak wszystkie inne impulsy. Każdy ma i będzie miał swój Matrix. Podejrzewam, że Sidd i Villah ogarniają temat, choć tego nie mogę być pewny. Oprócz nich to osobiście spotkałem tylko jedną osobę która wiedziała o co chodzi, ale nie mam pewności czy spotkam kiedyś drugą taką osobę.

Przepraszam, że zrobiłem Ci jakąś nadzieje na dowiedzenie się czegoś. Radź sobie sam :-P :-D


Nie wiem kto to Wilson.
Mi byś nic nie namieszał, ja nie liczę na to że w słowach można znaleźć jakąkolwiek duchową prawdę, już dawno przestałem tracić czas na czytanie czegokolwiek po to aby się rozwinąć.
Koniec końców liczy się tylko to co robimy, to co umiemy, to na co jesteśmy gotowi.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 20 czerwca 2014, o 15:09

Wilson to autor słów, które wysłałeś mi w filmiku YT.

Niewinny
Posty: 1752
Rejestracja: 9 lipca 2014, o 03:59
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Niewinny » 20 czerwca 2014, o 15:43

Full Moon pisze:Wilson to autor słów, które wysłałeś mi w filmiku YT.


A jeszcze tak z innej beczki co do słów, nie żeby akurat chodziło o mnie czy abym czuł się urażony.
Samo dojście do prawdy w postaci słów nic nie daje.
Wszystko jest względne, niby oczywiste, ale czy choćby ten Wilson który o tym mówi, możemy założyć w pewien sposób to odkrył jest mądrzejszy od człowieka który o tym nie wie ale gdyby to poznał to by się z tym zgodził?
W sumie to puste stwierdzenie oczywistego, możemy się z tym zgodzić albo nie.
I nasuwają się pytania:
Czy świadomość/mądrość osoby która się z tym zgadza jest inna/mądrzejsza/głupsza/a może taka sama od świadomości Wilsona, oraz czy świadomość osoby która się z tym nie zgadza się różni od świadomości ww dwójki.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 20 czerwca 2014, o 16:10

Wilson o tym pisze w swoich książkach. Powołuje się on na teorie Crowleya o obwodach neurologicznych. Pomijając "dochodzenie do prawdy" i "poziomy świadomości" to niektórzy mają problem z rozumieniem tekstu czytanego, albo czytają coś czego nie doświadczyli i to mylnie interpretują. Np. Budda mówi o ustaniu cierpienia, a oni myślą, że nie będą czuć bólu. Przykładów można mnożyć. Ale wracając do tych obwodów, to różni ludzie posiadają różny komplet. "wdruków" i stopień wykształcenia i występowania obwodów neurologicznych u każdego jakoś się różni. Wyższe obwody pozwalają lepiej kontrolować i przeprogramowywać te niższe. Ogólnie temat jest szeroki.

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Kocur » 20 czerwca 2014, o 18:59

Samego życia nie rozumiemy i nie wiemy nawet jak mielibyśmy je rozumieć, umysł wydaje się nie wystarczający.


Autor tych słów zapewne wierzy w program, że umysł nie jest w stanie ogarnąć prawdy. Podobnie jak ktoś twierdzi, że cuda nie istnieją. I do tego nie udowodnimy takiej osobie ich istnienia bo zawsze znajdzie inne wytłumaczenie tego zjawiska, które nawet zobaczy na własne oczy :)

jak do tej pory poznałem tylko jedną osobę, od której poczułem, że wie o czym mówi


Tak czują 2 osoby, które mają podobne przekonania i wierzą w te same historie :)

18.Cała reszta, "cały rozwój duchowy" to z tamtego pkt. widzenia jedynie gadanina umysłu.


Znowu więc wprowadzamy jakiś punkt widzenia, który zmienia percepcję :)

22. Tak jak napisałem mi wystarcza spokój, mógłbym go dla lepszego zobrazowania określić jako cisza, która wypełnia każdą chwilę i zdarzenie. Ciężko to opisać, ta cisza jest jakby monumentalna, wieczna, a zarazem żywa. Jeśli chodzi o percepcje, to nie jest ona jakaś inna. Wręcz przeciwnie mam takie wrażenie "uziemienia", wszystko jest takie jakie jest.


Czyli tak jak pisałem to oświecenie typu yin a samo zrozumienie zjawisk jest bardziej yang. Kobiety z natury są bardziej uziemione ale za to mają większą empatię i są bardziej zdolne do bezwarunkowej miłości. Są generalnie 2 ścieżki służenia - sobie lub innym. Służenie sobie jest pionowe, oparte na urzeczywistnieniu, wiedzy i hierarchii. Służenie innym jest poziome, oparte na bezwarunkowej akceptacji i przeżywaniu. Karma to stopniowe przechodzenie z jednej strony wahadła na drugą a skończy się gdy ją zaakceptujemy (yin) i postanowimy ją zmienić (yang).

Kluczem było, by oderwać się od poszukiwania koncepcji i próby osiągnięcia czegoś, wystarczy skupić się na doświadczaniu, konsekwentnie


Czyli generalnie jesteś okrętem płynącym tak jak wiatr zawieje i niezależnie od wszystkiego i tak będziesz zadowolony? W tym momencie jest właśnie rozłam między pogodzeniem się z tym co jest a podjęciem działania żeby to zmienić. Skoro mózg to program to oderwanie się od poszukiwania prawdy to wtedy w programie powstaje najlepsza z iluzji. Ale kiedy widzisz Buddę zabij go :) Wtedy wg mnie jest ostateczny koniec iluzji i poznanie prawdy jednoczesne z przeżywaniem. Iluzja jaka powstaje opiera się na poglądzie, że nie da się dojść do prawdy albo, że nie ma po co.

Czasem pojawiają się też "głębsze" wglądy. Na pewno są związane z uważnym doświadczaniem, ale są bezwarunkowe i nie można ich w żaden sposób celowo wywołać


Kolejny program :) jak się wierzy to można. Zrobiłem tak wczoraj po napisaniu Ci pw i dostałem wgląd w pewne sprawy. To jednak działa tak, że zawsze otrzymujemy odpowiedź "pod siebie". Tak jak piszesz zrozumienie nie do końca idzie w parze ze słowami i potem nie da rady tego komuś w całości opowiedzieć.

Nie wiem co mógłbym napisać, aby komuś w tym pomóc.


Huna :) Średnie ja nie ma kontaktu z Wyższym Ja więc trzeba się komunikować poprzez podświadomość. Wydaję podświadomości zdecydowane polecenie i czekam na jego realizację. Można zaprogramować sobie to na odpowiedni moment - np kiedy położę się do łóżka otrzymam wgląd. WJ koryguje niektóre zamiary, np wczoraj wydałem polecenie żeby odpowiedź przyszła w formie realnych wizji ale kiedy położyłem się do łózka WJ dała mi do zrozumienia, że od tego jeszcze bym zachorował na schizofrenię i może lepszy będzie inny pomysł. Zgodziłem się i odpowiedź przyszła w całkowicie niespodziewany sposób, całkowicie z zewnątrz.

Wszystko jest doskonałe jakie jest, bez początku, bez trwania, bez końca, w ciągłym ruchu, w stojącej chwili. Po czymś takim nawet jeśli iluzja wraca, to pozostaje świadomość, że jest to tylko iluzja


I właśnie ta świadomość nie pozwala mi się uspokoić. Skoro to iluzja to ja tego nie potrzebuję i wolałbym zniknąć. Ale jednocześnie to iluzja oraz prawda. Nie wiem jak to opisać, podobnie jak nasze istnienie tu i teraz. Wszystko czego doświadczała dusza doświadczałem ja ale jednocześnie nie ja. Obecne wcielenie to także ja i nie ja. Moje myśli są moje i cudze itd. Z tego pkt widzenia znika dualizm i to jest opisywane jako pozytywne. Tylko dla mnie akurat powrót z takiego stanu jest traumą bo czuję, że teraz żyję zupełnie niepotrzebnie bo doświadczam czegoś co nie jest mną. W sumie ciężko to opisać bo chyba nikt jeszcze tej rozkminy nie zrozumiał i każdy kto tego doświadczał inaczej to interpretuje.

Nasze myśli to algorytmy przy czym każdy algorytm ma swój cień, który jest jego przeciwieństwem. Jeśli ja chcę żeby rzeczywistość była w rzeczywistości taka jaka jest w mojej głowie (superego) to wtedy automatycznie powstają cienie tych myśli jako odwrócone to czego chcę. Osiągnięcie urzeczywistnienia to integracja cieni i nadanie im innej roli.

Przykładowo ktoś chce być podziwiany. Cień podziwu to bycie wyśmiewanym lub pogardzanym. Każdy cel to coś jak narkotyk i trzeba płacić za tego typu przyjemności. Zapłata odbywa się w przejściem do cienia. Wszystko wibruje, płynie i się zmienia i tak działa karma - przechodzenie z jednej skrajności w drugą. Kiedy maksymalnie nadużyliśmy karmy i doszliśmy na sam szczyt (dzięki pomocy innych ludzi, umowie między duszami) to teraz zaczyna się zjazd w dół a dusze, które w dawnym systemie były ofiarami teraz chcą poużywać i odzyskać od tamtych dusz swoją energię, która przecież im się należy wg moralnych zasad. I samsara trwa dopóki ktoś się nie zorientuje, że wszystkiemu winne są cienie i nie zacznie ich integrować lub dojdzie do wniosku, że trzeba się ze wszystkim pogodzić i przeżywać ale bezwarunkowo kochając innych. To są 2 przeciwstawne ścieżki yin i yang, które razem się dopełniają i tworzą całość.

No i teraz najważniejszy myk - jak dojść do harmonii? Jak przeżywać i doświadczać jednocześnie nie pozbywając się siebie? Oddanie się przeżywaniu to pozbywanie się boskiej kreacji i wpływu, który mamy na świat. Możemy wszystko ale taki stan jest stwierdzeniem "mogę wszystko ale tego nie potrzebuję bo i tak jest mi dobrze" - to przeciwieństwo rozwoju i wiedzy. Świat z natury kobiecy, w którym wszystko po prostu się dzieje i tak jest dobrze. Jednocześnie to jest najważniejszy pierwiastek odpowiedzialny za bezwarunkowość. Bez tego nic nie jest potrzebne i nie ma sensu. Jako przeciwieństwo jest męski świat, w którym wygrywa najsilniejszy a potem role muszą się odwrócić. Miłość i szacunek w tym świecie podlegają warunkom. Potrzebna jest integracja tych dwóch światów. W świecie męskim wszystko można osiągnąć ale nic nie ma wartości i sensu a w świecie kobiecym jest sens samego istnienia oraz bezwarunkowa miłość.

Tu właśnie jest mój największy tak naprawdę problem. Załóżmy, że kocham dziewczynę i podobają mi się jej cechy, które warunkują uczucie. Tymczasem miłość ma być bezwarunkowa ale wtedy znaczyłoby to, że zgadzam się na zdradę, partnerka może ćpać, mieć okropny wygląd i do tego źle mnie traktować. Gdybym się na to godził to miałbym wzorce ofiary (yin). To ścieżka pozioma ale uczy ofiarę tego, że należy też dbać o siebie. W końcu taki związek nie daje satysfakcji i dusza poszukuje innej relacji. Podróżuje po wahadle aż w końcu sama jest najgorszym katem. Czyli to nie jest wyjście. Jeśli nie godzę się na to żeby moja partnerka była pijaczką, narkomanką i mnie zdradzała to automatycznie powstaje cień i ten cień projektuje się na drugą osobę aż w końcu ten ktoś ulega projekcji, wchodzi do cienia i w ten sposób "oddaje" karmę. Z kolei w takiej relacji ja jestem katem. Mogę wszystko ale to nie ma żadnej wartości bo widzę, że osiągnięcie sukcesu jest aż zbyt proste ale nie do końca moralne i nie jest indywidualnością lecz umiejętnością poruszania się po algorytmie. Ten punkt właśnie uważam za piekło bo trzeba się pozbyć indywidualności, pragnień i celów. Najlepsze by było wieczne nieistnienie ale wydaje się to niemożliwe. Skoro wszystko jest w ciągłym ruchu to nawet to, że się oświecę nie będzie miało znaczenia bo potem znów wrócę do tego co było. A świat jest tylko programem, który jest bez sensu i jesteśmy tu w więzieniu. Jedni są uwięzieni przez iluzję a drudzy przez prawdę. A ja tak naprawdę chciałbym tylko powrotu do miłości z tą osobą - tak żeby wszystko było dobrze i rozwijania swoich pasji bez świadomości, że np muzyka albo poezja to tylko poruszanie się po algorytmach a to, że kogoś kocham albo nienawidzę to tylko iluzja przekonań.

Tak jakby istniało ukryte założenie, że po rozpoznaniu nie jesteśmy dalej zwykłymi ludźmi.


Bo nie jesteśmy. Chyba, że stan medytacji, w którym czuję, że nie ma żadnego JA lecz jestem tym samym co mój pokój, moje miasto, Polska, Europa, Ziemia, Wszechświat to tylko iluzja. Ale naprawdę zastanawiam się czy nie jesteśmy wszyscy tym samym tylko żyjemy w iluzji podziału. Boję się tej myśli, że jestem sam na świecie i istnieję jako Bóg ale jako, że Bóg jest jeden to żeby odczuwać miłość musiał się podzielić na mniejsze części, a potem człowiek oświeca się, przechodzi do wyższej gęstości aż na końcu znów jest Bogiem. Niby to tylko jedna z hipotez ale powoduje u mnie aż dreszcze. Bo po co ta iluzja i wychodzenie z niej? Wygląda to właśnie na to, że wyższa świadomość zrobiła taki świat z jakiegoś powodu ale skoro wszystko jest Bogiem to... dobra nieważne. Pisząc tego posta byłem w dobrym nastroju a pisanie ostatniego akapitu znów mnie dołuje.

Co innego mówić o swoim żelazku, a co innego jest żelazka sprzedawać, a tym bardziej produkować kolejne w czyimś umyśle. Czym taka osoba będzie prasować?


No właśnie i to myślenie prowadzi do tego, że nie warto nic robić. Bo skoro każda czynność to sprzedawanie żelazka to automatycznie nie ma ona sensu. W ezoteryce to jedna z podstaw. Jeśli nadajesz czemuś znaczenie to tworzy się nadmierny potencjał i się to traci. Z tego wynika, że żeby coś mieć to nie może mi na tym zależeć ale skoro mi nie zależy to wszystko jedno czy to mam czy nie. Właśnie wyprodukowałeś żelazko, które stoi na parapecie i żal wyrzucić a nie wiem co z tym ustrojstwem zrobić :D A jeszcze skoro masz to w dupie to ten telemarketer ma do Ciebie żal, że odłożyłeś słuchawkę a brak wyrzutów sumienia z Twojej strony powoduje to zwiększenie cienia i nadmiernego potencjału u tej osoby.

30. Przeanalizujcie sprawę. - „co was tu sprowadziło”(czy jakoś tak) i jakie reakcje wywołują w was żelazka na sprzedaż, hiper, ultra nowoczesne, idealnie rozprasowujące wszystkie koszule :)


Jeśli istnieje jedna skuteczna metoda to źle a jeśli nie istnieje to jeszcze gorzej :)

Przy czym ich RD opiera się na manipulowaniu konceptualnymi formami, ale nie wyczuwa się od nich jakby rozumieli to o czym mówią.


Właśnie najgorzej kiedy wyczuwa się, że rozumieją :D Taki guru jest wtedy wiarygodny i zaraża swoim myśleniem innych.

Dżast

Czy świadomość/mądrość osoby która się z tym zgadza jest inna/mądrzejsza/głupsza/a może taka sama od świadomości Wilsona, oraz czy świadomość osoby która się z tym nie zgadza się różni od świadomości ww dwójki.


Głupsza/mądrzejsza to tylko program w umyśle. Nie da się obiektywnie ocenić mądrości innych ponieważ za mądre uważamy to co sami twierdzimy więc ludzie będą wydawać nam się mądrzy kiedy wierzą w podobne przekonania. Dla dresiarza mądry jest kumpel Seba niż jakiś profesor, a np na uczelni autorytetem jest profesor a dresiarze są uważani za podludzi :)
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 20 czerwca 2014, o 20:01

@Kocur :kwiatek :mrgreen:

Kocur
Posty: 1341
Rejestracja: 20 maja 2014, o 06:51
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Kocur » 20 czerwca 2014, o 22:42

Generalnie ten temat jak i każdy inny nie ma sensu ponieważ każdy z nas jest Bogiem więc nikt od nikogo się niczego nie dowie :D Szkoda, że nie ma jakiejś furtki pozwalającej ewakuować się z tego programu raz na zawsze. Mi się już ta zabawa znudziła i mam już jej dość. Pomyślałem sobie tylko, że skoro jesteśmy wszyscy Bogiem to strasznie głupi ten Bóg, że stworzył sobie iluzję żeby z niej wyjść. Nic lepszego do roboty nie było tylko taki durny świat stwarzać :D
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Awatar użytkownika
Prometeusz
Posty: 1564
Rejestracja: 21 marca 2008, o 15:56
Reputacja: 0
Płeć: M
Kontaktowanie:

Re: zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Prometeusz » 23 czerwca 2014, o 23:04

„Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są, ale takimi, jacy sami jesteśmy”.

:kwiatek

Awatar użytkownika
Freee
Posty: 56
Rejestracja: 5 kwietnia 2017, o 16:36
Reputacja: 0
Płeć: M

zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: Freee » 23 czerwca 2017, o 23:49

To takie moje odpowiedzi :) każdy ma swoje własne. I tak powiano być. chętnie poznam wasze...
Jak posiąść zdolności paranormalne i jednocześnie uwolnić się od pragnienia posiadania.
Jak się wychodzi poza umysł stają się czymś co już masz, są częścią twego własnego ducha i natury twojej. To tylko coś zwykłego i naturalnego, co zaczynasz naturalnie używać, jak zaczynasz czuć i doświadczać większą częścią siebie...
Jak próbujesz ich użyć dla władzy, znikają, ponieważ wtedy tracisz kontakt z prawdą o sobie i ze swoją prawdziwą naturą.
Pojawiają się naturalnie jak pojawia się potrzeba - z serca.

Jak dbać o sprawy przyziemne i nie utożsamiać się z ego.
Zrozumieć, i poczuć, a następnie doświadczyć, że wszystko jest jednym, materia to czysty własny duch. To ty sam. Oddzielenie jest złudzeniem. Nie ma góry i dołu. Góra i dół są zbudowane z tej samej substancji, a tylko o różnych wibracjach i skupieniu, ale mają tą samą naturę.
Kiedy poznajesz prawdę o sobie, ego traci ograniczoną perspektywę, dostrzega rzeczy tak jak widzi je źródło jego natury, a wtedy przestaje walczyć i stawiać opór, dostrzega prawdę i cieszy się naturalną harmonią we wszystkich swoich sprawach. Nie dba o nie, bo widzi, że nie musi, ponieważ dostrzega nature swego źródła we wszystkich jego sprawach i wie, że lepiej by tego nie wymyślił... Chodzi we własnym świetle, cieszy się doświadczaniem siebie i wołają na niego mistrz ;)

Jak kochać by nie była to miłość lecz miłosierdzie.
Poznać siebie, jak poznasz siebie, rozpoznasz też, to samo we wszystkich innych formach...
Wtedy zrozumiesz taniec życia, że to tylko taniec, a życie rodzi życie, daje siebie, rodzi siebie z siebie. Nawet jak już nie ma komu tańczyć, zawsze pozostaje życie, nawet jak nie jest w tańcu. To zawsze rodzi z pasją miłości i zakochania się we własnej naturze zaradzania siebie z siebie, dawania życia.
Wszystko co tu piszę i wszystko co TY tutaj piszesz, nie ma żadnej wartości. Jedyna wartość każdej prawdy spoczywa w stopniu jej realizacji.

iluke
Posty: 8
Rejestracja: 19 lutego 2014, o 11:36
Reputacja: 0
Płeć: M

zen, zdrowie i nieśmiertelność

Postautor: iluke » 7 listopada 2017, o 17:37

Po kilku latach sam mogę odpowiedzieć na pytanie które kiedyś zadałem, zgodnie z moimi odczuciami jakie mam obecnie.

Otóż do pewnego etapu kiedy odkrywamy własną moc tworzenia i panowania nad materią utrzymanie ciała w zdrowiu stanowi wyzwanie i jest pomocne by móc znaleźć potwierdzenie własnej mocy oraz realizować cele w świecie materialnym. Gdy nauczymy się uzdrawiać ciało i mamy swobodę kreacji w tym aspekcie to przestaje mieć to już takie znaczenie zwłaszcza gdy naprawdę doświadczamy, że tym ciałem (i umysłem) nie jesteśmy. Przestaje mieć sens zabieganie o jego doskonałość bo zawsze można je uzdrowić, opuścić lub wymienić na nowe, podobnie jak samochód którym nie jesteśmy.

To co zaobserwowałem to jednak wielu ludzi unika wcześniejszego uzdrowienia ciała gdyż niejednokrotnie stanowi to wyzwanie duchowe i wymaga intensywnej pracy z podświadomością. Lepiej twierdzić, że jest się już tak świętym, że zdrowie lub choroba ciała nie mają znaczenia.
W domyśle my którzy chcemy żyć komfortowo w zdrowiu i obfitości (również materialnej) jesteśmy pierwotniakami duchowymi. :)

Jeśli ktoś jest chętny na wymianę doświadczeń z zakresu uzdrawiania duchowego to zapraszam na priv.
Preferuję kontakt na żywo :)


Wróć do „Świadomość”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości