Castaneda - poza dobrem i złem

Duchowe inspiracje. Cytaty, teksty i wiele innych.
Ciekawy
Posty: 763
Rejestracja: 26 października 2009, o 19:23
Reputacja: 0
Płeć: M

Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: Ciekawy » 23 lipca 2011, o 12:37

Chciałem przedstwić imić Castanedę, gdyż nadszedł czas, kiedy i moją ciekawość ten meksykańki szarlatan pobudził. Jeszcze jakieś 2 lata temu na samą nazwę "Nauki don Juana" albo hasła o jakiś tam wojownikach reagowałem nerwowo i z niechęcią, jak zreszta na Colhio do tej pory. Co właściwie przyciąga do tego czarnoksiężnika? Tekst napisany prosto, jak konstrukcja cepa, jakieś historie poczatkujacego antropologa, który wiedziony naukową pasją pragnie zgłębić tajemnicę odziaływania naturalanych środków odurzających zażywanych prze indian z plemienia Yagui. Paru gosci zazywa Peyotl i mescalito wygaduja jakies herezje o "dawnych wojownikach", wprowadzają przedziwne terminy, przy tym czas im leci niemozliwie szybko albo niemozliwie wolno - podczas jednej pogawedki okazuje sie ze minely miesiace. Jest w tym wszystkim jednak jakiś system i z biegiem czasu podczas lektury staje się on bardzo konsekwentny, pewne wątki zaznaczone na początku, rozwijane są skrupulatnie i systematycznie w koncowych partiach cyklu , szamanski świat albo raczej sposób postrzegania rzeczywistości zaczyna nas przenikać i działać na nas niczym narkotyk. Sami stajaemy się wedrowcami przekraczamy własne uwarunkowania i pewnym sensie zmuszeni jestemy (rzecz jasna jesli nie odrzucimy z racjonalistycznym oburzeniem ksiązki) odkryć się, aby poznawać i zgłebiać niaznane jeszcze albo przeczuwane obszary samego siebie.Dlatego polecam wszytkim tym , kltórzy jeszcze nieznają i mają troche cierpliwości, te przeciwne księgi. Dla zachęty wklejam notatki z wykładów Castanedy, który znalazlem na http://kodczasu.pl/viewtopic.php?t=655.

ps Uzywki zazywane przez indian były tylko jedną z wielu ścieżek porzeżania własnej percepcji, w ksiazce znajduje się wiele bardzo cennych, czesto przedziwnych, ale wydaje się że bardzo praktycznych metod, ze tak powiem, przykładów ciekawych dróg duchowych.



Wykład Carlosa Castanedy


Anonimowe notatki z wykładu Carlosa Castanedy w księgarni Phoenix. Los Angeles, Kalifornia; grudzień 1993 r.


Przygotowanie Ścieżki Wojownika:

Nagual to człowiek o podwójnej konfiguracji energii. W linii przekazu Don Juana było 27 Naguali. Myślę więc, że to, co Don Juan nazywał magią, można określić innym terminem. Może Nagualizm?

Don Juan nauczał sposobu przełamywania psychologicznego uwarunkowania bariery kognitywnej, która odgradza nas od naszych korzeni. Świat który postrzegamy został sformowany a priori. Został nam przekazany.

Najważniejszą rzeczą o której powiedział Don Juan jest to, że cała nasza energia zaangażowana jest w obronę. Wszystkie nasze wysiłki zmierzają w tym właśnie kierunku. Bronimy koncepcji samego siebie od tak dawna, że przestaliśmy to dostrzegać.

Czas, żebyśmy sami to odkryli. Czas przeanalizować nasze życie, "przeżyć" je jeszcze raz, każdą naszą czynność, każde wydarzenie, aby odkryć żródło naszego świata. Żródłem tym jest nasz stosunek do ludzi.

Gdy zacząłem analizować moje życie odkryłem, że podchodzę do świata jak przedszkolak. Litowałem się nad sobą. Całe moje życie było niczym więcej, jak tylko nieustannym powtarzaniem tego faktu. Gdy don Juan zmusił mnie abym "przeżył" swoje życie jeszcze raz, dostrzegłem że cały ten czas spędziłem broniąc mojego punktu widzenia. Było to straszne odkrycie. Moim jedynym marzeniem było to, aby ktoś wysłuchał mojej smutnej opowieści i ulitował się nade mną.

Poczucie własnej ważności przesłania nam wszystko inne, możemy się jednak od tego poczucia oddzielić.

Kolejną przeszkodą w widzeniu świata jest złudzenie, że znalezienie partnera przyniesie nam ostateczne szczęście. Nawet po ślubie, ciągle szukamy kogoś kto przyniesie nam szczęście. "Przecież to tylko żona..."

Nie chcemy dawać, jesteśmy niewiarygodnie samolubni, chcemy tylko brać. Wojownicy, widzący, Naguale, w tym świecie czy w innym, kochają bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.

Nie umiemy dostrzec, że to właśnie poczucie własnej ważności rządzi naszym istnieniem. Gdyby było inaczej, nie używalibyśmy naszych ciał w taki sposób.

Koncepcja Ego nie jest naszą częścią, czas więc abyśmy się jej pozbyli. Don Juan podał szereg wskazówek które pomogą nam zaobserwować co się z nami dzieje, co nam zrobili; zaobserwować nie w celu porównania, ale by poznać prawdę.

Pracowałem niegdyś jako asystent naukowy psychiatry, spisując historie poszczególnych przypadków z taśm magnetofonowych. Mieliśmy ponad 3000 taśm. Kiedy ich słuchałem odkryłem, że to wszystko byłem ja. Ich historie były moją historią. Don Juan spytał mnie raz, na czym polega moja wyjątkowość. Nie byłem wcale wyjątkowy. Na tych taśmach było 3000 różnych osób, i wszyscy oni byli jak ja. Nie jesteśmy wyjątkowi, ale jest w nas coś magicznego: wszyscy musimy umrzeć. Kiedy Don Juan wyrwał mnie ze społecznego porządku zrozumiałem, że nikogo nie obchodzi czy jeszcze żyję, czy już nie. To właśnie nas niszczy. Czemu więc trzymamy się jakiegoś absurdalnego porządku, który popycha nas ku zniszczeniu?

Miłość - tylko tego nam trzeba.

Gdy przyjrzysz się porządkowi społecznemu przez pryzmat własnych doświadczeń przekonasz się, że prowadzi on donikąd. Przyjrzyj się nie w celu porównania, ale by poznać prawdę. Zrozum sam porządek, a zrozumiesz, że jest on bez celu i znaczenia. Może to pieniądze albo inne rzeczy są w naszych oczach tak ważne? A może to po prostu imperatyw biologiczny?

Ponowne "przeżycie" własnego życia (rekapitulacja) to sposób na zaatakowanie poczucia własnej ważności. Potrzebujemy energii, która powstaje przy bezstronnej analizie procesu wyrzucania z siebie całego tego gówna.

Narkotyki dla rozrywki, ecstasy San Pedro? Święty Piotrze, zmiłuj się! Nic w nich nie znajdziemy. Ćpanie pozbawia nas umiejętności działania pod presją. Don Juan używał roślin aby leczyć i ćwiczyć moją uwagę, bo nie miałem jej za grosz.

Jest coś lepszego niż poszukiwanie magii w życiu przez narkotyki: samodyscyplina. To jedyne wyjście z pułapki systemu społecznego. Samodyscyplina daje cudowną moc. Wojownik, świadomy własnej nieuchronnej śmierci, zdaje sobie sprawę z pułapki systemu społecznego, z pułapki poczucia własnej ważności, z pułapki rozumu; pragnie tylko wolności. Wolność jest skokiem w niepojęty świat.

Samodyscyplina nie jest chrześcijańską ascezą, jest to niepohamowana radość płynąca z pełnej świadomości 24 godziny na dobę.

Istnieje kilka podstawowych zasad kształtujących odpowiedzialność wojownika: Nie zadawaj głupich pytań. Nie mów: "Nie rozumiem," ani: "Czy mógłbyś mi to wyjaśnić?" Nie istnieją racjonalne wyjaśnienia. Jeśli chcesz wiedzieć, musisz sam spróbować.

1. Akceptacja własnej nieuchronnej śmierci. Ze śmiercią nie da się negocjować; wszystko co żyje musi umrzeć. Zrozum to i przyjmij odpowiedzialność za swoją śmierć. Wypowiedz to na głos, a na pewno tak się stanie. Powiedz głośno, "Przyjmuję odpowiedzialność za własną śmierć". Nie wystarczy tego pomyśleć, trzeba powiedzieć na głos. Moc nie czyta w twoich myślach. Wypowiadając to poczujesz, że następuje w tobie zmiana. Niech twoje słowo będzie ostateczne. Wojownik nigdy nie cofa tego, co powiedział. Raz w życiu przyłóż się do czegoś porządnie, choćby to miała być twoja własna śmierć. Wojownik umie zginąć za swoje słowo. Wypowiadanie na głos jest czymś bardzo tajemniczym i magicznym. Głośne i jasne wypowiedzenie swoich intencji to sekret powodzenia. Zrób to. Zmierz się z nieznanym. Przyjmij odpowiedzialność i stań twarzą w twarz z nieskończonością. Nieskończoność nie jest sentymentalna, nie wysłucha jęków i błagań - ma cię gdzieś, nic jej nie obchodzi. Jako wojownik możesz przeżyć coś niewiarygodnego. Samymi słowami nie umiemy tego wyjaśnić. Zapomnij o definicjach. Nosimy w sobie cały świat. Odpowiedż trzeba znależć i zaakceptować. To wszystko, czego może dokonać wojownik.

2. Dla wojownika najważniejszą rzeczą jest głośno przyjąć odpowiedzialność za postrzeganie. Nie mamy żadnego celu, poza starością nic nas nie czeka. Wszystko jest możliwe. Już teraz jesteśmy czarownikami. Zejdż na sam spód, na najniższy poziom i stwórz świat z tego, co w nim naprawdę istnieje. Na samym spodzie jest śmierć. Jestem istotą ludzką więc mam moc. Wypowiedz głośno swój zamiar bycia kimś innym i ulecz sam siebie. Kiedy byłem chory po prostu wyskoczyłem z łóżka. Zrobiłem to, co radził mi Don Juan. Choroba to tylko nasz kaprys. Uwielbiałem moje cierpienie. Możesz to zmienić głośno wypowiadając swój zamiar. Potem odnajdziesz pewność siebie. Pokora i sztywniactwo to nasi najwięksi wrogowie. Nie istnieje żaden logiczny powód by sądzić, że skrzydła to jedyny sposób by latać. Są inne wyjścia. Poszukaj ich. Spytaj istotę, która musi umrzeć. Spytaj lustro. Zobaczysz, coś się wydarzy.

3. Trzecią najważniejszą rzeczą jest wdzięczność. Komu to wszystko zawdzięczam? Przyjmij odpowiedzialność za to, co otrzymujesz. Przyjmując naukę, stajesz się za nią odpowiedzialny. Masz dług do końca życia. Jedynie coś tam na zewnątrz może to zmienić. Jesteś odpowiedzialny bo widzisz, co nas trzyma przy życiu. Spłacając dług stajesz się wolny. Jeśli odmówisz spłaty, będziesz nadal spętany. Istota która ma umrzeć przyjmuje odpowiedzialność. Bez tej odpowiedzialności jesteśmy tylko smutnymi samolubami.

Na kolejnych wykładach opowiem o Śnieniu, Podchodzeniu, a na koniec o człowieku eterycznym. Niczego nie zataję. Wszystko to mówię jako świadek, bo tam byłem. Widziałem niewiarygodne rzeczy. To wszystko jak łzy na deszczu.
"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca."

Joseph Conrad

Ciekawy
Posty: 763
Rejestracja: 26 października 2009, o 19:23
Reputacja: 0
Płeć: M

Czterech największych wrogów człowieka

Postautor: Ciekawy » 27 lipca 2011, o 17:46

Strach, przenikliwość, moc i starość


Przystępując do nauki, człowiek nigdy nie ma pewności co do swych celów. Jego dążenia naznaczone są skazą, jego zamiary są mgliste. Spodziewa się nagrody, której nigdy nie otrzyma, bo nie ma najmniejszego pojęcia o udrękach nauki. Powoli zaczyna się uczyć, najpierw po kawałeczku, później wielkimi porcjami. Wkrótce też dochodzi do kolizji myśli. To, czego się uczy, nie odpowiada nigdy temu, co sobie wyobrażał lub wymarzył, toteż zaczyna się bać. Uczenie się nie jest nigdy tym, czego się spodziewamy. Każdy etap nauki jest nowym zadaniem, a lęk, jaki człowiek odczuwa, zaczyna narastać bezlitośnie i nieustępliwie. Przedmiot naszych dążeń zamienia się w pole bitwy.
Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego naturalnego wroga – strach! “Straszny to wróg: zdradziecki i trudny do pokonania. Czai się za każdym zakrętem drogi, czekając w ukryciu. A jeśli człowiek ulęknie się jego obecności i ucieknie, ów wróg położy kres jego poszukiwaniom.

– Co się dzieje z człowiekiem, który ze strachu ucieknie?

– Nic, z tym tylko, że niczego się już nie nauczy. Nie zostanie nigdy człowiekiem wiedzy. Możliwe, że będzie tchórzem znęcającym się nad słabszymi albo nieszkodliwym strachliwcem, ale w każdym razie będzie pokonany. Pierwszy z wrogów położy kres jego gorącym pragnieniom.

– Jakie ma możliwości pokonania strachu?

– Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie wolno mu uciec. Musi rzucić wyzwanie lękowi i wbrew niemu zrobić następny krok w nauce, a potem jeszcze i jeszcze jeden. Nie wolno mu uronić niczego ze strachu, a mimo to nie może się zatrzymać w miejscu. Taka jest zasada! Nadejdzie chwila, kiedy pierwszy wróg się cofnie. Człowiek zaczyna wówczas nabierać pewności siebie. Jego zamiary zyskują na sile. Nauka przestaje być zadaniem wywołującym przerażenie. Kiedy nadchodzi ta radosna chwila, człowiek może stwierdzić bez wahania, że pokonał swego pierwszego naturalnego wroga.

– Czy to się dzieje od razu, don Juanie, czy stopniowo?

– Stopniowo, ale zwycięstwo nad strachem dokonuje się nagle i błyskawicznie.

– Ale czy taki człowiek nie przelęknie się znowu, jeśli przydarzy mu się coś nowego?

– Nie. Skoro człowiek raz pokona strach, wyzwala się od niego na całe życie, bo miejsce strachu zajmuje w nim jasność umysłu, która unicestwia lęk. Odtąd człowiek zna swoje pragnienia, wie, jak je zaspokoić. Potrafi przewidzieć kolejne etapy nauki i widzi wszystko z przenikliwą jasnością. Doznaje uczucia, że nic nie jest przed nim zakryte.
Tym sposobem napotyka drugiego wroga – jasność! Owa jasność umysłu, którą tak trudno osiągnąć, usuwa lęk, lecz także zaślepia. Zmusza człowieka, żeby nigdy w siebie nie wątpił. Obdarza go pewnością, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdyż potrafi wszystko przeniknąć. Jest odważny, bo jest przenikliwy. Nic go też nie powstrzyma, bo widzi jasno. Ale to błąd. Jeśli człowiek podda się tej iluzorycznej potędze, ulegnie swemu drugiemu wrogowi i zamiast gnać, będzie się ociągał. Będzie się cackał z nauką, aż w końcu straci zdolność do nauczenia się czegoś więcej.

– Co się dzieje z człowiekiem w ten sposób pokonanym, don Juanie? Umiera?

– Nie, nie umiera. Jego drugi wróg odebrał mu wszelką chęć, żeby starał się zostać człowiekiem wiedzy. Taki człowiek zamienia się w nadętego wojownika lub błazna. Ale jasność umysłu, za którą tak słono zapłacił, nie przekształci się nigdy w ciemność i strach. Do końca życia zachowa swoją przenikliwość, ale niczego się już nie nauczy ani niczego nie będzie żarliwie pragnął. ; – Co powinien uczynić, żeby uniknąć porażki?

– Musi zrobić to samo, co zrobił z lękiem: powinien rzucić wyzwanie swej przenikliwości, korzystając z niej tylko w patrzeniu na świat, czekać cierpliwie i odmierzać starannie każdy kolejny krok. Przede wszystkim zaś powinien uważać, że jego przenikliwość niewiele różni się od obłędu. Nadejdzie chwila, kiedy zrozumie, że owa przenikliwość to tylko punkcik w polu jego wzroku. W ten sposób pokona swego drugiego wroga i znajdzie się w położeniu, w którym nic mu już nie będzie zagrażać. Nie będzie to błędem. To nie będzie jedynie punkcik w polu widzenia. Będzie to prawdziwą mocą.

Doszedłszy do tego punktu, przekona się, że znalazł się w końcu w posiadaniu mocy, do której dążył od tak dawna. Może z nią począć, co tylko zechce. Ma sprzymierzeńca do dyspozycji. Jego wola jest prawem. Widzi wszystko, co go otacza.
Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka. Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.

– Czy utraci swą moc?

– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.

– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?

– Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.

– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?

– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić.

– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?

– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony.

– A jeśli moc tylko przejściowo go oślepi, a później człowiek ją odrzuci?

– Będzie to znaczyło, że walka trwa i że człowiek próbuje jeszcze zostać człowiekiem wiedzy. Prawdziwa klęska nadchodzi dopiero wówczas, gdy człowiek przestaje próbować i poddaje się.

– Ale jest przecież możliwe, don Juanie, że człowiek poddaje się najpierw na długie lata strachowi, a mimo to ostatecznie go przezwycięża.

– Nie, to nieprawda. Jeśli raz podda się strachowi, nigdy go już nie przezwycięży; nauka będzie napawała go lękiem i zaniecha wszelkich prób. Jeśli jednak będzie starał się uczyć wbrew lękowi, odniesie ostateczne zwycięstwo, bo w rzeczywistości nie pozwoli mu nigdy nad sobą zapanować.

– W jaki sposób można pokonać trzeciego wroga, don Juanie?

– Trzeba mu się z rozmysłem przeciwstawić. Trzeba sobie uświadomić, że moc, nad którą człowiek rzekomo zapanował, w rzeczywistości nigdy nie stanowi jego własności. Cały czas człowiek musi się bardzo pilnować, wykorzystując z wielką ostrożnością i starannością wszystko, czego się nauczył. Jeśli zrozumie, że jasność umysłu i moc, którym nie towarzyszy panowanie nad sobą, są gorsze od błędu, dojdzie do punktu, w którym nic nie wymknie się spod kontroli. Tym sposobem zada klęskę swemu trzeciemu wrogowi. Wówczas to znajdzie się on u kresu swej wyprawy po wiedzę, jednocześnie zaś, właściwie bez ostrzeżenia,
napotka ostatniego ze swych wrogów – starość! Jest to wróg najbardziej okrutny, którego nigdy nie da się pokonać całkowicie, można tylko odpierać jego ataki.

Człowiek nie odczuwa już więcej lęku, nie trapią go żadne obawy ani niecierpliwa jasność umysłu – sprawuje pełną kontrolę nad swą mocą, równocześnie jednak zaczyna odczuwać przemożne pragnienie odpoczynku. Jeśli podda się pragnieniu, by położyć się i zapomnieć o wszystkim, jeśli pofolguje swemu zmęczeniu, przegra ostatnią rundę, a ciosy wroga uczynią zeń słabiutkiego starowinę. Pragnienie wycofania się weźmie górę nad całą jego przenikliwością, mocą i wiedzą. Jeśli jednak ów człowiek otrząśnie się ze zmęczenia i mężnie zniesie swój los do samego końca, będzie zasługiwał na miano człowieka wiedzy, choćby przez krótką chwilę zwycięstwa w odpieraniu ataków swego ostatniego niezwyciężonego wroga. I ta chwila jasności umysłu, mocy i wiedzy – wystarczy.

.
"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca."

Joseph Conrad

icaro
Posty: 759
Rejestracja: 11 lutego 2011, o 10:50
Reputacja: 0

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: icaro » 27 lipca 2011, o 21:48

Tak trochę tak...ale dziwny jest ten język.

Ciekawy
Posty: 763
Rejestracja: 26 października 2009, o 19:23
Reputacja: 0
Płeć: M

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: Ciekawy » 27 lipca 2011, o 21:56

alegoryczny, treści uniwersalne... Też do końca nie wiem, co o tym myśleć.
"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca."

Joseph Conrad

villah
Posty: 1257
Rejestracja: 2 marca 2010, o 21:45
Reputacja: 0

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: villah » 29 lipca 2011, o 22:10

kiedys tez sie interesowałem tymi "naukami cos tam" ale wzielem spylocybie i mój kumpel na moich oczach zamienił się w leśnego jelenia... a on mi mówił ze jestem lesnym żółwiem, jestem pewien ze kazdy człowiek ma odpowiednik swojego zwierzęcia. oczywiscie nie wyglądał on jak 100% jelen ale był k***a kuresko kosmiczny.

mocmilosci2
Posty: 173
Rejestracja: 8 kwietnia 2007, o 11:38
Reputacja: 0
Kontaktowanie:

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: mocmilosci2 » 30 lipca 2011, o 00:43

cyt: "Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka."

coooo??
ale jazda...i wkręt... moc to wróg?
...Moc to energia i to My dopiero ją polaryzujemy i to w tym światku....

cyt :" Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.
– Czy utraci swą moc?
– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.
– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?
– Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.
– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?
– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić."

...oczywiście... oczy! wiście... NIE! Da się z tym zrobić co robimy...nasza wola!!!!

cyt :"– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?
– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony."

:mrgreen: :D
:czytaj Alke KICHA do SILNI!... do potęgi n-tej to za mało...
:wow2 :D :przytul
Najlepiej od razu siem OBWIESIĆ...KIszka kaszana , czarna p... olewka :roll:
:mrgreen:
JAM JEST
..............miłość.............

icaro
Posty: 759
Rejestracja: 11 lutego 2011, o 10:50
Reputacja: 0

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: icaro » 30 lipca 2011, o 19:37

mocmilosci pisze:cyt: "Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka."

coooo??
ale jazda...i wkręt... moc to wróg?
...Moc to energia i to My dopiero ją polaryzujemy i to w tym światku....

cyt :" Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.
– Czy utraci swą moc?
– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.
– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?
– Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.
– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?
– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić."

...oczywiście... oczy! wiście... NIE! Da się z tym zrobić co robimy...nasza wola!!!!

cyt :"– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?
– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony."

:mrgreen: :D
:czytaj Alke KICHA do SILNI!... do potęgi n-tej to za mało...
:wow2 :D :przytul
Najlepiej od razu siem OBWIESIĆ...KIszka kaszana , czarna p... olewka :roll:
:mrgreen:

A ja ciesze sie ze ciekawy to tu wkleił...weż pod uwage że Castaneda był nadetym pierdołom a Ten jego Don Juan to prawie wrózka kopciuszka.
A co do mocy to ma racje i wogóle dużo w tym prawdy o rozwoju.

Nic nie poradze że to godzi osobiście w ciebie MM.

mocmilosci2
Posty: 173
Rejestracja: 8 kwietnia 2007, o 11:38
Reputacja: 0
Kontaktowanie:

Re: Castaneda - poza dobrem i złem

Postautor: mocmilosci2 » 30 lipca 2011, o 22:35

cyt:
"Nic nie poradze że to godzi osobiście w ciebie MM"

czyżby coś mnialo mniem godzić.. Z "Goda", to podstawa...
Mniem Good.. zi osobiście ,wiemc ,spoko :D
cyt:"Czujem siem świetnie och jak wspaniale.. "
- Manam
:D
JAM JEST
..............miłość.............


Wróć do „Inspiracje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości